Forever my girl, Heidi McLaughlin. Kilka słów o książce i jej ekranizacji.

Forever my girl, Heidi McLaughlin. Kilka słów o książce i jej ekranizacji.

Serce przestaje mi bić, ponieważ w ogrodzie grają trzy osoby: mężczyzna, którego kiedyś kochałam, mężczyzna, którego zamierzam poślubić i chłopiec, który łączy nas wszystkich. 




Forever my girl opowiada o losach Liamia i Josie, którzy będąc nastolatkami darzyli się głębokim uczuciem. Niestety pewnego dnia Liam podjął decyzję odnośnie swojej przeszłości i odszedł z życia Josie, łamiąc tym serce i sobie i jej. Po dekadzie czasu Liam powraca do rodzinnego miasteczka na pogrzeb swojego dawnego przyjaciela. Przyjeżdża wcześniej niż zamierzał, ponieważ chce zobaczyć miłość swojego życia. Zanim tak się jednak stanie, Liam pozna owoc uczucia, jakim darzyli się przed laty z Josie. Kobieta natomiast nie zapomniała o tym, co zrobił jej Liam, w dodatku jest zaręczona z innym mężczyzną, szkolnym kolegą, za którym nie przepada Liam. Pomimo upływu czasu główni bohaterowie nie przestali się kochać, Josie kieruje się jednak złamanym sercem, Liam nie zamierza poraz kolejny zrezygnować ze swojego szczęścia, a tym bardziej z syna. I co więcej, zamierza odzyskać kobietę swojego życia. Czy mu się uda?

Forever my girl to pozycja dla niewymagających czytelników. Napisana prostym stylem, bez zbędnych frazesów, przez co czyta się ją szybko i płynnie, bez potrzeby wysilania szarych komórek. Forever my girl jest przyjemną lekturą, mającą za bohaterów dorosłych ludzi, którzy w nastoletnim życiu podjęli pewne decyzje i muszą się z nimi uporać, a także zawalczyć o siebie i swoje szczęście.

Forever my girl przedstawia życiowy problem, przez co jest całkowicie realna. Bohaterów tej książki możemy spotkać wśród swoich znajomych czy nawet bliskich, bądź możemy być w takiej samej sytuacji, jak oni. Jednak jeśli chodzi o całokształt, w tej książce zabrakło mi przede wszystkim całego wachlarzu emocji i uczuć, jakie powinny zostać opisane na kartach powieści. Gdy dowiedziałam się, że powieść została zekranizowana, spodziewałam się naprawdę dobrej historii i niestety się rozczarowałam, ponieważ książka nie wypada tak fenomenalnie, jak wcześniej założyłam. A wszystko przez to, że serce nie zabiło mi szybciej, nie brakowało mi tchu, moje ciało nie drżało, gdy doszło w końcu do zbliżenia między głównymi bohaterami. Mimo tego byłam ciekawa, czy Liamowi i Josie uda się być znowu razem. W mojej ocenie powieść nie jest do końca dopracowana, brakuje jej wielu ważnych elementów np: tekstów piosenek, jakie mają opowiadać o tym, jak bardzo Liam kocha Josie, rozwinięcia wątków i tego czegoś, czego zawsze szukam w książkach. 

Ale mimo wszystko, co napisałam wyżej, polecam Wam tę książkę, ponieważ autorka miała naprawdę dobry pomysł na fabułę, a biorąc pod uwagę fakt, że jest to debiut literacki można przymknąć oko na niedociągnięcia, aczkolwiek książki, w których miłość gra główne skrzypce w dużej mierze opierają się na uczuciach, co jest dość istotne w historii miłosnej. 

Kilka słów o ekranizacji Forever my girl:

Film obejrzałam od razu po przeczytaniu książki i... Doznałam lekkiego szoku. Wiem, że wszystkie filmy na podstawie powieści są tylko inspirowane danymi książkami, ale w większości ich fabuła pokrywa się z fabułą powieści. Jak było w tym przypadku? 

Ekranizacja Forever my girl niemal w całości różni się od książki. Spoiwem, który łączy film z książką jest Liam – muzyk – oraz Josie, która z bohaterką książki ma wspólnego tylko tyle, że prowadzi kwiaciarnie i ma dziecko, no i złamane serce. A także śmierć Masona. Nic więcej. Nawet menadżerka książkowego Liamia zastąpiona została mężczyzną o tym samym imieniu. Josie nie ma u boku Nicka, a zamiast syna ma córkę, w dodatku siedmioletnią. 
Ale... 
To właśnie film wydusił ze mnie morze łez, czego nie zrobiła książka! Pod koniec ekranizacji płakałam już do samego końca, a mimo że film w porównaniu z książką pędzi do przodu, co jest zrozumiałe, czuję ogromny niedosyt tak samo w przypadku książki. I powiem Wam szczerze, że jeśli czytaliście książkę, oglądając film będziecie zapewne źli, że tak wiele rzeczy i cech bohaterów zostało zmienionych, bądź wykluczonych. Ja oglądając film, przeżyłam niemal zupełnie inną opowieść, jaka została spisana na kartach powieści. 



Za możliwość przeczytania książki, dziękuję



Samanta Louis 
Nigdy nie pozwolę ci odejść, Katy Regnery. O powieści pełnej miłości, bólu i walki o lepsze życie.

Nigdy nie pozwolę ci odejść, Katy Regnery. O powieści pełnej miłości, bólu i walki o lepsze życie.

Nawet gdy byliśmy z daleka od siebie, wciąż byliśmy razem. Nawet gdy myślałem, że zginęłaś, wciąż żyłaś w moim sercu... Jestem cały, sprawiasz, że jestem cały.




"Nigdy nie pozwolę ci odejść" autorstwa Katy Regnery opowiada o losach Griseldy i Holdena, którzy nigdy nie mieli łatwego życia, szczególnie gdy trafili do systemu, a z niego do rodzin zastępczych. Na domiar złego podczas wycieczki nad rzekę Shanendoah, zostali porwani i byli przetrzymywani przez trzy lata, mieszkali w obskurnej piwnicy, gdzie narodziła się między nimi silna więź i silna miłość. Pewnego dnia postanowili uciec z rąk oprawcy, ale ich plany nie poszły po ich myśli. Zdołała uciec tylko Griselda, Holdenowi, niestety się nie udało.

Griselda wstała z łóżka, a następnie ubrała się, stojąc tyłem do niego. Gdy się odwróciła, przyglądała mu się przez kilka chwil, a Holden słyszał jej słowa w swojej głowie: Nie oglądaj się za siebie, choćbym nie wiem co. Ja skaczę, ty skaczesz. Kamień po kamieniu. Ja skaczę, ty skaczesz.
Uciekaj – wyszeptał, zaciskając powieki. Gdy ponownie je otworzył, Griseldy już nie było. 

Książka rozpoczyna się retrospekcją z perspektywy Holdena i opowiada właśnie o chwili, w której on i Griselda byli bliscy wolności. Po prologu następuje czas teraźniejszy powieści, czyli czytamy o losach dorosłej już Griseldy, dziesięć lat później.

Griselda nigdy nie pogodziła się ze świadomością, że zostawiła Holdena nad rzeką Shanendoah i uciekła bez niego. Obiecała sobie, że kiedyś go odnajdzie, albo dowie się przyjemniej, co się z nim stało. Nie chcę spoilerować, więc pozostawię resztę dla siebie, ponieważ każdy szczegół, który bym Wam zdradziła, prawdopodobnie zepsułby Wam najpiękniejszą podróż z bohaterami tejże powieści. 

Dlaczego uważam, że "Nigdy nie pozwolę ci odejść" jest najpiękniejszą powieścią? Już Wam tłumaczę. 

Jeśli czytaliście kiedykolwiek popularne książki Colleen Hoover takie, jak: Maybe someday czy Ugly love, zapewniam, że recenzowana pozycja bije je na głowę. Dlaczego? 

"Nigdy nie pozwolę ci odejść" nie należy do łatwych i lekkich książek, zdecydowanie nie. Znajdziemy w niej syndrom sztokholmski, nieco inny niż do tej pory mieliśmy okazję czytać w powieściach. Zmierzymy się z odrzuceniem, ogromnym bólem w zastraszających ilościach, poświęceniem wobec innego człowieka i dążeniem do wyzdrowienia oraz będziemy świadkami nieustającej walki o lepsze życie. Niestety także doświadczymy bólu fizycznego i niewyobrażalnej miłości, która jako jedyny czynnik trzymała głównych bohaterów przy życiu w czasie, gdy byli przetrzymywani i przez długie lata, kiedy żyli osamotnieni z dala od siebie, sądząc, że jedno z nich nie żyje.


Kochała go głęboko i wyjątkowo, jakby Bóg stworzył w niebie jedno serce i rozdzielił je pomiędzy ciałem Holdena oraz jej, skazując ją na niekończońce się pragnienie bycia z nim lub niepełne życie bez niego. 

Powieść przeplatana jest retrospekcjami z czasów, kiedy trzynastoletni bohaterowie byli w rodzinnej zastępczej, a później zostali porwani, co daje nam cały, dokładny obraz tego, co wydarzyło się przed uprowadzeniem Griseldy i Holdena oraz to, co działo się, gdy już byli w rękach kata. Książka napisana została z dwóch perspektyw i poprowadzona narracją trzecioosobową. W mojej ocenie ten zabieg wyszedł wyśmienicie i nie mam się tu, do czego doczepić. 

Teraz skupię się na głównym wątku, jakim jest oczywiście miłość między bohaterami, a jest ona naprawdę przedstawiona w bardzo piękny i bolesny sposób. Postacie główne oprócz swojej miłości do siebie, nie miały nic. Kompletnie nic. Holden i Griselda byli zdani tylko na siebie, uczucie, które zrodziło się między nimi, pozwoliło im przeżyć najgorszy koszmar życia, scaliło ich ciała i dusze ze sobą po wsze czasy. Przetrzymywani i bici, nigdy się nie poddali, mieli siebie i to było ich motorem napędowym. W ciemnej piwnicy złożyli sobie wiele obietnic i obiecali, że zawsze będą trzymać się razem. Więc, gdy w dniu ucieczki jedno z nich wyrwało się ze szponów szalonego Fostera, a drugie w nich pozostało, coś się skończyło. I nie była to miłość. Holden żył dziesięć lat w przekonaniu, że Griselda nie żyje. Ona zaś miała nadzieję – że mimo iż po ucieczce policja nie zdołała znaleźć Fostera i Holdena – odnaleźć chłopca, którego darzyła tak silnym uczuciem, że nie była w stanie normalnie funkcjonować, przez co wplątała się w związek z Jonahem, facetem zdrowo popieprzonym, który ją bił, poniewierał i poniżał. Griselda pomimo tego żyła, choć w środku była doszczętnie martwa. Żyła miłością i nadzieją, że pewnego dnia uda jej się odnaleźć Holdena.


W życiu każdego człowieka istnieje taki rodzaj bólu  że gdy go doświadczamy, jesteśmy zdziwieni aż do szpiku kości, że nas nie zabił. Mamy wrażenie, że powinien nas zabić; że nasze serca przestały bić, płuca przestały oddychać, a oczy przestały widzieć. Wszystko powinno się po prostu... zatrzymać. Z bólem tak głębokim i żalem tak wielkim, nie powinno się utrzymać przy życiu. 

Chciałam nie zdradzać zbyt wiele, ale i tak to zrobiłam. Nie ważne, co napiszę, będzie to spoilerem, więc skupię się teraz na swoich wrażenia. 
Cóż, wrażenia są – WOW! 

Książka od pierwszych akapitów ocieka emocjami i dreszczem grozy. Wzbudza tak wiele emocji szczególnie tych skrajnych, że serce pęka, boli i chce wyrwać się z piersi. Taką książkę naprawdę trudno jest znaleźć, ponieważ "Nigdy nie pozwolę ci odejść" jest zbudowana od samych fundamentów po dach, nic w tej powieści nie dzieje się bez przyczyny, wszystko ma swoje znaczenie, dzieje się według określonego celu i ściska serce. Od początku do samego końca serducho raz wykręca się z bólu, raz puchnie, łzy początkowo stają w oczach, by później lecieć nieustannie po policzkach. Holden i Griselda to bohaterowie, których kocha się całym swoim czytelniczym sercem. Żyje się z nimi, cierpi, płacze i przeżywa rozterki. Dopinguje, w pełni rozumie i cholernie się im współczuje.

Każdą cząstką swojego ciała, swojej duszy i serca, czułam jak bardzo, jak niewyobrażalnie mocno Holden kocha Griselde, a Griselda kocha Holdena. Śniłam w nocy o wydarzeniach z książki, co jeszcze bardziej przybliżyło mnie do bohaterów i miałam wrażenie, że jestem z nimi na kartach powieści. 

"Nigdy nie pozwolę ci odejść" spod pióra Katy Regnery, uświadomiła mi jedną najistotniejszą rzecz, mianowicie to, że miłość jest głównym motorem napędowym w życiu. Wszystko, co robimy, jest walką w imię miłości, do drugiej osoby, do rodzica, do rodzeństwa, do dzieci. Miłość powoduje, że przekładamy swoje szczęście nad czyjeś, że osoba, którą kochamy szczerą, bezinteresowną miłością, taką, o której mowa w 1 liście do Koryntian z Bibli Tysiąclecia, godna jest wielu poświęceń i walki, bo życie rzuca nieustannie pod nogi kłody i trzeba walczyć o swoją miłość, o ludzi, których się kocha i nie pozwolić im odejść, tak jak Holden nie pozwolił odejść Griseldzie.
W książce jesteśmy świadkami także przemiany bohaterów, ich sposobu myślenia i rozumowania. 

Tak wiele chciałam napisać w tej recenzji, wczoraj jeszcze miałam jej fragment w głowie, ale wyszło inaczej, niż to miałam w planach. Emocje ciągle we mnie buzują, żyją, a łzy suną po mych policzkach i ciągle gubię wątek. Wybaczcie... Będę tęsknić za bohaterami i jest mi strasznie smutno, że jestem już po ich historii, ale pewnie jeszcze do niej wrócę. 

Więc tak, "Nigdy nie pozwolę ci odejść" to powieść, którą trzeba przeczytać, trzeba ją przeżyć na swój własny sposób, a potem zatrzymać się w codziennym pędzie i zastanowić się nad tym, co warte jest naszej walki, bo ja już to wiem. Będę walczyć o swoją miłość. 




Za możliwość przeczytania książki, dziękuję 



Samanta Louis 

Friend-Zoned, Belle Aurora. Wzruszająca i zabawna powieść o przyjaźni oraz pięknej miłości.

Friend-Zoned, Belle Aurora. Wzruszająca i zabawna powieść o przyjaźni oraz pięknej miłości.

Każdy z nas jest inny, ale wszyscy razem idealnie do siebie pasujemy.  





Friend-Zoned to książka inna niż wszystkie, zdecydowanie.

Valentina, zwana przez najbliższych Tiną, jest właścicielką butiku. Niesamowicie ciepła z niej kobieta i pozytywnie nastawiona do świata, pomimo trudnej i bolesnej przeszłości. Pewnego dnia postanawia obdarować przystojnego mężczyznę cukierkami, ponieważ obserwuje go każdego dnia, gdy ten wychodzi na papierosa i dochodzi do wniosku, że musi być smutny, bo nigdy wcześniej nie widziała u niego uśmiechu.

Miłość jest przerażająca. To podarunek, który jedna osoba dostaje od drugiej. Miłość wiąże ludzi ze sobą, nieważne, jak są różni.

Nikealov, w skrócie Nik, jest właścicielem Białego Królika, klubu nocnego po przeciwnej stronie ulicy, gdzie mieści się butik Tiny. Gdy dostaje od niej cukierki w kształcie ust, zleca swojemu bratu, by ją do niego przyprowadził. Co jest początkiem ich pełnej humoru przyjaźni, a także miłości 

Tina i Nik początkowo zostają przyjaciółmi. Doskonale wiemy, że przyjaźnie damsko-męskie, czy w życiu, czy w powieści, niemal zawsze kończą się miłością. I w przypadku bohaterów Friend-Zoned właśnie tak się dzieje. Tina i Nik zakochują się w sobie, ale najpierw bawią się w kotka i myszkę, ponieważ nie chcą stracić przyjaznych stosunków wobec siebie. Gdy już między tym dwojgiem miłość wygra z rozumem, przyjdzie im się zmierzyć z problemami, które nie będą wcale błahe. Na drodze ich miłości staną osoby, które za wszelką cenę będą chciały ich rozdzielić. Poleje się krew i morze łez, serca zostaną złamane, demony przeszłości wyjdą z ukrycia. Czy uda się bohaterom pokonać przeciwności losu?


Jesteś tą jedyną. Początkiem. Końcem. Moim zakończeniem. 

Friend-Zoned to powieść ociekająca humorem i oceanem prawdziwej przyjaźni. Pierwsze skrzypce w tej pozycji gra właśnie przyjaźń. Od niej wszystko się zaczyna. Od niej zależy niemal wszystko i dla takiej przyjaźni można by oddać życie. W książce postacie poboczne mają wielkie znaczenie. Przyjaciółki Tiny to kobiety zadziorne, kochające, wrażliwe, ale jakże bojowe! Sama Tina to kobieta pełna siły i odwagi, a wraz z swoimi trzema przyjaciółkami tworzą team, którego boją się nawet czterej postawni mężczyźni. O kim mowa? O Niku, Maxie, Duchu i Triku. Mężczyźni trzymają się ze sobą niemal od zawsze i są gotowi oddać za siebie życie. Każdy z nich przeszedł w życiu niejedno i na codzień nie mają wielkich powodów do uśmiechu. Zmienia się to z dniem, w którym Tina obdarowywuje Nika cukierkami. Wkracza w jego i w pozostałych mężczyzn życie niczym huragan, z sercem na dłoni, okazując ciepło, wsparcie i siebie wraz z Nat, Lolą i Mimi. Dziewczyny również są po przejściach i kochają się wzajemnie z niewyobrażalną siłą. Są w stanie zrobić dla siebie wszystko i to robią.

Friend-Zoned jest powieścią w pełni pozytywną. Bohaterowie żartują nawet wtedy, kiedy jest naprawdę kiepsko. Ich postawa wobec przyjaźni i rodziny pokazuje, jak powinna wyglądać przyjaźń z prawdziwego zdarzenia, jak pomoc innych osób niekiedy jest wręcz bezcenna i jak ważne w życiu człowieka jest posiadanie przyjaciela. Osoby, na którą można liczyć zawsze, o każdej porze dnia i nocy, całkiem bezinteresownie.

Dialogi między postaciami są ciepłe, pieszczotliwe i podnoszące na duchu. Nie spotkałam się jeszcze, aby bohaterowie mieli do siebie tyle szacunku, byli wobec siebie szczerzy i dbali o szczęście innych bardziej niż o własne. Moje serducho rozpływało się w zachwycie, samopoczucie od razu stawało się lepsze, gdy wracałam do kart powieści, a śmiech niejednokrotnie wyrwał się niepohamowany z mojego gardła. Ale także były momenty, gdy uśmiech z mojej twarzy znikał i zastępowały go łzy wzruszenia i ścisk w trzewiach, ponieważ Friend-Zoned byłaby za słodką historią, gdyby nie dramatyczne i pełne napięcia sceny. 


[...] gdybyśmy nigdy nie robili rzeczy, których się boimy, życie byłoby okropnie nudne. 

Z Friend-Zoned wyruszycie w podróż pełną humoru, uczuć, miłości, szacunku, ale także bólu, współczucia. Po przeczytaniu usiądziecie w fotelu i będziecie się zastanawiać, czy w dziejszych czasach taka przyjaźń i miłość jest w ogóle możliwa. Być może dostrzeżecie wśród swoich znajomych osoby, które są godne takiej przyjaźni i zaczniecie wspólną przygodę po wyboistej drodze jaką jest życie.

Gorąco polecam, szczególnie gdy w Waszym życiu się coś wali, pali i jest do chrzanu. Uśmiech gwarantowany! 

Kolejna część z serii będzie opowiadać o Nat i Duchu. Śmiem twierdzić, że będzie w niej jeszcze więcej śmiechu :) 

Za możliwość przeczytania książki, dziękuję 




Data wydania: 21 listopad 2018r. 
Ilość stron: 399
Cykl (seria): Friend-Zoned, Tom I. 
Gatunek: literatura obyczajowa/romans 





Samanta Louis  
Lawendowa Czytelnia. 
Sponsor Tom I K. N. Haner.

Sponsor Tom I K. N. Haner.



Kalina poznaje Nathana w momencie, gdy jej życie jest ustabilizowane. Ma dom, rodziców i młodszą siostrę. Studiuje i chce zostać fizjoterapeutką. Jadąc rowerem na uczelnie, zamyslona nie zauważa jadącego samochodu, w wyniku czego dochodzi do zderzenia. Właściciel bentleya, przystojny Nathan, pakuje ją do swojego samochodu i zawozi do szpitala. Później proponuje Kaline kolacje, podekscytowana dziewczyna nie przypuszcza, że Nathan chce zaproponować jej sponsoring. Kalina wychowana na grzeczną dziewczynkę, oczywiście nie przyjmuje propozycji Nathana. Jednak pół roku później wszystko zacznie się zmieniać. Drogi Kaliny i Nathana ponownie się zejdą. A wtedy zacznie się dziać naprawdę wiele. 

Kalina to postać sztampowa, grzeczna, ułożona, mądra i czysta jak łza. Niby rozważna, ale momentami głupiutka. Los jej nie oszczędza i rzuca co chwila kłody pod nogi. 

Nathan ma w życiu chyba wszystko, jest przystojny i bogaty. Ma wiele znajomości i może załatwić niemal wszystko. Sponsoruje kobiety, bo czuje, że im w ten sposób pomaga. 

Sponsor autorstwa K. N. Haner, królowej dramatów, to powieść opowiadająca o dwóch zagubionych duszach, którym w życiu brakuje miłości i stabilizacji. Nathan, jeden z głównych bohaterów, mimo że ma niemal wszystko, tak naprawdę nie ma nic i żyje w złudnej iluzji, którą sam sobie wykreował. W jego bycie brakuje czegoś najważniejszego – miłości. Miłości, którą dostaje właśnie od Kaliny. Kalina natomiast niczym niewiasta początkowo dostaje od Nathana bezinteresowną pomoc, a w rezultacie, po jakimś czasie także i jego miłość. Ale w życiu na ogół jest tak, że jeśli coś się psuje, to psuje się na całej linii. 

Relacja Kaliny i Nathana nie jest łatwa, chociaż momentami nieco słodka, może zmylić, ale patrząc na objętość książki – która jest pokaźna – można wywnioskować, że prędzej czy później na tych dwoje i tak spadną problemy. I tak się dzieje. W moim odczuciu bohaterowie przechodzą zbyt wiele, szczególnie pod koniec już tej pierwszej części. Szczerze powiem, że spodziewałam się czegoś bardziej realistycznego. Żeby nie spoilerować napiszę tylko tyle: uważam, że to, co zrobiła Kalina jest dla mnie nieco niedorzeczne i całkiem głupie. Mogę zrozumieć jej ból i załamanie, jakie przechodziła wcześniej i jakie będzie musiała przejść po tym, jak Nathan złamie jej doszczętnie serce. Jednak czytając książkę odniosłam wrażenie, że Kalina bądź co bądź, jest silną kobietą, nie do końca rozważną w niektórych momentach, ale mimo tego, co ją spotkało silną, bo przy Nathanie zaczęła żyć i znalazła poczucie bezpieczeństwa, a to dało jej jakiś rodzaj siły. Dlatego uważam, że jej zachowanie na końcowym etapie powieści jest zwyczajnie przesadzone. Nie chcę w tej recenzji wywlekać własnych rodzinnych dramatów, ale możecie mi wierzyć, że ktoś bardzo mi bliski, przeszedł w życiu o wiele więcej niż Kalina, i choć ta osoba próbowała zrobić to, co zrobiła Kalina, nie odważyła się ze względu na pewną małą istotę, a Kalina przecież ma swoją małą siostrę. 

Drugim elementem, jaki nie pasował mi do końca w Sponsorze tyczy się Sabriny. Czteroletniej siostry Kaliny. Jako mama dwójki dzieci, pięciolatka i trzy i pół latki, wiem, że dzieci mają problem z wypowiadaniem tak długich zdań, tak mądrych i tak “rezolutnych”. Dzieci to bardzo mądre istoty, jednakże to nadal dzieci. Dużo przyswajają, dużo słyszą, ale też dużo przekręcają, mają problem z wypowiedzeniem poprawnie wielu słów i z ich interpretacją, a postać Sabriny momentami, a raczej jej wypowiedzi były dla mnie zbyt mądre, zbyt dorosłe, zbyt dojrzałe, jak na wiek czteroletniego dziecka. 

Kolejna rzecz, która nie do końca jest dla mnie jasna i zrozumiała, dotyczy także Sabriny, ale także Nathana. Wiadomo od początku książki, że Nathan jest nie tyle bogaty, ale też ma znajomości. Dlaczego więc, nie wykorzystał tych znajomości, żeby pomóc Sabrinie? I tu kolejna sprawa, co do której mam mocny argument. Nie chcę spoilerować, ale wiem, z doświadczenia bliskiej mi osoby, że dziecko ma też coś do powiedzenia, w takiej sytuacji, w jakiej znajdzie się młodsza siostra Sabriny. A przecież wszystkim chodzi o dobro dzieci, prawda? 

Zdaję sobie sprawę – i bardzo się z tego cieszę – że po tej recenzji możecie, albo i już jesteście, ogromnie ciekawi tej pozycji. 

Sponsor od K. N. Haner jest powieścią z pozoru łatwą, ale tak naprawdę ta książka opowiada nie tylko o miłości, ale także o problemach w dużej mierze psychicznych. O tym, że ludzki umysł nie zawsze jest w stanie poradzić sobie z losem, który brutalnie rzuca pod nogi kłody, jedną po drugiej. Kasia Haner w Sponsorze poruszyła też ważny temat, jakim jest samookaleczanie i skłonności samobójcze. Mimo tego, co napisałam wyżej, uważam, że książka jest dobra i godna polecenia. Pamiętam jak na spotkaniu w Poznaniu, Kasia przyznała, że pisanie książki w narracji trzecioosobowej nie było przyjemne. Podczas czytania tego nie czuć, lektura jest przyjemna w odbiorze i czyta się ją płynnie. Serce nie raz zabiło mi szybciej, kibicowałam Nathanowi i modliłam się, by niczego nie spieprzył. Oczywiście polecam i jestem szczerze ciekawa kontynuacji. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję 




Samanta Louis,
Lawendowa Czytelnia

Zapowiedź powieści "Zła Miłość" patronat medialny!

Zapowiedź powieści "Zła Miłość" patronat medialny!


Wpoiłam się w dusze Deana, w jego serce i umysł. Byliśmy jednością, jednym oddechem, jedną egzystencją, jedną duszą, żyjącą w dwóch ciałach.


Zła Miłość Samanta Louis


Miło mi poinformować, że już 10 grudnia premierę będzie miała moja druga już powieść, tym razem z gatunku New Adult. Zła Miłość opowiada o losach Cassie i Deana, o ich płomiennej miłości, która z pewnych względów przez Deana uważana jest za złą. Nie brakuje w niej emocji, humoru, ale także i wzruszeń :) 

Opis: 

Przyjaźń, miłość i bolesna prawda. 

Jaka miłość sprawia, że gdy ją wyznasz, twój kochanek odchodzi? Z pewnością jest to zła miłość. Ale czy ta miłość nie zasługuje na szansę?

Kiedy Cassandrę opuszcza ojciec, a matka wysyła ją na miesiąc wakacji do swojej siostry, dziewczyna nie podejrzewa jeszcze, że ten wyjazd wywróci jej życie do góry nogami. Niespodziewanie na drodze Cassie stanie Dean, chłopak, który odszedł w momencie kiedy oddała mu serce. I miał ku temu dobre powody bowiem tajemnica, jaką skrywa Dean, nie jest łatwa do zaakceptowania. Może się okazać, że gdy prawda wyjdzie na jaw, strach będzie silniejszy od uczucia, jakim Cassie darzy Deana.

W końcu Zła Miłość nie może mieć prawa bytu, czyż nie?


Polecajki

"Zła miłość” Samanty Louis to wciągająca od pierwszych właściwie akapitów powieść. Bez zbędnych opisów, dużo dialogów, które nie powodują nudy w czytaniu.Napisane z humorem i nie ma w tej powieści nic zbędnego. Autorka pisząc ją wszystko dobrze przemyślała, przez co jest wręcz idealnie. Mogę tylko napisać, że chcę więcej. Czekam na pełną wersję już książki.
Aleksandra Dziura, Zaczytana Ola.

“Zła miłość” to historia, która pochłonęła mnie od pierwszych stron i od której nie mogłam się oderwać. Czy miłość może być zła? Czy uczucie, które wybuchło między dwójką młodych ludzi może być zakazane? “Zła miłość” to ciepła i pełna humoru opowieść, która pochłonie czytelnika i nie wypuści z objęć aż do ostatnich stron. A zakończenie zmiażdży i złamie serce.
Anna Węglarz, W oceanie słów.

Złamane serce, to coś co nie łatwo nam wyleczyć. Właśnie z tym walczy Cassie.
To coś co nie jest łatwe, to coś co boli, i co chwilę coś nam o tej osobie przypomina. „Zła miłość” to dawka prawdziwych emocji. Znajdziemy tutaj ból, odrzucenie, próbę zwrócenia uwagi, ale także ogrom miłości, która z jakiś powodów uważana jest za „złą”. To wzruszająca książka, która zapewni każdemu czytelnikowi niezapomniane chwile. Gorąco polecam.
Justyna Dziura, Z miłości do książek.

“Zła Miłość” jest intrygującą pozycją. Romans jest gorący i sprawia, że motylki w brzuchu pojawiają się we właściwych momentach. Śmieszne dialogi i opisy, które nie wydają się wymuszone, a zawarty w nich humor dodaje im naturalności, sprawiają, że książkę szybko się czyta. A chęć poznania prawdy tylko napędza czytelnika do dalszego czytania. I to zakończenie. Nie spodziewałam się tego. Byłam tak zaskoczona, że musiałam poświęcić chwilę, aby pozbierać swoje myśli.
Katarzyna Boncz, Bookish Book Kate


Pod patronatem medialnym 



Książkę zakupić będzie można poprzez www.empik.com oraz www.e-bookowo.pl 
Odwet, Monika Kortez. Czyli o tym, jak idealne życie jest wyłącznie iluzją.

Odwet, Monika Kortez. Czyli o tym, jak idealne życie jest wyłącznie iluzją.

Przeszłość i przyszłość zatraciły się w słodyczy pocałunku. Liczyła się tylko ta chwila, spotkanie ich ust i rozmowa ciał.



Te dwie rzeczy nigdy nie przemijają: miłość sprzed lat i nienawiść dawnych wrogów.

Mogłoby się wydawać, że Morgan ma wszystko, czego współczesna kobieta potrzebuje do szczęścia – kochającego męża, udane dzieci, ambitną pracę na kierowniczym stanowisku… W dniu, w którym w niewyjaśnionych okolicznościach znika jej mąż, cały ten idealny świat zaczyna chwiać się niczym domek z kart. Na jaw wychodzą skrywane sekrety rodzinne, a ratunek przychodzi ze strony osoby, której Morgan planowała już nigdy w życiu nie spotkać... Czy powinna przyjąć pomocną dłoń? Czy będzie potrafiła wybaczyć ludziom, którzy ją zawiedli? Kto na tym zyska, a kto straci najwięcej?


Rodzaj literatury: Literatura obyczajowa
Format: 121x195, skrzydełka
Wydanie: Pierwsze
Liczba stron: 292

Morgan to bohaterka — jak opis mówi — kobieta sukcesu. Projektantka mody, mająca własną firmę. Przygotowania do targów mody w Mediolanie spędzają jej sen z powiek. Nie ma wiele czasu na życie rodzinne, przez co jej więź z dziećmi nieco szwankuje. Gdy niespodziewanie znika jej mąż, Morgan nie przypuszcza, że to wydarzenie diametralnie zmieni jej życie, co więcej, nie spodziewa się, że na jej drodze, po kilkunastu latach stanie jej pierwsza miłość. Mężczyzna, którego Morgan nigdy nie przestała kochać i ku ironii, to właśnie on, będzie jedyną osobą, jaka będzie w stanie jej pomóc rozwikłać zagadkę tajemniczego zaginięcia jej męża.

Była spełnieniem jego pragnień, ale też cholernie ją kochał. Kilkanaście lat rozłąki nie miało wpływu na intensywność tego uczucia.


Monika Kortez w swojej książce „Odwet” opisała trzymającą w napięciu niemal od samego początku historię dojrzałej Morgan, matki dwójki dzieci i żony, która nie miała we wcześniejszym okresie życia łatwo. Zraniona, młoda kobieta, wchodząca w dorosłość straciła miłość swojego życia i musiała zadbać o siebie sama, co uczyniło ją niezwykle silną osobą. Autorka w powieści przedstawiła typowy schemat biznes-matki. Pracoholiczki, która jest gościem w domu, kobiety niby spełnionej, ale tak naprawdę bez tego czegoś, co czyniłoby ją w pełni szczęśliwą.

Odwet rozpoczyna się niby zwyczajną sceną, Morgan z mężem siedzą w ulubionej kawiarni, przy jednym stoliku i dyskutują na temat wybranego przez Morgan prezentu dla młodszego syna. Nic nie zapowiada tego, że na następnej stronie akcja ruszy do przodu i autorka będzie trzymać nas w ciągłym napięciu, serwując, co rusz nowe wskazówki i szokujące fakty. Jednak gdzieś po drodze znajdziemy tropy, nakierowujące nas na odkrycie prawdy, kto stoi za porwaniem Marca (męża Morgan), ale mimo to i tak dalsze rewelacje będą wywoływać szok.

Ogólnie rzecz biorąc, Odwet jest dobrze napisaną książką, ciekawą, trzyma w napięciu, jest romans, szybsze bicia serca, motyle w brzuchu, ale... No właśnie, przecież zawsze jest jakieś, ale, prawda?

Mianowicie, książce trochę brakuje do bycia dobrą, przez duże D. Jest spójna, logiczna i przenosi nas w zakątki Filadelfii, Cleveland, Mediolanu, a także Sycylii. Jednakże zabrakło mi tutaj rozwinięcia wątku porwanego męża, ponieważ na początku książki autorka zdradza nam, co się z nim dzieje, ale później już niestety skupiła się na Morgan i dalszych wydarzeniach, pozostawiając wielki niedosyt. Ponadto, na końcu książki, nie ma żadnego głębszego wyjaśnienia odnośnie do męża. UWAGA SPOILER! Marc się odnajdzie, ale nie wiadomo jakim cudem i tu właśnie zabrakło mi wyjaśnienia tego wątku, który autorka zgrabnie pominęła. Kreacja bohaterów nie jest zła, ale postać Marca, czyli męża Morgan, jest jedynie wspomnieniem, myślę sobie, że przedstawienie nam jego osoby w jednym rozdziale nie byłoby szkodą, wręcz przeciwnie. Uważam również, że jak na jeden tom, nieco zbyt dużo się dzieje, ponieważ wiele wątków zostało rozpoczętych, ale nie wyjaśnionych. Postacie trzecioplanowe przewijają się wielokrotnie i brak dalszego ich udziału bądź wyjaśnienia co się z nimi stało, głównie chodzi mi o postać ojca Marca, jego matki i finał książki. Spodziewałam się czegoś równie spektakularnego, jak całość. Niestety pędem dotarłam do końca, nieco wygłupiona, zdezorientowana, z pytaniem i co? To już koniec? A gdzie reszta?

Podsumowując; Odwet to przyjemna w odbiorze obyczajówka, która trzyma w napięciu i szokuje. Napisana narracją trzecioosobową w bardzo fajny, lekki i przyjemny sposób, co przekłada się na przyjemność czytania. Pomijając niedociągnięcia (swoją drogą, w każdej książce uparty znajdzie jakieś potknięcia) „Odwet” jest pozycją godną przeczytania i polecenia. Na łamach kart powieść doświadczycie wielu emocji, będziecie świadkami ognistego Sycylijskiego śniegu, poznacie silną kobietę, która wyruszy w samotne śledztwo, nie zważając na swoje bezpieczeństwo, by tylko dowiedzieć się, gdzie jest jej mąż. Stracicie oddech, gdy główna bohaterka spotka swoją dawną miłość, pęknie Wam serce, gdy dojdziecie do końca powieści i odkryjecie, że wcale nie będzie tak, jak sądziliście.

Polecam sięgnąć po Odwet Moniki Kortez i przeżyć niesamowitą przygodę w pogoni za życiem ukochanej osoby.



Za możliwość przeczytania książki, dziękuję wydawnictwu

Samanta Louis,
Lawendowa Czytelnia.

Jak poderwać drania. Sebastian. Sara Ney. Czyli o historii napisanej z dużą dawką humoru.

Jak poderwać drania. Sebastian. Sara Ney. Czyli o historii napisanej z dużą dawką humoru.

Jesteś jak zestaw klocków Lego z milionem maleńkich elementów i beznadziejną instrukcją. A na koniec w środku nocy wchodzę na jakiś klocek z ostrymi krawędziami i boli jak cholera.


Sebastian Osborne zwany Oz, to jeden z największych drani na uczelni. Zabójczo przystojny zapaśnik, z rozdmuchanym ego i wianuszkiem kobiet. Pracujący po nocach i zakuwający, by tylko nie stracić stypendium.

Jameson Clark, w skrócie James, to dziewczyna nosząca kardigany, przesiadująca w bibliotece i uważana za nudną. Szkolni sportowcy nazywają ją bibliotekarką lub pensjonarką. Oczywiście to tylko pozory bowiem James zwana przez Oza "Jimbo" , tak naprawdę jest zadziorną, pełną seksapilu młodą kobietą, która jest odporna na urok i sztuczki Oza do czasu.

Ciekawe, czy los poszedł sobie teraz na fajkę, bo właśnie mnie wyruchał. Solidnie wyruchał. 

Książka rozpoczyna się sceną, gdy Jameson siedzi w bibliotece i lustruje jej otoczenie, zwracając uwagę na grupkę chłopaków siedzących nieopadl niej. Kumpela Oza prosi go, by podszedł on do Jameson dowiedzieć się, czy to ona jest jego korepetytorką. Oz ostatecznie godzi się i rusza w kierunku dziewczyny. Ta jednak ma w wielkim poważaniu to, kto właśnie stanął przy jej stoliku. Oz jest zaskoczony zachowaniem Jameson, ale w końcu wyciąga od niej informację dla wspomnianego wcześniej kumpla. Zake kolejny playboy i zadufany w sobie drań, rzuca Ozowi wyzwanie, twierdząc, że nie skłoni bibliotekarki do tego, by go pocałowała. Oz pewien siebie w ogóle nie dopuszcza do siebie takiej myśli, ale też początkowo nie zgadza się na przyjęcie zakładu. Zmienia zdanie, gdy Zake oferuje mu za wygraną pieniądze. I tak Oz poznaje bliżej Jameson, która będzie jeszcze bardzo długo opierać się jego urokowi. 

Jak poderwać drania. Sebastian, to powieść przede wszystkim humorystyczna. Dialogi między bohaterami są luźne i realistyczne, typowe dla młodych dorosłych. Teksty, jakimi rzuca Oz i Jameson, powodowały, że nie raz śmiałam się w głos i miałam niezły ubaw. Ich wzajemna relacja jest niby sztampowa, ale cholernie ciekawa i luźna. 

Postacie są nie tylko dobrze wykreowane, ale też fajnie przedstawione. Przez całą książkę się płynie, ponieważ styl autorki jest lekki i przyjemny w odbiorze. Całość jest spójna i nieskomplikowana, ale za to nafaszerowana testosteronem, męskim ego i elektyruzjącym podnieceniem. Nieco niegrzeczna, lecz przyzwoita. 

Autorka w swoje powieści połączyła typowego drania z pozornie grzeczną dziewczyną, co wyszło tylko na plus. Książka w dużej mierze poprawia humor i wciąga czytelnika, nie pozwalając mu się uwolnić. I udowadnia  że każdy drań ma serce i może się zakochać.

Polecam na zimowe dni, szczególnie na poprawę humoru. 



Samanta Louis, 
Lawendowa Czytelnia. 


Fighting Temptation, K.C Lynn. Czyli o sile przyjaźni, miłości i brutalnych przeciwnościach losu.

Fighting Temptation, K.C Lynn. Czyli o sile przyjaźni, miłości i brutalnych przeciwnościach losu.

– Nigdy nie potrafiłbym cię znienawidzić, Jula. Jesteś najważniejszą osobą w moim życiu. Gdybym potrafił kochać, kochałbym tylko ciebie.

Recenzja, Fighting Temptation

 Julia i Jaxson poznali się w bardzo dramatycznej sytuacji, w której znalazła się Julia. Mimo okoliczności w jakich się poznali, zostali przyjaciółmi. Jednak ich przyjaźń po czasie przerodziła się w płomienne uczucie, ale żadne z nich nie zdawało sobie sprawy, że drugie czuje to samo. Wszystko zmienia się, gdy Jaxson oznajmia Julii, że wyjeżdża z miasta, chcąc wstąpić do sił specjalnych marynarki wojennej. Dziewczyna wyjawia od dawna skrywane uczucia względem chłopaka, które spadają na niego jak grom z jasnego nieba. Jaxson nie spodziewał się, że ktokolwiek może go kochać, a w szczególności Julia. Wyjeżdża, obiecując, że będą utrzymywać kontakt, ale zdarzy się coś, co być może przekreśli jakiekolwiek szanse na ich wspólną przyszłość. 
Jaxson będąc na misji pozna brutalne życie, które odbije na nim swoje piętno. Julia będzie musiała zmierzyć się z wieloma problemami i przedrzeć się przez mur, jakim Jaxson się otoczył. 

Pragnąłem jej do szaleństwa, ale trzymałem uczucia i fiuta na wodzy, bo wiedziałem, że nigdy nie będę dla niej odpowiednim facetem. W moich żyłach płynie niestety krew ojca i nie mam zamiaru jej nią skazić. Julia zasługuje na wszystko, co dobre, wszystko, czym nie jestem.

Fighting Temptation to powieść sztampowa, motywów przyjaźni i miłości poruszono już wiele, można by pomyśleć, że przetarte szlaki literackie nie mogą już niczym zaskoczyć, a jednak! 
Przyjaźń, jaka zrodziła się między głównymi bohaterami jest nie tylko prawdziwa i szczera, ale przede wszystkim lojalna. Jaxson wskoczyłby za Julią w ogień, a ona za nim. Z takiej przyjaźni może zrodzić się jedynie silna i trwała miłość i taka oczywiście jest. Jednak w życiu nic nie jest usłane różami, nic nie dzieje się bez przyczyny i nic z nieba samo nie spada. Bohaterowie zanim będą mogli cieszyć się swoim uczuciem względem siebie, będą musieli przebyć bardzo wyboistą drogę, pokonać wszelkie przeciwności losu, te ludzkie także bowiem Julia skradła serce pewnej istocie, która tak łatwo nie zamierza się poddać w walce o ukochaną kobietę. 

Przed wejściem do domu udaje mi się powstrzymać szloch. Gdy tylko jednak zamykam za sobą drzwi, rozpadam się, wiedząc, że straciłam jedyną osobę, do której na zawsze będzie należało moje serce.

W książce dzieje się wiele, lecz niestety wątki i wydarzenia opisane zostały w dość ubogi sposób. Brakowało mi tutaj całego wachlarzu emocji bohaterów odnośnie do danego wydarzenia, sytuacji, tym bardziej że czasami muszą oni zmierzyć się z naprawdę strasznymi rzeczami. I wcale nie są to błahe literackie zmagania życiowe. Julia i Jaxson mierzą się z problemami z wysokiej półki, są świadkami sytuacji, które odbierają oddech, a co powinno zostać oddane w tekście. Niestety tak nie jest, a przynajmniej ja nie poczułam dreszczu grozy, motyli w brzuchu, ani wzruszenia. I z pewnością jest to też wina tego, że jako autor zbytnio analizuje każdą powieść i zauważam jej mankamenty, ale mogę przymknąć na to oko, ponieważ Fighting Temptation jest literackim debiutem K.C Lynn. Jednak mimo tego, że styl kuleje, zdania są toporne, występują nieścisłości i nielogiczne wątki, powieść ma także plusy. 
Zabawne teksty – pomijając to, że Jaxson w każdej swojej wypowiedzi używa słowa "kurwa" – które często powodowały, że śmiałam się w głos, przedstawiona siła przyjaźni między postaciami drugo i trzecioplanowymi  także zasługuje na plus. Wspomnienia Jaxsona z jednej misji ukazane jako koszmary senne, ratują całą powieść, ponieważ ściskają serce i tak naprawdę one pchnęły mnie do tego, bym czytała dalej. Pomysł jako całokształt też ciekawy i jestem pewna, że gdyby książka została dopieszczona, a warsztat autorki bardziej posunięty do przodu, Fighting Temptation byłoby powieścią na wysokim poziomie. Jednak wiem z doświadczenia, że porwanie się z motyką na słońce nie koniecznie jest dobrym posunięciem, co widać poprzez tę książkę, ale wiem również doskonale – i także z doświadczenia – że warsztat pisarski można szlifować, że każda kolejna książka może być lepsza od swojej poprzedniczki i szczerze wierzę w to, że kolejne książki autorki wypadają lepiej. 

Wchodzę do kuchni na trzęsących się nogach. To, co widzę, mrozi mi krew w żyłach i podnosi zawartość żołądka do przełyku. Telefon wypada mi z ręki, a pierś rozrywa przeraźliwy wrzask.

Fighting Temptation jest również pierwszą częścią z serii "Mężczyzna z honorem" i zdradzę Wam, że druga część Sweet Temptation, będzie opowiadać o bohaterach wspomnianych w Fighting Temptation i po przeczytaniu prologu, który znajduje się na końcu recenzowanej książki, mam ochotę na więcej i mam nadzieję, że Sweet Temptation – jak to w seriach bywa – okaże się lepsza od swojej poprzedniczki. 

Spanikowany głos Anny wyrywa mnie z amoku. Patrzę w dół i zdaję sobie sprawę, że biję trupa. Rzucam go na ziemię i odwracam się do skulonej w rogu, owiniętej jedynie w zakrwawione prześcieradło dziewczyny. Jej twarz jest opuchnięta i posiniaczona, na policzkach krew miesza się ze łzami. Skradziono jej niewinność.

Podsumowując: Fighting Temptation, to powieść dla niewymagających. Czytelników chcących przeczytać słodko-gorzką opowieść między dwojgiem młodych ludzi i poznać sekrety prawdziwej przyjaźni, takiej, która jest w stanie przeżyć niemal wszystko, co stanie na jej drodze. I oczywiście polecam przeczytać, bo dobrze wiemy, że są gusta i guściki, a jako autorka z debiutem na konciem wiem, że znajdzie się fan każdej książki, a kto wie, może i Ty zostaniesz za chwilę fanem Fighting Temptation?


Za możliwość przeczytania książki, dziękuję 


Samanta Louis, 
Lawendowa Czytelnia. 

PRZEDPREMIEROWO D. B. Foryś, Tylko żywi mogą umrzeć. Patronat medialny.

PRZEDPREMIEROWO D. B. Foryś, Tylko żywi mogą umrzeć. Patronat medialny.


Obyś dotrzymał słowa – warknęłam. – Bo jeśli umrzesz…
– To niemożliwe, Tessie – uciął, zapewniając z uśmiechem. – Tylko żywi mogą umrzeć.

Tylko żywi mogą umrzeć, D. B. Foryś recenzja.



Tessa Brown dostaje od swojego przyjaciela informację, że w podmiejskim klasztorze doszło do kradzieży. Zaginął pewien artekaft, który, jak się później okazuje, jest jednym z wielu. Krzyż, jak to krzyż, nie ma w sobie nic szczególnie znaczącego, a jednak! Materialnie nie ma on wartości dla nikogo, ale…! Nie chodzi o krzyż sam w sobie, nikt nie potrzebuje go do rozpętania Piekła na Ziemi. Ogromnie znaczenie dla Władcy Podziemia ma transkrypcja, znajdująca się na owym artefakcie. Główna bohaterka Tessa wraz z przyjaciółmi podejmuje się odnalezienia wszystkich artefaktów, noszących na swoich barkach kluczowe transkrypcje. I tym samym uniemożliwić demonom wejście w ich posiadanie, które będzie dla nich kluczem do wyjścia z Podziemi.
Tessa Brown nie jest zwykłą kobietą, w jej ciele zamieszkują dwie dusze, brzmi ciekawie? Jak najbardziej! Główna bohaterka jest nie tylko człowiekiem, lecz także namiastką demona, polującą na swoich pobratymców.
Zaginięcie krzyża jest dopiero początkiem, pierwszym krokiem w szaleńczej pogoni do ocalenia świata. Czy Tessie i jej przyjaciołom uda się odnaleźć resztę brakujących transkrypcji, zanim zrobi to świat Podziemi? Czy Tessa i jej towarzysze wyjdą cało z największej bitwy, z jaką przyjdzie im się zmierzyć? I czy miłość będzie w stanie uratować kogokolwiek?

Przebudziłam się kilka godzin później, czując na sobie czyjś wzrok. Duszący odór siarki był niemal namacalny. Pisnęłam mimowolnie, kiedy zauważyłam ciemną postać stojącą w rogu pomieszczenia.

D. B. Foryś – Z wykształcenia programista i grafik, pisarka z zamiłowania.
Pisze głównie fantastykę. Ciężko jej tworzyć fabułę, w której nic z nieba nie spada lub z podziemi nie wychodzi, ale zdarza jej się eksperymentować z thrillerem czy romansem. Swoją przygodę z pisarstwem zaczęła od publikowania opowiadań w Internecie. Od 2015 roku jest związania z grupą literacką Ailes.
Tylko żywi mogą umrzeć, jest literackim debiutem autorki i jednocześnie pierwszą częścią serii o Tessie Brown.


– Czy on bardzo cierpi? – zapytałam drżącym głosem, przenosząc wzrok na Leonardo.
– Niewyobrażalnie
.


Wcześniej, zanim zabrałam się za czytanie, wrzuciłam dla Was tutaj na bloga obszerną zapowiedź tego, co czeka na nas w książce. Szczerze powiedziawszy, gdy tworzyłam post ze wspomnianą zapowiedzią, nie czułam się przekonana do “Tylko żywi mogą umrzeć”, obawiałam się wręcz, że powieść autorki nie przypadnie mi do gustu. I wiecie, co? Uwielbiam pozytywnie być zaskakiwana przez książkę, do której początkowo podchodzę sceptycznie.

Tylko żywi mogą umrzeć, autorstwa D. B. Foryś to barwna powieść z gatunku fantasy. Niejednokrotnie na swoich social mediach, czy tutaj na blogu, wspominałam, że jeszcze do niedawna omijałam książki z tego gatunku, szerokim łukiem. Jednakże jako autorka i pisarka z pasji oraz zapalona czytelniczka, chciałam poszerzyć swoje horyzonty i zaczęłam sięgać po literaturę fantasy. Czytałam fajne w odbiorze książki, ale także te kiepskie. Tylko żywi mogą umrzeć, na tle przeczytanych przeze mnie tytułów wypada najlepiej! Dlaczego?

Pierwsza część z serii o Tessie Brown, Tylko żywi mogą umrzeć, wessała i pozytywnie zaskoczyła mnie już od pierwszych akapitów. Język, jakim operuje autorka, jest nie tylko barwny, ale także świetny w odbiorze, co powodowało, że numery stron zmieniały się w zastraszającym tempie. Od samego początku do końca czytałam rozdział po rozdziale z zapartym tchem. Chłonęłam powieść doszczętnie, przeżywając wraz z Tessą i jej przyjaciółmi wszystko to, co aktualnie się działo. A dzieje się w książce naprawdę wiele! I gwarantuję Wam, że nie będziecie się nudzić nawet przez chwilę, bo wydarzenia przeplatane z akcją spotkacie niemal na każdej stronie. Ponadto dowiecie się wielu zagadnień z historii religii chrześcijańskiej, zwiedzicie zabytkowe klasztory, wybierzecie się w podróż do wielu miast, a wszystko po to, by odnaleźć artefakty i przeczytać kluczowe transkrypcje, potrzebne Władcy Podziemi do rozpętania Apokalipsy.

Zamknę Bramy do Podziemi. Dostaniesz drugą szansę oraz świat bez demonów. Nie musisz ginąć razem ze mną.

Powieść jest jak najbardziej logiczna i spójna, gdybym chciała się do czegoś doczepić, byłoby to jedynie mieszanie czasów. Jestem tak strasznie na to uczulona, że nie umiem tego zignorować, ale gdy w każdej książce napisanej w czasie przeszłym, występują wtrącenia w czasie teraźniejszym, zaczynam myśleć ze mną jest chyba coś nie tak. Być może inaczej postrzegam opowiadanie przez bohatera wydarzeń, jakie kiedyś miały miejsce i stąd moje czepialstwo. Jednakże sądzę, że dla Was nie będzie miało to żadnego znaczenia, bo Tylko żywi mogą umrzeć, tym bardziej, jako debiut literacki to świetna książka. Ma ciekawie wykreowanych bohaterów, silnych, wyszczekanych i gotowych do poświęcenia własnego życia w imię całej ludzkości. Charakterystyka każdej postaci została skrupulatnie przemyślana, przez co bohaterowie są z krwi i kości, stworzeni w określonym celu, każdy ma swoje zadanie do wypełnienia. Demoniczny świat wciąga z taką siłą, że nie będziecie w stanie odłożyć książki, chociażby na chwilę, a wątek romantyczny między demonami przyprawi Was o szybsze bicia serca i wzruszenie, jakie funduje autorka niejednokrotnie. Poza tym będziecie mieć ochotę udusić D. B. Foryś i to nie raz, ponieważ serwuje takie wydarzenia, że miałam ochotę na nią nakrzyczeć i przyznam się, że to zrobiłam. Przeżywałam każdym zakamarkiem ciała emocje głównej bohaterki, a także innych bohaterów, jednych pokochałam całym sercem, innych znienawidziłam, a nawet się na kogoś tam obraziłam. Każdy rozdział trzyma w napięciu i wzbudza coraz większą ciekawość, powodując, że chcę się więcej i więcej, a Kilian, oh, Kilian, do chwili obecnej jestem na kilianowym haju, a w moich tęczówkach tańczą serduszka.


Ogrom przestrzeni oraz gabaryty tego miejsca sprawiły, że w mig straciłam orientację, a Kilian wraz z Remim całkowicie zniknęli z zasięgu mojego wzroku. Otoczona przez rywali, nie miałam czasu, aby rozglądać się za innymi. Musiałam skupić swoją uwagę już tylko na tym, żeby możliwie najdłużej nie dać się zabić. 

Podsumowując – W "Tylko żywi mogą umrzeć" poznacie Tessę, kobietę, której ciało zamieszkują dwie dusze, Kiliana, kluczową postać w całym zamieszaniu związanym z Apokalipsą, spotkacie różne demoniczne stwory, a nawet staniecie twarzą w twarz z samym Władcą Podziemi. A to wszystko i wiele więcej okraszone humorem, nieustającą pogonią i oczywiście miłością, jakiej nie znajdziecie w żadnej innej książce. I szepnę Wam jeszcze na ucho, że byłabym wniebowzięta, mogąc obejrzeć ekranizację, Tylko żywi mogą umrzeć! I nie ważne, ile razy usuwałam zdania, by najlepiej obrać w słowa, wrażenia, jakie zostały mi po tej książce, ponieważ nie ma słów na to, by opisać dokładnie, co zrobiła ze mną ta pozycja. Jedynie mogę zachęcić Was do jej przeczytania, byście mogli zrozumieć, że są powieści, które się przeżywa całym sobą.

Dla mnie literacki debiut D. B. Foryś to strzał w dziesiątkę. Gorąco polecam!

Więcej informacji o autorce i książce, znajdziecie na poszczególnych stronach:
www.tessabrown.pl
www.dbforys.pl

Książka od 30 listopada w wersji papierowej dostępna w sprzedaży będzie pod tym linkiem: Kup teraz


Za możliwość przeczytania książki, dziękuję autorce i cieszę się, że mogę jej patronować. 
Gratuluję dobrego debiutu i czekam na kolejne części z serii. 




Samanta Louis, 
Lawendowa Czytelnia. 
Obietnica, Ewa Pirce. Poświęcenie w imię zemsty i miłość, która nigdy nie miała się narodzić.

Obietnica, Ewa Pirce. Poświęcenie w imię zemsty i miłość, która nigdy nie miała się narodzić.


Kiedy już zasadzisz w sercu ziarno miłości, a ono wykiełkuje, nie da się go ot tak usunąć. 

Obietnica, Ewa Pirce. Wydawnictwo NieZwykłe. Recenzja.


Opis wydawcy:
Brian Wild złożył obietnicę. Zamierzał jej dotrzymać kosztem wszystkiego, co posiadał, włączając w to rodzinę. Motorem napędowym jego działań była zemsta. By wymierzyć sprawiedliwość, gotów był podjąć każde ryzyko. Jednak gdy przeznaczenie przejmuje pióro i zaczyna za nas pisać powieść w księdze zwanej życiem, nawet najbardziej misterny, układany latami plan może lec w gruzach. Bywa, że zostajemy pokonani jednym spojrzeniem. Zniewala nas jeden uśmiech, hipnotyzuje gest, niszczy słowo. Świat staje na głowie, a narzędzie zemsty okazuje się naszą zgubą.
Trzeba uważać, jakie obietnice składamy. Kilka słów spowodowanych cierpieniem i gniewem przeobraża się w bombę, która może eksplodować w naszych dłoniach, niszcząc wszystko, na co tak ciężko pracowaliśmy.

O autorce:
Ewa Pirce zadebiutowała w 2017 roku książką pod kontrowersyjnym tytułem Córka pedofila. Pochodzi z niewielkiej miejscowości położonej w pobliżu Kielc. Matka, żona, siostra, córka oraz przyjaciółka. Pasjonatka wszelkiego rodzaju literatury. Miłość do pisania zrodziła się w niej z miłości do czytania. Zakochana w muzyce, która ją inspiruje. Słuchawki na uszach są nieodłącznym elementem przy tworzeniu powieści, a zasłyszane kawałki wplecione zostają w rozdziały książek.


Obietnica autorstwa Ewy Pirce, jak sam tytuł wskazuję, opowiada o złożonej przed laty Obietnicy, przez Briana Wilda. Syna właściciela firmy, który po śmierci ojca zaplanował skrupulatnie plan zemsty i dążył do niego niemal po trupach. Za cel obrał sobie córkę przyjaciela swojego ojca, dzięki której miał zrealizować swoją obietnicę. Jednak, gdy w grę wchodzi oczarowanie i rozkochanie w sobie pięknej Olivii, stopniowo uczucia, jakimi Brian ją darzy, przejmują kontrolę nad chęcią zemsty. I wtedy pojawia się problem. Brian nie spodziewa się, że jego plan zrealizuje się szybciej, niż to sobie założył, bo ktoś postanowił zrealizować własny i odebrać Brianowi wszystko, na co tak ciężko pracował, wliczając w to Olivię. 

Obietnica to pierwsza książka spod pióra autorki, jaką miałam okazję przeczytać. Muszę przyznać, że powieść została napisana barwnym językiem, ocieka emocjami, nienawiścią i akcją. Wykreowani bohaterowie są solidni i doskonale przemyślani. Każdy z nich ma swoją zadziorną i waleczną osobowość, co powodowało, że momentami parskałam śmiechem. Dialogi między bohaterami są naturalne i życiowe, a cała fabuła przemyślana i dopracowana. Spójna i logiczna, choć na końcu już książki, pewien fragment według mnie nie do końca jest logiczny i może to tylko moje zboczenie pisarskie. W każdym razie Ewa Pirce włożyła w swoją drugą książkę wiele pracy, co jest widoczne już po kilku stronach powieści. Lekturę czyta się naprawdę przyjemnie i lekko. Autorka dozuje każdą informację ze smakiem, nie zdradzając tego, co czeka nas dalej. Bolesne i traumatyczne przeżycia głównego bohatera Briana, są taką wisienką na torcie i niestety mogą złamać niejedno serducho. Postać Astona, brata Briana jest bardzo intrygującą i ciekawą postacią, biorąc pod uwagę fakt, że na początku książki autorka opisała braterską relację, jaka między nimi była kilkanaście lat wcześniej. A gdy dochodzi do spotkania braci w czasie rzeczywistym, okazuje się, że dorosły już Aston żywi do swojego brata nienawiść i tu pojawia się pytanie – za co? 

W Obietnicy poznacie przepełnionego chęcią zemsty przystojnego Briana, Olivię, córkę najgorszego wroga Briana, która żyje pod ojcowskim kloszem i kreuje się według wymagań ojca, Margaret, kobietę, dzięki której Brian jest tym, kim jest, Astona, brata, który żywi do Briana nienawiść. Na kartach powieści odkryjecie demony przeszłości, prześladujące głównego bohatera, dowiadując się, jak zaistniałe wydarzenia w życiu mogą odbić piętno na człowieku i doszczętnie go zniszczyć, w najmniej oczekiwanym momencie. Po pierwszym tomie możecie odnieść wrażenie, że czasem nie ma wyjścia z bagna, w które wpadło się po sam nos. W towarzystwie Obietnicy przeżyjecie wiele skrajnych emocji, będziecie zastanawiać się, kto i jaki ma swój cel w swoich poczynaniach. 

Obietnica to powieść, w której nie idzie przewidzieć, co wydarzy się dalej, a jeśli nawet będzie się Wam wydawać, że rozszyfrowaliście dalszy przebieg fabuły, nastąpi zwrot, przyprawiając Waszą skórę o ciarki. 

Podsumowując – Obietnica autorstwa Ewy Pirce, to historia pełna emocji, zawiłych planów, uczuć, z ciekawymi i silnymi bohaterami, jacy nie dadzą pluć sobie w kaszę. Lektura okraszona humorem, śmiesznymi dialogami i płynnym stylem, dającym w pełni przyjemność z czytania. POLECAM! 


Za możliwość przeczytania książki dziękuję 




Samanta Louis,
Lawendowa Czytelnia.
Poniżenie, Stylo Fantome. Walka o dominację rozpoczęta.

Poniżenie, Stylo Fantome. Walka o dominację rozpoczęta.

Poniżenie, Stylo Fantome


Poniżenie, Stylo Fantome, recenzja. Wydawnictwo NieZwykłe


Siedem lat wcześniej Tatum przywiozła ostatnie rzeczy swojej siostry na nowe miejsce zamieszkania. Ellie nie było w domu, za to był Jameson, jej chłopak, który wpuścił Tate i okazał jej zainteresowanie, czego nigdy wcześniej nie robił. Tate, upita szampanem dała się podejść Jamesonowi i w rezultacie także przelecieć. Nie był to słodki i grzeczny seks, Jameson sponiewierał delikatną, wrażliwą dziewczynę, po czym niemal wyrzucił z mieszkania. Rodzina wyrzekła się jej po tym incydencie i Tate była zdana tylko na siebie, ale od tamtej pory coś się w niej zmieniło. Jameson ją zmienił.

Kiedy po siedmiu latach spotyka Jamesona na przyjęciu i później dla niego pracuje, rozpoczyna się między nimi gra, która nie ma określonych zasad, choć z biegiem czasu powoli się one zmieniają, granica między rzeczywistością a fantazją, zaczyna się zamazywać. Tate jest w stanie znieść naprawdę dużo, ale przychodzi moment, kiedy to granica zostaje przekroczona, a Jameson okazuje się prawdziwym Demonem, który zniszczył w Tate wszystko, co dobre. Złamał ja, zamącił w głowie i...

Osiem tygodni. Cztery tysiące za tydzień. Panno O'Shea, pani usługi nie są mi już potrzebne. Proszę wypierdalać z mojego domu – powiedział miłym tonem głosu. 

Pierwszy Tom z serii The Kane „Poniżenie” jest mieszanką wybuchową, bombą, która eksploduje i roztrzaskuje czytelnika na drobne kawałki. Pozostawia w zawieszeniu, oszołomieniu, elektryzuje, uzależnia i powoduje, że chcę się tylko więcej i więcej. Momentami paraliżuje, mami nasz umysł i pobudza, rozpala do czerwoności. To niesamowita, nieco chora jazda na karuzeli, po której ma się miękkie nogi, ale i tak chce się więcej. Takie właśnie jest „Poniżenie”, wyuzdane, perwersyjne, intrygujące i mroczne. Zdecydowanie nie dla każdego, ale zdecydowanie dla tych zdrowo popieprzonych, szukających mocnych wrażeń, doznań, czytelników.
Tę książkę się przeżywa, analizuje i chłonie, połyka.

Bohaterowie zostali wykreowany dość dobrze, na tle tego, co się dzieje w fabule, zapomina się o innych drobnostkach, które gdzieś po drodze dały o sobie znać. Intryguje mnie postać Jamesona, a jednocześnie pociąga. Za wiele o nim się nie dowiemy w tej części i liczę na to, że w kolejnych tomach uda mi się dowiedzieć o nim coś więcej, a najbardziej to, co przyczyniło się do tego, że jest tak pokręcony.

Postać asystenta Jamesona, Sendersa, również została ciekawie i tajemniczo przedstawiona. Cały czas się zastanawiam nad pewnym faktem, ale ujawniać go nie będę.

Natomiast Tatum jest postacią kontrowersyjną i destrukcyjną. Wiedzie życie, które wbija w fotel, ale odpowiedzialny za to jest właśnie Jameson, który siedem lat wcześniej wyzwolił, a może raczej zniszczył w niej coś, co było piękne, a ona usilnie stara się schować to pod maską zdzirowatej kobiety.

Najbardziej trafiły do mnie słowa od autorki, mówiące o tym, żeby czytać i pisać to, co się chce i pierdolić wszystkich, co w tym przeszkadzają. Fantome udowodniła, że pisząc to, co roi się w głowie pisarza nie musi być grzeczne, nie musi być piękne, a może być w swoim rodzaju oszołamiające.

Polecam osobom o mocnych nerwach, zdecydowanie i tylko dorosłym, tym szalonym, dla grzecznych dziewczynek to z pewnością nie jest książka, chyba, że w nich kryje się mroczna strona ich osobowości.

Za możliwość przeczytania książki dziękuję 


Samanta Louis, 
Lawendowa Czytelnia. 

Maybe Someday, Colleen Hoover. Powieść o rozdartym sercu, muzyce i pięknej miłości.

Maybe Someday, Colleen Hoover. Powieść o rozdartym sercu, muzyce i pięknej miłości.

Maybe Someday, Colleen Hoover



Staraliśmy się to zwalczyć, ale musieliśmy ulec, ponieważ nasze uczucia są o wiele silniejsze niż pożądanie. Z pożądaniem łatwo wygrać. Zwłaszcza gdy jego jedynym orężem jest wzajemny pociąg.


Maybe Someday, Colleen Hoover, recenzja. Lawendowa Czytelnia


Kiedy Sydney słucha, jak chłopak na balkonie gra na gitarze, nie zdaje sobie sprawy, że jego muzyka wywróci jej życie do góry nogami, a on sam poprzez granie wedrze się do jej serca, choć jego jest już zajęte.
Ridge ofiaruje Sydney dach nad głową w dniu jej urodzin, w dniu kiedy wyjawia jej, że jej chłopak i jej przyjaciółka ze sobą sypiają. Dziewczynie wali się świat i opuszcza wspólne mieszkanie, które dzieliła z Tori. Wprowadza się do mieszkania Ridge'a. Żadne z nich nie przypuszcza, że w najbliższym czasie doświadczą czegoś, czego nikt nigdy nie dozna. Przychodzi moment, w którym Syd zastanawia się czy “może kiedyś”  uda im się być razem, ale biorąc fakt, że na przeszkodzie stoi Maggie, dziewczyna Ridge'a poza którą nie widział świata, a wobec której jest lojalny i walczy z tym, co czuje do Sydney, łamie jej serce i dla dobra Maggie każe wyprowadzić się z jego mieszkania.


Odkąd się poznaliśmy, ani razu nie miałem wrażenia, że moja niepełnosprawność w ogóle jest niepełnosprawnością.


Maybe Someday to bardzo poruszająca historia dwojga ludzi, których połączyła miłość do muzyki i do nich samych. Powiedzieć, że to rollercoaster emocji i uczuć to jak nic nie powiedzieć, bo to prawdziwa jazda na emocjach. Nie umiem obrać w słowa tego, co przeżywałam czytając “Maybe Someday”.


[...] jeśli uważasz, że twoja miłość do Ridge'a wystarczy, żebyście się zeszli po śmierci Maggie, to jesteś w błędzie. Bo Maggie nie umiera, Sydney. Maggie żyje. I jej obecność będzie silniejsza niż miłość Ridge'a do ciebie.


Książki Colleen Hoover zawsze wywierały na mnie ogromnie wrażenie, wzbudzały całą gamę emocji i pozostawiały po sobie moralnego kaca oraz pustkę. Ale to, co zrobiła ze mną ta pozycja, jest nie do opisania. Przez trzy dni żyłam wraz z bohaterami, poczułam więź i ich miłość. Poczułam to, co czuł Ridge, kiedy próbował usłyszeć, jak Sydney śpiewa jego piosenki, jak śpiewa to, co razem stworzyli. Autorka zawsze urzeka mnie swoimi pomysłami i sposobem grania na uczuciach czytelnika i bohaterów. W Maybe Someday przeszła samą siebie i wiem, że to najlepsza jej książka i ląduje u mnie na liście pod numerem jeden wraz z Ugly Love, choć ze względu na niesamowicie wykreowaną postać Ridge'a, jestem skłonna pozostawić ją na pierwszym miejscu bez egzekwo z Ugly Love.


W mieszkaniu panuje całkowita cisza. Jedyne, co wszyscy słyszymy, to utrzymujący się odgłos pękania serca Maggie.


Colleen Hoover mimo że posługuje się znanym sobie schematem, każda kolejna jej książka, którą czytam, jest wyjątkowa, ma innych bohaterów, inne problemy, ale tak samo łamie serce, wydusza łzy i wodzi za nos. A ja to kocham w książkach, tego oczekuję, aby od pierwszej, no dobra może drugiej lub trzeciej strony wiedzieć, że to będzie kolejna powieść, jaka wzbudzi we mnie skrajne emocje. Za to najbardziej kocham pióro i umysł autorki. Dlatego też, gdy zaopatrzam się w kolejną od niej pozycje, zostawiam ją na później, a dokładnie na czytelniczego i pisarskiego dołka, bo gdy dopada mnie taki stan, Hoover bezpretensjonalnie mnie z niego wyciąga.


– Nie chcę się z nią żegnać, skoro tak naprawdę wcale nie chcę, żeby dochodziła.


I tak oto Ridge stał się moim książkowy mężem numer 1 na chwilę obecną :)
Ponadto książka jest wyjątkowa również dlatego, że bohaterowie piszą wspólnie piosenki. Początkowo Sydney przekazuje Ridge'owi swoje teksty, jakie napisała podczas słuchania jego akordów na balkonie, a kiedy się do niego wprowadza, zaczynają pracować nad kolejnymi tekstami, co w rezultacie ich do siebie zbliża i tym samym Sydney pomaga odblokować się Ridge'owi. Więcej zdradzać nie będę, bo po prostu trzeba przeczytać i przeżyć całą sobą.

Ja zakochałam się w książkę bezgranicznie i wspomnę jeszcze tylko o tym, że każda piosenka, która została napisana przez bohaterów istnieje naprawdę i można posłuchać ich na stronie https://maybesomedaysoundtrack.com.

Z całego serducha swojego romantycznego polecam Wam tę pozycję, musicie ją przeczytać!

A teraz posłuchajcie przewodniej piosenki tej powieści.




Samanta Louis,
Lawendowa Czytelnia.
Copyright © 2014 Lawendowa Czytelnia , Blogger