Recenzja przedpremierowa! Mężczyzna z tuszem na dłoni, Monika Joanna Cieluch. Wydawnictwo WasPos. Patronat medialny. Czyli o literackim kunszcie.

Recenzja przedpremierowa! Mężczyzna z tuszem na dłoni, Monika Joanna Cieluch. Wydawnictwo WasPos. Patronat medialny. Czyli o literackim kunszcie.

Chcę wypełniać twoje usta swoim palącym oddechem, uszy najczulszymi pieszczotami i serce obezwładniającym uczuciem miłości, najszczerszą obietnicą bycia.




Kuba, Hania i Olly – gdy byli nastolatkami, podjęli decyzję o wyemigrowaniu z Polski do Zjednoczonego Królestwa Brytyjskiego. Każde z trojga przyjaciół miało własne motywy: Jakub wyjechał z obawy przed ojcem alkoholikiem, Hania chciała towarzyszyć Jakubowi, a Olly zapragnął zostać pilotem brytyjskich linii lotniczych. Los rozdał im sprzyjające karty: Kuba już pierwszego dnia pobytu za granicą zdobył pracę w renomowanym studio tatuażu, Olly i Hania podjęli studia, ale… nieszczęśliwy splot wydarzeń gwałtownie skreślił ich wieloletnią relację i drogi trojga nierozłącznych przyjaciół rozeszły się burzliwie. Spotkali się ponownie – dopiero dwanaście lat później, kiedy Kuba – teraz już znany w Londynie artysta tatuażu – na skutek wypadku trafił do szpitala, w którym… opiekę nad nim przyjęła Hania – teraz utalentowana lekarka.
Kuba dowiaduje się, że kobieta, której nigdy nie przestał kochać, planuje ślub z innym. Zdesperowany, proponuje Hani spędzenie wspólnie najbliższych pięciu dni. W tym czasie zamierza jej udowodnić, że to właśnie nim smakuje jej szczęście. Bo czy można przestać kochać człowieka tylko dlatego, że raz w życiu dokonał błędnego, fatalnego wyboru?


Recenzja przedpremierowa Mężczyzna z tuszem na dłoni 


Mężczyznę z tuszem na dłoni czytałam dwa razy. Jako wersję roboczą i jako wersję oficjalną. Dopingowałam autorkę, by nie podawała się i wydawała tę powieść. Dlaczego? Odpowiedź będzie bardzo prosta i może nieco banalna, ponieważ historia trójki przyjaciół jest prawdziwym dziełem sztuki. 

Fabuła książki osadzona została – jak mówi opis – w Anglii, ale także w Polsce. To właśnie w rodzimym polskim mieście na jaw wyjdą skrywane przez wiele lat sekrety, a na wyspie będziemy świadkami “błędu” jaki popełniła Hania kilka lat wcześniej. 

Bohaterowie – czołowa trójka – to po prostu majstersztyk. Autorka w ciekawy sposób wykreowała postacie, nadając im byt. Stworzyła świat realny, idealnie odwzorowany na rzeczywistości. Już w swojej debiutanckiej powieści “Miłość szeptem mówiona” urzekła mnie swoim stylem i barwnym językiem. Śmiem twierdzić, że Monika Joanna Cieluch bawi się słowem, a pisanie – choć doskonale wiem, że tak nie jest – przychodzi jej z lekkością. Czytając po prostu to się czuje. Każde zdanie jest wyważone i przemyślane. Historia spisana na kartach powieści jest jedną z najpiękniejszych, jakie do tej pory czytałam i dla mnie jako czytelnika oraz autorki z dwoma wydanymi książkami, Monika jest polskim odpowiednikiem Sparksa, o czym napisałam w rekomendacji. 

W “Mężczyzna z tuszem na dłoni” nie znalazłam nic, co by mnie drażniło lub podlegało wątpliwości. Według mnie całość jest spójna i logiczna, a przede wszystkim prawdziwa i właśnie ta prawdziwość jest w tej książce tak fantastyczna. Ta cecha wyróżnia powieść pośród innych. 

Emocje towarzyszyły mi niemal od początku, a postać Kuby bezceremonialnie skradła moje serce i niekiedy nie mogłam zrozumieć postępowania Hanki. Natomiast Olly, to bohater, którego nie polubiłam i modliłam się, by jak najszybciej zniknął z powierzchni literackiej ziemi. 

Oczywiście nie zabraknie tutaj złamanego serca. Autorka go nie oszczędzi, a czy poskłada na nowo, tego Wam niestety nie zdradzę. Jednak zapewnić mogę, że z całą pewnością “Mężczyzna z tuszem na dłoni” to wyjątkowa i nietuzinkowa opowieść o miłości, przyjaźni i walce, okraszona nieco humorem, łzami i perturbacjami życiowymi, a to wszystko w barwnej oprawie językowej, na najwyższym poziomie. “Mężczyzna z tuszem na dłoni” to kunszt literacki, jakiego brakuje dzisiaj na półkach w księgarniach. 

Szczerze polecam i mam ogromną nadzieję, że autorka odniesie sukces, bo jej pióro na to zasługuje. 

Dziękuję Monice Joannie Cieluch za zaufanie, a Was z czystym sumieniem zachęcam do przeczytania tej wyjątkowej powieści. 


Data premiery 20 marca 2019 rok

Za możliwość przeczytania książki  dziękuję autorce. 
Jestem Twoją nawierniejszą fanką! 


Samanta Louis. 

Mężczyzna z tuszem na dłoni, Monika Joanna Cieluch,  zapowiedź fenomenalnej powieści o miłości.

Mężczyzna z tuszem na dłoni, Monika Joanna Cieluch, zapowiedź fenomenalnej powieści o miłości.

Lawendowa czytelnia wzięła pod swoje skrzydła kolejną dobrze zapowiadającą się pozycję. Mężczyzna z tuszem na dłoni to już druga powieść Moniki Joanny Cieluch (wywiad do przeczytania TU) oraz pierwszy tom serii o Mężczyznach. Zanim przejdę do przedstawienia opisu książki, przedstawię Wam po krótce autorkę ;)



Monika Joanna Cieluch, mimo iż jest rodowitą grudziądzanką, to od niemal czternastu lat mieszka poza granicami kraju. Od najmłodszych lat uwielbiała odbywać podróże po kartach najrozmaitszych powieści i ową miłość pielęgnuje po dzień dzisiejszy. Swoją przygodę ze słowem pisanym rozpoczęła pod wpływem chwili, i chociaż nigdy nie traktowała tworzenia zbyt poważnie, w roku 2014 zdecydowała się na opublikowanie na portalu Wattpad.com swojej pierwszej powieści.

W czerwcu 2018 premierę miała debiutancka powieść Autorki zatytułowana „Miłość Szeptem mówiona” która zebrała bardzo pozytywne recenzje zarówno wśród blogerów, jaki i samych czytelników.

W swoich powieściach stawia na emocje i realność bohaterów. Jak sama mówi, kocha miłością absolutną pióra N.Sparksa i to do jego powieści lubi powracać spokojnymi wieczorami.

Miłośniczka kawy i miętowej czekolady, prywatnie żona i matka, siostra dwóch braci i wielbicielka polskiego kina.

Od siebie dodam, że pisarka to niesamowita, mądra i sympatyczna osoba, będąc wspaniałym człowiekiem można pisać tylko wspaniałe książki, prawda? Monika to perła polskiej literatury i życzę jej z całego serducha, by pięła się w górę!


A teraz kilka słów o tym, co kryje się za tą czadowską okładką, gdzie na skrzydełku jest moja polecajka aaaaaaaaa!


„Więc albo będziemy swoim błogosławieństwem, albo utoniemy w morzu własnych porażek”.


Kuba, Hania i Olly – gdy byli nastolatkami, podjęli decyzję o wyemigrowaniu z Polski do Zjednoczonego Królestwa Brytyjskiego. Każde z trojga przyjaciół miało własne motywy: Jakub wyjechał z obawy przed ojcem alkoholikiem, Hania chciała towarzyszyć Jakubowi, a Olly zapragnął zostać pilotem brytyjskich linii lotniczych. Los rozdał im sprzyjające karty: Kuba już pierwszego dnia pobytu za granicą zdobył pracę w renomowanym studio tatuażu, Olly i Hania podjęli studia, ale… nieszczęśliwy splot wydarzeń gwałtownie skreślił ich wieloletnią relację i drogi trojga nierozłącznych przyjaciół rozeszły się burzliwie. Spotkali się ponownie – dopiero dwanaście lat później, kiedy Kuba – teraz już znany w Londynie artysta tatuażu – na skutek wypadku trafił do szpitala, w którym… opiekę nad nim przyjęła Hania – teraz utalentowana lekarka.

Kuba dowiaduje się, że kobieta, której nigdy nie przestał kochać, planuje ślub z innym. Zdesperowany, proponuje Hani spędzenie wspólnie najbliższych siedmiu dni. W tym czasie zamierza jej udowodnić, że to właśnie nim smakuje jej szczęście. Bo czy można przestać kochać człowieka tylko dlatego, że raz w życiu dokonał błędnego, fatalnego wyboru?

Zanurz się w powieści pełnej emocji, która nie pozostawi Twojego serca obojętnego na historię bohaterów!


PREMIERA 20.03.2019r. 
Wydawnictwo WasPos 
Dwanaście warunków Pani Prezes, Marta Milda. Wydawnictwo Novae Res. Polski erotyk a'la Pięćdziesiąt twarzy Greya.

Dwanaście warunków Pani Prezes, Marta Milda. Wydawnictwo Novae Res. Polski erotyk a'la Pięćdziesiąt twarzy Greya.





Młody student i bogata Pani Prezes... czy to możliwe, by chodziło o coś więcej niż seks?

Dwudziestoletni Michał, niezwykle przystojny student historii Uniwersytetu Wrocławskiego, pracuje dorywczo w myjni samochodowej, by zarobić na utrzymanie, naukę i leczenie schorowanej matki. Kiedy pewnego dnia w jego miejscu pracy pojawia się czterdziestotrzyletnia pani Marta, bogata i elegancka właścicielka nowiutkiej czarnej hondy, chłopak czuje się onieśmielony tak piękną klientką, a jednocześnie zaintrygowany wysokim napiwkiem, jaki mu zostawiła. Jej nietypowa, intymna propozycja będzie początkiem serii namiętnych spotkań, które przerodzą się w relację pełną erotycznych niedopowiedzeń, gorzkich tajemnic i perwersyjnych pragnień...

Jak mroczne sekrety ukrywa w swojej luksusowej alkowie ekscentryczna kochanka? Czy młodemu mężczyźnie wystarczy sił i odwagi, aby przekroczyć niebezpieczną granicę strefy pożądania i stoczyć walkę z bezwzględną diablicą? Czyżby jego oczy potrafiły dostrzec więcej niż tylko powalający widok z okien jej eleganckiego apartamentu?



Recenzja



Do przeczytania tej książki zachęciła mnie głównie okładka i tytuł. Mówi się, żeby nie oceniać książek po okładce, ale jesteśmy tak skonstruowani, że lubimy posiadać wszystko, co ładnie wygląda. Coś, co cieszy oko, przecież nie może być kiczowate, prawda? Niestety w przypadku książek jest tak, że okładka może być świetna, przyciągać wzrok, może mieć intrygujący tytuł i opis, ale zawartość niekoniecznie musi być tak obiecująca, jak oprawa. W przypadku "Dwanaście warunków Pani Prezes" tak właśnie jest. Oprawa zachwyca i zaciekawia, ale treść powieści już nie. Dlaczego? 

Pierwsze, co mi nie pasuje w tej książce, to narracja trzecioosobowa. Nie każdą historię da się  dobrze opowiedzieć z perspektywy trzeciej osoby. Erotyk widziany z punktu kogoś innego? Mnie nie przekonuje, dlatego też po trzydziestu przeczytanych stronach miałam ochotę książką rzucić w cholerę i już więcej po nią nie sięgać i zapewne bym tak zrobiła, gdyby nie fakt, że musiałam napisać recenzję. 

Druga sprawa, rzucająca się w oczy już na tych trzydziestu stronach, to przytłaczający słowotok narratora wykładający wszelkie szczegóły na tacy. Pierwszy rozdział, pierwsze akapity i już czytamy o tym, jak wygląda studencik Michał i dowiadujemy się większości o jego życiu. Michał to taka ciepła klucha, niedorajda i idealny egzemplarz, żeby zostać gejem. Niech mi autorka wybaczy, ale facet powinien mieć jaja, przynajmniej ten książkowy. Nikt nie chce czytać o życiowych cipach, które nie umieją walczyć o swoje. Mój pięcioletni syn ma w sobie więcej wigoru i hartu ducha niż postać Michała i nie pozwoli sobie w kasze dmuchać tak jak bohater książki. 

Postać tytułowej Pani Prezes również do mnie nie przemówiła, ponieważ w mojej ocenie jest płaska jak papier, na którym ją na malowano. Rozumiecie metaforę? Nie? Trudno, nie chcę mi się rozwodzić nad diabelską Martą. Szkoda czasu. 

Kolejna rzecz, nadużywanie przecinków i wielokropek. Może nie przeczytałam tysiąca książek, ale jedno wiem na pewno, nie spotkałam się jeszcze, by pisarz nadużywał wielokropek. Sama piszę książki i wielokropek stosuje tylko wtedy, gdy faktycznie jest mi on potrzebny do podkreślenia wahania w dialogu lub w sytuacji, gdy bohater się jąka i nie za bardzo wie, co ma powiedzieć, albo gdy urywam monolog narratora, bo nastąpić ma zwrot akcji.

Jedna z moich koleżanek po fachu blogerskim i pisarskim, przedstawiła mi swoje zdanie na temat tej książki. Początkowo myślałam, że przecież nie może być tak źle, prawda? Niestety, faktycznie jest źle, i zgadzam się z opinią znajomej. Irytujące również podczas czytania było dla mnie "hi,hi,hi" w wypowiedzi którejś z postaci, albo "hrrr" i cholernie przytłaczający słowotok narratora, który zabija czytelnika nudą, także wieczne nazywanie Marty przez Michała "Panią Prezes" cholernie mnie wkurzało. Facet się zakochał i do ukochanej osoby mówi wyłącznie Pani Prezes, słabo. Nawet Anastasia Steel nie mówiła do Christiana wiecznie Panie, ba, używała tego przydomku tylko w pokoju zabaw, który w książce też się znalazł. Właśnie tak, Marta Milda napisała polską i w dodatku słabą podróbkę Greya, w której to role są odwrócone. 


- Idzie tu. Twoja... hi,hi,hi, Szefowa. Niezła z niej dupa.


Chciałabym napisać o tej książce kilka miłych słów, ale nie mogę, przeczytałam ją pobieżnie, przeskakując strony, by tylko wiedzieć mniej więcej, jak się losy tych bohaterów potoczyły i nawet koniec nie uratował w moich oczach tej powieści. Przepraszam autorkę, wiem, że teraz masowo wydaje się erotyki, i nawet chłam Lipińskiej zdobył nagrodę empiku, ale nie tędy droga. Zaprawieni w boju czytelnicy, oczekują czegoś więcej, czegoś bardziej wartościowego i godnego poświęcenia czasu a także wydania pieniędzy. 


Decyzja o przeczytaniu należy do Was. Ja nie mówię tak i nie mówię nie ;)

Cya!



Za możliwość przeczytania książki, dziękuję


Samanta Louis 

PRZEDPREMIEROWA RECENZJA Słodki Drań, Penelope Ward i Vi Keeland. Czyli słodko-gorzki romans.

PRZEDPREMIEROWA RECENZJA Słodki Drań, Penelope Ward i Vi Keeland. Czyli słodko-gorzki romans.


Podobno jeśli wypuscisz coś z rąk i to do ciebie nie wróci, tak naprawdę nigdy do ciebie nie należało. 

Stacja benzynowa gdzieś na pustkowiu Nebraski nie jest zbyt romantycznym miejscem, zwłaszcza kiedy jesteś w kiepskim humorze. Aubrey była. Znużona wielogodzinną trasą w perspektywie miała jeszcze wiele godzin dalszej jazdy. Uciekała przed swoją przeszłością, chciała ukoić złamane serce i rozpocząć nowe życie w Kalifornii. Chance, zarozumiały przystojniak z Australii, wkurzył ją od pierwszego wejrzenia. Był niesamowicie seksowny, ale do przesady arogancki. Dziewczyna przestałaby o nim myśleć pięć minut po odjechaniu ze stacji, gdyby nie problem z kołem, którego sama nie była w stanie zmienić. Również Chance nie mógł wyruszyć w dalszą podróż - nie umiał poradzić sobie z awarią motocykla. Chcąc nie chcąc, dalej pojechali razem.

Wkrótce Aubrey z zaskoczeniem odkrywa w tym pewnym siebie zarozumialcu najlepszego kompana podróży, jakiego mogłaby sobie wymarzyć. A i Chance wygląda na faceta, który również czuje do dziewczyny coś więcej. Wyprawa wydłuża się do kilku dziwnych, ale cudownych dni. Jest zabawnie, miło, a napięcie między nimi rośnie. Audrey coraz bardziej zakochuje się w przystojnym Australijczyku i wszystko zdaje się zmierzać do szczęśliwego końca, gdy któregoś dnia, zupełnie nieoczekiwanie, Chance znika bez pożegnania...

To opowieść o zabawnych przypadkach, namiętności i pożądaniu, ale również o trudnych wyborach, cierpliwości i przyjaźni. O rozterkach, smutku i tęsknocie za ukochaną osobą. Ta historia pełna jest zaskakujących zwrotów akcji, uśmiechów, łez i radości. Od kart tej książki nie oderwiesz się aż do ostatniego zdania!

Po prostu zniknął... Tego się nie robi takiej dziewczynie!


Recenzja Słodki Drań 


Ach… Co to za książka! Duet Penelope Ward i Vi Keeland po raz kolejny okazał się świetnie spędzonym czasem z bohaterami. Pierwszą książką, jaką przeczytałam spod pióra autorek to Milioner i Bogini, ale Słodki Drań dla mnie okazał się jeszcze lepszą lekturą.

Jeśli czytałyście Milionera i Bogini, to zdradzę Wam, że bohater o imieniu Chance w Słodkim Draniu jest niemal tak samo wykreowany, a jednak chyba bardziej skradł moje serducho i z wielką przyjemnością chciałabym spotkać go w realu.

Historia miłości, jaka zrodziła się między Aubrey i Chancem, napisana została oczywiście z dużą dawką humoru, jak to autorki potrafią, więc możecie być pewne, że niejednokrotnie parskniecie śmiechem. Szczególnie na początku. Ja co chwilę rechotałam, a wątek z kozą po prostu rozłożył mnie na łopatki i bezceremonialnie autorki zdobyły moją sympatię i oficjalnie stałam się ich fanką.

Słodki Drań to przezabawna, pełna napięcia seksualnego opowieść o kobiecie, która dzięki obcemu mężczyźnie, zrozumiała, co w życiu jest ważne i facecie, który szaleńczo zakochał się w dziewczynie o rudych włosach i wrednej powierzchowności. Spędzili ze sobą tylko osiem dni, przeżyli podróż życia i zakochali się w sobie do szaleństwa. Ale nikt nie mówił, że miłość jest łatwa i o tym przekonała się Aubrey po ośmiu dniach, kiedy odkryła, że Chance odszedł i zakończył wspólną podróż do Temacula. Reszty Wam nie zdradzę, ale zapewniam, że jest ciekawa.

Myślę, że rozwodzić się nad analizą książki nie muszę, ponieważ z tego, co się orientuję, autorki, szczególnie w duecie są bardzo poczytne i znane. Lecz jeśli nie miałyście okazji czytać nic spod ich pióra, mogę zapewnić, że zakochacie się w męskich ideałach, do jakich Penelope i Vi mają słabość i kreują właśnie takich bohaterów, sprawiając, że serducho puchnie. Słodki Drań to typowe lekkie romansidło, przy którym nie zabraknie trzepotania motyli w brzuchu i wibracji u zbiegu ud ;) objętość książki to niecałe trzysta stron, więc jestem pewna, iż połkniecie ją w jeden, góra dwa dni.

Słodki Drań to przyjemna podróż u boku nieziemsko przystojnego Chance'a z tendencją do żartów i sprowadzania wszystkiego do seksu, acz mądrego z wielkim sercem człowieka. Aubrey, nieco wycofanej, ale zadziornej laski oraz kozie! Tak, dokładnie kozie! I obiecuję Wam, że będziecie sikać pod siebie, gdy koza wkroczy do akcji. Ja może nie sikałam, ale płakałam ze śmiechu. W każdym razie będzie śmiesznie, gorąco, duszno, smutno i walecznie. Gorąco polecam! Uff.


Za możliwość przeczytania książki, dziękuję 


Samanta Louis 

Zapisane w pamięci, Ewa Pirce. Wydawnictwo NieZwykłe. Opowieść o miłości zrodzonej z cierpienia.

Zapisane w pamięci, Ewa Pirce. Wydawnictwo NieZwykłe. Opowieść o miłości zrodzonej z cierpienia.

Miłość to taki rodzaj chemii, która odurza w ciągu minuty i albo zostaje w nas na stałe  wsiąkając przez skórę w duszę i serce, albo pozwalamy zmyć ją pierwszemu letniemu deszczowi. 


Jako nastolatka Eva podjęła kilka bardzo złych decyzji. Młoda, naiwna i zakochana, nie podejrzewała, że chłopak, którego obdarzyła bezgraniczną miłością, okaże się jej oprawcą, pozbawi marzeń oraz zaufania do ludzi. Zamiast miłości i ciepła poznała smak bólu i nienawiści. Przy odrobinie szczęścia i olbrzymiej ilości desperacji udało jej się od niego uciec i rozpocząć nowe życie. Lecz czy można uwolnić się od czegoś, co wypaliło w umyśle trwałe piętno, na każdym kroku przypomina o strachu i rzuca w wir wspomnień?

Alex to odnoszący wielkie sukcesy bokser, który za maską wrogości, zarozumialstwa i nonszalancji kryje więcej cierpienia, niż ktokolwiek zdołałby udźwignąć. Od najmłodszych lat przyjmował od życia bolesne ciosy. Tylko niesamowita wola walki i hart ducha pozwoliły mu przetrwać najtrudniejsze chwile. Jako dorosły wspiął się na wyżyny, zdobył wszystko, o czym nawet nie śmiał marzyć. Jednak nadal brakuje mu najważniejszego – miłości.

Gdy los krzyżuje ścieżki tych dwojga, oboje dostają to, czego od zawsze pragnęli. Alex daje Evie wsparcie i poczucie bezpieczeństwa, których dziewczyna tak bardzo potrzebuje. Ona natomiast staje się dla niego zbawieniem i przepustką do osiągnięcia pełni szczęścia. Miłość, która ich połączyła, zdarza się raz na sto lat. Ale czy ich uczucie będzie trwać wiecznie? Czy przyjdzie im za nie zapłacić? Czy ta bajka zakończy się słynnym „żyli długo i szczęśliwie”?

Jeśli światło nie jest wystarczająco silne, by przebić się przez mrok, zostaje po prostu wchłonięte, a my pozostajemy z niczym – oprócz bolesnej wyrwy w sercu.


Recenzja

Pierwszym, co rzuca się w oczy, jest objętość książki. Nie powiem, gdy autorka ujawniła w jednym z filmików na facebook'u grzbiet powieści, doznałam szoku. Dosłownie. Wiem też, że dużo czytelników porusza ten temat. Jako autorka wiem również, że gdy w głowie pisarza zrodzić się historia, to podczas jej pisania bohaterowie zaczynają żyć własnym życiem, a słowa i wydarzenia same się piszą. Więc uważam, że kwestia objętości książki, powinna pozostać bez komentarza, ponieważ książka jest dziełem autora, i to on decyduje o tym, na ilu stronach zostanie spisany wytwór jego wyobraźni.

Jeśli chodzi o treść powieści Zapisane w pamięci, nie spodziewałam się tego, co dla mnie odkryła. Autorka poruszyła odważny temat, obok którego nie da się przejść obojętnie i nie da się napisać go w skrócie lub na kolanie, przemoc fizyczna i psychiczna zawsze będzie wzbudzać we mnie emocje, a książki tego pokroju zawsze będą ciekawić.

Ewa Pirce w swojej książce opowiada historię dwojga ludzi, którzy, zanim się spotkali, przeżyli horror. Oboje poczuli na własnej skórze zło, które zgotowali im bliscy. Oboje zmagali się z demonami przeszłości i pokochali miłością niewyobrażalnie silną. Uczuciem rzadko spotykanym.
Autorka włożyła w powieść wiele pracy, ukazując całkowicie proces zmagania się z psychicznymi bliznami bohaterów. Poraz kolejny miłość została przedstawiona, jako lek, który jest w stanie uzdrowić złamane dusze.

Całość jest spójna, intrygująca, a także logiczna. Czytelnik nie ma poczucia, że zostaje nabity w butelkę. Wręcz przeciwnie, realności tej książki wstrząsa i uświadamia, że takie rzeczy dzieją się naprawdę.
A koniec książki, jest po prostu spektakularny i w moim odczuciu najciekawszy. Wszystkie wątki zostały wyjaśnione i zamknięte, choć dla mnie zabrakło jednego szczegółu, który mnie zdezorientował, zmuszając jednocześnie do zinterpretowania na swój sposób.

Zapisane w pamięci jest emocjonującą bombą, która wybucha w najmniej oczekiwanym momencie i nie pozwala oderwać się od kart powieści. Jednak niekiedy może przytłoczyć słowotokiem i powtarzanym monologiem wewnętrznym bohaterów, ale sądzę, że to zależy już od gustu. Jako autorka doceniam ogrom pracy, jaki Ewa Pirce musiała włożyć w napisanie tej książki i z pewnością powieść jest dobrą pozycją, lekturą, która wciągnie Was w swój świat i tak szybko nie pozwoli go opuścić.

Dodam jeszcze, że w książce poznacie tajemniczą i cholernie intrygującą postać Samuela, faceta, który z pewnością w życiu widział wiele. Jestem bardzo ciekawa książki właśnie o nim. Mam nadzieję, że autorka nie każe nam długo czekać na historię Sama.


Za możliwość przeczytania książki, dziękuję autorce oraz


Samanta Louis 
Addicted: Podwójna Pokusa, Krista & Becca Ritchie. Czyli o walce z uzależnieniem.

Addicted: Podwójna Pokusa, Krista & Becca Ritchie. Czyli o walce z uzależnieniem.

Oczy mogą być piękne. Organy seksualne są funkcjonalne.



Lily Calloway to dwudziestoletnia kobieta, która zmaga się z uzależnieniem od... seksu. Jest seksoholiczką, jest też w pełni świadoma swojego uzależnienia, ale nie tego, że jej obsesja na punkcie seksu odbija się echem wśród bliskich i na niej samej. 
Loren Hale starszy tylko o rok od swojej przyjaciółki i dziewczyny Lily, walczy z uzależnieniem od... alkoholu. Po trzech miesiącach wraca z ośrodka odwykowego i zamieszkuje z Lily i jej siostrą. Jest jedną z dwóch osób, która jest w stanie pomóc dziewczynie postrzegać seks, jako akt intymny, a nie jako rozwiązanie problemów i pozbycie się zmartwień. Lo krótko po powrocie do miasta otrzymuje SMS-a od nieznanego numeru, nadawca w wiadomości zdradza, że zna sekret jego dziewczyny. Okazuje się, że ktoś chce ujawnić uzależnienie Lily i pójść z tym do mediów. 

Podwójna pokusa napisana przez siostrzany debiut jest pozycją dobrą. Uzależnienia bohaterów są opisane dość obszernie, szczególnie problem z jakim zmaga się główna bohaterka. Czytając książkę wyraźnie czułam obsesje Lily na punkcie masturbacji i szczerze jej współczułam, ale także kibicowałam w drodze do wyzdrowienia. Jak chodzi o Lo, jego uzależnienie jest powszednie, więc tak bardzo nie szokuje, chociaż wzbudza współczucie, że nastolatek może zostać alkoholikiem. 
Autorki opisały dokładnie proces terapii Lily i bezgraniczne wsparcie Lo, co bardzo mi się podobało i zasługuje na plus. Postacie zostały wykreowane w ciekawy, aczkolwiek tajemniczy sposób. Dialogi nie są banalne, nie są nudne, wręcz przeciwnie, uśmiałam się czasami z potyczek słownych. Moją sympatię najbardziej wzbudziła postać Lo, ponieważ mimo trudności dzielnie stoi przy boku swojej dziewczyny i próbuje pomóc jej pokonać demona seksu. Oczywiście w całej walce z własnymi nałogami miłość okazuje się uczuciem, bez którego ciężko jest pokonać słabości i Podwójna pokusa właśnie o tym opowiada.

Miło spędziłam czas w towarzystwie drugiej części serii Addicted: Podwójna pokusa. Dlatego też śmiało mogę Wam ją polecić, ale radzę zacząć od pierwszej części Podwójna namiętność, ponieważ zawiera ona szeroki obraz sięgniętego przez bohaterów dna. Druga część to już dalsze losy Lily i Lo.


Za możliwość przeczytania książki, dziękuję

Samanta Louis





Copyright © 2014 Lawendowa czytelnia , Blogger