PRZEDPREMIEROWO D. B. Foryś, Tylko żywi mogą umrzeć. Patronat medialny.

PRZEDPREMIEROWO D. B. Foryś, Tylko żywi mogą umrzeć. Patronat medialny.


Obyś dotrzymał słowa – warknęłam. – Bo jeśli umrzesz…
– To niemożliwe, Tessie – uciął, zapewniając z uśmiechem. – Tylko żywi mogą umrzeć.

Tylko żywi mogą umrzeć, D. B. Foryś recenzja.



Tessa Brown dostaje od swojego przyjaciela informację, że w podmiejskim klasztorze doszło do kradzieży. Zaginął pewien artekaft, który, jak się później okazuje, jest jednym z wielu. Krzyż, jak to krzyż, nie ma w sobie nic szczególnie znaczącego, a jednak! Materialnie nie ma on wartości dla nikogo, ale…! Nie chodzi o krzyż sam w sobie, nikt nie potrzebuje go do rozpętania Piekła na Ziemi. Ogromnie znaczenie dla Władcy Podziemia ma transkrypcja, znajdująca się na owym artefakcie. Główna bohaterka Tessa wraz z przyjaciółmi podejmuje się odnalezienia wszystkich artefaktów, noszących na swoich barkach kluczowe transkrypcje. I tym samym uniemożliwić demonom wejście w ich posiadanie, które będzie dla nich kluczem do wyjścia z Podziemi.
Tessa Brown nie jest zwykłą kobietą, w jej ciele zamieszkują dwie dusze, brzmi ciekawie? Jak najbardziej! Główna bohaterka jest nie tylko człowiekiem, lecz także namiastką demona, polującą na swoich pobratymców.
Zaginięcie krzyża jest dopiero początkiem, pierwszym krokiem w szaleńczej pogoni do ocalenia świata. Czy Tessie i jej przyjaciołom uda się odnaleźć resztę brakujących transkrypcji, zanim zrobi to świat Podziemi? Czy Tessa i jej towarzysze wyjdą cało z największej bitwy, z jaką przyjdzie im się zmierzyć? I czy miłość będzie w stanie uratować kogokolwiek?

Przebudziłam się kilka godzin później, czując na sobie czyjś wzrok. Duszący odór siarki był niemal namacalny. Pisnęłam mimowolnie, kiedy zauważyłam ciemną postać stojącą w rogu pomieszczenia.

D. B. Foryś – Z wykształcenia programista i grafik, pisarka z zamiłowania.
Pisze głównie fantastykę. Ciężko jej tworzyć fabułę, w której nic z nieba nie spada lub z podziemi nie wychodzi, ale zdarza jej się eksperymentować z thrillerem czy romansem. Swoją przygodę z pisarstwem zaczęła od publikowania opowiadań w Internecie. Od 2015 roku jest związania z grupą literacką Ailes.
Tylko żywi mogą umrzeć, jest literackim debiutem autorki i jednocześnie pierwszą częścią serii o Tessie Brown.


– Czy on bardzo cierpi? – zapytałam drżącym głosem, przenosząc wzrok na Leonardo.
– Niewyobrażalnie
.


Wcześniej, zanim zabrałam się za czytanie, wrzuciłam dla Was tutaj na bloga obszerną zapowiedź tego, co czeka na nas w książce. Szczerze powiedziawszy, gdy tworzyłam post ze wspomnianą zapowiedzią, nie czułam się przekonana do “Tylko żywi mogą umrzeć”, obawiałam się wręcz, że powieść autorki nie przypadnie mi do gustu. I wiecie, co? Uwielbiam pozytywnie być zaskakiwana przez książkę, do której początkowo podchodzę sceptycznie.

Tylko żywi mogą umrzeć, autorstwa D. B. Foryś to barwna powieść z gatunku fantasy. Niejednokrotnie na swoich social mediach, czy tutaj na blogu, wspominałam, że jeszcze do niedawna omijałam książki z tego gatunku, szerokim łukiem. Jednakże jako autorka i pisarka z pasji oraz zapalona czytelniczka, chciałam poszerzyć swoje horyzonty i zaczęłam sięgać po literaturę fantasy. Czytałam fajne w odbiorze książki, ale także te kiepskie. Tylko żywi mogą umrzeć, na tle przeczytanych przeze mnie tytułów wypada najlepiej! Dlaczego?

Pierwsza część z serii o Tessie Brown, Tylko żywi mogą umrzeć, wessała i pozytywnie zaskoczyła mnie już od pierwszych akapitów. Język, jakim operuje autorka, jest nie tylko barwny, ale także świetny w odbiorze, co powodowało, że numery stron zmieniały się w zastraszającym tempie. Od samego początku do końca czytałam rozdział po rozdziale z zapartym tchem. Chłonęłam powieść doszczętnie, przeżywając wraz z Tessą i jej przyjaciółmi wszystko to, co aktualnie się działo. A dzieje się w książce naprawdę wiele! I gwarantuję Wam, że nie będziecie się nudzić nawet przez chwilę, bo wydarzenia przeplatane z akcją spotkacie niemal na każdej stronie. Ponadto dowiecie się wielu zagadnień z historii religii chrześcijańskiej, zwiedzicie zabytkowe klasztory, wybierzecie się w podróż do wielu miast, a wszystko po to, by odnaleźć artefakty i przeczytać kluczowe transkrypcje, potrzebne Władcy Podziemi do rozpętania Apokalipsy.

Zamknę Bramy do Podziemi. Dostaniesz drugą szansę oraz świat bez demonów. Nie musisz ginąć razem ze mną.

Powieść jest jak najbardziej logiczna i spójna, gdybym chciała się do czegoś doczepić, byłoby to jedynie mieszanie czasów. Jestem tak strasznie na to uczulona, że nie umiem tego zignorować, ale gdy w każdej książce napisanej w czasie przeszłym, występują wtrącenia w czasie teraźniejszym, zaczynam myśleć ze mną jest chyba coś nie tak. Być może inaczej postrzegam opowiadanie przez bohatera wydarzeń, jakie kiedyś miały miejsce i stąd moje czepialstwo. Jednakże sądzę, że dla Was nie będzie miało to żadnego znaczenia, bo Tylko żywi mogą umrzeć, tym bardziej, jako debiut literacki to świetna książka. Ma ciekawie wykreowanych bohaterów, silnych, wyszczekanych i gotowych do poświęcenia własnego życia w imię całej ludzkości. Charakterystyka każdej postaci została skrupulatnie przemyślana, przez co bohaterowie są z krwi i kości, stworzeni w określonym celu, każdy ma swoje zadanie do wypełnienia. Demoniczny świat wciąga z taką siłą, że nie będziecie w stanie odłożyć książki, chociażby na chwilę, a wątek romantyczny między demonami przyprawi Was o szybsze bicia serca i wzruszenie, jakie funduje autorka niejednokrotnie. Poza tym będziecie mieć ochotę udusić D. B. Foryś i to nie raz, ponieważ serwuje takie wydarzenia, że miałam ochotę na nią nakrzyczeć i przyznam się, że to zrobiłam. Przeżywałam każdym zakamarkiem ciała emocje głównej bohaterki, a także innych bohaterów, jednych pokochałam całym sercem, innych znienawidziłam, a nawet się na kogoś tam obraziłam. Każdy rozdział trzyma w napięciu i wzbudza coraz większą ciekawość, powodując, że chcę się więcej i więcej, a Kilian, oh, Kilian, do chwili obecnej jestem na kilianowym haju, a w moich tęczówkach tańczą serduszka.


Ogrom przestrzeni oraz gabaryty tego miejsca sprawiły, że w mig straciłam orientację, a Kilian wraz z Remim całkowicie zniknęli z zasięgu mojego wzroku. Otoczona przez rywali, nie miałam czasu, aby rozglądać się za innymi. Musiałam skupić swoją uwagę już tylko na tym, żeby możliwie najdłużej nie dać się zabić. 

Podsumowując – W "Tylko żywi mogą umrzeć" poznacie Tessę, kobietę, której ciało zamieszkują dwie dusze, Kiliana, kluczową postać w całym zamieszaniu związanym z Apokalipsą, spotkacie różne demoniczne stwory, a nawet staniecie twarzą w twarz z samym Władcą Podziemi. A to wszystko i wiele więcej okraszone humorem, nieustającą pogonią i oczywiście miłością, jakiej nie znajdziecie w żadnej innej książce. I szepnę Wam jeszcze na ucho, że byłabym wniebowzięta, mogąc obejrzeć ekranizację, Tylko żywi mogą umrzeć! I nie ważne, ile razy usuwałam zdania, by najlepiej obrać w słowa, wrażenia, jakie zostały mi po tej książce, ponieważ nie ma słów na to, by opisać dokładnie, co zrobiła ze mną ta pozycja. Jedynie mogę zachęcić Was do jej przeczytania, byście mogli zrozumieć, że są powieści, które się przeżywa całym sobą.

Dla mnie literacki debiut D. B. Foryś to strzał w dziesiątkę. Gorąco polecam!

Więcej informacji o autorce i książce, znajdziecie na poszczególnych stronach:
www.tessabrown.pl
www.dbforys.pl

Książka od 30 listopada w wersji papierowej dostępna w sprzedaży będzie pod tym linkiem: Kup teraz


Za możliwość przeczytania książki, dziękuję autorce i cieszę się, że mogę jej patronować. 
Gratuluję dobrego debiutu i czekam na kolejne części z serii. 




Samanta Louis, 
Lawendowa Czytelnia. 
Obietnica, Ewa Pirce. Poświęcenie w imię zemsty i miłość, która nigdy nie miała się narodzić.

Obietnica, Ewa Pirce. Poświęcenie w imię zemsty i miłość, która nigdy nie miała się narodzić.


Kiedy już zasadzisz w sercu ziarno miłości, a ono wykiełkuje, nie da się go ot tak usunąć. 

Obietnica, Ewa Pirce. Wydawnictwo NieZwykłe. Recenzja.


Opis wydawcy:
Brian Wild złożył obietnicę. Zamierzał jej dotrzymać kosztem wszystkiego, co posiadał, włączając w to rodzinę. Motorem napędowym jego działań była zemsta. By wymierzyć sprawiedliwość, gotów był podjąć każde ryzyko. Jednak gdy przeznaczenie przejmuje pióro i zaczyna za nas pisać powieść w księdze zwanej życiem, nawet najbardziej misterny, układany latami plan może lec w gruzach. Bywa, że zostajemy pokonani jednym spojrzeniem. Zniewala nas jeden uśmiech, hipnotyzuje gest, niszczy słowo. Świat staje na głowie, a narzędzie zemsty okazuje się naszą zgubą.
Trzeba uważać, jakie obietnice składamy. Kilka słów spowodowanych cierpieniem i gniewem przeobraża się w bombę, która może eksplodować w naszych dłoniach, niszcząc wszystko, na co tak ciężko pracowaliśmy.

O autorce:
Ewa Pirce zadebiutowała w 2017 roku książką pod kontrowersyjnym tytułem Córka pedofila. Pochodzi z niewielkiej miejscowości położonej w pobliżu Kielc. Matka, żona, siostra, córka oraz przyjaciółka. Pasjonatka wszelkiego rodzaju literatury. Miłość do pisania zrodziła się w niej z miłości do czytania. Zakochana w muzyce, która ją inspiruje. Słuchawki na uszach są nieodłącznym elementem przy tworzeniu powieści, a zasłyszane kawałki wplecione zostają w rozdziały książek.


Obietnica autorstwa Ewy Pirce, jak sam tytuł wskazuję, opowiada o złożonej przed laty Obietnicy, przez Briana Wilda. Syna właściciela firmy, który po śmierci ojca zaplanował skrupulatnie plan zemsty i dążył do niego niemal po trupach. Za cel obrał sobie córkę przyjaciela swojego ojca, dzięki której miał zrealizować swoją obietnicę. Jednak, gdy w grę wchodzi oczarowanie i rozkochanie w sobie pięknej Olivii, stopniowo uczucia, jakimi Brian ją darzy, przejmują kontrolę nad chęcią zemsty. I wtedy pojawia się problem. Brian nie spodziewa się, że jego plan zrealizuje się szybciej, niż to sobie założył, bo ktoś postanowił zrealizować własny i odebrać Brianowi wszystko, na co tak ciężko pracował, wliczając w to Olivię. 

Obietnica to pierwsza książka spod pióra autorki, jaką miałam okazję przeczytać. Muszę przyznać, że powieść została napisana barwnym językiem, ocieka emocjami, nienawiścią i akcją. Wykreowani bohaterowie są solidni i doskonale przemyślani. Każdy z nich ma swoją zadziorną i waleczną osobowość, co powodowało, że momentami parskałam śmiechem. Dialogi między bohaterami są naturalne i życiowe, a cała fabuła przemyślana i dopracowana. Spójna i logiczna, choć na końcu już książki, pewien fragment według mnie nie do końca jest logiczny i może to tylko moje zboczenie pisarskie. W każdym razie Ewa Pirce włożyła w swoją drugą książkę wiele pracy, co jest widoczne już po kilku stronach powieści. Lekturę czyta się naprawdę przyjemnie i lekko. Autorka dozuje każdą informację ze smakiem, nie zdradzając tego, co czeka nas dalej. Bolesne i traumatyczne przeżycia głównego bohatera Briana, są taką wisienką na torcie i niestety mogą złamać niejedno serducho. Postać Astona, brata Briana jest bardzo intrygującą i ciekawą postacią, biorąc pod uwagę fakt, że na początku książki autorka opisała braterską relację, jaka między nimi była kilkanaście lat wcześniej. A gdy dochodzi do spotkania braci w czasie rzeczywistym, okazuje się, że dorosły już Aston żywi do swojego brata nienawiść i tu pojawia się pytanie – za co? 

W Obietnicy poznacie przepełnionego chęcią zemsty przystojnego Briana, Olivię, córkę najgorszego wroga Briana, która żyje pod ojcowskim kloszem i kreuje się według wymagań ojca, Margaret, kobietę, dzięki której Brian jest tym, kim jest, Astona, brata, który żywi do Briana nienawiść. Na kartach powieści odkryjecie demony przeszłości, prześladujące głównego bohatera, dowiadując się, jak zaistniałe wydarzenia w życiu mogą odbić piętno na człowieku i doszczętnie go zniszczyć, w najmniej oczekiwanym momencie. Po pierwszym tomie możecie odnieść wrażenie, że czasem nie ma wyjścia z bagna, w które wpadło się po sam nos. W towarzystwie Obietnicy przeżyjecie wiele skrajnych emocji, będziecie zastanawiać się, kto i jaki ma swój cel w swoich poczynaniach. 

Obietnica to powieść, w której nie idzie przewidzieć, co wydarzy się dalej, a jeśli nawet będzie się Wam wydawać, że rozszyfrowaliście dalszy przebieg fabuły, nastąpi zwrot, przyprawiając Waszą skórę o ciarki. 

Podsumowując – Obietnica autorstwa Ewy Pirce, to historia pełna emocji, zawiłych planów, uczuć, z ciekawymi i silnymi bohaterami, jacy nie dadzą pluć sobie w kaszę. Lektura okraszona humorem, śmiesznymi dialogami i płynnym stylem, dającym w pełni przyjemność z czytania. POLECAM! 


Za możliwość przeczytania książki dziękuję 




Samanta Louis,
Lawendowa Czytelnia.
Poniżenie, Stylo Fantome. Walka o dominację rozpoczęta.

Poniżenie, Stylo Fantome. Walka o dominację rozpoczęta.

Poniżenie, Stylo Fantome


Poniżenie, Stylo Fantome, recenzja. Wydawnictwo NieZwykłe


Siedem lat wcześniej Tatum przywiozła ostatnie rzeczy swojej siostry na nowe miejsce zamieszkania. Ellie nie było w domu, za to był Jameson, jej chłopak, który wpuścił Tate i okazał jej zainteresowanie, czego nigdy wcześniej nie robił. Tate, upita szampanem dała się podejść Jamesonowi i w rezultacie także przelecieć. Nie był to słodki i grzeczny seks, Jameson sponiewierał delikatną, wrażliwą dziewczynę, po czym niemal wyrzucił z mieszkania. Rodzina wyrzekła się jej po tym incydencie i Tate była zdana tylko na siebie, ale od tamtej pory coś się w niej zmieniło. Jameson ją zmienił.

Kiedy po siedmiu latach spotyka Jamesona na przyjęciu i później dla niego pracuje, rozpoczyna się między nimi gra, która nie ma określonych zasad, choć z biegiem czasu powoli się one zmieniają, granica między rzeczywistością a fantazją, zaczyna się zamazywać. Tate jest w stanie znieść naprawdę dużo, ale przychodzi moment, kiedy to granica zostaje przekroczona, a Jameson okazuje się prawdziwym Demonem, który zniszczył w Tate wszystko, co dobre. Złamał ja, zamącił w głowie i...

Osiem tygodni. Cztery tysiące za tydzień. Panno O'Shea, pani usługi nie są mi już potrzebne. Proszę wypierdalać z mojego domu – powiedział miłym tonem głosu. 

Pierwszy Tom z serii The Kane „Poniżenie” jest mieszanką wybuchową, bombą, która eksploduje i roztrzaskuje czytelnika na drobne kawałki. Pozostawia w zawieszeniu, oszołomieniu, elektryzuje, uzależnia i powoduje, że chcę się tylko więcej i więcej. Momentami paraliżuje, mami nasz umysł i pobudza, rozpala do czerwoności. To niesamowita, nieco chora jazda na karuzeli, po której ma się miękkie nogi, ale i tak chce się więcej. Takie właśnie jest „Poniżenie”, wyuzdane, perwersyjne, intrygujące i mroczne. Zdecydowanie nie dla każdego, ale zdecydowanie dla tych zdrowo popieprzonych, szukających mocnych wrażeń, doznań, czytelników.
Tę książkę się przeżywa, analizuje i chłonie, połyka.

Bohaterowie zostali wykreowany dość dobrze, na tle tego, co się dzieje w fabule, zapomina się o innych drobnostkach, które gdzieś po drodze dały o sobie znać. Intryguje mnie postać Jamesona, a jednocześnie pociąga. Za wiele o nim się nie dowiemy w tej części i liczę na to, że w kolejnych tomach uda mi się dowiedzieć o nim coś więcej, a najbardziej to, co przyczyniło się do tego, że jest tak pokręcony.

Postać asystenta Jamesona, Sendersa, również została ciekawie i tajemniczo przedstawiona. Cały czas się zastanawiam nad pewnym faktem, ale ujawniać go nie będę.

Natomiast Tatum jest postacią kontrowersyjną i destrukcyjną. Wiedzie życie, które wbija w fotel, ale odpowiedzialny za to jest właśnie Jameson, który siedem lat wcześniej wyzwolił, a może raczej zniszczył w niej coś, co było piękne, a ona usilnie stara się schować to pod maską zdzirowatej kobiety.

Najbardziej trafiły do mnie słowa od autorki, mówiące o tym, żeby czytać i pisać to, co się chce i pierdolić wszystkich, co w tym przeszkadzają. Fantome udowodniła, że pisząc to, co roi się w głowie pisarza nie musi być grzeczne, nie musi być piękne, a może być w swoim rodzaju oszołamiające.

Polecam osobom o mocnych nerwach, zdecydowanie i tylko dorosłym, tym szalonym, dla grzecznych dziewczynek to z pewnością nie jest książka, chyba, że w nich kryje się mroczna strona ich osobowości.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję 


Samanta Louis, 
Lawendowa Czytelnia. 

Maybe Someday, Colleen Hoover. Powieść o rozdartym sercu, muzyce i pięknej miłości.

Maybe Someday, Colleen Hoover. Powieść o rozdartym sercu, muzyce i pięknej miłości.

Maybe Someday, Colleen Hoover



Staraliśmy się to zwalczyć, ale musieliśmy ulec, ponieważ nasze uczucia są o wiele silniejsze niż pożądanie. Z pożądaniem łatwo wygrać. Zwłaszcza gdy jego jedynym orężem jest wzajemny pociąg.


Maybe Someday, Colleen Hoover, recenzja. Lawendowa Czytelnia


Kiedy Sydney słucha, jak chłopak na balkonie gra na gitarze, nie zdaje sobie sprawy, że jego muzyka wywróci jej życie do góry nogami, a on sam poprzez granie wedrze się do jej serca, choć jego jest już zajęte.
Ridge ofiaruje Sydney dach nad głową w dniu jej urodzin, w dniu kiedy wyjawia jej, że jej chłopak i jej przyjaciółka ze sobą sypiają. Dziewczynie wali się świat i opuszcza wspólne mieszkanie, które dzieliła z Tori. Wprowadza się do mieszkania Ridge'a. Żadne z nich nie przypuszcza, że w najbliższym czasie doświadczą czegoś, czego nikt nigdy nie dozna. Przychodzi moment, w którym Syd zastanawia się czy “może kiedyś”  uda im się być razem, ale biorąc fakt, że na przeszkodzie stoi Maggie, dziewczyna Ridge'a poza którą nie widział świata, a wobec której jest lojalny i walczy z tym, co czuje do Sydney, łamie jej serce i dla dobra Maggie każe wyprowadzić się z jego mieszkania.


Odkąd się poznaliśmy, ani razu nie miałem wrażenia, że moja niepełnosprawność w ogóle jest niepełnosprawnością.


Maybe Someday to bardzo poruszająca historia dwojga ludzi, których połączyła miłość do muzyki i do nich samych. Powiedzieć, że to rollercoaster emocji i uczuć to jak nic nie powiedzieć, bo to prawdziwa jazda na emocjach. Nie umiem obrać w słowa tego, co przeżywałam czytając “Maybe Someday”.


[...] jeśli uważasz, że twoja miłość do Ridge'a wystarczy, żebyście się zeszli po śmierci Maggie, to jesteś w błędzie. Bo Maggie nie umiera, Sydney. Maggie żyje. I jej obecność będzie silniejsza niż miłość Ridge'a do ciebie.


Książki Colleen Hoover zawsze wywierały na mnie ogromnie wrażenie, wzbudzały całą gamę emocji i pozostawiały po sobie moralnego kaca oraz pustkę. Ale to, co zrobiła ze mną ta pozycja, jest nie do opisania. Przez trzy dni żyłam wraz z bohaterami, poczułam więź i ich miłość. Poczułam to, co czuł Ridge, kiedy próbował usłyszeć, jak Sydney śpiewa jego piosenki, jak śpiewa to, co razem stworzyli. Autorka zawsze urzeka mnie swoimi pomysłami i sposobem grania na uczuciach czytelnika i bohaterów. W Maybe Someday przeszła samą siebie i wiem, że to najlepsza jej książka i ląduje u mnie na liście pod numerem jeden wraz z Ugly Love, choć ze względu na niesamowicie wykreowaną postać Ridge'a, jestem skłonna pozostawić ją na pierwszym miejscu bez egzekwo z Ugly Love.


W mieszkaniu panuje całkowita cisza. Jedyne, co wszyscy słyszymy, to utrzymujący się odgłos pękania serca Maggie.


Colleen Hoover mimo że posługuje się znanym sobie schematem, każda kolejna jej książka, którą czytam, jest wyjątkowa, ma innych bohaterów, inne problemy, ale tak samo łamie serce, wydusza łzy i wodzi za nos. A ja to kocham w książkach, tego oczekuję, aby od pierwszej, no dobra może drugiej lub trzeciej strony wiedzieć, że to będzie kolejna powieść, jaka wzbudzi we mnie skrajne emocje. Za to najbardziej kocham pióro i umysł autorki. Dlatego też, gdy zaopatrzam się w kolejną od niej pozycje, zostawiam ją na później, a dokładnie na czytelniczego i pisarskiego dołka, bo gdy dopada mnie taki stan, Hoover bezpretensjonalnie mnie z niego wyciąga.


– Nie chcę się z nią żegnać, skoro tak naprawdę wcale nie chcę, żeby dochodziła.


I tak oto Ridge stał się moim książkowy mężem numer 1 na chwilę obecną :)
Ponadto książka jest wyjątkowa również dlatego, że bohaterowie piszą wspólnie piosenki. Początkowo Sydney przekazuje Ridge'owi swoje teksty, jakie napisała podczas słuchania jego akordów na balkonie, a kiedy się do niego wprowadza, zaczynają pracować nad kolejnymi tekstami, co w rezultacie ich do siebie zbliża i tym samym Sydney pomaga odblokować się Ridge'owi. Więcej zdradzać nie będę, bo po prostu trzeba przeczytać i przeżyć całą sobą.

Ja zakochałam się w książkę bezgranicznie i wspomnę jeszcze tylko o tym, że każda piosenka, która została napisana przez bohaterów istnieje naprawdę i można posłuchać ich na stronie https://maybesomedaysoundtrack.com.

Z całego serducha swojego romantycznego polecam Wam tę pozycję, musicie ją przeczytać!

A teraz posłuchajcie przewodniej piosenki tej powieści.




Samanta Louis,
Lawendowa Czytelnia.
Zapowiedź! Tylko żywi mogą umrzeć, D. B. Foryś. PATRONAT MEDIALNY

Zapowiedź! Tylko żywi mogą umrzeć, D. B. Foryś. PATRONAT MEDIALNY

Lawendowa Czytelnia doczekała się swojego pierwszego patronatu, mowa o debiutanckiej powieści D. B. Foryś "Tylko żywi mogą umrzeć". Debiut literacki autorki ukaże się już 30 listopada b.r i jest to również pierwsza część z serii Tessa Brown. Powieść ukaże się dzięki wydawnictwu e-bookowo.pl w obu formach, elektronicznej i papierowej.




Zanim będziecie mogli przeczytać moją opinię na temat wspomnianej powieści, chcę byście nieco poznali autorkę i jej książkę.



Nazywa się Dorota Bożena Foryś, pochodzi z Wrocławia, obecnie ma 29 lat i niedługo spełni swoje życiowe marzenie, jakim jest wydanie powieści przed trzydziestką. Z wykształcenia jest informatykiem, ale na co dzień pracuje jako kierownik firmy handlowej. Od trzech lat jest związana z Grupą Literacką Ailes. Do tej pory udało jej się wydać opowiadania w dwóch antologiach: „MDS: Miłosne Rewolucje” oraz „Godzina Diabła” – zawiera prequel powieści „Tylko Żywi Mogą Umrzeć”. Uwielbia komiksowych super bohaterów, pop art, Aurorę oraz ciastka kokosowe.
Do napisania powieści „Tylko Żywi Mogą Umrzeć” zainspirowała się serialem „Supernatural”, którego jest ogromną fanką, a imię główna bohaterka odziedziczyła po jej mamie ;)
Jest to pierwsza część cyklu zatytułowanego „Tessa Brown”. Opowiada historię Tessy – łowczyni demonów. Kobieta za dnia próbuje prowadzić w miarę normalne życie, zaś nocami poluje na piekielne kreatury, przez co wplątuje się w sytuację, jaka znacznie ją przerasta. Wraz ze swoim przybranym ojcem – egzorcystą Gabrielem, byłym chłopakiem Remim – medium z zapędem do nekromancji, Leonardo – ekspertem od ziół oraz Kilianem – tajemniczym nieznajomym lubującym się w słodyczach, zamierza pokonać demony i raz na zawsze zmieść je z powierzchni Ziemi.
Jest to paranormalna opowieść fantasy z elementami horroru, romansu oraz sporą dawką humoru. Skierowana jest do osób pełnoletnich. Powieść została nagrodzona w pierwszej polskiej edycji Wattys 2016 w kategorii „Lekkie pióro”.


 O książce:

Mam na imię Tessa i, odkąd pamiętam, prowadzę podwójne życie. Jestem barmanką za dnia, za to nocami zamieniam się w żądną krwi łowczynię demonów. Dlaczego to robię? Och, nie zrozumcie mnie źle, przecież nie wybrałam takiego zajęcia, ponieważ jest ekscytujące i bezpieczne, pieniądze też nie grały tutaj żadnej roli, nikt mi w końcu za to nie płaci.
Tropię i zabijam wyłącznie dlatego, że posiadam nad nimi niespotykaną przewagę: w połowie jestem jedną z nich...

Ile osób potrzeba do rozpętania Apokalipsy? Co powiecie na: Tess - cierpiącą na fasmofobię łowczynię istot nadprzyrodzonych, Kiliana - tajemniczego nieznajomego z zamiłowaniem do słodyczy, Remiela - irytującego medium z zapędem do nekromancji, Gabriela - egzorcystę, proboszcza, spowiednika i żartownisia w jednym, oraz Leonardo - eksperta od ziół. Dream Team. Świat nie ma się czego obawiać. Ludzkość z pewnością zostanie ocalona!





Poznajcie bohaterów "Tylko żywi mogą umrzeć" 










Jesteście ciekawi tej równie ciekawej powieści? Autorka zapewnia, że nie będziemy się nudzić i każdy znajdzie coś dla siebie, ja trzymam Dorotę za słowo, a Wy tymczasem oczekujcie premiery i recenzji od Lawendowej Czytelni ;)

Szczegółowe informacje znajdziecie na stronie www.tessabrown.pl

Gratuluję autorce wydania debiutu literackiego i życzę wielu sukcesów!


Samanta Louis
Lawendowa Czytelnia
W kierunku zachodzącego słońca, Halina Strzelecka

W kierunku zachodzącego słońca, Halina Strzelecka




W kierunku zachodzącego słońca, opowiada o losach pięknej i inteligentnej Susany, której w życiu wiedzie się doskonale, choć w sprawach sercowych nie ma już takiej passy.
Rob, obecny partner Susany wyjeżdża do Afryki na 3 tygodnie. Zakochana i stęskniona Susana nie ma pojęcia, co tak naprawdę jej mężczyzna zamierza robić w Kenii. A zamierza bardzo wiele, przede wszystkim zaliczać piękne kobiety, a szczególnie te ciemnoskóre. Susana po wielu tygodniach od jego wyjazdu i braku częstego kontaktu zaczyna rozumieć, że Rob to zwykły dupek, który na nią nie zasługuje. W między czasie Susana zostaje przyjęta do pracy w banku. Jej szef oczarowany jej wyglądem i inteligencją zanadto dba o jej wyjazdy służbowe i zbyt często błądzi myślami w kierunku Susany. Oczywiście, gdziekolwiek Susana się nie pojawi jest podziwiania, wielbiona i pożerana wzrokiem. Wracając z służbowej podróży z Berlina, poznaje Williama, który to doszczętnie zakochuje się w Susanie, ale wpierw musi ją odnaleźć, żeby kontynuować z nią znajomość. Do kraju wraca Rob, nie przyjmuje on do wiadomości, że jego kochanie nie chce już mieć z nim nic wspólnego. Oczywiście Rob tak łatwo się nie podda.

Wątków w tej książce jest wiele, postaci także i nie jestem przekonana czy de facto przedstawienie ich głębiej ma większy sens. Ogólnie “W kierunku zachodzącego słońca” to powieść, myślę, dla starszej grupy czytelniczej, ponieważ język, jakim toczą się dialogi jest niemal arystokracki, przez co zabrakło mi jakiekolwiek realizmu. Książka jest tak słodka, że chyba bardziej być nie mogła, a zakończenie całkowicie niepotrzebne, ponieważ lepiej wypadłaby ta książka, gdyby gdzieś po drodze był dramat, ukazujący jakieś mroczne tajemnice z życia idealnej Susany, niż to, co serwuje autorka na końcu, bo jeśli już takie zakończenie wybrała, to mi zabrakło w nim fachlarzu emocji, w sumie jak w całej książce.

Mimo tego, co napisałam polecam przeczytać, jeśli jesteście zainteresowani, gdyż gusta są różne, a o nich się nie dyskutuje. Chciałabym napisać więcej o tej pozycji, ale nic więcej nie przychodzi mi na myśl, jak to, że karty książki urzekły mnie swoją fakturą. Przyjemne w dodatku i tak idealnie gładkie.


Za możliwość przeczytania książki, dziękuję 



Samanta Louis,
Lawendowa Czytelnia

Pozwól mi zostać, Tijan. Strata połowy siebie to niewyobrażalny ból. Samobójstwo to odwaga.

Pozwól mi zostać, Tijan. Strata połowy siebie to niewyobrażalny ból. Samobójstwo to odwaga.

To było jedyne miejsce na ziemi, w którym czułam się bezpieczna.


29 czerwca, Mackenzie znajduje swoją siostrę bliźniaczke w łazience, w kałuży krwi. Tego samego dnia po odkryciu zwłok siostry trafia do domu rodziców Rayana, a w rezultacie do jego łóżka. Traumatyczne przeżycie, jakiego doświadczyła nie pozwala jej zasnąć, a bycie w łóżku chłopaka i jego obecność, pozwala jej na sen. Tak zaczyna się relacja między Mac i Rayanem, ale to dopiero początek góry problemów i wielkiego bólu, z jakim będzie musiała zmierzyć się bohaterka. Czy jej się to uda? Czy idzie normalnie żyć i funkcjonować po tym, jak odnalazło się połowę swojej duszy na podłodze w kałuży krwi? Co zawiera list samobójczy, który rzekomo zostawiła Willow? Dowiecie się wszystko, czytając tę książkę.

Ja na początku skupię się na problemie powszednim, jakim jest samobójstwo nastolatków. To muszę przyznać temat tabu, jak i bardzo ciekawy do stworzenia książki. Mackenzie przeżywa tak wiele bólu, ma wrażenie, że traci zmysły, ale przede wszystkim obwinia siebie, że jako siostra blizniaczka, nie zauważyła sygnałów, jakie wysyłała siostra o pomoc. Strata kogoś tak bliskiego – w ogóle strata bliskiego – jest bólem, którego nie można sobie wyobrazić, dopóki się go nie doświadczy. Jest też powodem do obwiniania siebie, za to że było się tak bardzo zaślepionym w sobie, że nie zauważyło się tego, z czym na codzień musiała walczyć bliska osoba. Zarzuca się sobie, tak jak w przypadku Mac, że to ona powinna była umrzeć, bo Willow zawsze była silna, lubiana, najlepsza. I myślę, że to chciała autorka przekazać swoją książką, byśmy bardziej zwracali uwagę na bliskie nam osoby, niż na samego siebie. Bo gdy dojdzie do tragedii, będzie już za późno. Niestety w mojej rodzinie również ktoś popełnił samobójstwo. Swego czasu bardzo bliski mi kuzyn. Nie miałam możliwości mu pomóc, bo nie miałam z nim kontaktu, ale po jego śmierci zastanawiałam się nad tym, co tak naprawdę skłoniło go do odejścia z tego świata i czy naprawdę jego matka nie widziała, że jej dziecku nie chce się żyć? Czy gdybyśmy mieli ze sobą kontakt, jak kiedyś, mogłabym mu pomóc? Więc poniekąd rozumiałam ból, wątpliwości i żal bohaterki, a nawet obłęd w jaki popadała, gdy widziała i słyszała swoją zmarłą siostrę. W wyniku jej śmierci rodzina zaczęła się rozpadać. Mackenzie było o tyle trudno, że była identyczna, jak Willow, co wiązało się z odrzuceniem, odsunięciem.

Jak chodzi o techniczną stronę książki, to nie mogłam przez nią przepłynąć, niestety. Nie wiem czy to wina tłumacza, ale nieustanne mieszanie czasów tak strasznie mnie irytowało, że w pewnym momencie już miałam dość, tak samo jak błędów, których jest mnóstwo! I naprawdę, nie rozumiem, jakim sposobem w książce tak wiele się ich znalazło, biorąc pod uwagę fakt, że to wydawnictwo Kobiece stoi za wydaniem tej pozycji. Nad resztą nie będę się rozwodzić, bo mam mieszane uczucia. Nie uważam, że książka jest fantastyczna ani, że jest zła. Opowiada o czymś bardzo ważnym, ale chyba nic poza tym. Jedyne co jeszcze mi się podobało, to postawa Rayana. Ich miłość jest naprawdę w tej książce piękna i nietuzinkowa, co skłania mnie do myśli, że młoda miłość, taka między nastolatkami potrafi być prawdziwsza i silniejsza niż dojrzała miłość. Bo widzicie, mając 12 chyba lat, zakochałam się po uszy w siedemnstolatku i jestem z nim do dzisiaj, a przeszliśmy naprawdę sporo, tak wiele, że połowa poległaby na samym początku.

Czego nie rozumiem w "Pozwól mi zostać"? Zakończenia. Autorka napisała, że zostawiła je umyślnie, by skłonić czytelniczki do myślenia. Jedyne do czego mnie skłania, to do tego, że zabrakło mi wyjaśnienia, dlaczego Willow się zabiła, z czym tak naprawdę się borykała, że odważyła się to zrobić, czy może zrobiła to przez list, który odnalazła? I jak to się stało, że go znalazła? Nie lubię niedokończonych spraw, a ta ewidentnie taka jest i śmiem twierdzić, że Tijan powinna napisać kolejną część w całości opowiadającą o Willow, byśmy mogli ją zrozumieć, bo to, co opowiada Mackenzie o swoje siostrze, nie tłumaczy niczego.

Podsumowując: Polecam przeczytać "Pozwól mi zostać" i wyrobić sobie własne zdanie. Prawdopodobnie Ciebie ta powieść zachwyci, mnie zachywciłaby wtedy, gdyby była bardziej przemyślana i lepiej napisana. Czegoś wielkiego mi w niej brakuje.
Ale jestem pewna, że ściśnie Wam się serce, uronicie łzę – albo i nie – ale na pewno nieco przytłoczy Was ta opowieść.



Samanta Louis,
Lawendowa Czytelnia.

Komisarz, Paulina Świst. Czyli coś, co w ogóle nie wywarło na mnie wrażeń.

Komisarz, Paulina Świst. Czyli coś, co w ogóle nie wywarło na mnie wrażeń.




Dzisiaj będzie krótko, bo Komisarz to książka, która nie zostawiła po sobie wielkich wrażeń. Czasem zdarzają się książki, które nie wywołują we mnie żadnych emocji. Potrzebuję ich solidną dawkę, by skończyć czytać i powiedzieć na koniec – WOW!
Komisarz to niewymagająca lektura, na zabicie nudy. Spodziewałam się ostrego seksu, ostrek jazdy, a otrzymałam jedynie ostry język. Bohaterka, jedna z głównych postaci nie przypadła mi do gustu w ogóle, ale co tam, nikt nie kazał mi jej lubić ;) Postać Wyrwy nawet mi się podobała, choć w moim mniemaniu jest dupkiem i sądzę, że taki właśnie miał być. Były zgrzyt w czasach, ale ogólnie całość jest ciekawa. Trochę się pogubiłam, gdzie nie gdzie, ale to być może wina tego, iż nie czytałam pierwszej części.


Samanta Louis, 
Lawendowa Czytelnia. 
Rozdział Pierwszy, Zła miłość. Samanta Louis.

Rozdział Pierwszy, Zła miłość. Samanta Louis.

Bardzo cieszę się, że prolog (do przeczytania TUTAJ) został przez Was ciepło przyjęty i jesteście ciekawi ciągu dalszego. Dzisiaj mam dla Was rozdział Pierwszy. Mam nadzieję, że również będzie się Wam podobać. Po przeczytaniu zostawcie, proszę kilka słów od siebie.






Rok później.
Po tym, jak Dean tamtego pamiętnego dnia odszedł, zostawiając mnie złamaną na korytarzu, myślałam, że nie spotka mnie już nic gorszego.
A jednak.
Stało się.
Mój ojciec, mój kochany tatuś, zostawił nas – mnie i mamę – dla tej zdzirowatej suki; swojej sekretarki. Wybaczcie moje epitety, ale właśnie tym jest dla mnie kobieta, która rozbiła szczęśliwą dotąd rodzinę.
Wielki boss, zarządzający największym wydawnictwem w kraju, jakimś cudem, wiedząc, że istnieje wiele możliwości w postaci zabezpieczeń przed wpadką, stetrał dziecko za pierwszym numerkiem. I nie wiadomo skąd mu to przyszło do głowy, ale wybrał ich, choć mama była gotowa mu ten wyskok wybaczyć.
Mieliśmy wygodne, z pozoru szczęśliwe życie oparte na przyjemnościach, ale widocznie mojemu staremu, było za dobrze.
Opuścił mnie tak, jak zrobił to on. Chłopak, którego tak bardzo pragnęłam, a który pozostawił we mnie wypalone puste miejsce.
Mama, mimo że minął rok, nie może poradzić sobie z odejściem ojca, ze swoją pracą i ze mną. Wyrzuca mi, że zostałam rozpieszczona, bo nic mi nie pasuje, kiedy ona ciężko haruje, by zapewnić nam byt na odpowiednim poziomie.
Myśli, że ja tego nie widzę.
Zgodzę się z tym, że ojczulek mnie rozpieszczał i miałam wszystko, co chciałam. Jednakże nie jestem na tyle pozbawiona uczuć, by nie widzieć tego, co przechodzi moja matka. Doskonale ją rozumiem, bo ten sam płomień, który napędzał ją do życia, zgasł i we mnie.
Mama zaczęła realizować krok po kroku cele na swojej liście „Zrobić coś wyłącznie dla siebie, by przestać użalać się nad sobą ”– sądzę, że w ten sposób chce wypełnić sobie czas, by nie musieć myśleć o tym, co się stało – i postanowiła spełnić swoje marzenie, biorąc udział w programie „Master Chef”, co więcej, zapowiedziała, że bez wygranej w programie nie wraca.
I tym samym wpadła na niesamowity pomysł. Wakacje mam spędzić u swojej ciotki i mojej młodszej o dwa lata kuzynki, choć tak na dobrą sprawę jestem już dorosła i nie potrzebuję opieki. Nikt nie musi sprawować nade mną kontroli. Nie chcę, by ktoś mnie pilnował. W końcu muszę nauczyć się samodzielnego życia, jeśli tego ode mnie się wymaga. A jak mam to zrobić, jeśli w wieku dziewiętnastu lat matka wysyła mnie pod opiekę ciotki?
Mimo mojego nalegania do zmiany matczynej decyzji, nie udało mi się jej przekonać, żebym została w domu. Tłumaczyła to tym, że dobrze zrobi mi pobyt u kuzynki, że może uda mi się z nią nawiązać nić porozumienia i tym samym zacieśnić relacje, która powinna od początku mieć normalny wyraz.
Prosiła mnie, bym nie robiła problemów i pomogła ciotce, która przechodzi ciężki okres ze swoją córką. Nie rozumiałam w czym mam pomóc siostrze mojej mamy, ale ostatecznie po wielu dniach zgodziłam się, dochodząc do wniosku, że zrobię tym mamie przyjemność.
Nie chciałam jej więcej dołować.
Cały czas boli mnie to, że nadal nie może stanąć na nogi, po rozstaniu z moim ojcem.
Dobrze wiem, co czuje.
Przechodzę przez to samo, choć minął już rok.
Jego widok powoduje, że rany które zaczęły się zabliźniać, na nowo się otwierają, pomimo że ćwiczę każdego dnia swoją obojętność.
Kończę pakować ostatnie ubrania, rozglądam się po swoim pokoju i dochodzę do wniosku, że spakowałam prawie całą zawartość garderoby. I nie jestem pewna, czy tyle ubrań jest mi faktycznie potrzebnych.
Opadam na łóżko, ciężko wzdychając.
Każdego dnia pytam się Boga, dlaczego mnie to musiało spotkać?
Będę tęsknić za naszym domem. Tylko tutaj, w swoim pokoju mogę być tą samą kruchą dziewczyną, którą byłam jeszcze rok temu.
– Cassie! Jesteś gotowa? – woła matka z dołu.
Nie jestem i nie będę.
– Zaraz zejdę! – krzyczę z przekąsem.
– Pospiesz się, siedzisz tam od godziny!
Jeżeli nawet to, co? Zbrodnia?
Dopinam ostatnią walizkę, trzecią z kolei, zastanawiając się, czy o czymś nie zapomniałam, bo mam dziwne przeczucie, że tak. Ściska mnie w dole brzucha, wykręca z bólu i puszcza. Biegnę do łazienki wiedząc dokładnie, co to oznacza, o tym miałam pamiętać.
Świetnie, jeszcze akurat dzisiaj musiałam dostać miesiączkę, po co ona w ogóle istnieje? Dręczy co miesiąc i jeszcze okropnie wygląda, yh...
Staję przed umywalką i wyciskam mydło z dozownika, myję dłonie i płuczę pod średnim ciśnieniem wody z kranu. Podnoszę wzrok na swoje odbicie w lustrze i dochodzę do wniosku, że mój look, jak zawsze z resztą, jest olśniewający. Cera gładka, brzoskwiniowa, niemal aksamitna, jak pupa niemowlęca.
Moje blond włosy opadają swobodnie, luźnymi falami na moje plecy i piersi. Makijaż lekki, ale doskonały. Rzęsy długie i gęste. Zęby białe, choć mimo szczotkowania ich trzy razy dziennie idzie zauważyć na nich przebarwienia po fajkach. Kiedyś nie paliłam i niechętnie sięgałam po alkohol, ale odkąd wyparłam z siebie wszelkie uczucia mówiące o mojej słabości, używki stały mi się bardzo bliskie.
Czas się zbierać, bo matka znowu trajkocze, że już trzeba wyjechać. Łapię za podpaski, wychodząc z łazienki. Schodzę na dół z ostatnią torbą i uśmiecham się do mamy, zakładając swój wyćwiczony, sztuczny uśmiech.
– Lubię, gdy się do mnie uśmiechasz córeczko, tak rzadko to robisz. – Stoi przy kuchennej wyspie, na wprost salonu, nieopodal drzwi wejściowych gotowa do wyjścia. Przez cały stres, jaki zafundował jej ojczulek, na twarzy dorobiła się kilku zmarszczek, które uwidaczniają się szczególnie wtedy, kiedy unosi kąciki swych ust, czyli dokładnie w tej chwili. Uśmiecha się blado, jakby z sentymentem.
– Wiem mamo – wzdycham, miałam nic jej nie mówić – ale widzisz... też mam swoje problemy i nie zawsze powód, by chcieć się uśmiechnąć. – Rzucam torbę na ziemię, która ląduje przy pozostałych. Staram się oddychać równomiernie, uciekając wzrokiem na lewo i prawo, bo jestem pewna, że jeszcze chwila i się rozkleję, a przecież nie płakałam od tak dawna. Od roku nie przejawiałam żadnych słabości, więc czemu teraz czuję szczypanie pod powiekami i słoną ciecz, która za wszelką cenę chce wydostać się na zewnątrz?
– Co się dzieje Cassie? Nie mówiłaś, że masz jakieś problemy – mówi wyraźnie przejęta i zmartwiona. Patrzy na mnie z troską. Nie chcę jej martwić swoim złamanym sercem, kiedy jej jest w takim samym stanie.
– Wszystko w porządku mamo, nie masz się czym martwić – zapewniam, choć sama nie wiem, czy to prawda.
– Nie będę naciskać – wzdycha i wywraca oczy do góry – widzę, że nie chcesz powiedzieć, co ci leży na duszy. – Masz rację kobieto, nie chcę. – Jeśli jesteś gotowa, to chodźmy, bo spóźnię się na lotnisko.
– Jestem – szepczę.
Omiatam spojrzeniem ostatni raz salon i kuchnie, modląc się w duchu, abym przeżyła te wakacje. Nie mam zielonego pojęcia, co ja tam będę robić. Biorąc pod uwagę problemy, jakie ciotka ma ze swoją córką – o których dopiero się dowiem – imprezowanie nie wchodzi w grę, nie mówiąc o sporej ilości alkoholu i seksu. Po cichu liczę na to, że uda mi się wyrwać jakiegoś fajnego kolesia i kontynuować swój weekendowy rytuał seksualny, który wypełnia moją pustkę na kilka godzin i czuję się nieco lepiej.
Wychodząc z domu, obiecuję sobie, że już nigdy więcej nie dopuszczę do siebie słabości. Wyjmuję z torebki klucze i zamykam drzwi na wszystkie spusty. Biorę głęboki wdech i wydech, po czym odwracam się i kieruję w stronę mamy.
– Dam radę, to tylko dwa miesiące – szepczę pod nosem, by podnieść samą siebie na duchu.
Wsiadamy do samochodu.
Przed nami pół godzinna jazda – przy dobrych wiatrach – jeżeli na drodze nie będzie ruchu. Ruszamy z Aleksandrii w stanie Virginia – gdzie mieszkam – do Waszyngtonu, bo tam stacjonuje ciotka z tą świętą krową, moją kuzynką.
Matczysko po drodze prosi mnie, abym nie zrobiła czegoś głupiego i nie starała się podporządkować sobie Laury. Dobrze, że wspomniała jakie nosi imię, bo no cóż, zapomniałam. Rzadko miałam z nią kontakt, a gdy już tak się stało, była chodzącym ideałem, który zupełnie nie pasował do mojego otoczenia, więc unikałam jej jak ognia.
***
Trasa minęła nam dość szybko, z czego wcale się nie cieszę. Wysiadam z auta i zabieram swoje bagaże, resztę z nich zabiera mama.
Stajemy przed parterowym bliźniakiem. Mam nadzieję, że jest tu chociaż ogród, na którym będę mogła się opalać i tym samym wypełnię sobie czas.
Mama dzwoni do drzwi i po chwili, staje w nich cycata czarnula – domyślam się – że to moja kuzynka we własnej osobie. Jak ona miała na imię?
– Cześć Laura, jest mama? Przywiozłam Cassie.
Ah tak, Laura. Dzięki mamo!
– Tak, jest, wchodźcie śmiało – mówi słodkim głosikiem i gestem ręki zaprasza nas do środka. Gdy tylko moja mama przekracza próg, kuzynka posyła mi złowrogi uśmiech. Czuję, że już dzisiaj będą z nią problemy.
Ściska moją mamę, całuję ją ze wszystkich stron i nakłada na twarz wyćwiczony, uroczy uśmiech, zupełnie taki jak mój.
Zabawne. Z dala widać, że wieje tandetą. Zapomniała o trzepocie rzęs.
Przekraczam próg jej domu i uderza we mnie jego prostolinijność. Jest zupełnie inny niż nasz. Taki prosty i trochę przestarzały. Ściany trzymają się kupy i zostały pokryte jasnymi pastelowymi barwami, a wystrój korytarza – i jak udaje mi się z progu zauważyć – kuchni, jest w tym samym stylu. Znajdują się w nim antyki, takie jak; krzesła, stół, ława i fotele w salonie. Muszę przyznać, że fotele mnie urzekły – to przez te kwiaty, które są na tkaninie. Sprzęt agd na całe szczęście jest na czasie. Mają ekspres do kawy, mikrofale, ale nie mają zmywarki, chyba że ukryta jest w zabudowie – modlę się w duchu, bo nie zamierzam wysuszyć skóry swoich dłoni poprzez mycie naczyń w twardej wodzie i tanim płynie do naczyń. Moje oględziny przerywa ciotka, która wraca nie wiadomo skąd.
– Cześć Rachel – ściska moją matkę – witaj Cassie. – Ściska i ślini mój policzek, yh. – Strasznie wyrosłaś i zrobiłaś się taka... Hmm... Dojrzała. – Taksuje mnie wzrokiem, jakbym była jakimś pieprzonym trofeum.
– Dziękuję ciociu, ty też wyglądasz olśniewająco – odpowiadam grzecznie, tak jak prosiła mnie mama i uśmiecham się promiennie, choć w duchu mam ochotę parsknąć śmiechem.
– Chodźcie moje drogie, nie stójcie w progu. Laura, czemu nie wprowadziłaś gości? – Kuzynka wzrusza ramionami, szeptając przepraszam, po czym uśmiecha się tajemniczo. Coś mi tu śmierdzi.
– Kochanie, zabierz Cassie do swojego pokoju, niech się rozpakuje i rozgości, my będziemy w kuchni – mówi do swojej córki i zabiera moją matkę pod ramię do wspomnianego pomieszczenia.
Zaraz, zaraz. Ja mam dzielić z nią pokój? Może jeszcze łóżko?
Nigdy w życiu! Po moim trupie.
Laura pokazuje mi ruchem ręki, że mam iść za nią. Idę prosto przez całą długość korytarza. Mijamy jedne drzwi po lewej, tuż obok małego salonu, drzwi po prawej – domyślam się, że to łazienka – aż w końcu stajemy przed drugimi drzwiami po lewej stronie. Kiedy kuzynka otwiera drzwi, rozczarowanie maluje się na mojej twarzy. Jest tylko jedno łóżko, no to znowu mam nadzieję, że mają jakąś dostawkę, materac, cokolwiek.
– Tu masz szafę i kilka półek ci przygotowałam, mam nadzieję, że się zmieścisz, choć widząc ilość walizek, wątpię w to. – Zdzira. Ja ci jeszcze pokażę, smarkulo. – Jak widzisz, będziemy spać razem, chyba że wolisz na materacu, ale ten to musisz już sobie kupić i nie ukrywam, że wolę byś to zrobiła. – Jak można nie mieć materaca w domu? My mamy ich, aż trzy! Wybieram opcję numer dwa. Kupię materac. – To wszystko. Łazienka jest na skos od tego pokoju, sypialnia mojej matki to te drzwi obok. Wyjście do ogrodu widziałaś, gdzie jest. – Kiwam głową.
– Dzięki Laura – rzucam, stojąc na środku pokoju i ukradkiem próbuję rozejrzeć się po pokoju.
– Lori, wolę byś mówiła na mnie Lori, jeśli chcesz przeżyć pobyt tutaj. – Oho. Miałam rację. Oczy wyskakują mi z orbit. Gdzie podziała się ta ułożona Laura? I z jakiej racji mam do niej mówić Lori? W sumie, to nawet lepiej brzmi.
– Zgoda, jeżeli to ma poprawić ci humor. I żeby było jasne, nie chcę mieć żadnych z tobą problemów, ani nie mam ochoty na spotkania z twoimi nudnymi koleżankami, które siedzą tylko z nosem w książkach – mówię, podchodząc do szafki z półkami, która została dla mnie opróżniona.
– Jeszcze się zdziwisz, jakich mam przyjaciół – rzuca pod nosem, zarzuca włosami i wychodzi z pokoju, na pełnym fochu.
Rozglądam się już jawnie po pomieszczeniu, w międzyczasie układając swoje ubrania na półkach. Nic nie mówi o tym, jaka jest moja kuzynka, poza regałem na książki zapełnionym po brzegi. Z ciekawości podchodzę do niego i z sentymentem dotykam palcami ich grzbietów, czytając tytuły. Moją uwagę przykuwa „Bad Romeo".
Prycham pod nosem.
Jeszcze rok temu kochałam książki. Uwielbiam te ckliwe historie, które przeważnie kończą się szczęśliwie. Odkąd stałam się częścią jednej z nich, a jej finał skończył się złamanym sercem, przestałam czytać i kupować nowe powieści.
Przestałam też brać je od mojego ojca.
Ta z tego, co widzę, została nie dawno wydana i z żalem stwierdzam, że to wydawnictwo taty wypuściło ją na rynek. Zawsze brał w posiadane najlepsze książki i tak osiągnął sukces na wysoką skalę.
Wzdycham.
Czytam streszczenie i dochodzę do wniosku, że lektura może być ciekawa, więc zapisuje w pamięci, by sięgnąć po nią, gdy nie będę miała nic do roboty.
Dociera do mnie głos mamy, która mnie woła, bo zbiera się do wyjścia. Odkładam pospiesznie książkę na miejsce, z którego ją zabrałam, popycham drzwi szafy, gdzie zdążyłam wyłożyć rzeczy z jednej torby i biorąc głęboki wdech, wychodzę z pokoju i dołączam do mamy.
Odprowadzam ją do samochodu wraz z ciotką i Laurą, sorry z Lori. Ściskamy się mocno i mama moczy mój policzek, a ja dyskretnie go wycieram. Szepcze mi do ucha, że będzie tęsknić i nie mam sprawiać problemów.
Obiecuję, że nie będę.
Macham jej na pożegnanie, kiedy odjeżdża.
Nagle ogarnia mnie smutek, który maskuję uśmiechem.
Czuję się jak porzucone zwierzę, które zostawia się u kogoś pod opieką, gdy właściciele wyjeżdżają na wakacje, nawet nie chcę myśleć o tym, że większość tych właścicieli nie odbiera swoich pupili po powrocie.
Gdy auto mamy znika z mojego pola widzenia, dochodzę do wniosku, iż zostałam zupełnie sama. Wszyscy, których kocham stopniowo mnie opuszczają.



Samanta Louis,
Lawendowa Czytelnia. 
Zła Miłość, Samanta Louis. Prolog

Zła Miłość, Samanta Louis. Prolog

Witajcie. Prezentowane na blogu rozdziały są mojego autorstwa. Obecnie oczekuję na odpowiedź wydawniczą i mam cień nadziei, że tym razem mi się uda i książka zostanie wydana już w sposób tradycyjny. Jeśli nie, mam plan awaryjny! Dzisiaj zapraszam Was na prolog książki "Zła Miłość" i będzie mi miło, jeśli napiszecie coś od siebie.
Życzę miłej lektury!





Prolog
Tamtego dnia Kate, namawiała mnie na imprezę w bractwie, która odbywała się co tydzień.
Nie miałam ochoty iść. Wolałam siedzieć z nosem w książkach i marzyć, aby chłopak, który wyzwolił we mnie te wszystkie uczucia, których doznają główne bohaterki powieści, padł na kolana i prosił o wybaczenie, zapewniając, że już zawsze będziemy razem.

Niestety moje argumenty jej nie przekonały i niemal siłą zaciągnęła mnie na miejsce. Zawsze lubiła stawiać na swoim, a ja lubiłam jej determinacje, dlatego tak świetnie się dogadywałyśmy.

Kiedy przekroczyłyśmy próg budynku, gdzie odbywała się mocno zakrapiana impreza, towarzystwo było już nieźle wstawione, choć na zegarku wybiła dopiero ósma wieczorem.
Lucas, chłopak z drugiego roku studiów, na przywitanie wręczył nam czerwone plastikowe kubki z alkoholem.

Upiłam łyk i się skrzywiłam, ewidentnie przesadził z wódką. Przestałam się dziwić czemu większość ze zgromadzonych tam osób, była już w takim stanie. Kate, widząc mój grymas, szepnęła mi w ucho:

 – Daj spokój. Jeden ci nie zaszkodzi. Pij i baw się dobrze.

Nie podzielałam jej entuzjazmu do momentu, kiedy moim oczom nie ukazał się ON. Wysoki na jakieś metr siedemdziesiąt pięć wzrostu brunet, z kolczykiem w brwi, mający powalający uśmiech i błysk w oku, i tatuaże, które tak bardzo lubiłam.

Kolana się pode mną ugięły.

Miałam wrażenie, że nie mogę oddychać.

Złapał moje spojrzenie i czułam jego palący wzrok na każdej części swojego ciała.
Wzięłam jeszcze kilka łyków z czerwonego naczynia na odwagę, w razie gdybym miała stanąć z NIM twarzą w twarz.
Niespodziewanie Kate pociągnęła mnie do salonu przez tłum i straciłam go z oczu.
W końcu, po jakimś czasie udało mi się wyrwać z towarzystwa, które ostentacyjnie zaczęło się lizać, z kim popadnie. Skierowałam się do łazienki na górze. Wychodząc z niej zauważyłam, że na korytarzu pojawił się ON.
Świat zawirował, a wszystko wkoło przestało istnieć.

Uśmiechnął się do mnie z daleka, a ja nie mogąc powstrzymać chęci, musnęłam jego rękę w momencie, kiedy się mijaliśmy. Bez ostrzeżenia złapał mnie za nadgarstek i gwałtownie przycisnął do ściany. Serce szalało w mojej piersi, obijało się bezlitośnie o płuca, powodując, że brakło mi tchu.
Długo na to czekałam, każda komórka we mnie krzyczała, by mnie dotknął, drżałam w oczekiwaniu, a w duchu modliłam się by wreszcie to zrobił, by mnie w końcu pocałował.
Przywarł czołem do mojego czoła. Wpatrywał się intensywnie w moje oczy, wzrokiem szalejącym od pożądania. Złożył pocałunek na mych ustach, ujmując moją twarz w swoje dłonie. Długi, namiętny i gorący, od którego zakręciło mi się w głowie i nie mogłam zaczerpnąć powietrza.
Błądziłam rękoma po jego ciele, wsuwając je pod koszulkę. Rozkoszowałam się gładkością skóry i czułam ogień, który się w nim rozpalał.
Byłam gotowa oddać mu się od razu, co ja mówię, miałam ochotę się na niego rzucić, by tylko poczuć go w sobie. Potrzebowałam tego jako zapewnienia, że z przyjaciół stajemy się parą. Marzyłam o tym po nocach i fantazjowałam, jak wyznacza mokrymi pocałunkami ścieżkę na moim ciele.
W tamtym momencie bezceremonialnie oddałam mu caluteńkie serce.

Po wielu miesiącach niezobowiązujących rozmów, wypadów do McDonald’s i patrzeniu wieczorem w gwiazdy, mogłam posmakować jego ust, czuć zapach wody kolońskiej i dotyk jego dłoni. Zdecydowanie była to mieszkanka zbyt wybuchowa, zbyt zapadająca w pamięć i wywołująca zwierzęce instynkty.
Myślałam, że od tej pory będzie już tylko mój.
Myliłam się.
Nagle oderwał się od mych wilgotnych warg i patrzył na mnie tak, jakby się zastanawiał, co dalej. Mogę przysiąc, że jego źrenice powiększyły się, by za chwilę mogły się zwężyć. Przerażenie malowało się nie tylko w jego czekoladowych tęczówkach, ale także na twarzy, którą szpecił grymas.

    – Nie mogę Cassie... kurwa, nie mogę – wychrypiał i odszedł. Tak PO PROSTU ODSZEDŁ.
Na moment odebrało mi zdolność mowy, ścisnęło w gardle, ale wiedziałam, że to jedyna okazja, gdzie będę mogła spróbować go zatrzymać.

    – Dan... zaczekaj... Cholera jasna! Zaczekaj! Proszę... – krzyczałam za nim rozpaczliwie, ale on zniknął. Po prostu rozpłynął się w powietrzu, znikając za rogiem korytarza.

Przywierając plecami do ściany, osunęłam się na podłogę i zaniosłam płaczem.
Co jest ze mną, kurwa nie tak?
To pytanie zadawałam sobie wiele razy, setki, może nawet miliony, aż w końcu przestałam. Nikt mi na nie, nie odpowiedział, bo mógł zrobić to tylko ON.
Ten, który mnie unikał.
Dean.
Kiedy pojawiałam się na stołówce, łapał moje spojrzenie, ale odchodził. Nie jadaliśmy już razem przy stole. Nie robiliśmy razem już nic. Na korytarzu uczelni starał się, żeby obok mnie nie przechodzić, a jeśli musiał przejść obok, traktował mnie jak powietrze. Spotkania z naszymi znajomymi odbywały się bez niego. Kiedy nie było mnie w jakimś miejscu, pojawiał się ON.
Nie chciał mnie. Skreślił naszą przyjaźń, skreślił, chociaż raczej wykreślił mnie ze swojego życia – całkowicie.
Przestałam pisać do niego SMS-y, wydzwaniać i prosić o wyjaśnienia. Unikałam go tak, jak on to robił. Przestaliśmy dla siebie istnieć, choć moje serce zostało złamane na milion kawałków i miało się nigdy nie pozbierać.
Wtedy coś we mnie pękło i przelało czarę goryczy.
Zmieniłam się.
Stałam się inną Cassie.


I jak? Ciekawi Was ten wstęp?

Samanta Louis, 
Lawendowa Czytelnia. 

Zanim zostaliśmy nieznajomymi, Renee Carlino. Piękna historia miłosna i okrutny los.

Zanim zostaliśmy nieznajomymi, Renee Carlino. Piękna historia miłosna i okrutny los.

"Nie da się przeżyć na nowo tej mieszanki lęku, uwielbienia, niepewności, namiętności i pożądania, ponieważ to nigdy nie zdarza się dwa razy. Przez resztę życia gonimy za tym doznaniem jak za pierwszym hajem." 
Zanim zostaliśmy nieznajomymi, Renee Carlino. Recenzja Lawendowa Czytelnia

Trzydziestosześcioletni Matt pracuje w redakcji National Geografic, z byłą żoną i jej nowym mężem, mając za szefa swojego przyjaciela. Na peronie czekając na metro, jego uwagę przykuwa pewna blondynka. Kiedy kobieta wchodzi do pociągu i odwraca się w stronę Matta, okazuje się, że to Grace, jego dawna miłość z czasu college'u. Pociąg odjeżdża szybko i Matt nie jest w stanie go zatrzymać siłą woli. To spotkanie po 15 latach budzi w nim z potężną siłą dawne uczucia, jakie żywił do Grace. Nie mogąc jej odszukać w żaden sposób, decyduje się – za namową przyjaciela – napisać ogłoszenie na portalu, że poszukuje Grace. Nasza bohaterka nie trafia na anons bezpośrednio sama, lecz dzięki swojemu uczniowi. Tak rozpoczyna się powieść z perspektywy Matta, następnie cofamy się o 15 lat wstecz i poznajemy historię pięknej przyjaźni i miłości między dwojgiem głównych bohaterów. Mamy tutaj dwie kluczowe perspektywy. Gdy dojdziemy do etapu ich rozstania, następuje powrót do obecnego czasu, w jakim żyją bohaterowie. 

To tak w ogólnym skrócie.

O książce “Zanim zostaliśmy nieznajomymi” czytałam różne opinie. Niejednokrotnie zarzucano powieści, że wcale nie jest taka fantastyczna, jak reklamowało ją wydawnictwo. Cóż, przekonałam się, że wszystko tak naprawdę zależy od gustu danego czytelnika i od tego, czego on oczekuje od książki. 

Mnie, jako ciepłą wrażliwą kluchę, która kocha mocne emocje, złamane serce, adrenalinę i łzy wzruszenia, ta powieść “Zanim zostaliśmy nieznajomymi” skradła serce i wylądowała na półce “Ulubione” oraz “Wyjątkowe”. 

Dla jednych ta historia może być banalna i słodka, ale w moim odczuciu wcale taka nie jest. Owszem czas, jaki bohaterowie spędzili na studiach i więź, jaka między nimi z dnia na dzień się rodziła jest słodkawa, ale potem te 15 lat rozłąki nie było już takie słodkie. Nie było już fajne, szczególnie dla Grace, która usilnie próbowała skontaktować się z Mattem, a on… On… 

Tego dowiecie się już z książki.

Niemniej, jednak jeśli chodzi o kreację bohaterów, uważam, że wykreowani zostali świetnie i są barwni. Matt, wspaniały fotograf ma swoje marzenia, plany i cele, które realizuje. Grace, utalentowana wiolonczelistka nie może spełnić swoich marzeń, bo najważniejszy jest dla niej solidny zarobek, by wspomóc rodzinę. Rezygnuje z trasy po Europie, ze względu nie tylko na magisterkę, lecz Matta. I tutaj ten wątek jest podobny, nawet za bardzo do książki “Światło, które utraciliśmy”. Tam też jest fotograf, który wyjeżdża, wchodzi w romans z pewną kobietą i tak dalej. W pewnym momencie odniosłam wrażenie, że czytam tę samą książkę, a jednak inną. Potem nie ma już takich podobieństw, poza małżeństwami. Przykre strasznie dla mnie było to, że zrządzeniem losu ich drogi nie mogły spotkać się ponownie, że stracili tak wiele i to, co już nie wróci. 

I tak jak napisałam krótko na swoim bookstagramie: książka działała na mnie mega wzruszająco. Mniej więcej przez 1/4 książki, ciągle miałam mokre oczy, a wydostające się usilnie łzy, nie pozwalały mi czytać, więc tylko się hamowałam, by się nie rozpłakać. Teraz gdy piszę te kilka zdań, pociągam nadal nosem i nadal mam łzy w oczach. Cholera! Historia Grace i Matta jest taka ciepła, niesprawiedliwa, prawdziwa i pełna miłości. Pełna uczucia, które nie zdarza się często, a bynajmniej nie ma szans na ponowne rozwinięcie swoich skrzydeł, u boku tej jedynej połówki. Powieść czytało mi się tak lekko, że gdyby nie nawał obowiązków, obawiam się, że pochłonęłabym ją w jeden dzień.

Zanim zostaliśmy nieznajomymi” dostarczyła mi emocji, które lubię. Bardzo przyjemna w odbiorze, co przekłada się na więź z bohaterami i szczerze było mi ich żal. Łącząca ich miłość została przedstawiona w tak naturalny literacki sposób, że zdecydowanie jest to plusem, wielkim plusem książki. Ponadto autorka napisała to w bardzo przyzwoitym stylu, co jeszcze bardziej czyni powieść wyjątkową. Dla mnie była to bardzo miła odmiana od dzikich seksów, wulgaryzmów i wyuzdanych powiedzonek i czynów. I być może już się starzeje, ale zdecydowanie wolę książki o miłości ze smakiem, gdzie wszystko jest wyważone i naturalne. 

Podsumowując: Zanim zostaliśmy nieznajomymi, to lekka pozycja z barwnymi bohaterami, okraszona nie tylko miłością, lecz także humorem. To historia, która uświadamia, że nasze decyzje i decyzje innych mogą zaważyć na naszym szczęściu i życiu. Że można spotkać miłość swojego życia, a potem nagle się z nią minąć i egzystować w szarym świecie. 

Mnie książka podobała się bardzo i z pewnością jest dla czytelników, którzy lubią historie miłosne i happy endy.




Samanta Louis,
Lawendowa Czytelnia


Bezpieczna Przystań, Nicholas Sparks. Ucieczka z koszmaru, damski bokser i nowa miłość.

Bezpieczna Przystań, Nicholas Sparks. Ucieczka z koszmaru, damski bokser i nowa miłość.

“Miłość potrafi ranić. Nie ma nic bardziej bolesnego, niż rozstanie. Aby pokochać po raz drugi, trzeba nauczyć się ufać.”

Bezpieczna przystań Nicholas sparks, recenzja Lawendowa Czytelnia

Katie niedawno trafiła do małego spokojnego miasteczka Southport w Karolinie Północnej. Tam próbuje zacząć wszystko od nowa, zostawiając za sobą demony przeszłości. Stopniowo, z dnia na dzień uczy się nowego życia. Zdobywa przyjaciółkę, sąsiadkę mieszkając tuż obok oraz poznaje Alexa, wdowca i właściciela sklepu przy przystani, ojca dwójki dzieci. Między Jo, sąsiadką mieszkająca w podobnej ruderze, co Katie, a główną bohaterką tworzy się więź. Więź, której znaczenia nie pojmuje Katie. Natomiast między nią a Alexem, również rodzi się przyjaźń, która przeistacza się w miłość. Prawdziwą, dojrzałą i silną miłość. Lecz, kiedy sielanka Katie trwa, nowe życie wydaje się bezpieczne, a ona zaczyna zapominać o koszmarze, z którego sideł uciekła, okazuje się, że jej śladem podąża mąż. Kat i oprawca. Człowiek ten zgotował Katie piekło, uważając, że kocha ją ponad wszystko, a ona tego nie docenia i jest egoistką, która myśli wyłącznie o sobie. Po wielu tygodniach Kevinowi udaje się odnaleźć żonę, za sprawą cudu. Co stanie się dalej? Co będzie kiedy Kevin dopadnie Katie i jej nowego partnera? Czy chorobliwie zazdrosny mąż, damski bokser zabierze żonę do domu, by ją później zabić, czy Alex i jego dzieci wyjdą z tego całego? I co stanie się z przyjaciółką Katie, Jo? 
Na te pytanie musicie odpowiedzieć sobie sami, sięgając po tę niezwykle emocjonującą powieść.

Bezpieczna Przystań, to książka z tych, których się nie zapomina. Napisana w narracji trzecioosobowej, z lekkim piórem, co powoduje, że jest przyjemna w odbiorze. Prowadzona odpowiednim tempem, uwzględniając perspektywy trójki najważniejszych bohaterów.



Główna tematyka pozycji, to przemoc domowa, obszernie opisana, także od strony psychicznej kata. I ten motyw zawsze mocno mnie porusza, sama jestem w trakcie pisania książki, gdzie po raz drugi przewija się przemoc domowa, gdyż jest mi to niestety dobrze znane. Dlatego też poniekąd, czytając niektóre fragmenty opisujące czyny męża nad żoną, widziałam to zbyt dokładnie. Ale w jakiś sposób stało się to chyba moim fetyszem, bo lubię książki z motywem przemocy domowej, nie zrozumcie mnie źle, możliwe, że będąc naocznym świadkiem takich wydarzeń, poprzez książki o tej tematyce, chce wmówić sobie, że zawsze po burzy wychodzi słońce i taka kobieta ma jeszcze szansę znaleźć kochającego zdrowo mężczyznę. Bo takie książki dają tę nadzieję, mimo że łamią serce. 

Wracając do meritum. Bezpieczna Przystań doczekała się swojej ekranizacji i muszę się Wam przyznać, że wpierw obejrzałam film, a dopiero potem przeczytałam książkę. I uważam, że wyszło mi to na dobre. Mianowicie film bardzo mi się podobał i roztrzaskał mnie na kawałki, jakby ktoś rzucił kubkiem o podłogę. Płakałam, dławiło mnie w gardle i do dzisiaj nie mogę wyprzeć z pamięci klatek poszczególnych scen. Czy oczekiwałam, że książka będzie lepsza? Na pewno spodziewałam się, że jedno i drugie będzie ściśle do siebie podobne. Ale nie jest. Jak dobrze wiecie – lub nie – ekranizacja książki jest filmem na jej PODSTAWIE. Czyli oczywiste jest to, że nie będziemy mieć identycznego filmu, jak książki. I tutaj mój zabieg okazał się bardzo pozytywny. Mianowicie książka odkryła przede mną nowe i całkiem inne fakty, zdarzenia i sytuacje, których w filmie nie ma! A co za tym idzie? Nie tylko poznałam, jakieś tam uczucia bohaterów, czy ich myśli, ale także dopełnienie, a nawet nieco inny przebieg fabuły. Mimo iż wiedziałam, o co będzie się rozchodzić, nie czułam znużenia, nie odnosiłam wrażenia, że doskonale wiem, co wydarzy się za chwilę. Absolutnie! Podczas czytania przeżywałam na nowo historię Katie i jeszcze bardziej byłam ciekawa tego, jak to rozwinie się na kartach powieści. A przede wszystkim nie miałam żalu, że tyle faktów zostało pominiętych przy ekranizacji, że Katie miała brązowe włosy, a nie tak jak we filmie blond. Jestem pewna, że doskonale rozumiecie o co mi chodzi. 

Zatem, jaka jest Bezpieczna przystań?
To moje pierwsze spotkanie z piórem Sparksa i na pewno nie ostatnie, gdyż oglądałam ekranizację Listu w butelce i Wciąż ją kocham, i z wielką chęcią zapoznam się treścią, tym bardziej że już nie pamiętam, o czym dokładnie były. Wiem, że książki autora są poczytne, chętnie ekranizowane, ale jeśli mam być szczerą – a zawsze jestem – Bezpieczna Przystań nie ma w sobie niczego, czego nie potrafiłby napisać polski pisarz lub pisarka. Owszem, do tej pory książki polskich autorek, które czytałam nie wywołały we mnie efektu – WOW, ja też tak chcę napisać – ale wierzę, że Polska ręka jest w stanie napisać coś równie dobrego, jak nie lepszego. Ale oczywiście pełen szacun dla Sparksa za to, że tworzy takie piękne i życiowe historie, bo to – myślę – naprawdę podziw, że facet pisze tak pięknie o miłości. 

"[...] istnieją marzenia, które nawiedzają nas tuż po przebudzeniu. To one sprawiają, że warto żyć."

Podsumowując, Bezpieczna Przystań stała się moją ulubioną pozycją, a w formie kieszonkowej czytało mi się ją naprawdę przyjemnie. Bezpieczna Przystań to wzruszająca opowieść o kobiecie, która miała siłę i odwagę uciec z domowego piekła i powalczyć o siebie oraz o ideale mężczyzny, o którym marzy każda z nas. 


Samanta Louis,
Lawendowa Czytelnia

Płatki wspomnień, Augusta Docher. Życie według konfucjanizmu, uległość, miłość i ból.

Płatki wspomnień, Augusta Docher. Życie według konfucjanizmu, uległość, miłość i ból.

Płatki Wspomnień, Augusta Docher - recenzja.



"Gdy zapominasz skąd pochodzisz, gdzie i jak spędziłaś dzieciństwo, jesteś jak drzewo, które straciło korzenie. Wystarczy lekki powiew wiatru i..."




Liu, główna bohaterka, to młoda Chinka, która w życiu nigdy nie miała łatwo. Wyznając zasadę konfucjanizmu podporządkowuje się swojemu Panu lub Pani. Książka rozpoczyna się wątkiem, w którym Liu odchodzi od swojej partnerki Niny. Kobiety wiodącej inny tryb życia niż przeciętny. Liu przyzwyczajona do bycia posłuszną nie dostrzega na pierwszy rzut oka, że mężczyzna, dla którego odeszła od Niny, jest potwornie zły i zepsuty. Jakie będą dalsze jej losy spisane na niemal 600 stronach? Czy znajdzie się w jej życiu ktoś, kto wypląta ją z tego pełnego uległości świata? I czy to będzie oznaczało koniec problemów i happy end?

Opisywanie dalszego biegu fabuły, bądź nakreślenie jej w ogólnym skrócie jest niemożliwe, bo cokolwiek napiszę, będzie to spoiler. Dlatego też recenzja tej pozycji, nie będzie tak obszerna, jak to mam w zwyczaju. Proszę mi wybaczyć. 

Płatki Wspomnień, to z pewnością powieść nie jednego gatunku. Znajdziemy tutaj obyczajówkę, trochę romansu, a nawet kryminał. Czy taka mieszanka może okazać się dobra? Owszem, może.
Autorka z pełną świadomością manipuluje czytelnikiem poprzez krótkie notatki wplecione w fabułę, wyrwane kompletnie z kontekstu. Bawi się z nami w kotka i myszkę, wodzi za nos, podsuwając na myśl raz tego bohatera, a raz innego. Zostawia wskazówki byśmy mogli wcześniej dodać dwa do dwóch, ale gdy będzie się Wam wydawać, że już wiecie, kim jest autor tajemniczych zapisków, nastąpi bum i dopiero wtedy dojdziecie do prawdy. 

Książka zaczyna się intensywnie i ostro, jest napięcie, szok i pytanie wtf? Później, gdzieś mniej więcej po środku następuję zwolnienie akcji, mogłabym rzec, że typowy romans powinien skończyć się własnie w tym nieco nudnawym momencie, ale to kolejny etap gry, w który wciągnęła mnie autorka. Omamiła mnie słodkością, aż za bardzo, ale potem nastąpił zwrot akcji, raczej spodziewany, patrząc na objętość książki, która mówi sama za siebie. I przyznam się Wam, że popsułam sobie zabawę, bo w tym spokojnym i słodkim toku fabuły, zerknęłam dalej i wystarczyły dwa zdania bym dowiedziała się o co w tym wszystkim chodzi. Byłam zaskoczona tym, co działo się dalej, ale nie miałam już takiego szoku, gdy wyszło na jaw, jaki bohater odpowiedzialny jest za te notatki, więc nie próbujcie tego w domu, bo to może być złe w skutkach ;). W moich oczkach pojawiły się nawet łzy wzruszenia, ale to było takie chwilowe i nie grozi - raczej - twardym osobom. Ja jestem taka ciepła klucha czasami, więc wzruszam się czymś, czym z reguły nie powinnam. Koniec powieści, ten kluczowy moment, by wiedzieć czy będzie happy czy bad end, to kolejna zagrywka ze strony autorki i nie napiszę nic więcej, bo kurcze nie mogę. 

"Nie ma nic gorszego niż ofiarować komuś coś, czego ten ktoś nie chce, a co mu uważamy, a może omylnie uważaliśmy, za cenne."


Bohaterowie, a szczególnie nasza główna bohaterka Liu, zachowuje się dość irracjonalnie, co oczywiście jest tłumaczone przez autorkę, ale naprawdę przy Liu można walić głową w mur i pytać się: dlaczego jesteś taka głupia? Gdzie masz oczy, dziewczyno ogarnij się! Co za życiowa ciapa!
I tak sobie myślę, czy tylko mnie postać Liu tak mocno grała na nerwach i chciałam rzucić książką o ścianę w nadziei, że tym gestem wybiję bohaterce z głowy tę chorą tezę i zachowanie. Nie rzuciłam książką, tłumaczyłam sobie, że Liu została wykreowana własnie tak, bo autorka miała powód, bo Liu taka musi być by wszystko miało sens i jakiś oddźwięk. Łatwo nie było, ale zacisnęłam zęby i przeszłam dalej. Zrozumiałam całość, choć kilka rzeczy, nie do końca według mnie były realne. Może jeszcze wielu rzeczy nie widziałam i nie słyszałam.

Płatki Wspomnień, to historia Chinki, która musi zmierzyć się z okrutnym światem, żyjąc według wyznawanej przez siebie państwowo-religijnej doktryny, co jest powodem jej wykorzystywania. Według tego, co wczoraj autorka mówiła na swoim live na fanpage facebooka, Płatki Wspomnień ukazują, jak ciężkie i niezrozumiałe wiodą życie Chińskie kobiety. Powieść musiała zostać okrojona o jakieś sto stron albo i więcej, a to dlatego, że Pani Docher napisała więcej drastycznych scen, które według wydawcy nie nadawały się do opublikowania. Ale mam dobrą wiadomość, autorka zapowiedziała, że udostępni te fragmenty na wattpadzie. Więc jeśli jesteście pełnoletni i macie swój profil na wattpad, niebawem będziecie mogli przeczytać wspomniane fragmenty. Myślę, że to będzie fajne uzupełnienie kreacji Liu i dopełnienie całośc, pod warunkiem, że wcześniej przeczytacie książkę, w przeciwnym razie zrobicie sobie BIG spoiler. A tak nie wolno ;). 

Podsumowując; Autorka napisała książkę, poprzez którą chce zwrócić uwagę na traktowanie kobiet innych narodowości i religii, jaką wyznają. bo Liu żyje według teorii Konfucjusza, a jego sentencje przypisane są do początku każdego rozdziału. Śmiem twierdzić, że w naszym kraju podobne dzieją się rzeczy, podobnie żyją kobiety, bez przyjętej filozofii Konfucjusza. Co pokazuje, że człowiek świadomie i bezpretensjonalnie może manipulować drugim człowiekiem, że jeśli odpowiednio się nami pokieruje, możemy stać się ulegli i poddani. Że miłość jest uczuciem wykorzystywanym do różnych celów, że Twoja sąsiadka może mieć męża psychopatę, któremu uległa i poddała się cała, jest marionetką w rękach zabójcy, bo kiedyś go pokochała. 

Znowu za daleko popłynęłam swoich myślach i teorii na temat książki. Wracając do najnowszej, 13 już powieści Augusty Docher, jak najbardziej zachęcam do przeczytania "Płatków Wspomnień" rozszyfrowania po swojemu tej skomplikowanej zagadki jaka kryje się na kartach powieści. Ja mogę dodać od siebie, że książka jest wyłącznie dla osób 18+, co nie podlega wątpliwości i oczywiście polecam. 


"Chcę, żeby płatki moich wspomnień, tych złych wspomnień, odleciały daleko, rozpadły się w proch, który uniesie ze sobą wiatr. [...]"


Za możliwość przeczytania książki, dziękuję autorce oraz Wydawnictwu 











Samanta Louis,
Lawendowa czytelnia.


Copyright © 2014 Lawendowa Czytelnia , Blogger