Sponsor Tom I K. N. Haner.

Sponsor Tom I K. N. Haner.



Kalina poznaje Nathana w momencie, gdy jej życie jest ustabilizowane. Ma dom, rodziców i młodszą siostrę. Studiuje i chce zostać fizjoterapeutką. Jadąc rowerem na uczelnie, zamyslona nie zauważa jadącego samochodu, w wyniku czego dochodzi do zderzenia. Właściciel bentleya, przystojny Nathan, pakuje ją do swojego samochodu i zawozi do szpitala. Później proponuje Kaline kolacje, podekscytowana dziewczyna nie przypuszcza, że Nathan chce zaproponować jej sponsoring. Kalina wychowana na grzeczną dziewczynkę, oczywiście nie przyjmuje propozycji Nathana. Jednak pół roku później wszystko zacznie się zmieniać. Drogi Kaliny i Nathana ponownie się zejdą. A wtedy zacznie się dziać naprawdę wiele. 

Kalina to postać sztampowa, grzeczna, ułożona, mądra i czysta jak łza. Niby rozważna, ale momentami głupiutka. Los jej nie oszczędza i rzuca co chwila kłody pod nogi. 

Nathan ma w życiu chyba wszystko, jest przystojny i bogaty. Ma wiele znajomości i może załatwić niemal wszystko. Sponsoruje kobiety, bo czuje, że im w ten sposób pomaga. 

Sponsor autorstwa K. N. Haner, królowej dramatów, to powieść opowiadająca o dwóch zagubionych duszach, którym w życiu brakuje miłości i stabilizacji. Nathan, jeden z głównych bohaterów, mimo że ma niemal wszystko, tak naprawdę nie ma nic i żyje w złudnej iluzji, którą sam sobie wykreował. W jego bycie brakuje czegoś najważniejszego – miłości. Miłości, którą dostaje właśnie od Kaliny. Kalina natomiast niczym niewiasta początkowo dostaje od Nathana bezinteresowną pomoc, a w rezultacie, po jakimś czasie także i jego miłość. Ale w życiu na ogół jest tak, że jeśli coś się psuje, to psuje się na całej linii. 

Relacja Kaliny i Nathana nie jest łatwa, chociaż momentami nieco słodka, może zmylić, ale patrząc na objętość książki – która jest pokaźna – można wywnioskować, że prędzej czy później na tych dwoje i tak spadną problemy. I tak się dzieje. W moim odczuciu bohaterowie przechodzą zbyt wiele, szczególnie pod koniec już tej pierwszej części. Szczerze powiem, że spodziewałam się czegoś bardziej realistycznego. Żeby nie spoilerować napiszę tylko tyle: uważam, że to, co zrobiła Kalina jest dla mnie nieco niedorzeczne i całkiem głupie. Mogę zrozumieć jej ból i załamanie, jakie przechodziła wcześniej i jakie będzie musiała przejść po tym, jak Nathan złamie jej doszczętnie serce. Jednak czytając książkę odniosłam wrażenie, że Kalina bądź co bądź, jest silną kobietą, nie do końca rozważną w niektórych momentach, ale mimo tego, co ją spotkało silną, bo przy Nathanie zaczęła żyć i znalazła poczucie bezpieczeństwa, a to dało jej jakiś rodzaj siły. Dlatego uważam, że jej zachowanie na końcowym etapie powieści jest zwyczajnie przesadzone. Nie chcę w tej recenzji wywlekać własnych rodzinnych dramatów, ale możecie mi wierzyć, że ktoś bardzo mi bliski, przeszedł w życiu o wiele więcej niż Kalina, i choć ta osoba próbowała zrobić to, co zrobiła Kalina, nie odważyła się ze względu na pewną małą istotę, a Kalina przecież ma swoją małą siostrę. 

Drugim elementem, jaki nie pasował mi do końca w Sponsorze tyczy się Sabriny. Czteroletniej siostry Kaliny. Jako mama dwójki dzieci, pięciolatka i trzy i pół latki, wiem, że dzieci mają problem z wypowiadaniem tak długich zdań, tak mądrych i tak “rezolutnych”. Dzieci to bardzo mądre istoty, jednakże to nadal dzieci. Dużo przyswajają, dużo słyszą, ale też dużo przekręcają, mają problem z wypowiedzeniem poprawnie wielu słów i z ich interpretacją, a postać Sabriny momentami, a raczej jej wypowiedzi były dla mnie zbyt mądre, zbyt dorosłe, zbyt dojrzałe, jak na wiek czteroletniego dziecka. 

Kolejna rzecz, która nie do końca jest dla mnie jasna i zrozumiała, dotyczy także Sabriny, ale także Nathana. Wiadomo od początku książki, że Nathan jest nie tyle bogaty, ale też ma znajomości. Dlaczego więc, nie wykorzystał tych znajomości, żeby pomóc Sabrinie? I tu kolejna sprawa, co do której mam mocny argument. Nie chcę spoilerować, ale wiem, z doświadczenia bliskiej mi osoby, że dziecko ma też coś do powiedzenia, w takiej sytuacji, w jakiej znajdzie się młodsza siostra Sabriny. A przecież wszystkim chodzi o dobro dzieci, prawda? 

Zdaję sobie sprawę – i bardzo się z tego cieszę – że po tej recenzji możecie, albo i już jesteście, ogromnie ciekawi tej pozycji. 

Sponsor od K. N. Haner jest powieścią z pozoru łatwą, ale tak naprawdę ta książka opowiada nie tylko o miłości, ale także o problemach w dużej mierze psychicznych. O tym, że ludzki umysł nie zawsze jest w stanie poradzić sobie z losem, który brutalnie rzuca pod nogi kłody, jedną po drugiej. Kasia Haner w Sponsorze poruszyła też ważny temat, jakim jest samookaleczanie i skłonności samobójcze. Mimo tego, co napisałam wyżej, uważam, że książka jest dobra i godna polecenia. Pamiętam jak na spotkaniu w Poznaniu, Kasia przyznała, że pisanie książki w narracji trzecioosobowej nie było przyjemne. Podczas czytania tego nie czuć, lektura jest przyjemna w odbiorze i czyta się ją płynnie. Serce nie raz zabiło mi szybciej, kibicowałam Nathanowi i modliłam się, by niczego nie spieprzył. Oczywiście polecam i jestem szczerze ciekawa kontynuacji. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję 




Samanta Louis,
Lawendowa Czytelnia

Zapowiedź powieści "Zła Miłość" patronat medialny!

Zapowiedź powieści "Zła Miłość" patronat medialny!


Wpoiłam się w dusze Deana, w jego serce i umysł. Byliśmy jednością, jednym oddechem, jedną egzystencją, jedną duszą, żyjącą w dwóch ciałach.


Zła Miłość Samanta Louis


Miło mi poinformować, że już 10 grudnia premierę będzie miała moja druga już powieść, tym razem z gatunku New Adult. Zła Miłość opowiada o losach Cassie i Deana, o ich płomiennej miłości, która z pewnych względów przez Deana uważana jest za złą. Nie brakuje w niej emocji, humoru, ale także i wzruszeń :) 

Opis: 

Przyjaźń, miłość i bolesna prawda. 

Jaka miłość sprawia, że gdy ją wyznasz, twój kochanek odchodzi? Z pewnością jest to zła miłość. Ale czy ta miłość nie zasługuje na szansę?

Kiedy Cassandrę opuszcza ojciec, a matka wysyła ją na miesiąc wakacji do swojej siostry, dziewczyna nie podejrzewa jeszcze, że ten wyjazd wywróci jej życie do góry nogami. Niespodziewanie na drodze Cassie stanie Dean, chłopak, który odszedł w momencie kiedy oddała mu serce. I miał ku temu dobre powody bowiem tajemnica, jaką skrywa Dean, nie jest łatwa do zaakceptowania. Może się okazać, że gdy prawda wyjdzie na jaw, strach będzie silniejszy od uczucia, jakim Cassie darzy Deana.

W końcu Zła Miłość nie może mieć prawa bytu, czyż nie?


Polecajki

"Zła miłość” Samanty Louis to wciągająca od pierwszych właściwie akapitów powieść. Bez zbędnych opisów, dużo dialogów, które nie powodują nudy w czytaniu.Napisane z humorem i nie ma w tej powieści nic zbędnego. Autorka pisząc ją wszystko dobrze przemyślała, przez co jest wręcz idealnie. Mogę tylko napisać, że chcę więcej. Czekam na pełną wersję już książki.
Aleksandra Dziura, Zaczytana Ola.

“Zła miłość” to historia, która pochłonęła mnie od pierwszych stron i od której nie mogłam się oderwać. Czy miłość może być zła? Czy uczucie, które wybuchło między dwójką młodych ludzi może być zakazane? “Zła miłość” to ciepła i pełna humoru opowieść, która pochłonie czytelnika i nie wypuści z objęć aż do ostatnich stron. A zakończenie zmiażdży i złamie serce.
Anna Węglarz, W oceanie słów.

Złamane serce, to coś co nie łatwo nam wyleczyć. Właśnie z tym walczy Cassie.
To coś co nie jest łatwe, to coś co boli, i co chwilę coś nam o tej osobie przypomina. „Zła miłość” to dawka prawdziwych emocji. Znajdziemy tutaj ból, odrzucenie, próbę zwrócenia uwagi, ale także ogrom miłości, która z jakiś powodów uważana jest za „złą”. To wzruszająca książka, która zapewni każdemu czytelnikowi niezapomniane chwile. Gorąco polecam.
Justyna Dziura, Z miłości do książek.

“Zła Miłość” jest intrygującą pozycją. Romans jest gorący i sprawia, że motylki w brzuchu pojawiają się we właściwych momentach. Śmieszne dialogi i opisy, które nie wydają się wymuszone, a zawarty w nich humor dodaje im naturalności, sprawiają, że książkę szybko się czyta. A chęć poznania prawdy tylko napędza czytelnika do dalszego czytania. I to zakończenie. Nie spodziewałam się tego. Byłam tak zaskoczona, że musiałam poświęcić chwilę, aby pozbierać swoje myśli.
Katarzyna Boncz, Bookish Book Kate


Pod patronatem medialnym 



Książkę zakupić będzie można poprzez www.empik.com oraz www.e-bookowo.pl 
Odwet, Monika Kortez. Czyli o tym, jak idealne życie jest wyłącznie iluzją.

Odwet, Monika Kortez. Czyli o tym, jak idealne życie jest wyłącznie iluzją.

Przeszłość i przyszłość zatraciły się w słodyczy pocałunku. Liczyła się tylko ta chwila, spotkanie ich ust i rozmowa ciał.



Te dwie rzeczy nigdy nie przemijają: miłość sprzed lat i nienawiść dawnych wrogów.

Mogłoby się wydawać, że Morgan ma wszystko, czego współczesna kobieta potrzebuje do szczęścia – kochającego męża, udane dzieci, ambitną pracę na kierowniczym stanowisku… W dniu, w którym w niewyjaśnionych okolicznościach znika jej mąż, cały ten idealny świat zaczyna chwiać się niczym domek z kart. Na jaw wychodzą skrywane sekrety rodzinne, a ratunek przychodzi ze strony osoby, której Morgan planowała już nigdy w życiu nie spotkać... Czy powinna przyjąć pomocną dłoń? Czy będzie potrafiła wybaczyć ludziom, którzy ją zawiedli? Kto na tym zyska, a kto straci najwięcej?


Rodzaj literatury: Literatura obyczajowa
Format: 121x195, skrzydełka
Wydanie: Pierwsze
Liczba stron: 292

Morgan to bohaterka — jak opis mówi — kobieta sukcesu. Projektantka mody, mająca własną firmę. Przygotowania do targów mody w Mediolanie spędzają jej sen z powiek. Nie ma wiele czasu na życie rodzinne, przez co jej więź z dziećmi nieco szwankuje. Gdy niespodziewanie znika jej mąż, Morgan nie przypuszcza, że to wydarzenie diametralnie zmieni jej życie, co więcej, nie spodziewa się, że na jej drodze, po kilkunastu latach stanie jej pierwsza miłość. Mężczyzna, którego Morgan nigdy nie przestała kochać i ku ironii, to właśnie on, będzie jedyną osobą, jaka będzie w stanie jej pomóc rozwikłać zagadkę tajemniczego zaginięcia jej męża.

Była spełnieniem jego pragnień, ale też cholernie ją kochał. Kilkanaście lat rozłąki nie miało wpływu na intensywność tego uczucia.


Monika Kortez w swojej książce „Odwet” opisała trzymającą w napięciu niemal od samego początku historię dojrzałej Morgan, matki dwójki dzieci i żony, która nie miała we wcześniejszym okresie życia łatwo. Zraniona, młoda kobieta, wchodząca w dorosłość straciła miłość swojego życia i musiała zadbać o siebie sama, co uczyniło ją niezwykle silną osobą. Autorka w powieści przedstawiła typowy schemat biznes-matki. Pracoholiczki, która jest gościem w domu, kobiety niby spełnionej, ale tak naprawdę bez tego czegoś, co czyniłoby ją w pełni szczęśliwą.

Odwet rozpoczyna się niby zwyczajną sceną, Morgan z mężem siedzą w ulubionej kawiarni, przy jednym stoliku i dyskutują na temat wybranego przez Morgan prezentu dla młodszego syna. Nic nie zapowiada tego, że na następnej stronie akcja ruszy do przodu i autorka będzie trzymać nas w ciągłym napięciu, serwując, co rusz nowe wskazówki i szokujące fakty. Jednak gdzieś po drodze znajdziemy tropy, nakierowujące nas na odkrycie prawdy, kto stoi za porwaniem Marca (męża Morgan), ale mimo to i tak dalsze rewelacje będą wywoływać szok.

Ogólnie rzecz biorąc, Odwet jest dobrze napisaną książką, ciekawą, trzyma w napięciu, jest romans, szybsze bicia serca, motyle w brzuchu, ale... No właśnie, przecież zawsze jest jakieś, ale, prawda?

Mianowicie, książce trochę brakuje do bycia dobrą, przez duże D. Jest spójna, logiczna i przenosi nas w zakątki Filadelfii, Cleveland, Mediolanu, a także Sycylii. Jednakże zabrakło mi tutaj rozwinięcia wątku porwanego męża, ponieważ na początku książki autorka zdradza nam, co się z nim dzieje, ale później już niestety skupiła się na Morgan i dalszych wydarzeniach, pozostawiając wielki niedosyt. Ponadto, na końcu książki, nie ma żadnego głębszego wyjaśnienia odnośnie do męża. UWAGA SPOILER! Marc się odnajdzie, ale nie wiadomo jakim cudem i tu właśnie zabrakło mi wyjaśnienia tego wątku, który autorka zgrabnie pominęła. Kreacja bohaterów nie jest zła, ale postać Marca, czyli męża Morgan, jest jedynie wspomnieniem, myślę sobie, że przedstawienie nam jego osoby w jednym rozdziale nie byłoby szkodą, wręcz przeciwnie. Uważam również, że jak na jeden tom, nieco zbyt dużo się dzieje, ponieważ wiele wątków zostało rozpoczętych, ale nie wyjaśnionych. Postacie trzecioplanowe przewijają się wielokrotnie i brak dalszego ich udziału bądź wyjaśnienia co się z nimi stało, głównie chodzi mi o postać ojca Marca, jego matki i finał książki. Spodziewałam się czegoś równie spektakularnego, jak całość. Niestety pędem dotarłam do końca, nieco wygłupiona, zdezorientowana, z pytaniem i co? To już koniec? A gdzie reszta?

Podsumowując; Odwet to przyjemna w odbiorze obyczajówka, która trzyma w napięciu i szokuje. Napisana narracją trzecioosobową w bardzo fajny, lekki i przyjemny sposób, co przekłada się na przyjemność czytania. Pomijając niedociągnięcia (swoją drogą, w każdej książce uparty znajdzie jakieś potknięcia) „Odwet” jest pozycją godną przeczytania i polecenia. Na łamach kart powieść doświadczycie wielu emocji, będziecie świadkami ognistego Sycylijskiego śniegu, poznacie silną kobietę, która wyruszy w samotne śledztwo, nie zważając na swoje bezpieczeństwo, by tylko dowiedzieć się, gdzie jest jej mąż. Stracicie oddech, gdy główna bohaterka spotka swoją dawną miłość, pęknie Wam serce, gdy dojdziecie do końca powieści i odkryjecie, że wcale nie będzie tak, jak sądziliście.

Polecam sięgnąć po Odwet Moniki Kortez i przeżyć niesamowitą przygodę w pogoni za życiem ukochanej osoby.



Za możliwość przeczytania książki, dziękuję wydawnictwu

Samanta Louis,
Lawendowa Czytelnia.

Jak poderwać drania. Sebastian. Sara Ney. Czyli o historii napisanej z dużą dawką humoru.

Jak poderwać drania. Sebastian. Sara Ney. Czyli o historii napisanej z dużą dawką humoru.

Jesteś jak zestaw klocków Lego z milionem maleńkich elementów i beznadziejną instrukcją. A na koniec w środku nocy wchodzę na jakiś klocek z ostrymi krawędziami i boli jak cholera.


Sebastian Osborne zwany Oz, to jeden z największych drani na uczelni. Zabójczo przystojny zapaśnik, z rozdmuchanym ego i wianuszkiem kobiet. Pracujący po nocach i zakuwający, by tylko nie stracić stypendium.

Jameson Clark, w skrócie James, to dziewczyna nosząca kardigany, przesiadująca w bibliotece i uważana za nudną. Szkolni sportowcy nazywają ją bibliotekarką lub pensjonarką. Oczywiście to tylko pozory bowiem James zwana przez Oza "Jimbo" , tak naprawdę jest zadziorną, pełną seksapilu młodą kobietą, która jest odporna na urok i sztuczki Oza do czasu.

Ciekawe, czy los poszedł sobie teraz na fajkę, bo właśnie mnie wyruchał. Solidnie wyruchał. 

Książka rozpoczyna się sceną, gdy Jameson siedzi w bibliotece i lustruje jej otoczenie, zwracając uwagę na grupkę chłopaków siedzących nieopadl niej. Kumpela Oza prosi go, by podszedł on do Jameson dowiedzieć się, czy to ona jest jego korepetytorką. Oz ostatecznie godzi się i rusza w kierunku dziewczyny. Ta jednak ma w wielkim poważaniu to, kto właśnie stanął przy jej stoliku. Oz jest zaskoczony zachowaniem Jameson, ale w końcu wyciąga od niej informację dla wspomnianego wcześniej kumpla. Zake kolejny playboy i zadufany w sobie drań, rzuca Ozowi wyzwanie, twierdząc, że nie skłoni bibliotekarki do tego, by go pocałowała. Oz pewien siebie w ogóle nie dopuszcza do siebie takiej myśli, ale też początkowo nie zgadza się na przyjęcie zakładu. Zmienia zdanie, gdy Zake oferuje mu za wygraną pieniądze. I tak Oz poznaje bliżej Jameson, która będzie jeszcze bardzo długo opierać się jego urokowi. 

Jak poderwać drania. Sebastian, to powieść przede wszystkim humorystyczna. Dialogi między bohaterami są luźne i realistyczne, typowe dla młodych dorosłych. Teksty, jakimi rzuca Oz i Jameson, powodowały, że nie raz śmiałam się w głos i miałam niezły ubaw. Ich wzajemna relacja jest niby sztampowa, ale cholernie ciekawa i luźna. 

Postacie są nie tylko dobrze wykreowane, ale też fajnie przedstawione. Przez całą książkę się płynie, ponieważ styl autorki jest lekki i przyjemny w odbiorze. Całość jest spójna i nieskomplikowana, ale za to nafaszerowana testosteronem, męskim ego i elektyruzjącym podnieceniem. Nieco niegrzeczna, lecz przyzwoita. 

Autorka w swoje powieści połączyła typowego drania z pozornie grzeczną dziewczyną, co wyszło tylko na plus. Książka w dużej mierze poprawia humor i wciąga czytelnika, nie pozwalając mu się uwolnić. I udowadnia  że każdy drań ma serce i może się zakochać.

Polecam na zimowe dni, szczególnie na poprawę humoru. 



Samanta Louis, 
Lawendowa Czytelnia. 


Fighting Temptation, K.C Lynn. Czyli o sile przyjaźni, miłości i brutalnych przeciwnościach losu.

Fighting Temptation, K.C Lynn. Czyli o sile przyjaźni, miłości i brutalnych przeciwnościach losu.

– Nigdy nie potrafiłbym cię znienawidzić, Jula. Jesteś najważniejszą osobą w moim życiu. Gdybym potrafił kochać, kochałbym tylko ciebie.

Recenzja, Fighting Temptation

 Julia i Jaxson poznali się w bardzo dramatycznej sytuacji, w której znalazła się Julia. Mimo okoliczności w jakich się poznali, zostali przyjaciółmi. Jednak ich przyjaźń po czasie przerodziła się w płomienne uczucie, ale żadne z nich nie zdawało sobie sprawy, że drugie czuje to samo. Wszystko zmienia się, gdy Jaxson oznajmia Julii, że wyjeżdża z miasta, chcąc wstąpić do sił specjalnych marynarki wojennej. Dziewczyna wyjawia od dawna skrywane uczucia względem chłopaka, które spadają na niego jak grom z jasnego nieba. Jaxson nie spodziewał się, że ktokolwiek może go kochać, a w szczególności Julia. Wyjeżdża, obiecując, że będą utrzymywać kontakt, ale zdarzy się coś, co być może przekreśli jakiekolwiek szanse na ich wspólną przyszłość. 
Jaxson będąc na misji pozna brutalne życie, które odbije na nim swoje piętno. Julia będzie musiała zmierzyć się z wieloma problemami i przedrzeć się przez mur, jakim Jaxson się otoczył. 

Pragnąłem jej do szaleństwa, ale trzymałem uczucia i fiuta na wodzy, bo wiedziałem, że nigdy nie będę dla niej odpowiednim facetem. W moich żyłach płynie niestety krew ojca i nie mam zamiaru jej nią skazić. Julia zasługuje na wszystko, co dobre, wszystko, czym nie jestem.

Fighting Temptation to powieść sztampowa, motywów przyjaźni i miłości poruszono już wiele, można by pomyśleć, że przetarte szlaki literackie nie mogą już niczym zaskoczyć, a jednak! 
Przyjaźń, jaka zrodziła się między głównymi bohaterami jest nie tylko prawdziwa i szczera, ale przede wszystkim lojalna. Jaxson wskoczyłby za Julią w ogień, a ona za nim. Z takiej przyjaźni może zrodzić się jedynie silna i trwała miłość i taka oczywiście jest. Jednak w życiu nic nie jest usłane różami, nic nie dzieje się bez przyczyny i nic z nieba samo nie spada. Bohaterowie zanim będą mogli cieszyć się swoim uczuciem względem siebie, będą musieli przebyć bardzo wyboistą drogę, pokonać wszelkie przeciwności losu, te ludzkie także bowiem Julia skradła serce pewnej istocie, która tak łatwo nie zamierza się poddać w walce o ukochaną kobietę. 

Przed wejściem do domu udaje mi się powstrzymać szloch. Gdy tylko jednak zamykam za sobą drzwi, rozpadam się, wiedząc, że straciłam jedyną osobę, do której na zawsze będzie należało moje serce.

W książce dzieje się wiele, lecz niestety wątki i wydarzenia opisane zostały w dość ubogi sposób. Brakowało mi tutaj całego wachlarzu emocji bohaterów odnośnie do danego wydarzenia, sytuacji, tym bardziej że czasami muszą oni zmierzyć się z naprawdę strasznymi rzeczami. I wcale nie są to błahe literackie zmagania życiowe. Julia i Jaxson mierzą się z problemami z wysokiej półki, są świadkami sytuacji, które odbierają oddech, a co powinno zostać oddane w tekście. Niestety tak nie jest, a przynajmniej ja nie poczułam dreszczu grozy, motyli w brzuchu, ani wzruszenia. I z pewnością jest to też wina tego, że jako autor zbytnio analizuje każdą powieść i zauważam jej mankamenty, ale mogę przymknąć na to oko, ponieważ Fighting Temptation jest literackim debiutem K.C Lynn. Jednak mimo tego, że styl kuleje, zdania są toporne, występują nieścisłości i nielogiczne wątki, powieść ma także plusy. 
Zabawne teksty – pomijając to, że Jaxson w każdej swojej wypowiedzi używa słowa "kurwa" – które często powodowały, że śmiałam się w głos, przedstawiona siła przyjaźni między postaciami drugo i trzecioplanowymi  także zasługuje na plus. Wspomnienia Jaxsona z jednej misji ukazane jako koszmary senne, ratują całą powieść, ponieważ ściskają serce i tak naprawdę one pchnęły mnie do tego, bym czytała dalej. Pomysł jako całokształt też ciekawy i jestem pewna, że gdyby książka została dopieszczona, a warsztat autorki bardziej posunięty do przodu, Fighting Temptation byłoby powieścią na wysokim poziomie. Jednak wiem z doświadczenia, że porwanie się z motyką na słońce nie koniecznie jest dobrym posunięciem, co widać poprzez tę książkę, ale wiem również doskonale – i także z doświadczenia – że warsztat pisarski można szlifować, że każda kolejna książka może być lepsza od swojej poprzedniczki i szczerze wierzę w to, że kolejne książki autorki wypadają lepiej. 

Wchodzę do kuchni na trzęsących się nogach. To, co widzę, mrozi mi krew w żyłach i podnosi zawartość żołądka do przełyku. Telefon wypada mi z ręki, a pierś rozrywa przeraźliwy wrzask.

Fighting Temptation jest również pierwszą częścią z serii "Mężczyzna z honorem" i zdradzę Wam, że druga część Sweet Temptation, będzie opowiadać o bohaterach wspomnianych w Fighting Temptation i po przeczytaniu prologu, który znajduje się na końcu recenzowanej książki, mam ochotę na więcej i mam nadzieję, że Sweet Temptation – jak to w seriach bywa – okaże się lepsza od swojej poprzedniczki. 

Spanikowany głos Anny wyrywa mnie z amoku. Patrzę w dół i zdaję sobie sprawę, że biję trupa. Rzucam go na ziemię i odwracam się do skulonej w rogu, owiniętej jedynie w zakrwawione prześcieradło dziewczyny. Jej twarz jest opuchnięta i posiniaczona, na policzkach krew miesza się ze łzami. Skradziono jej niewinność.

Podsumowując: Fighting Temptation, to powieść dla niewymagających. Czytelników chcących przeczytać słodko-gorzką opowieść między dwojgiem młodych ludzi i poznać sekrety prawdziwej przyjaźni, takiej, która jest w stanie przeżyć niemal wszystko, co stanie na jej drodze. I oczywiście polecam przeczytać, bo dobrze wiemy, że są gusta i guściki, a jako autorka z debiutem na konciem wiem, że znajdzie się fan każdej książki, a kto wie, może i Ty zostaniesz za chwilę fanem Fighting Temptation?


Za możliwość przeczytania książki, dziękuję 


Samanta Louis, 
Lawendowa Czytelnia. 

PRZEDPREMIEROWO D. B. Foryś, Tylko żywi mogą umrzeć. Patronat medialny.

PRZEDPREMIEROWO D. B. Foryś, Tylko żywi mogą umrzeć. Patronat medialny.


Obyś dotrzymał słowa – warknęłam. – Bo jeśli umrzesz…
– To niemożliwe, Tessie – uciął, zapewniając z uśmiechem. – Tylko żywi mogą umrzeć.

Tylko żywi mogą umrzeć, D. B. Foryś recenzja.



Tessa Brown dostaje od swojego przyjaciela informację, że w podmiejskim klasztorze doszło do kradzieży. Zaginął pewien artekaft, który, jak się później okazuje, jest jednym z wielu. Krzyż, jak to krzyż, nie ma w sobie nic szczególnie znaczącego, a jednak! Materialnie nie ma on wartości dla nikogo, ale…! Nie chodzi o krzyż sam w sobie, nikt nie potrzebuje go do rozpętania Piekła na Ziemi. Ogromnie znaczenie dla Władcy Podziemia ma transkrypcja, znajdująca się na owym artefakcie. Główna bohaterka Tessa wraz z przyjaciółmi podejmuje się odnalezienia wszystkich artefaktów, noszących na swoich barkach kluczowe transkrypcje. I tym samym uniemożliwić demonom wejście w ich posiadanie, które będzie dla nich kluczem do wyjścia z Podziemi.
Tessa Brown nie jest zwykłą kobietą, w jej ciele zamieszkują dwie dusze, brzmi ciekawie? Jak najbardziej! Główna bohaterka jest nie tylko człowiekiem, lecz także namiastką demona, polującą na swoich pobratymców.
Zaginięcie krzyża jest dopiero początkiem, pierwszym krokiem w szaleńczej pogoni do ocalenia świata. Czy Tessie i jej przyjaciołom uda się odnaleźć resztę brakujących transkrypcji, zanim zrobi to świat Podziemi? Czy Tessa i jej towarzysze wyjdą cało z największej bitwy, z jaką przyjdzie im się zmierzyć? I czy miłość będzie w stanie uratować kogokolwiek?

Przebudziłam się kilka godzin później, czując na sobie czyjś wzrok. Duszący odór siarki był niemal namacalny. Pisnęłam mimowolnie, kiedy zauważyłam ciemną postać stojącą w rogu pomieszczenia.

D. B. Foryś – Z wykształcenia programista i grafik, pisarka z zamiłowania.
Pisze głównie fantastykę. Ciężko jej tworzyć fabułę, w której nic z nieba nie spada lub z podziemi nie wychodzi, ale zdarza jej się eksperymentować z thrillerem czy romansem. Swoją przygodę z pisarstwem zaczęła od publikowania opowiadań w Internecie. Od 2015 roku jest związania z grupą literacką Ailes.
Tylko żywi mogą umrzeć, jest literackim debiutem autorki i jednocześnie pierwszą częścią serii o Tessie Brown.


– Czy on bardzo cierpi? – zapytałam drżącym głosem, przenosząc wzrok na Leonardo.
– Niewyobrażalnie
.


Wcześniej, zanim zabrałam się za czytanie, wrzuciłam dla Was tutaj na bloga obszerną zapowiedź tego, co czeka na nas w książce. Szczerze powiedziawszy, gdy tworzyłam post ze wspomnianą zapowiedzią, nie czułam się przekonana do “Tylko żywi mogą umrzeć”, obawiałam się wręcz, że powieść autorki nie przypadnie mi do gustu. I wiecie, co? Uwielbiam pozytywnie być zaskakiwana przez książkę, do której początkowo podchodzę sceptycznie.

Tylko żywi mogą umrzeć, autorstwa D. B. Foryś to barwna powieść z gatunku fantasy. Niejednokrotnie na swoich social mediach, czy tutaj na blogu, wspominałam, że jeszcze do niedawna omijałam książki z tego gatunku, szerokim łukiem. Jednakże jako autorka i pisarka z pasji oraz zapalona czytelniczka, chciałam poszerzyć swoje horyzonty i zaczęłam sięgać po literaturę fantasy. Czytałam fajne w odbiorze książki, ale także te kiepskie. Tylko żywi mogą umrzeć, na tle przeczytanych przeze mnie tytułów wypada najlepiej! Dlaczego?

Pierwsza część z serii o Tessie Brown, Tylko żywi mogą umrzeć, wessała i pozytywnie zaskoczyła mnie już od pierwszych akapitów. Język, jakim operuje autorka, jest nie tylko barwny, ale także świetny w odbiorze, co powodowało, że numery stron zmieniały się w zastraszającym tempie. Od samego początku do końca czytałam rozdział po rozdziale z zapartym tchem. Chłonęłam powieść doszczętnie, przeżywając wraz z Tessą i jej przyjaciółmi wszystko to, co aktualnie się działo. A dzieje się w książce naprawdę wiele! I gwarantuję Wam, że nie będziecie się nudzić nawet przez chwilę, bo wydarzenia przeplatane z akcją spotkacie niemal na każdej stronie. Ponadto dowiecie się wielu zagadnień z historii religii chrześcijańskiej, zwiedzicie zabytkowe klasztory, wybierzecie się w podróż do wielu miast, a wszystko po to, by odnaleźć artefakty i przeczytać kluczowe transkrypcje, potrzebne Władcy Podziemi do rozpętania Apokalipsy.

Zamknę Bramy do Podziemi. Dostaniesz drugą szansę oraz świat bez demonów. Nie musisz ginąć razem ze mną.

Powieść jest jak najbardziej logiczna i spójna, gdybym chciała się do czegoś doczepić, byłoby to jedynie mieszanie czasów. Jestem tak strasznie na to uczulona, że nie umiem tego zignorować, ale gdy w każdej książce napisanej w czasie przeszłym, występują wtrącenia w czasie teraźniejszym, zaczynam myśleć ze mną jest chyba coś nie tak. Być może inaczej postrzegam opowiadanie przez bohatera wydarzeń, jakie kiedyś miały miejsce i stąd moje czepialstwo. Jednakże sądzę, że dla Was nie będzie miało to żadnego znaczenia, bo Tylko żywi mogą umrzeć, tym bardziej, jako debiut literacki to świetna książka. Ma ciekawie wykreowanych bohaterów, silnych, wyszczekanych i gotowych do poświęcenia własnego życia w imię całej ludzkości. Charakterystyka każdej postaci została skrupulatnie przemyślana, przez co bohaterowie są z krwi i kości, stworzeni w określonym celu, każdy ma swoje zadanie do wypełnienia. Demoniczny świat wciąga z taką siłą, że nie będziecie w stanie odłożyć książki, chociażby na chwilę, a wątek romantyczny między demonami przyprawi Was o szybsze bicia serca i wzruszenie, jakie funduje autorka niejednokrotnie. Poza tym będziecie mieć ochotę udusić D. B. Foryś i to nie raz, ponieważ serwuje takie wydarzenia, że miałam ochotę na nią nakrzyczeć i przyznam się, że to zrobiłam. Przeżywałam każdym zakamarkiem ciała emocje głównej bohaterki, a także innych bohaterów, jednych pokochałam całym sercem, innych znienawidziłam, a nawet się na kogoś tam obraziłam. Każdy rozdział trzyma w napięciu i wzbudza coraz większą ciekawość, powodując, że chcę się więcej i więcej, a Kilian, oh, Kilian, do chwili obecnej jestem na kilianowym haju, a w moich tęczówkach tańczą serduszka.


Ogrom przestrzeni oraz gabaryty tego miejsca sprawiły, że w mig straciłam orientację, a Kilian wraz z Remim całkowicie zniknęli z zasięgu mojego wzroku. Otoczona przez rywali, nie miałam czasu, aby rozglądać się za innymi. Musiałam skupić swoją uwagę już tylko na tym, żeby możliwie najdłużej nie dać się zabić. 

Podsumowując – W "Tylko żywi mogą umrzeć" poznacie Tessę, kobietę, której ciało zamieszkują dwie dusze, Kiliana, kluczową postać w całym zamieszaniu związanym z Apokalipsą, spotkacie różne demoniczne stwory, a nawet staniecie twarzą w twarz z samym Władcą Podziemi. A to wszystko i wiele więcej okraszone humorem, nieustającą pogonią i oczywiście miłością, jakiej nie znajdziecie w żadnej innej książce. I szepnę Wam jeszcze na ucho, że byłabym wniebowzięta, mogąc obejrzeć ekranizację, Tylko żywi mogą umrzeć! I nie ważne, ile razy usuwałam zdania, by najlepiej obrać w słowa, wrażenia, jakie zostały mi po tej książce, ponieważ nie ma słów na to, by opisać dokładnie, co zrobiła ze mną ta pozycja. Jedynie mogę zachęcić Was do jej przeczytania, byście mogli zrozumieć, że są powieści, które się przeżywa całym sobą.

Dla mnie literacki debiut D. B. Foryś to strzał w dziesiątkę. Gorąco polecam!

Więcej informacji o autorce i książce, znajdziecie na poszczególnych stronach:
www.tessabrown.pl
www.dbforys.pl

Książka od 30 listopada w wersji papierowej dostępna w sprzedaży będzie pod tym linkiem: Kup teraz


Za możliwość przeczytania książki, dziękuję autorce i cieszę się, że mogę jej patronować. 
Gratuluję dobrego debiutu i czekam na kolejne części z serii. 




Samanta Louis, 
Lawendowa Czytelnia. 
Copyright © 2014 Lawendowa Czytelnia , Blogger