"Uwięziony krzyk" Anna Naskręt. Prawdziwa historia. Wydawnictwo Muza.

"Uwięziony krzyk" Anna Naskręt. Prawdziwa historia. Wydawnictwo Muza.

Czułam się... nawet nie potrafię tego opisać. Jak nieczłowiek, poszanowania brak. Jakbym trafiła do więzienia z amerykańskich filmów lub do izby wytrzeźwień. 


Uwięziony krzyk. Anna Naskręt.


Byłam młodą matką, zdrową osobą, pełną energii, która miała plany i marzenia na przyszłość. Wkrótce po rozpoczęciu samodzielnego życia przeszłam udar mózgu. W jednej chwili mój świat się zawalił. Zostałam całkowicie sparaliżowana i zamknięta we własnym ciele. Bez możliwości kontaktu ze światem, choć w nieruchomym ciele wciąż działał sprawny mózg.
Uwięziony krzyk to moja opowieść o człowieczeństwie, kobiecości i psychice. O bezkresnej beznadziei, której nie dałam się pochłonąć, a także o małych sukcesach, mojej nieustannej ochocie na życie i radości z tego, co mam.
W najstraszniejszych chwilach rodzice i siostry opiekowali się mną jak niemowlęciem. Czas płynął powolutku… Minęło wiele lat, zanim znowu stanęłam na własnych nogach.  Później pojawiła się miłość.
To książka o potyczkach z losem, skrajnych emocjach i codziennych zmaganiach osoby niepełnosprawnej, która mimo choroby chce normalnie żyć.
To także historia mojego osobistego, największego w życiu zwycięstwa. 




Recenzja "Uwięziony krzyk"



Kiedy dostałam propozycję recenzji tej książki, nie zastanawiałam się ani chwili nad tym, czy na pewno chcę przeczytać historię autorki o jej zmaganiach z chorobą. Czasem mam tak, że przeczytam opis książki i wiem, że będzie to strzał w dziesiątkę, że będę usatysfakcjonowana lekturą, więc biorę, mimo iż obiecuję sobie od tygodni, że muszę przystopować. Z "Uwięziony krzyk" było nieco inaczej, ponieważ to nie jest literacka powieść, która miała dostarczyć mi wrażeń i innych czytelniczych emocji, jakie serwuje nam powieściopisarz. To historia napisana przez życie, los, który dla Pani Anny okazał się brutalny. Autorka napisała tę książkę tylko dlatego, że chce nam wszystkim uświadomić, czym naprawdę jest udar mózgu i jak czuje się człowiek dotknięty jego szponami.

Książka jest dogłębnie szokująca pod wieloma względami. Rozpoczyna się opowieścią o życiu, jakie wiodła Pani Ania, zanim zachorowała. Potem książka skupia się na walce z chorobą, trwającą do dziś.

Nie jest to łatwa książka, ponieważ zawiera całe morze bólu, samotności i pogardy, ale zawiera między wersami wiele życiowych prawd, uświadamia przede wszystkim to, że dzisiaj jesteś, a jutro może Cię nie być i to nieważne, jak wysoko pniesz się w górę na piedestale. Dzisiaj biegasz, chodzisz, mówisz, nie doceniasz tego, co masz, przejmujesz się błahymi, nic nieznaczącymi problemami, ale jutro może się okazać, że to, co dzisiaj wydaje Ci się katastrofą życiową, nie będzie mieć znaczenia, bo nie będziesz nawet w stanie ruszyć ręką, ba, palcem.
Książka zwraca także uwagę na traktowanie przez społeczeństwo osób dotkniętych m.in. udarem. Przykro jest to czytać, bo na co dzień nie rozmyślamy nad tym, nie zastanawiamy się, jak sąsiadka, która jeździ na wózku i dziwnie wygląda, czuje się sama ze sobą, zależna od innych, gdy jej dusza jest zdrowa, ale ciało chore.

Z całego serca gratuluję Pani Ani wytrwałości, cierpliwości i siły. Dziękuję, za to, że zdecydowała się napisać tę książkę. Gdy moje dzieci będą na tyle duże, by mogły pojąć jej przesłanie, na pewno podsunę im ją pod nos, bo tak strasznie mnie denerwuje fakt, że dzieci, młodzież i oczywiście dorośli nie doceniają tego, co mają.

"Uwięziony krzyk" byłby idealną lekturą szkolną. Dlaczego i skąd w ogóle ten pomysł? Przeczytajcie, a sami zrozumiecie. Każdy, kto ma w sobie empatię i miłość do drugiego człowieka, zrozumie, dlaczego tak uważam.



Za egzemplarz do recenzji dziękuję wydawnictwu


Samanta Louis, autorka powieści "Zła miłość" i "Breaking rules. Gra rozpoczęta"

"Warta ryzyka" K. Bromberg. Editio red.

"Warta ryzyka" K. Bromberg. Editio red.

Każda cząstka mnie pragnie tego więcej. Więcej i więcej. Jak w pokerze - chcę grać i grać, choć wiem, że nie mam szans na wygraną. 
warta ryzyka, K. Bromberg życiowi bohaterowie



To trzeci tom serii Życiowi bohaterowie, w której znalazły się niezwykłe historie przystojnych braci w mundurach. Trzeci z nich, Grayson Malone, ma za sobą paskudną przeszłość. Jako młody chłopak zakochał się bez pamięci w dziewczynie, która nie była warta jego uczuć. Ta snobka z bogatej rodziny i egoistka z rozdętymi ambicjami pozostawiła go ze złamanym sercem i z małym dzieckiem. Ostatecznie Luke, uroczy chłopczyk, został miłością życia Graysona. To dla syna mężczyzna stał się dojrzałym, odważnym i silnym facetem, ale także zamkniętym w sobie samotnym ojcem. 
Tą nadętą bogaczką była Sidney. Lata ciężkiej pracy zmieniły jej system wartości, jednak to wciąż uparta i pełna temperamentu dziewczyna, która tylko czasami popełnia poważne błędy. Ten zabójczy zestaw cech doprowadza ją do kryzysu w relacjach z szefem. Aby odzyskać jego zaufanie, wyrusza do małego miasteczka z misją ratowania jednego z magazynów. Ma nakłonić do udziału w konkursie HOT Dad kogoś, kto nawet nie chce o tym słyszeć. Tym kimś jest jej były facet, Grayson Malone. 
Oto opowieść, w której znajdziesz pytania bez jasnej odpowiedzi. Upłynęły lata, Grayson i Sidney są innymi osobami. Przeszłość jednak wypaliła na sercu Graysona bolesne piętno. Poznasz ból i lęk, które każą silnemu mężczyźnie zamknąć się w skorupie samotności. Znajdziesz w tej historii namiętność i nadzieję. Przekonasz się, że kto pragnie szczęścia, musi podejmować ryzyko. I nie ma żadnych gwarancji, że ryzyko się opłaci... 
Czy ktoś taki naprawdę jest wart ryzyka? 



Recenzja


„Warta ryzyka” to bez wątpienia mój faworyt w tej serii. Dlaczego? Bo najbardziej przypadła mi do gustu, wzruszyła niejednokrotnie i opowiada o samotnym rodzicielstwie. Mężczyźnie, który boi zaufać się kobiecie, głęboko zranionym, który ma na uwadze przede wszystkim szczęście syna.

W tej części także spotkamy przelotnie bohaterów z dwóch poprzednich tomów. Będą słowne przepychanki między braćmi, nieco humoru, ale także trudne decyzje. Wiele emocji czeka na Was na kartach powieści, ale także zmian, jakie zajdą w bohaterach.

Pamiętacie uroczą mamę Malone’ów, Betsy? Będzie miała swoje pięć minut, tak samo, jak jej mąż, ojciec Graysona.

Książka przede wszystkim mówi o tym, że będąc samotnym rodzicem, głęboko zranionym, także zasługuje się na szczęście, a ryzyko czasem warto podjąć, bo są ludzie, dla których warto porzucić swoje lęki, oddać serce i sięgnąć po dobro, jakie serwuje los po trudnych przeżyciach. Mówi się, że  po burzy zawsze wychodzi słońce, niekoniecznie tak jest, ale trzeba w to wierzyć, bo wiara czyni cuda.

Sięgając po „Warta ryzyka” nie zawiedziecie się. Serce szybciej zabije, być może uronicie łzę, albo będziecie płakać jak bóbr. W każdym razie ja i śmiałam się i płakałam, oderwać nie mogłam się od powieści, a jak już musiałam, to nie mogłam się doczekać, kiedy ponownie zanurzę się w świecie bohaterów.

Oczywiście polecam!


Za egzemplarz do recenzji dziękuję 


Samanta Louis, autorka powieści "Zła miłość" i "Breaking rules. Gra rozpoczęta"
\
"Grzechy Sevina" Penelope Ward. Editio red.

"Grzechy Sevina" Penelope Ward. Editio red.

Nic wartościowego nie przychodzi łatwo. Ale kiedy już nadejdzie czas wypłaty, potrafi być ona spektakularna.

Grzechy Sevina, Penelope Ward.



 W przypadku Sevina religijna rodzina i staranne, pobożne wychowanie nie wystarczyły. Chłopak był grzesznikiem. Podążał za swoim pożądaniem i nie przejmował się tym, jak niemoralnie postępował. Wyrzuty sumienia, o ile je odczuwał, prędko mijały. Wystarczyła kolejna chętna kobieta, choćby była nią nawet żona pastora. Mimo to Sevin chciał się poprawić, zwłaszcza że otrzymał propozycję nie do odrzucenia. Wybrano mu idealną narzeczoną. Bardzo różniła się od jego poprzednich dziewczyn. Elle była śliczna, słodka, skromna i... niewinna. Musiał uszanować jej decyzję, że z seksem poczekają do ślubu. Wiedział, jak wspaniałą i ofiarną będzie żoną, postanowił więc wytrwać w dobrych postanowieniach.
Wszystko się zmieniło, gdy przez kompletny przypadek poznał ciemnowłosą dziewczynę. Miała w sobie coś fascynującego. Była niezwykła. Znała się na samochodach i lubiła je naprawiać. Od razu obudziła w nim coś, czego dotychczas nie czuł do żadnej kobiety. Szybko zrozumiał, że to właśnie Evangeline jest kobietą jego życia. I że nigdy nie będą mogli być razem, bo Evangeline to siostra jego narzeczonej.
Oto niezwykła opowieść o miłości, która trwa pomimo przeszkód. To historia pełna silnych emocji, czułości, smutku i głębokiego pożądania, obfitująca w zaskakujące zwroty akcji. Będziesz wraz z bohaterami tęsknić, śmiać się i płakać. Nie oderwiesz się od tej książki do ostatniego zdania!

Przyjął zobowiązanie. I nie przestał grzeszyć. Myślą, mową...



Recenzja


Na początek wspomnę o tym, że tytuł książki średnio ma się do treści, ponieważ to Evangeline grzeszy na potęgę, więc uważam, że tytuł powinien brzmieć „Grzechy Evangeline". Ale na tytuł wpływu nie mam, lecz na to, czy sięgnięcie po książkę, w jakimś stopniu tak.

Książka została podzielona na dwie części. Pierwsza część opowiada o Sevinie, który dorastał w rodzinie sfiksowanej na punkcie Boga. Gdy jego ojciec umarł, Sevin otrzymał propozycję, która pozwoliła mu się wyrwać z miasta i uciec od macochy. Jednak dwudziestoletni chłopak nie przewidział, że na jego drodze stanie piękna dziewczyna, która będzie przyciągać go niczym magnes i okaże się siostrą jego przyszłej żony.
Dwoje młodych ludzi, mimo iż nie powinno, zakochało się w sobie. Evangeline pochodząca z nabożnej rodziny, musiała walczyć z uczuciem i lojalnością wobec siostry. Podjęła decyzje i uciekła, zostawiając Sevina bez słowa wyjaśnienia.

Druga część opowiada, o tym, jak Evangeline wiodła życie przez ostatnie pięć lat i wróciła do rodzinnego miasta, jakie grzechy popełniła i kim się stała.

Pierwszą część czytało mi się opornie. Miałam wrażenie, jakbym czytała wpisy z pamiętnika nastolatek. Wybierając tę pozycję do recenzji, spodziewałam się, że otrzymam pikantną historię. Niestety, nie otrzymałam, ale druga część, tak mnie zaskoczyła, że nie miałam ochoty odkładać książki, dopóki nie przeczytam jej do końca. I właśnie ta część wywarła na mnie najlepsze wrażenie. Wycisnęła łzy, dała wiele emocji oraz uświadomiła mi bardzo ważną rzecz. Odebrałam ją osobiście, ponieważ w drugiej części jest mowa o czymś, co sama przeżyłam. Dopiero teraz, gdy czytałam „Grzechy Sevina” dotarło do mnie wiele rzeczy.

Książka porusza dość ważny temat — adopcji. Evangeline to postać, która podjęła najtrudniejszą decyzję w życiu, ale także samolubną. Jej postępowanie i postawa wzruszają, ale także, albo przede wszystkim pokazują, że kobiety, które świadomie decydują się na oddanie dziecka, nie zawsze muszą być narkomankami, alkoholiczkami, czy bytować w patologii. I że robią to nie dlatego, że chcą się pozbyć problemu, wręcz przeciwnie.

Tak więc pierwsza część, czyli mniej więcej połowa książka szła mi opornie, nie mogłam się wczuć w fabułę, zrozumieć niektórych wątków, toku myślenia Evangeline, lecz przy drugiej części przepadłam, płakałam i czułam rozdzierający ból w sercu. Rozłożyła mnie na łopatki, nie spodziewałam się takiego zwrotu akcji i za to należy się plus autorce.

„Grzechy Sevina” to opowieść o przekraczaniu granic, silnej miłości, takiej odbierającej rozum, walce z przeszkodami i trudnych wyborach oraz ich konsekwencjach.

Czy polecam? Jasne, że tak :)

Za egzemplarz do recenzji, dziękuję


Samanta Louis, autorka powieści "Zła miłość" oraz "Breaking rules. Gra rozpoczęta"

"Zbuntowane serce" Vi Keeland Penelope Ward. Editio red. Dalszy ciąg losów Rusha i Gii.

"Zbuntowane serce" Vi Keeland Penelope Ward. Editio red. Dalszy ciąg losów Rusha i Gii.

Musisz się zastanowić, czy twoja miłość do Gii jest silniejsza od nienawiści do brata.


Zbuntowane serce, Vi Keeland Penelope Ward



Gia i Rush nie mieli w życiu łatwo, zanim się spotkali. Mogłoby się wydawać, że po perturbacjach, jakie zagościły w ich relacji, będzie już tylko lepiej. Rush zaakceptował świadomość, że jego ukochana nosi pod sercem dziecko innego mężczyzny i postanowił się zaopiekować Gią. Ale wtedy spadło na nich kolejne wiadro zimnej wody.

W drugiej części serii „Zbuntowane serce” Gia nie mogła uwierzyć, że los kpi z niej do tego stopnia. Dopóki nie stanęła twarzą w twarz z ojcem swojego nienarodzonego dziecka, kontemplowała, czy przypadkiem nie ma zwidów. Jednak okazało się, że Harlan, facet z baru, z którym zabawiła się jednej nocy, zanim poznała Rusha, jest bratem jej ukochanego. Gia walczyła z myślami, czy i kiedy powiedzieć Rushowi bolesną prawdą. Niestety, Elliott ją wyprzedził, nie mając pojęcia, że Gia jest w ciąży i to z nim.

Rush czuł się tak, jakby ktoś dał mu w twarz. Zdradzony, zraniony, z powracającymi wspomnieniami z trudnego dzieciństwa, nie może przeboleć druzgocących faktów. Co będzie dalej? Żeby się tego dowiedzieć, musicie przeczytać książkę.

Pierwsza część “Zbuntowany dziedzic” podobała mi się i miałam po niej niedosyt, ponieważ zakończyła się w najciekawszym momencie. W “Zbuntowane serce” akcja toczy się dalej. Gia bije się z myślami i walczy ze smutkiem, lecz rozumie postępowanie Rusha i dystans, jaki trzyma. Z kolei Rush, boryka się z przeszłością, bo historia zatacza koło. Nie może sobie poradzić ze świadomością, że ojcem dziecka Gii jest jego znienawidzony brat.

Autorki jak to mają w zwyczaju, czy też w naturze, dodały humor między wersami, mimo iż bohaterowie główni przechodzą ciężkie chwile. Dzięki temu zabiegowi, zachowaniu charakterów postaci powieść nie tylko wydusza łzy, ale także rozśmiesza, co przekłada się na sympatię i lekkość czytania.

“Zbuntowane serce” to ciepła, wzruszająca, zabawna opowieść o ludzkich problemach, konsekwencjach jednego niewłaściwego wyboru. O wybaczaniu, miłości mimo wszystko i dawaniu drugiej szansy.

To książka, z którą ciężko się rozstać ze względu na jej bohaterów. Ich po prostu nie da się nie lubić :). Polecam!


Za egzemplarz do recenzji, dziękuję 


Samanta Louis, autorka powieści "Zła miłość" i "Breaking rules. Gra rozpoczęta"
"Kusząca pomyłka" Vi Keeland. Wydawnictwo Kobiece. Jedna z najlepszych powieści roku 2019.

"Kusząca pomyłka" Vi Keeland. Wydawnictwo Kobiece. Jedna z najlepszych powieści roku 2019.

Nie miałem wtedy pojęcia, że gdy otworzę usta, moje życie zmieni się na zawsze. 

Kusząca pomyłka, Vi Keeland





Rachel, bohaterka główna książki, kipiąc ze złości, nawrzucała pewnemu mężczyźnie, że jest dupkiem. Jednak zanim to zrobiła, dokładnie go zlustrowała i wyciągnęła pochopne wnioski. Słów, które padły nie dało się cofnąć, a Rachel nie zdobyła się na to, by powiedzieć biednemu przystojniakowi, że zaszła pomyłka.

Los czasami lubi sobie z nas żartować, nazajutrz Rachel miała wykłady z nowym profesorem na uczelni. Profesorem okazał się... Dokładnie tak! Nasz tajemniczy dupek, który niesłusznie został posądzony przez Rachel o najgorsze.

Caine, bo tak na imię ma profesor nauk muzycznych, nie toleruje spóźnialstwa, a Rachel spóźniła się na zajęcia. Co za ironia, prawda? Caine de facto okazuje się surowym gburem, ale Rachel mimo tego w jego obecności czuje obezwładniające napięcie. Powodem jej spóźnienia, była przebita opona. Gdy skończyła tłumaczyć powód swojego spóźnienia, Caine zaproponował, że zmieni jej koło w samochodzie, a potem wspólnie pojadą do wulkanizatora.

Oboje mają za sobą burzliwą przeszłość i nie chcą do niej wracać. Muzyka jest dla nich rodzajem terapii i poniekąd czymś, co ich połączyło. 



Nie widzisz tego? Bóg był zajęty, więc wysłał mi anioła. Ty jesteś moim aniołem stróżem. Bóg mi cię zesłał. 



Co będzie dalej?

Tego zdradzić nie mogę, ale zapewniam Was, że to chyba najlepsza powieść autorki, jaką do tej pory czytałam. Niby sztampowa, oklepana, ale jednak wyjątkowa. Były momenty, gdzie serducho boleśnie mi się ściskało, a łzy prosiły się o uwolnienie. Zaczynając tę powieść, nie spodziewałam się, że wyruszę we wzruszającą podróż, a bohaterowie – wszyscy, bez wyjątku – okażą się sympatyczni, których nie da się nie lubić.

To, co autorka serwuje, czyli sedno, najważniejszą część fabuły, czytałam, mając łzy w oczach i ciężar w piersi. Bardzo podobało mi się, że użyła dwóch perspektyw i zastosowała retrospekcje sprzed piętnastu lat, które przeważnie są najciekawszą częścią fabuły. W tym przypadku tak było i miałam niedosyt, bo Vi Keeland dozuje stopniowo informacje, co nie znaczy, że nie da się przewidzieć dalszego przebiegu powieści. Już wcześniej poskładałam fakty, dlatego plus dla autorki za to, że skupiła się na tym, co najważniejsze i interesujące, na siłę nie przeciągając.

Długość rozdziałów jest dla mnie idealna, ponieważ nie lubię zbyt długich, przy których zasypiam, a zdarza mi się to często, gdy autor ma tendencję do słowotoku. „Kusząca pomyłka” jest wyważona, dramat nie ciągnie się sto stron, a happy end następuje szybko, z piękną puentą. Powieść wzrusza i jest w niej coś, co czyni ja inną, mimo sztampowych bohaterów. 


„Kusząca pomyłka” opowiada przede wszystkim o tym, że wydarzenia, jakiekolwiek z dzieciństwa, czy też etapu dojrzewania, odbijają się czkawką, dopóki sami nie postanowimy zrobić porządku ze swoją przeszłością oraz przyszłością. To także lekcja o wybaczeniu samemu sobie i oczywiście zagubionych duszach, które spotkały się wiele lat wcześniej i odnalazły się ponownie za sprawą aniołów – w końcu Bóg jest ciągle zajęty ;). 

Szczerze polecam Wam tę pozycję :) 


Za egzemplarz do recenzji, dziękuję 
Wydawnictwo Kobiece. 




Samanta Louis, autorka książki "Zła miłość" i bestsellera "Breaking rules. Gra rozpoczęta" 

"Dirty" Pierwsza część serii Dive Bar od Kylie Scott. Editio red.

"Dirty" Pierwsza część serii Dive Bar od Kylie Scott. Editio red.



Dirty. Dive Bar. Kylie Scott. Editio red.


Pierwsza część serii Dive Bar

Do dnia ślubu Lydia Green była najszczęśliwszą dziewczyną na ziemi. Chris zachowywał się jak czuły narzeczony i był miłością jej życia. Drobne niepokojące sygnały Lydia po prostu lekceważyła. W końcu jej ukochany był chodzącym ideałem, a po ślubie ich życie miało być co najmniej bajkowe. Niestety, jakąś godzinę przed uroczystą ceremonią dziewczyna odkryła, że Chris ma... faceta, który zresztą miał być jego drużbą! Ucieczka z własnego wesela była więc najlepszym możliwym rozwiązaniem. Szukając schronienia przed zdrajcą, tłumem gości i własną rozpaczą, niedoszła panna młoda włamała się do uroczego bungalowu i schowała w łazience.

Traf chciał, że ów piękny dom należał do Vaughana Hewsona. Ten przystojniak o imponującej muskulaturze i niepokojącym sposobie bycia budził respekt. Kiedyś był muzykiem, teraz dorabiał w barze. Właśnie znalazł się na rozdrożu, a decyzje, które miał podjąć, mogły zaważyć na jego dalszym życiu. Mężczyzna z pewnością nie spodziewał się zobaczyć będącej w opłakanym stanie Lydii, skulonej w jego własnej wannie. Ale zamiast wezwać policję — w końcu miał przed sobą włamywaczkę! - zaoferował jej ręcznik i muskularne ramię, by mogła się na nim wypłakać. To raczej nie było w jego stylu.

Kiedy los styka ze sobą bezceremonialną, temperamentną i okropnie zranioną dziewczynę z niegrzecznym macho, który uparcie chodzi swoimi ścieżkami, trzeba się liczyć z dramatem, chaosem, nieporozumieniami i trudnymi do okiełznania emocjami... Czasami jednak jest szansa na prawdziwą miłość i przyjaźń. Czy zatem warto ponownie komuś zaufać? A może lepiej po prostu trochę się zabawić?

Rock and love — zabawmy się razem!


Recenzja "Dirty" 


Opis książki pochodzi ze strony wydawcy. I jak już przy opisie jesteśmy, to muszę go sprostować. Otóż Vaughan w mojej ocenie nie jest typem macho, raczej muskularnym, wytatuowanym słodkim misiem, który stawia swoje marzenia na piedestale życia. 

Historia Lydii i Vaughan, to opowieść o miłości od pierwszego wejrzenia. Początkowo bohaterowie umawiają się, że nie będę mówić o zauroczeniu, lecz o szaleństwie. Jednak to szaleństwo wychodzi poza margines i ci dwaj czują do siebie więcej niż chcą przyznać. Zdają sobie sprawę, że ich drogi rozejdą się szybko, bo Vaughan ma wyjechać do Kaliforni a Lydia poszukać miejsca, gdzie rozpocznie życie od nowa. Więc nie to czas na wzajemne deklaracje. Vaughan chce robić karierę muzyka i za żadne skarby świata nie ma zamiaru zostać w mieście, więc sprawy się komplikują a napięcie między kochankami rośnie. 

Humor gości na kartach powieści już od początku, taka luźna forma podobała mi się. Było ciekawie, ale nieco za słodko. Oczywiście Vaughan to ideał mężczyzny, natomiast Lydia jest jego przeciwieństwem, ma kompleksy, którymi zadręczała się często i to mnie wkurzało. Autorka wiele razy powieliła myśli Lydii i niemal przez całą książkę podkreślała jak piękny i seksowny jest Vaughan. O tyle o ile na początku było to zrozumiałe, tak później mnie irytowało i nużyło. Niestety nie czułam chemii między bohaterami, owszem wszystko, co robił Vaughan, było słodkie, urocze, ale też zbyt naciągane. Zdaje sobie sprawę, że to fikcja literacka, ale książę na białym koniu nie istnieje, a jeśli tak, to jeden egzemplarz na milion ;). Zastrzeżenia mam też do czasu fabuły, ponieważ wszystko, co dzieje się na kartach powieści, rozgrywa się w ciągu niecałych trzech tygodni. Jedna rzecz nie została wyjaśniona, a napisana w sposób, który zapowiadał jakiegoś rodzaju skandal. Liczyłam, że za moment wydarzy się draka, że Joe skrywa tajemnicę i będzie się coś działo, ale ten wątek nie został rozwinięty (doinformowałam się i w drugiej części, opowiadającej o losach Joe, będzie wyjaśnienie). Zabrakło mi perspektywy Voughana, szczególnie że to ciekawa postać. Poza tym pióro autorki jest przyjemne w odbiorze, przez książkę mknie się szybko. 

Bohaterowie, jak w życiu to bywa, zmagają się z problemami, swoimi słabościami, odnajdując swoje miejsce na ziemi. Postacie główne, jak i te drugoplanowe są sympatycznie wykreowanie. Nie przypominam sobie, bym kogoś nie polubiła, a przepraszam, jest jeden koleś, któremu chciałam dać w zęby ; ). Poza nim reszta jest tak świetna, że chciałabym ich spotkać w realu. 

Pewnie również ciekawi Was to, czy kolejne tomy będą o tych samych bohaterach. Otóż nie. "Dirty" czyli historia Lydii i Vaughana jest zamknięta. Książka kończy happy endem. 

W mojej ocenie "Dirty" z serii Dive Bar, to powieść niezwykle lekka, śmieszna i uroczo słodka. Dla czytelników, którzy szukają niewymagającej lektury i lubią się pośmiać podczas czytania. 



Za egzemplarz do recenzji, dziękuję 


Samanta Louis, autorka książek "Zła miłość" i "Breaking rules. Gra rozpoczęta" 




PRZEDPREMIEROWA RECENZJA "Nieczyste więzy" K.N. Haner. Między słowami. Pierwszy thriller królowej dramatów.

PRZEDPREMIEROWA RECENZJA "Nieczyste więzy" K.N. Haner. Między słowami. Pierwszy thriller królowej dramatów.


– Ty jesteś moją obsesją, Claire, i ja również nie potrafię sobie z tym poradzić. 
Nieczyste więzy, K.N. Haner.


Nie bardzo wiem od czego zacząć. Zdarzają się książki, które jest ciężko mi zrecenzować, bo były nudne, bez sensu i diabolicznie długie. W przypadku „Nieczystych więzów” brakuje mi słów z innego powodu. W tej pozycji dzieje się nad wyraz dużo i wcale nie chodzi tylko o akcję.

Autorka prosiła, żeby w recenzjach nie spoilerować książki, ale jak napisać swoją opinię, nie zdradzając żadnych wątków i jednocześnie zaciekawić Was, byście sięgnęli po czyste zło zaklęte na kartach powieści? Trzeba uchylić rąbek tajemnicy, bez tego się nie da... A jeśli się da, to widocznie jestem beznadziejna w pisaniu recenzji ;).

Mamy wstęp, teraz przejdźmy do rozwinięcia.

Najnowsza książka Kasi Haner ma bohaterów, których mogliście spotkać już w innych książkach, tych pozycjach z łatką „popieprzone”. Thriller psychologiczny ma do siebie to, że postacie w tym gatunku z reguły mają nierówno pod sufitem. Claire bohaterka główna „Nieczystych więzów”, że tak to właśnie ujmę, ma lekko nie tak pod kopułą, walczy z demonami i dlatego chodzi na terapię, ale do tej pory żaden psychiatra nie był w stanie jej pomóc. Gdy trafia do gabinetu doktora Douglasa, jest przekonana, że również on nie będzie w stanie jej pomóc. Dość szybko, bo już na pierwszej sesji okazuje się, że intrygujący oraz przystojny doktor ma w zanadrzu więcej, niż spodziewać się może Claire, a co za tym idzie? Doktor D. potrafi dotrzeć do swojej pacjentki, jednak robi to w bardzo nieprzyzwoity sposób, wciągając ją w pewnego rodzaju grę. W rozgrywkę, która przeradza się w manipulację. Mrok wychodzi na powierzchnię, bestia chce wyjść z ukrycia i to niejedna. Stop! Więcej nie mogę zdradzić, nakręciłam się i już zdradziłabym zbyt wiele, a nie wolno mi przecież ;).

Kiedy zaczęłam czytać książkę, nie spodziewałam się tego, co doświadczyłam. Miałam momentami wrażenie, że w jakiś sposób i ja zostałam wciągnięta w tę dziwną relację i że to ze mną jest coś nie tak, bo robiło mi się gorąco i mokro... Więc Autorce udało się w jakiś sposób wciągnąć mnie w ten bajzel, który rozgrywa się na kartach „Nieczystych więzów”. Wciągnęła mnie historia Claire i doktora Douglasa, ale zakończenie przewidziałam już wcześniej, nie będę zdradzać, kiedy i co potwierdziło moje domysły, bo zepsułabym bym Wam frajdę ;).

Czego możecie oczekiwać od tej pozycji?

Mocnych wrażeń. Manipulacji i scen erotycznych mocno doprawionych szaleństwem. To co dzieje się przez całą powieść, nie jest łatwo opisać, bo mnie osobiście zabrakło słów. Miałam i nadal mam mętlik w głowie, cud, że jakoś udało mi się napisać tę recenzję, bo początkowo nie wiedziałam, w ogóle, od czego zacząć.

Co mi się nie podobało?

Wyjaśnienie zachowanie Claire, jak dla mnie za mało rozwinięty jest wątek jej przeszłości. Owszem, rozumiem poniekąd jej zachowanie, jednak to za mało – według mnie – by znaleźć się w takim stanie psychicznym.
Zabrakło mi wyjaśnienia wątku z tajemniczym facetem. Liczyłam, że pod koniec powieści to się wyjaśni, ale niestety, nie doczekałem się wyjaśnienia. Jest również kilka kwiatków, które mijają się z logiką i spójnością, ale spokojnie, fabuła wciąga i sądzę, że mało kto zwróci na to uwagę zaabsorbowany wydarzeniami, jakie się rozgrywają.

Podsumowując: książka w ogólnym rozrachunku podobała mi się, dostarcza rozrywki, wielu skrajnych emocji i wypieków na twarzy, rozpala wyobraźnię i zmysły, a także ciało. Jest mrocznie oraz ciekawie. Trochę można sfiksować podczas lektury, lecz na kaca wystarczy lekki romans i Wasza psychika wróci do normy.

Za egzemplarz do recenzji, dziękuję Autorce oraz wydawnictwu Znak. 


Samanta Louis, Autorka książek "Zła miłość" oraz "Breaking rules. Gra rozpoczęta" 
"Nowa laleczka" Ker Dukey & K. Webster. Wydawnictwo NieZwykłe. Trzecia część losów psychopatycznego Banjamina. Strzeż się potwora!

"Nowa laleczka" Ker Dukey & K. Webster. Wydawnictwo NieZwykłe. Trzecia część losów psychopatycznego Banjamina. Strzeż się potwora!


Ziemia zaraz osunie jej się spod stóp, a ja nie jestem nawet pewien, czy zdołam kiedykolwiek pomoc wrócić jej do siebie. 





„Nowa laleczka” to kontynuacja losów psychopatycznego Benjamina, który w tej części powstaje z popiołów niczym feniks i pragnie odzyskać to, co stracił – Jade, swoją ukochaną niegrzeczną laleczkę. 
Pani detektyw wiedzie teraz spokojnie życie u boku Dillona, oczekując kolejnego dziecka. Oboje żyją w przekonaniu, że Benny poległ bezpowrotnie. Zapewne tak by się stało, gdyby... Benjamin nie poznał tajemniczego faceta. 

Zrozpaczony potwór nie może żyć bez swojej niegrzecznej lalki, więc rusza na polowanie, ale wtedy dzieje się coś, co całkowicie wytrąca go z równowagi. Śledząc Jade odkrywa coś niemożliwego, a raczej kogoś. Bethany! Pamiętacie siostrę Benjamina? Jeżeli nie kojarzycie o kim mowa albo nie pamiętacie dokładnie zakończenia poprzedniej części, nie musicie się martwić, ponieważ Autorki rozpoczęły trzecią część od małego wprowadzenia z perspektywy Benny’ego. 

W tej części poznacie dalsze losy bohaterów i to również z trzech perspektyw. Benjamina, Dillona i... Elizabeth. Brzmi interesująco? Z pewnością. Pojawienie się nowej postaci wzbudzi w Was na pewno lekki szok i na jej temat powiem tylko tyle: niedaleko pada jabłko od jabłoni. Ach, teraz pewnie dałam Wam do myślenia ;) 

Poznajemy więc Benny’ego dokładniej, zagłębiamy się w jego chorą psychikę i dowiadujemy się, że potwory także mają serce i potrafią kochać. Oczywiście miłość w ich pojęciu oraz wykonaniu wygląda zgoła inaczej, lecz jakby nie było, to miłość. W odcieniach mroku, szaleństwa i obsesji. 

Czy ta część jest równie popieprzona, mocna i nieobliczalna? Oczywiście, że tak moi drodzy. Jeżeli liczycie na potężną dawkę dantejskich scen, potu, łez, krwi, akcji, tajemnic, to w „Nowej laleczce” otrzymacie to w pakiecie z innymi fetyszami i światem tak brutalnym, że nigdy poza kartami powieści nie chcielibyście mieć z nim do czynienia. 

Co czułam, czytając? 

Zacznę od tego, że wcześniej, zanim książka do mnie dotarła, miałam bodajże cztery rozdziały do udostępniania na swoich social media. Mimo to nie odważyłam się ich przeczytać. Wrzucałam na swoje strony, ale nie czytałam. Zapytacie dlaczego? Otóż zabrzmi to cholernie kiepsko, ale bałam się, ponieważ książki z serii Laleczki, to pozycje, do których muszę mieć nastrój, muszę się psychicznie przygotować, więc cierpliwie czekałam, czytając lekkie, miłosne książki. Kiedy wzięłam do rąk egzemplarz i spojrzałam na okładkę, przeszedł mnie dreszcz, bo doskonale wiedziałam, że jak zacznę czytać, to przepadnę i nieco sfiksuje... I tak też się stało... Czego dowodem są wierszyki udostępnione w postach na Instagramie i Facebooku. Nie wiem, jak Wy, ale ja mam tak, że gdy dana książka mi się podoba, jest dobrze poprowadzona, oddaję się jej cała i żyję tym, co mi serwuje. Tak też jest z każdą kolejną częścią laleczek. 

Ostatnio do recenzji miałam książkę, której temat był dość ciężki, bo była o karze cielesnej wobec dzieci. Wspominałam w niej, że w każdym człowieku drzemie bestia i budzi się wtedy, gdy pobudza się ją do życia, że wpaja się nam, iż sadomasochistyczny seks doprowadzi nas do najlepszego orgazmu w życiu i da niewyobrażalną rozkosz... Trochę wstyd mi to przyznać, ale czytając „Nową laleczkę”, czułam także jakiegoś rodzaju podniecenie, co dowodzi, że Autorki umiejętnie manipulowały moim umysłem. Od razu sprostuje, cały akt chłosty, brutalnego seksu, zabijania, cięcia itp., nie powodował podniecenia jako takiego, wręcz przeciwnie, jednak były sceny mniej brutalne, bez rozlewu krwi, które przyprawiły mnie o szybsze bicie serca, wybuch gorąca i mrowienie na dole. Co więcej, sądzę, że wiele czytelników się do tego nie przyzna, iż także to czuli. 

Znalazłam kilka małych baboli, mianowicie coś tam nie pokrywało się z logiką np. Benny rozbił telefon, w którym zapisany miał numer pewnej osoby, dostał nowy aparat, nie zapisał numeru i go również rozbił, a kilka chwil później Benny miał już kolejny telefon i dzwonił do wspomnianej osoby, biorąc numer chyba z powietrza ;) 

Pomijając małe wpadki, wspomnę jeszcze o tym, że dwie poprzednie części w moim mniemaniu wywarły na mnie więcej emocji. Z pewnością dlatego, że główną rolę w nich grała Jade, postać, z którą nawiązałam więź. W „Nowej laleczce” nie brakuje emocji, zwrotów akcji, cały czas coś się dzieje, jednak na planie pojawiają się nowe postacie, z którymi nie byłam w stanie nawiązać kontaktu, dlaczego? Przekonacie się sami, sięgając po trzecią część serii. Jednak i ten tom nie jest zakończeniem historii. Ciąg dalszy losów Benny'ego i całej ekipy poznamy w "Zepsute laleczki". 

Podsumowując: „Nową laleczkę” po prostu trzeba przeczytać, przeżyć na swój własny sposób i uważać, bo Benny może wciągnąć Cię do swojego świata i nie zechcieć już z niego wypuścić. Strzeż się potwora! 

Dwa wierszyki/rymowanki mojego autorstwa:


Niegrzeczna laleczka Benny'ego zabiła
Bo tak bardzo go nienawidziła 
Benny staje na nogi 
Czuje się błogi 
Bum
Bum
Bum
Serce tęskni i kocha
Benny za Jade szlocha
Przypadkiem znajduje nową laleczkę 
I odbija piłeczkę
Teraz pragnie Bethany
Gładkiej jak skóra porcelany. 


Nowa laleczka jest popieprzona,
Nowa laleczka jest chora,
I bardzo skora...
Kocha swojego potwora,
A Benny tylko na nią czeka,
Pragnie, tęskni, oczekuje,
Potrzebuje nowej laleczki,
Bardziej niż jakieś książeczki,
Jade już nie chce,
Jade go nie pociąga,
bo nowa laleczka rękę do niego wyciąga.





Za egzemplarz do recenzji, dziękuję 




Samanta Louis, autorka powieści "Breaking rules. Gra rozpoczęta" oraz "Zła miłość" 



Copyright © 2014 Lawendowa czytelnia , Blogger