Rozdział Pierwszy, Zła miłość. Samanta Louis.

Rozdział Pierwszy, Zła miłość. Samanta Louis.

Bardzo cieszę się, że prolog (do przeczytania TUTAJ) został przez Was ciepło przyjęty i jesteście ciekawi ciągu dalszego. Dzisiaj mam dla Was rozdział Pierwszy. Mam nadzieję, że również będzie się Wam podobać. Po przeczytaniu zostawcie, proszę kilka słów od siebie.






Rok później.
Po tym, jak Dean tamtego pamiętnego dnia odszedł, zostawiając mnie złamaną na korytarzu, myślałam, że nie spotka mnie już nic gorszego.
A jednak.
Stało się.
Mój ojciec, mój kochany tatuś, zostawił nas – mnie i mamę – dla tej zdzirowatej suki; swojej sekretarki. Wybaczcie moje epitety, ale właśnie tym jest dla mnie kobieta, która rozbiła szczęśliwą dotąd rodzinę.
Wielki boss, zarządzający największym wydawnictwem w kraju, jakimś cudem, wiedząc, że istnieje wiele możliwości w postaci zabezpieczeń przed wpadką, stetrał dziecko za pierwszym numerkiem. I nie wiadomo skąd mu to przyszło do głowy, ale wybrał ich, choć mama była gotowa mu ten wyskok wybaczyć.
Mieliśmy wygodne, z pozoru szczęśliwe życie oparte na przyjemnościach, ale widocznie mojemu staremu, było za dobrze.
Opuścił mnie tak, jak zrobił to on. Chłopak, którego tak bardzo pragnęłam, a który pozostawił we mnie wypalone puste miejsce.
Mama, mimo że minął rok, nie może poradzić sobie z odejściem ojca, ze swoją pracą i ze mną. Wyrzuca mi, że zostałam rozpieszczona, bo nic mi nie pasuje, kiedy ona ciężko haruje, by zapewnić nam byt na odpowiednim poziomie.
Myśli, że ja tego nie widzę.
Zgodzę się z tym, że ojczulek mnie rozpieszczał i miałam wszystko, co chciałam. Jednakże nie jestem na tyle pozbawiona uczuć, by nie widzieć tego, co przechodzi moja matka. Doskonale ją rozumiem, bo ten sam płomień, który napędzał ją do życia, zgasł i we mnie.
Mama zaczęła realizować krok po kroku cele na swojej liście „Zrobić coś wyłącznie dla siebie, by przestać użalać się nad sobą ”– sądzę, że w ten sposób chce wypełnić sobie czas, by nie musieć myśleć o tym, co się stało – i postanowiła spełnić swoje marzenie, biorąc udział w programie „Master Chef”, co więcej, zapowiedziała, że bez wygranej w programie nie wraca.
I tym samym wpadła na niesamowity pomysł. Wakacje mam spędzić u swojej ciotki i mojej młodszej o dwa lata kuzynki, choć tak na dobrą sprawę jestem już dorosła i nie potrzebuję opieki. Nikt nie musi sprawować nade mną kontroli. Nie chcę, by ktoś mnie pilnował. W końcu muszę nauczyć się samodzielnego życia, jeśli tego ode mnie się wymaga. A jak mam to zrobić, jeśli w wieku dziewiętnastu lat matka wysyła mnie pod opiekę ciotki?
Mimo mojego nalegania do zmiany matczynej decyzji, nie udało mi się jej przekonać, żebym została w domu. Tłumaczyła to tym, że dobrze zrobi mi pobyt u kuzynki, że może uda mi się z nią nawiązać nić porozumienia i tym samym zacieśnić relacje, która powinna od początku mieć normalny wyraz.
Prosiła mnie, bym nie robiła problemów i pomogła ciotce, która przechodzi ciężki okres ze swoją córką. Nie rozumiałam w czym mam pomóc siostrze mojej mamy, ale ostatecznie po wielu dniach zgodziłam się, dochodząc do wniosku, że zrobię tym mamie przyjemność.
Nie chciałam jej więcej dołować.
Cały czas boli mnie to, że nadal nie może stanąć na nogi, po rozstaniu z moim ojcem.
Dobrze wiem, co czuje.
Przechodzę przez to samo, choć minął już rok.
Jego widok powoduje, że rany które zaczęły się zabliźniać, na nowo się otwierają, pomimo że ćwiczę każdego dnia swoją obojętność.
Kończę pakować ostatnie ubrania, rozglądam się po swoim pokoju i dochodzę do wniosku, że spakowałam prawie całą zawartość garderoby. I nie jestem pewna, czy tyle ubrań jest mi faktycznie potrzebnych.
Opadam na łóżko, ciężko wzdychając.
Każdego dnia pytam się Boga, dlaczego mnie to musiało spotkać?
Będę tęsknić za naszym domem. Tylko tutaj, w swoim pokoju mogę być tą samą kruchą dziewczyną, którą byłam jeszcze rok temu.
– Cassie! Jesteś gotowa? – woła matka z dołu.
Nie jestem i nie będę.
– Zaraz zejdę! – krzyczę z przekąsem.
– Pospiesz się, siedzisz tam od godziny!
Jeżeli nawet to, co? Zbrodnia?
Dopinam ostatnią walizkę, trzecią z kolei, zastanawiając się, czy o czymś nie zapomniałam, bo mam dziwne przeczucie, że tak. Ściska mnie w dole brzucha, wykręca z bólu i puszcza. Biegnę do łazienki wiedząc dokładnie, co to oznacza, o tym miałam pamiętać.
Świetnie, jeszcze akurat dzisiaj musiałam dostać miesiączkę, po co ona w ogóle istnieje? Dręczy co miesiąc i jeszcze okropnie wygląda, yh...
Staję przed umywalką i wyciskam mydło z dozownika, myję dłonie i płuczę pod średnim ciśnieniem wody z kranu. Podnoszę wzrok na swoje odbicie w lustrze i dochodzę do wniosku, że mój look, jak zawsze z resztą, jest olśniewający. Cera gładka, brzoskwiniowa, niemal aksamitna, jak pupa niemowlęca.
Moje blond włosy opadają swobodnie, luźnymi falami na moje plecy i piersi. Makijaż lekki, ale doskonały. Rzęsy długie i gęste. Zęby białe, choć mimo szczotkowania ich trzy razy dziennie idzie zauważyć na nich przebarwienia po fajkach. Kiedyś nie paliłam i niechętnie sięgałam po alkohol, ale odkąd wyparłam z siebie wszelkie uczucia mówiące o mojej słabości, używki stały mi się bardzo bliskie.
Czas się zbierać, bo matka znowu trajkocze, że już trzeba wyjechać. Łapię za podpaski, wychodząc z łazienki. Schodzę na dół z ostatnią torbą i uśmiecham się do mamy, zakładając swój wyćwiczony, sztuczny uśmiech.
– Lubię, gdy się do mnie uśmiechasz córeczko, tak rzadko to robisz. – Stoi przy kuchennej wyspie, na wprost salonu, nieopodal drzwi wejściowych gotowa do wyjścia. Przez cały stres, jaki zafundował jej ojczulek, na twarzy dorobiła się kilku zmarszczek, które uwidaczniają się szczególnie wtedy, kiedy unosi kąciki swych ust, czyli dokładnie w tej chwili. Uśmiecha się blado, jakby z sentymentem.
– Wiem mamo – wzdycham, miałam nic jej nie mówić – ale widzisz... też mam swoje problemy i nie zawsze powód, by chcieć się uśmiechnąć. – Rzucam torbę na ziemię, która ląduje przy pozostałych. Staram się oddychać równomiernie, uciekając wzrokiem na lewo i prawo, bo jestem pewna, że jeszcze chwila i się rozkleję, a przecież nie płakałam od tak dawna. Od roku nie przejawiałam żadnych słabości, więc czemu teraz czuję szczypanie pod powiekami i słoną ciecz, która za wszelką cenę chce wydostać się na zewnątrz?
– Co się dzieje Cassie? Nie mówiłaś, że masz jakieś problemy – mówi wyraźnie przejęta i zmartwiona. Patrzy na mnie z troską. Nie chcę jej martwić swoim złamanym sercem, kiedy jej jest w takim samym stanie.
– Wszystko w porządku mamo, nie masz się czym martwić – zapewniam, choć sama nie wiem, czy to prawda.
– Nie będę naciskać – wzdycha i wywraca oczy do góry – widzę, że nie chcesz powiedzieć, co ci leży na duszy. – Masz rację kobieto, nie chcę. – Jeśli jesteś gotowa, to chodźmy, bo spóźnię się na lotnisko.
– Jestem – szepczę.
Omiatam spojrzeniem ostatni raz salon i kuchnie, modląc się w duchu, abym przeżyła te wakacje. Nie mam zielonego pojęcia, co ja tam będę robić. Biorąc pod uwagę problemy, jakie ciotka ma ze swoją córką – o których dopiero się dowiem – imprezowanie nie wchodzi w grę, nie mówiąc o sporej ilości alkoholu i seksu. Po cichu liczę na to, że uda mi się wyrwać jakiegoś fajnego kolesia i kontynuować swój weekendowy rytuał seksualny, który wypełnia moją pustkę na kilka godzin i czuję się nieco lepiej.
Wychodząc z domu, obiecuję sobie, że już nigdy więcej nie dopuszczę do siebie słabości. Wyjmuję z torebki klucze i zamykam drzwi na wszystkie spusty. Biorę głęboki wdech i wydech, po czym odwracam się i kieruję w stronę mamy.
– Dam radę, to tylko dwa miesiące – szepczę pod nosem, by podnieść samą siebie na duchu.
Wsiadamy do samochodu.
Przed nami pół godzinna jazda – przy dobrych wiatrach – jeżeli na drodze nie będzie ruchu. Ruszamy z Aleksandrii w stanie Virginia – gdzie mieszkam – do Waszyngtonu, bo tam stacjonuje ciotka z tą świętą krową, moją kuzynką.
Matczysko po drodze prosi mnie, abym nie zrobiła czegoś głupiego i nie starała się podporządkować sobie Laury. Dobrze, że wspomniała jakie nosi imię, bo no cóż, zapomniałam. Rzadko miałam z nią kontakt, a gdy już tak się stało, była chodzącym ideałem, który zupełnie nie pasował do mojego otoczenia, więc unikałam jej jak ognia.
***
Trasa minęła nam dość szybko, z czego wcale się nie cieszę. Wysiadam z auta i zabieram swoje bagaże, resztę z nich zabiera mama.
Stajemy przed parterowym bliźniakiem. Mam nadzieję, że jest tu chociaż ogród, na którym będę mogła się opalać i tym samym wypełnię sobie czas.
Mama dzwoni do drzwi i po chwili, staje w nich cycata czarnula – domyślam się – że to moja kuzynka we własnej osobie. Jak ona miała na imię?
– Cześć Laura, jest mama? Przywiozłam Cassie.
Ah tak, Laura. Dzięki mamo!
– Tak, jest, wchodźcie śmiało – mówi słodkim głosikiem i gestem ręki zaprasza nas do środka. Gdy tylko moja mama przekracza próg, kuzynka posyła mi złowrogi uśmiech. Czuję, że już dzisiaj będą z nią problemy.
Ściska moją mamę, całuję ją ze wszystkich stron i nakłada na twarz wyćwiczony, uroczy uśmiech, zupełnie taki jak mój.
Zabawne. Z dala widać, że wieje tandetą. Zapomniała o trzepocie rzęs.
Przekraczam próg jej domu i uderza we mnie jego prostolinijność. Jest zupełnie inny niż nasz. Taki prosty i trochę przestarzały. Ściany trzymają się kupy i zostały pokryte jasnymi pastelowymi barwami, a wystrój korytarza – i jak udaje mi się z progu zauważyć – kuchni, jest w tym samym stylu. Znajdują się w nim antyki, takie jak; krzesła, stół, ława i fotele w salonie. Muszę przyznać, że fotele mnie urzekły – to przez te kwiaty, które są na tkaninie. Sprzęt agd na całe szczęście jest na czasie. Mają ekspres do kawy, mikrofale, ale nie mają zmywarki, chyba że ukryta jest w zabudowie – modlę się w duchu, bo nie zamierzam wysuszyć skóry swoich dłoni poprzez mycie naczyń w twardej wodzie i tanim płynie do naczyń. Moje oględziny przerywa ciotka, która wraca nie wiadomo skąd.
– Cześć Rachel – ściska moją matkę – witaj Cassie. – Ściska i ślini mój policzek, yh. – Strasznie wyrosłaś i zrobiłaś się taka... Hmm... Dojrzała. – Taksuje mnie wzrokiem, jakbym była jakimś pieprzonym trofeum.
– Dziękuję ciociu, ty też wyglądasz olśniewająco – odpowiadam grzecznie, tak jak prosiła mnie mama i uśmiecham się promiennie, choć w duchu mam ochotę parsknąć śmiechem.
– Chodźcie moje drogie, nie stójcie w progu. Laura, czemu nie wprowadziłaś gości? – Kuzynka wzrusza ramionami, szeptając przepraszam, po czym uśmiecha się tajemniczo. Coś mi tu śmierdzi.
– Kochanie, zabierz Cassie do swojego pokoju, niech się rozpakuje i rozgości, my będziemy w kuchni – mówi do swojej córki i zabiera moją matkę pod ramię do wspomnianego pomieszczenia.
Zaraz, zaraz. Ja mam dzielić z nią pokój? Może jeszcze łóżko?
Nigdy w życiu! Po moim trupie.
Laura pokazuje mi ruchem ręki, że mam iść za nią. Idę prosto przez całą długość korytarza. Mijamy jedne drzwi po lewej, tuż obok małego salonu, drzwi po prawej – domyślam się, że to łazienka – aż w końcu stajemy przed drugimi drzwiami po lewej stronie. Kiedy kuzynka otwiera drzwi, rozczarowanie maluje się na mojej twarzy. Jest tylko jedno łóżko, no to znowu mam nadzieję, że mają jakąś dostawkę, materac, cokolwiek.
– Tu masz szafę i kilka półek ci przygotowałam, mam nadzieję, że się zmieścisz, choć widząc ilość walizek, wątpię w to. – Zdzira. Ja ci jeszcze pokażę, smarkulo. – Jak widzisz, będziemy spać razem, chyba że wolisz na materacu, ale ten to musisz już sobie kupić i nie ukrywam, że wolę byś to zrobiła. – Jak można nie mieć materaca w domu? My mamy ich, aż trzy! Wybieram opcję numer dwa. Kupię materac. – To wszystko. Łazienka jest na skos od tego pokoju, sypialnia mojej matki to te drzwi obok. Wyjście do ogrodu widziałaś, gdzie jest. – Kiwam głową.
– Dzięki Laura – rzucam, stojąc na środku pokoju i ukradkiem próbuję rozejrzeć się po pokoju.
– Lori, wolę byś mówiła na mnie Lori, jeśli chcesz przeżyć pobyt tutaj. – Oho. Miałam rację. Oczy wyskakują mi z orbit. Gdzie podziała się ta ułożona Laura? I z jakiej racji mam do niej mówić Lori? W sumie, to nawet lepiej brzmi.
– Zgoda, jeżeli to ma poprawić ci humor. I żeby było jasne, nie chcę mieć żadnych z tobą problemów, ani nie mam ochoty na spotkania z twoimi nudnymi koleżankami, które siedzą tylko z nosem w książkach – mówię, podchodząc do szafki z półkami, która została dla mnie opróżniona.
– Jeszcze się zdziwisz, jakich mam przyjaciół – rzuca pod nosem, zarzuca włosami i wychodzi z pokoju, na pełnym fochu.
Rozglądam się już jawnie po pomieszczeniu, w międzyczasie układając swoje ubrania na półkach. Nic nie mówi o tym, jaka jest moja kuzynka, poza regałem na książki zapełnionym po brzegi. Z ciekawości podchodzę do niego i z sentymentem dotykam palcami ich grzbietów, czytając tytuły. Moją uwagę przykuwa „Bad Romeo".
Prycham pod nosem.
Jeszcze rok temu kochałam książki. Uwielbiam te ckliwe historie, które przeważnie kończą się szczęśliwie. Odkąd stałam się częścią jednej z nich, a jej finał skończył się złamanym sercem, przestałam czytać i kupować nowe powieści.
Przestałam też brać je od mojego ojca.
Ta z tego, co widzę, została nie dawno wydana i z żalem stwierdzam, że to wydawnictwo taty wypuściło ją na rynek. Zawsze brał w posiadane najlepsze książki i tak osiągnął sukces na wysoką skalę.
Wzdycham.
Czytam streszczenie i dochodzę do wniosku, że lektura może być ciekawa, więc zapisuje w pamięci, by sięgnąć po nią, gdy nie będę miała nic do roboty.
Dociera do mnie głos mamy, która mnie woła, bo zbiera się do wyjścia. Odkładam pospiesznie książkę na miejsce, z którego ją zabrałam, popycham drzwi szafy, gdzie zdążyłam wyłożyć rzeczy z jednej torby i biorąc głęboki wdech, wychodzę z pokoju i dołączam do mamy.
Odprowadzam ją do samochodu wraz z ciotką i Laurą, sorry z Lori. Ściskamy się mocno i mama moczy mój policzek, a ja dyskretnie go wycieram. Szepcze mi do ucha, że będzie tęsknić i nie mam sprawiać problemów.
Obiecuję, że nie będę.
Macham jej na pożegnanie, kiedy odjeżdża.
Nagle ogarnia mnie smutek, który maskuję uśmiechem.
Czuję się jak porzucone zwierzę, które zostawia się u kogoś pod opieką, gdy właściciele wyjeżdżają na wakacje, nawet nie chcę myśleć o tym, że większość tych właścicieli nie odbiera swoich pupili po powrocie.
Gdy auto mamy znika z mojego pola widzenia, dochodzę do wniosku, iż zostałam zupełnie sama. Wszyscy, których kocham stopniowo mnie opuszczają.



Samanta Louis,
Lawendowa Czytelnia. 
Zła Miłość, Samanta Louis. Prolog

Zła Miłość, Samanta Louis. Prolog

Witajcie. Prezentowane na blogu rozdziały są mojego autorstwa. Obecnie oczekuję na odpowiedź wydawniczą i mam cień nadziei, że tym razem mi się uda i książka zostanie wydana już w sposób tradycyjny. Jeśli nie, mam plan awaryjny! Dzisiaj zapraszam Was na prolog książki "Zła Miłość" i będzie mi miło, jeśli napiszecie coś od siebie.
Życzę miłej lektury!





Prolog
Tamtego dnia Kate, namawiała mnie na imprezę w bractwie, która odbywała się co tydzień.
Nie miałam ochoty iść. Wolałam siedzieć z nosem w książkach i marzyć, aby chłopak, który wyzwolił we mnie te wszystkie uczucia, których doznają główne bohaterki powieści, padł na kolana i prosił o wybaczenie, zapewniając, że już zawsze będziemy razem.

Niestety moje argumenty jej nie przekonały i niemal siłą zaciągnęła mnie na miejsce. Zawsze lubiła stawiać na swoim, a ja lubiłam jej determinacje, dlatego tak świetnie się dogadywałyśmy.

Kiedy przekroczyłyśmy próg budynku, gdzie odbywała się mocno zakrapiana impreza, towarzystwo było już nieźle wstawione, choć na zegarku wybiła dopiero ósma wieczorem.
Lucas, chłopak z drugiego roku studiów, na przywitanie wręczył nam czerwone plastikowe kubki z alkoholem.

Upiłam łyk i się skrzywiłam, ewidentnie przesadził z wódką. Przestałam się dziwić czemu większość ze zgromadzonych tam osób, była już w takim stanie. Kate, widząc mój grymas, szepnęła mi w ucho:

 – Daj spokój. Jeden ci nie zaszkodzi. Pij i baw się dobrze.

Nie podzielałam jej entuzjazmu do momentu, kiedy moim oczom nie ukazał się ON. Wysoki na jakieś metr siedemdziesiąt pięć wzrostu brunet, z kolczykiem w brwi, mający powalający uśmiech i błysk w oku, i tatuaże, które tak bardzo lubiłam.

Kolana się pode mną ugięły.

Miałam wrażenie, że nie mogę oddychać.

Złapał moje spojrzenie i czułam jego palący wzrok na każdej części swojego ciała.
Wzięłam jeszcze kilka łyków z czerwonego naczynia na odwagę, w razie gdybym miała stanąć z NIM twarzą w twarz.
Niespodziewanie Kate pociągnęła mnie do salonu przez tłum i straciłam go z oczu.
W końcu, po jakimś czasie udało mi się wyrwać z towarzystwa, które ostentacyjnie zaczęło się lizać, z kim popadnie. Skierowałam się do łazienki na górze. Wychodząc z niej zauważyłam, że na korytarzu pojawił się ON.
Świat zawirował, a wszystko wkoło przestało istnieć.

Uśmiechnął się do mnie z daleka, a ja nie mogąc powstrzymać chęci, musnęłam jego rękę w momencie, kiedy się mijaliśmy. Bez ostrzeżenia złapał mnie za nadgarstek i gwałtownie przycisnął do ściany. Serce szalało w mojej piersi, obijało się bezlitośnie o płuca, powodując, że brakło mi tchu.
Długo na to czekałam, każda komórka we mnie krzyczała, by mnie dotknął, drżałam w oczekiwaniu, a w duchu modliłam się by wreszcie to zrobił, by mnie w końcu pocałował.
Przywarł czołem do mojego czoła. Wpatrywał się intensywnie w moje oczy, wzrokiem szalejącym od pożądania. Złożył pocałunek na mych ustach, ujmując moją twarz w swoje dłonie. Długi, namiętny i gorący, od którego zakręciło mi się w głowie i nie mogłam zaczerpnąć powietrza.
Błądziłam rękoma po jego ciele, wsuwając je pod koszulkę. Rozkoszowałam się gładkością skóry i czułam ogień, który się w nim rozpalał.
Byłam gotowa oddać mu się od razu, co ja mówię, miałam ochotę się na niego rzucić, by tylko poczuć go w sobie. Potrzebowałam tego jako zapewnienia, że z przyjaciół stajemy się parą. Marzyłam o tym po nocach i fantazjowałam, jak wyznacza mokrymi pocałunkami ścieżkę na moim ciele.
W tamtym momencie bezceremonialnie oddałam mu caluteńkie serce.

Po wielu miesiącach niezobowiązujących rozmów, wypadów do McDonald’s i patrzeniu wieczorem w gwiazdy, mogłam posmakować jego ust, czuć zapach wody kolońskiej i dotyk jego dłoni. Zdecydowanie była to mieszkanka zbyt wybuchowa, zbyt zapadająca w pamięć i wywołująca zwierzęce instynkty.
Myślałam, że od tej pory będzie już tylko mój.
Myliłam się.
Nagle oderwał się od mych wilgotnych warg i patrzył na mnie tak, jakby się zastanawiał, co dalej. Mogę przysiąc, że jego źrenice powiększyły się, by za chwilę mogły się zwężyć. Przerażenie malowało się nie tylko w jego czekoladowych tęczówkach, ale także na twarzy, którą szpecił grymas.

    – Nie mogę Cassie... kurwa, nie mogę – wychrypiał i odszedł. Tak PO PROSTU ODSZEDŁ.
Na moment odebrało mi zdolność mowy, ścisnęło w gardle, ale wiedziałam, że to jedyna okazja, gdzie będę mogła spróbować go zatrzymać.

    – Dan... zaczekaj... Cholera jasna! Zaczekaj! Proszę... – krzyczałam za nim rozpaczliwie, ale on zniknął. Po prostu rozpłynął się w powietrzu, znikając za rogiem korytarza.

Przywierając plecami do ściany, osunęłam się na podłogę i zaniosłam płaczem.
Co jest ze mną, kurwa nie tak?
To pytanie zadawałam sobie wiele razy, setki, może nawet miliony, aż w końcu przestałam. Nikt mi na nie, nie odpowiedział, bo mógł zrobić to tylko ON.
Ten, który mnie unikał.
Dean.
Kiedy pojawiałam się na stołówce, łapał moje spojrzenie, ale odchodził. Nie jadaliśmy już razem przy stole. Nie robiliśmy razem już nic. Na korytarzu uczelni starał się, żeby obok mnie nie przechodzić, a jeśli musiał przejść obok, traktował mnie jak powietrze. Spotkania z naszymi znajomymi odbywały się bez niego. Kiedy nie było mnie w jakimś miejscu, pojawiał się ON.
Nie chciał mnie. Skreślił naszą przyjaźń, skreślił, chociaż raczej wykreślił mnie ze swojego życia – całkowicie.
Przestałam pisać do niego SMS-y, wydzwaniać i prosić o wyjaśnienia. Unikałam go tak, jak on to robił. Przestaliśmy dla siebie istnieć, choć moje serce zostało złamane na milion kawałków i miało się nigdy nie pozbierać.
Wtedy coś we mnie pękło i przelało czarę goryczy.
Zmieniłam się.
Stałam się inną Cassie.


I jak? Ciekawi Was ten wstęp?

Samanta Louis, 
Lawendowa Czytelnia. 

Zanim zostaliśmy nieznajomymi, Renee Carlino. Piękna historia miłosna i okrutny los.

Zanim zostaliśmy nieznajomymi, Renee Carlino. Piękna historia miłosna i okrutny los.

"Nie da się przeżyć na nowo tej mieszanki lęku, uwielbienia, niepewności, namiętności i pożądania, ponieważ to nigdy nie zdarza się dwa razy. Przez resztę życia gonimy za tym doznaniem jak za pierwszym hajem." 
Zanim zostaliśmy nieznajomymi, Renee Carlino. Recenzja Lawendowa Czytelnia

Trzydziestosześcioletni Matt pracuje w redakcji National Geografic, z byłą żoną i jej nowym mężem, mając za szefa swojego przyjaciela. Na peronie czekając na metro, jego uwagę przykuwa pewna blondynka. Kiedy kobieta wchodzi do pociągu i odwraca się w stronę Matta, okazuje się, że to Grace, jego dawna miłość z czasu college'u. Pociąg odjeżdża szybko i Matt nie jest w stanie go zatrzymać siłą woli. To spotkanie po 15 latach budzi w nim z potężną siłą dawne uczucia, jakie żywił do Grace. Nie mogąc jej odszukać w żaden sposób, decyduje się – za namową przyjaciela – napisać ogłoszenie na portalu, że poszukuje Grace. Nasza bohaterka nie trafia na anons bezpośrednio sama, lecz dzięki swojemu uczniowi. Tak rozpoczyna się powieść z perspektywy Matta, następnie cofamy się o 15 lat wstecz i poznajemy historię pięknej przyjaźni i miłości między dwojgiem głównych bohaterów. Mamy tutaj dwie kluczowe perspektywy. Gdy dojdziemy do etapu ich rozstania, następuje powrót do obecnego czasu, w jakim żyją bohaterowie. 

To tak w ogólnym skrócie.

O książce “Zanim zostaliśmy nieznajomymi” czytałam różne opinie. Niejednokrotnie zarzucano powieści, że wcale nie jest taka fantastyczna, jak reklamowało ją wydawnictwo. Cóż, przekonałam się, że wszystko tak naprawdę zależy od gustu danego czytelnika i od tego, czego on oczekuje od książki. 

Mnie, jako ciepłą wrażliwą kluchę, która kocha mocne emocje, złamane serce, adrenalinę i łzy wzruszenia, ta powieść “Zanim zostaliśmy nieznajomymi” skradła serce i wylądowała na półce “Ulubione” oraz “Wyjątkowe”. 

Dla jednych ta historia może być banalna i słodka, ale w moim odczuciu wcale taka nie jest. Owszem czas, jaki bohaterowie spędzili na studiach i więź, jaka między nimi z dnia na dzień się rodziła jest słodkawa, ale potem te 15 lat rozłąki nie było już takie słodkie. Nie było już fajne, szczególnie dla Grace, która usilnie próbowała skontaktować się z Mattem, a on… On… 

Tego dowiecie się już z książki.

Niemniej, jednak jeśli chodzi o kreację bohaterów, uważam, że wykreowani zostali świetnie i są barwni. Matt, wspaniały fotograf ma swoje marzenia, plany i cele, które realizuje. Grace, utalentowana wiolonczelistka nie może spełnić swoich marzeń, bo najważniejszy jest dla niej solidny zarobek, by wspomóc rodzinę. Rezygnuje z trasy po Europie, ze względu nie tylko na magisterkę, lecz Matta. I tutaj ten wątek jest podobny, nawet za bardzo do książki “Światło, które utraciliśmy”. Tam też jest fotograf, który wyjeżdża, wchodzi w romans z pewną kobietą i tak dalej. W pewnym momencie odniosłam wrażenie, że czytam tę samą książkę, a jednak inną. Potem nie ma już takich podobieństw, poza małżeństwami. Przykre strasznie dla mnie było to, że zrządzeniem losu ich drogi nie mogły spotkać się ponownie, że stracili tak wiele i to, co już nie wróci. 

I tak jak napisałam krótko na swoim bookstagramie: książka działała na mnie mega wzruszająco. Mniej więcej przez 1/4 książki, ciągle miałam mokre oczy, a wydostające się usilnie łzy, nie pozwalały mi czytać, więc tylko się hamowałam, by się nie rozpłakać. Teraz gdy piszę te kilka zdań, pociągam nadal nosem i nadal mam łzy w oczach. Cholera! Historia Grace i Matta jest taka ciepła, niesprawiedliwa, prawdziwa i pełna miłości. Pełna uczucia, które nie zdarza się często, a bynajmniej nie ma szans na ponowne rozwinięcie swoich skrzydeł, u boku tej jedynej połówki. Powieść czytało mi się tak lekko, że gdyby nie nawał obowiązków, obawiam się, że pochłonęłabym ją w jeden dzień.

Zanim zostaliśmy nieznajomymi” dostarczyła mi emocji, które lubię. Bardzo przyjemna w odbiorze, co przekłada się na więź z bohaterami i szczerze było mi ich żal. Łącząca ich miłość została przedstawiona w tak naturalny literacki sposób, że zdecydowanie jest to plusem, wielkim plusem książki. Ponadto autorka napisała to w bardzo przyzwoitym stylu, co jeszcze bardziej czyni powieść wyjątkową. Dla mnie była to bardzo miła odmiana od dzikich seksów, wulgaryzmów i wyuzdanych powiedzonek i czynów. I być może już się starzeje, ale zdecydowanie wolę książki o miłości ze smakiem, gdzie wszystko jest wyważone i naturalne. 

Podsumowując: Zanim zostaliśmy nieznajomymi, to lekka pozycja z barwnymi bohaterami, okraszona nie tylko miłością, lecz także humorem. To historia, która uświadamia, że nasze decyzje i decyzje innych mogą zaważyć na naszym szczęściu i życiu. Że można spotkać miłość swojego życia, a potem nagle się z nią minąć i egzystować w szarym świecie. 

Mnie książka podobała się bardzo i z pewnością jest dla czytelników, którzy lubią historie miłosne i happy endy.




Samanta Louis,
Lawendowa Czytelnia


Bezpieczna Przystań, Nicholas Sparks. Ucieczka z koszmaru, damski bokser i nowa miłość.

Bezpieczna Przystań, Nicholas Sparks. Ucieczka z koszmaru, damski bokser i nowa miłość.

“Miłość potrafi ranić. Nie ma nic bardziej bolesnego, niż rozstanie. Aby pokochać po raz drugi, trzeba nauczyć się ufać.”

Bezpieczna przystań Nicholas sparks, recenzja Lawendowa Czytelnia

Katie niedawno trafiła do małego spokojnego miasteczka Southport w Karolinie Północnej. Tam próbuje zacząć wszystko od nowa, zostawiając za sobą demony przeszłości. Stopniowo, z dnia na dzień uczy się nowego życia. Zdobywa przyjaciółkę, sąsiadkę mieszkając tuż obok oraz poznaje Alexa, wdowca i właściciela sklepu przy przystani, ojca dwójki dzieci. Między Jo, sąsiadką mieszkająca w podobnej ruderze, co Katie, a główną bohaterką tworzy się więź. Więź, której znaczenia nie pojmuje Katie. Natomiast między nią a Alexem, również rodzi się przyjaźń, która przeistacza się w miłość. Prawdziwą, dojrzałą i silną miłość. Lecz, kiedy sielanka Katie trwa, nowe życie wydaje się bezpieczne, a ona zaczyna zapominać o koszmarze, z którego sideł uciekła, okazuje się, że jej śladem podąża mąż. Kat i oprawca. Człowiek ten zgotował Katie piekło, uważając, że kocha ją ponad wszystko, a ona tego nie docenia i jest egoistką, która myśli wyłącznie o sobie. Po wielu tygodniach Kevinowi udaje się odnaleźć żonę, za sprawą cudu. Co stanie się dalej? Co będzie kiedy Kevin dopadnie Katie i jej nowego partnera? Czy chorobliwie zazdrosny mąż, damski bokser zabierze żonę do domu, by ją później zabić, czy Alex i jego dzieci wyjdą z tego całego? I co stanie się z przyjaciółką Katie, Jo? 
Na te pytanie musicie odpowiedzieć sobie sami, sięgając po tę niezwykle emocjonującą powieść.

Bezpieczna Przystań, to książka z tych, których się nie zapomina. Napisana w narracji trzecioosobowej, z lekkim piórem, co powoduje, że jest przyjemna w odbiorze. Prowadzona odpowiednim tempem, uwzględniając perspektywy trójki najważniejszych bohaterów.



Główna tematyka pozycji, to przemoc domowa, obszernie opisana, także od strony psychicznej kata. I ten motyw zawsze mocno mnie porusza, sama jestem w trakcie pisania książki, gdzie po raz drugi przewija się przemoc domowa, gdyż jest mi to niestety dobrze znane. Dlatego też poniekąd, czytając niektóre fragmenty opisujące czyny męża nad żoną, widziałam to zbyt dokładnie. Ale w jakiś sposób stało się to chyba moim fetyszem, bo lubię książki z motywem przemocy domowej, nie zrozumcie mnie źle, możliwe, że będąc naocznym świadkiem takich wydarzeń, poprzez książki o tej tematyce, chce wmówić sobie, że zawsze po burzy wychodzi słońce i taka kobieta ma jeszcze szansę znaleźć kochającego zdrowo mężczyznę. Bo takie książki dają tę nadzieję, mimo że łamią serce. 

Wracając do meritum. Bezpieczna Przystań doczekała się swojej ekranizacji i muszę się Wam przyznać, że wpierw obejrzałam film, a dopiero potem przeczytałam książkę. I uważam, że wyszło mi to na dobre. Mianowicie film bardzo mi się podobał i roztrzaskał mnie na kawałki, jakby ktoś rzucił kubkiem o podłogę. Płakałam, dławiło mnie w gardle i do dzisiaj nie mogę wyprzeć z pamięci klatek poszczególnych scen. Czy oczekiwałam, że książka będzie lepsza? Na pewno spodziewałam się, że jedno i drugie będzie ściśle do siebie podobne. Ale nie jest. Jak dobrze wiecie – lub nie – ekranizacja książki jest filmem na jej PODSTAWIE. Czyli oczywiste jest to, że nie będziemy mieć identycznego filmu, jak książki. I tutaj mój zabieg okazał się bardzo pozytywny. Mianowicie książka odkryła przede mną nowe i całkiem inne fakty, zdarzenia i sytuacje, których w filmie nie ma! A co za tym idzie? Nie tylko poznałam, jakieś tam uczucia bohaterów, czy ich myśli, ale także dopełnienie, a nawet nieco inny przebieg fabuły. Mimo iż wiedziałam, o co będzie się rozchodzić, nie czułam znużenia, nie odnosiłam wrażenia, że doskonale wiem, co wydarzy się za chwilę. Absolutnie! Podczas czytania przeżywałam na nowo historię Katie i jeszcze bardziej byłam ciekawa tego, jak to rozwinie się na kartach powieści. A przede wszystkim nie miałam żalu, że tyle faktów zostało pominiętych przy ekranizacji, że Katie miała brązowe włosy, a nie tak jak we filmie blond. Jestem pewna, że doskonale rozumiecie o co mi chodzi. 

Zatem, jaka jest Bezpieczna przystań?
To moje pierwsze spotkanie z piórem Sparksa i na pewno nie ostatnie, gdyż oglądałam ekranizację Listu w butelce i Wciąż ją kocham, i z wielką chęcią zapoznam się treścią, tym bardziej że już nie pamiętam, o czym dokładnie były. Wiem, że książki autora są poczytne, chętnie ekranizowane, ale jeśli mam być szczerą – a zawsze jestem – Bezpieczna Przystań nie ma w sobie niczego, czego nie potrafiłby napisać polski pisarz lub pisarka. Owszem, do tej pory książki polskich autorek, które czytałam nie wywołały we mnie efektu – WOW, ja też tak chcę napisać – ale wierzę, że Polska ręka jest w stanie napisać coś równie dobrego, jak nie lepszego. Ale oczywiście pełen szacun dla Sparksa za to, że tworzy takie piękne i życiowe historie, bo to – myślę – naprawdę podziw, że facet pisze tak pięknie o miłości. 

"[...] istnieją marzenia, które nawiedzają nas tuż po przebudzeniu. To one sprawiają, że warto żyć."

Podsumowując, Bezpieczna Przystań stała się moją ulubioną pozycją, a w formie kieszonkowej czytało mi się ją naprawdę przyjemnie. Bezpieczna Przystań to wzruszająca opowieść o kobiecie, która miała siłę i odwagę uciec z domowego piekła i powalczyć o siebie oraz o ideale mężczyzny, o którym marzy każda z nas. 


Samanta Louis,
Lawendowa Czytelnia

Płatki wspomnień, Augusta Docher. Życie według konfucjanizmu, uległość, miłość i ból.

Płatki wspomnień, Augusta Docher. Życie według konfucjanizmu, uległość, miłość i ból.

Płatki Wspomnień, Augusta Docher - recenzja.



"Gdy zapominasz skąd pochodzisz, gdzie i jak spędziłaś dzieciństwo, jesteś jak drzewo, które straciło korzenie. Wystarczy lekki powiew wiatru i..."




Liu, główna bohaterka, to młoda Chinka, która w życiu nigdy nie miała łatwo. Wyznając zasadę konfucjanizmu podporządkowuje się swojemu Panu lub Pani. Książka rozpoczyna się wątkiem, w którym Liu odchodzi od swojej partnerki Niny. Kobiety wiodącej inny tryb życia niż przeciętny. Liu przyzwyczajona do bycia posłuszną nie dostrzega na pierwszy rzut oka, że mężczyzna, dla którego odeszła od Niny, jest potwornie zły i zepsuty. Jakie będą dalsze jej losy spisane na niemal 600 stronach? Czy znajdzie się w jej życiu ktoś, kto wypląta ją z tego pełnego uległości świata? I czy to będzie oznaczało koniec problemów i happy end?

Opisywanie dalszego biegu fabuły, bądź nakreślenie jej w ogólnym skrócie jest niemożliwe, bo cokolwiek napiszę, będzie to spoiler. Dlatego też recenzja tej pozycji, nie będzie tak obszerna, jak to mam w zwyczaju. Proszę mi wybaczyć. 

Płatki Wspomnień, to z pewnością powieść nie jednego gatunku. Znajdziemy tutaj obyczajówkę, trochę romansu, a nawet kryminał. Czy taka mieszanka może okazać się dobra? Owszem, może.
Autorka z pełną świadomością manipuluje czytelnikiem poprzez krótkie notatki wplecione w fabułę, wyrwane kompletnie z kontekstu. Bawi się z nami w kotka i myszkę, wodzi za nos, podsuwając na myśl raz tego bohatera, a raz innego. Zostawia wskazówki byśmy mogli wcześniej dodać dwa do dwóch, ale gdy będzie się Wam wydawać, że już wiecie, kim jest autor tajemniczych zapisków, nastąpi bum i dopiero wtedy dojdziecie do prawdy. 

Książka zaczyna się intensywnie i ostro, jest napięcie, szok i pytanie wtf? Później, gdzieś mniej więcej po środku następuję zwolnienie akcji, mogłabym rzec, że typowy romans powinien skończyć się własnie w tym nieco nudnawym momencie, ale to kolejny etap gry, w który wciągnęła mnie autorka. Omamiła mnie słodkością, aż za bardzo, ale potem nastąpił zwrot akcji, raczej spodziewany, patrząc na objętość książki, która mówi sama za siebie. I przyznam się Wam, że popsułam sobie zabawę, bo w tym spokojnym i słodkim toku fabuły, zerknęłam dalej i wystarczyły dwa zdania bym dowiedziała się o co w tym wszystkim chodzi. Byłam zaskoczona tym, co działo się dalej, ale nie miałam już takiego szoku, gdy wyszło na jaw, jaki bohater odpowiedzialny jest za te notatki, więc nie próbujcie tego w domu, bo to może być złe w skutkach ;). W moich oczkach pojawiły się nawet łzy wzruszenia, ale to było takie chwilowe i nie grozi - raczej - twardym osobom. Ja jestem taka ciepła klucha czasami, więc wzruszam się czymś, czym z reguły nie powinnam. Koniec powieści, ten kluczowy moment, by wiedzieć czy będzie happy czy bad end, to kolejna zagrywka ze strony autorki i nie napiszę nic więcej, bo kurcze nie mogę. 

"Nie ma nic gorszego niż ofiarować komuś coś, czego ten ktoś nie chce, a co mu uważamy, a może omylnie uważaliśmy, za cenne."


Bohaterowie, a szczególnie nasza główna bohaterka Liu, zachowuje się dość irracjonalnie, co oczywiście jest tłumaczone przez autorkę, ale naprawdę przy Liu można walić głową w mur i pytać się: dlaczego jesteś taka głupia? Gdzie masz oczy, dziewczyno ogarnij się! Co za życiowa ciapa!
I tak sobie myślę, czy tylko mnie postać Liu tak mocno grała na nerwach i chciałam rzucić książką o ścianę w nadziei, że tym gestem wybiję bohaterce z głowy tę chorą tezę i zachowanie. Nie rzuciłam książką, tłumaczyłam sobie, że Liu została wykreowana własnie tak, bo autorka miała powód, bo Liu taka musi być by wszystko miało sens i jakiś oddźwięk. Łatwo nie było, ale zacisnęłam zęby i przeszłam dalej. Zrozumiałam całość, choć kilka rzeczy, nie do końca według mnie były realne. Może jeszcze wielu rzeczy nie widziałam i nie słyszałam.

Płatki Wspomnień, to historia Chinki, która musi zmierzyć się z okrutnym światem, żyjąc według wyznawanej przez siebie państwowo-religijnej doktryny, co jest powodem jej wykorzystywania. Według tego, co wczoraj autorka mówiła na swoim live na fanpage facebooka, Płatki Wspomnień ukazują, jak ciężkie i niezrozumiałe wiodą życie Chińskie kobiety. Powieść musiała zostać okrojona o jakieś sto stron albo i więcej, a to dlatego, że Pani Docher napisała więcej drastycznych scen, które według wydawcy nie nadawały się do opublikowania. Ale mam dobrą wiadomość, autorka zapowiedziała, że udostępni te fragmenty na wattpadzie. Więc jeśli jesteście pełnoletni i macie swój profil na wattpad, niebawem będziecie mogli przeczytać wspomniane fragmenty. Myślę, że to będzie fajne uzupełnienie kreacji Liu i dopełnienie całośc, pod warunkiem, że wcześniej przeczytacie książkę, w przeciwnym razie zrobicie sobie BIG spoiler. A tak nie wolno ;). 

Podsumowując; Autorka napisała książkę, poprzez którą chce zwrócić uwagę na traktowanie kobiet innych narodowości i religii, jaką wyznają. bo Liu żyje według teorii Konfucjusza, a jego sentencje przypisane są do początku każdego rozdziału. Śmiem twierdzić, że w naszym kraju podobne dzieją się rzeczy, podobnie żyją kobiety, bez przyjętej filozofii Konfucjusza. Co pokazuje, że człowiek świadomie i bezpretensjonalnie może manipulować drugim człowiekiem, że jeśli odpowiednio się nami pokieruje, możemy stać się ulegli i poddani. Że miłość jest uczuciem wykorzystywanym do różnych celów, że Twoja sąsiadka może mieć męża psychopatę, któremu uległa i poddała się cała, jest marionetką w rękach zabójcy, bo kiedyś go pokochała. 

Znowu za daleko popłynęłam swoich myślach i teorii na temat książki. Wracając do najnowszej, 13 już powieści Augusty Docher, jak najbardziej zachęcam do przeczytania "Płatków Wspomnień" rozszyfrowania po swojemu tej skomplikowanej zagadki jaka kryje się na kartach powieści. Ja mogę dodać od siebie, że książka jest wyłącznie dla osób 18+, co nie podlega wątpliwości i oczywiście polecam. 


"Chcę, żeby płatki moich wspomnień, tych złych wspomnień, odleciały daleko, rozpadły się w proch, który uniesie ze sobą wiatr. [...]"


Za możliwość przeczytania książki, dziękuję autorce oraz Wydawnictwu 











Samanta Louis,
Lawendowa czytelnia.


PRZEDPREMIEROWA RECENZJA. Immortaliści, Chloe Benjamin. Wróżka, która powie Ci, kiedy umrzesz. Jesteś na to gotowy?

PRZEDPREMIEROWA RECENZJA. Immortaliści, Chloe Benjamin. Wróżka, która powie Ci, kiedy umrzesz. Jesteś na to gotowy?

Immortaliści, Chloe Benjamin – recenzja.


"Życie to więcej niż przeciwstawianie się śmierci." 



Upalne lato 1969 roku, Nowy Jork. Czwórka rodzeństwa wybiera się do wieszczki, która przepowiada im, kiedy każdy z nich umrze. Dwoje z rodzeństwa bierze głęboko do siebie jej przepowiednie, pozostała dwójka nie chce w to wierzyć, do czasu, aż wypełniania się pierwsza wróżba. 

Immortaliści to zaskakująca powieść, wciągająca na swoje karty bezbronnego czytelnika. Z początku odnosi się wrażenie, że słowa wieszczki były prawdziwie, ale im dalej brniemy przez historię każdego z rodzeństwa, zaczynamy zadawać sobie pytanie, co by było gdyby? Czy to de facto wróżba wypełnia swoje przeznaczenie, czy decyzje i postępowanie bohaterów ciągnie ich na ścieżkę śmierci? I czy faktycznie istnieje, jakieś przyciąganie? 

Chloe Benjamin napisała powieść o czwórce bohaterów. Każda z czterech części opowiada o losach, któregoś z rodzeństwa. Pierwsze dwie części mówiące o najmłodszym bracie Simone i starszej Klarze, najbardziej mnie zaciekawiły. Autorka poruszyła temat AIDS, który w tamtych latach nie był znaną chorobą, nie posiadała ta choroba nawet nazewnictwa, nie było na nią leku. Rozprzestrzeniała się w szybkim tempie, uświadamiając gejom, że seks z byle kim, niekoniecznie musi być bezpieczny.

Natomiast pasja Klary przenosi nas w inny wymiar. Iluzja jest dla bohaterki czymś więcej i zbiegiem czasu zaczyna ona wierzyć, że magiczne sztuczki, jakie wykonuje, to nie tylko iluzja, bujda i triki. Ponadto po śmierci ojca i brata doświadcza czegoś, co utwierdza ją w przekonaniu, że jej pasja zamienia się w magię i oczywiście wierzy, że wróżka mówiła prawdę i stara się żyć pełną piersią, chcąc zaistnieć na szerszą publiczną skalę, ale poznaje pewnego mężczyznę, który zamiast pomóc jej rozwinąć skrzydła, przytłacza i powoli zabiera jej szczęście, jakie czerpała ze swojej pasji.

 Daniel to brat, który pamiętnego dnia w 1969 roku zaprowadził rodzeństwo do wróżki. Od tamtej pory ma wyrzuty sumienia, że to zrobił, bo Simone i Klara wzięli sobie głęboko do serca przepowiednie kobiety, spakowali walizki i opuścili rodzinne miasto, w poszukiwaniu swojego miejsca na ziemi.

Natomiast najstarsza siostra Varya, która miała szczęśliwie dożyć starości, odcięła się od rodziny i poświęciła pracy nad badaniami długowieczności. Simone, gdy opuścił matkę i wyjechał z Klarą do San Francisco miał zaledwie 16 lat. Stało przed nim wiele możliwości, ale posłuchał on siostry i uciekł. Jak zakończyła się dla niego tak nagła zmiana w życiu, czy zdołał uciec przed śmiercią? Czy wybory i decyzje bohaterów były w pełni świadome, czy może jednak nie? No i czy wieszczka naprawdę miała dar i przewidziała datę śmierci każdego bohatera?

Profile bohaterów zostały w pełni przedstawione. Poznajemy nie tylko ich myśli i uczucia związane z tajemniczą kobietą, która miała wpływ na ich dalsze życie, ale także tajemnice i lęki. Czerpiemy z kart powieści emocje i dowiadujemy się wielu ciekawostek, cofając wstecz. Autorka daje nam duże pole do interpretacji przewodniej myśli powieści. I przede wszystkim pośród historii rodzeństwa odnajdziemy odpowiedź na pytanie: jak przeżyłbyś swoje życie, gdybyś wiedział kiedy umrzesz? 

Powieść zawiera również dużo historii, co przekłada się na realizm książki i oddanie autorki. Immortaliści, to podróż przez ciekawe osobowości, rejony i tajemnice. Elektryzująca, ciekawa i zmuszająca do przemyślenia pewnych spraw. Bardzo polecam, gdyż nie sądziłam, że ta książka tak mocno mnie pochłonie. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Czarna Owca. 



Samanta Louis 
Wrześniowe premiery, czyli co warto przeczytać według Lawendowej Czytelni.

Wrześniowe premiery, czyli co warto przeczytać według Lawendowej Czytelni.

Zapowiedzi 



Każdego miesiąca na rynku wydawniczym pojawia się sporo nowości. Mamy więc w czym wybierać. Zrobiłam sobie przegląd i z pomocą listy zapowiedzi na stronie Empik, wybrałam pozycje, które z chęcią bym przeczytała – lub już przeczytałam i mają moją rekomendację – i mam nadzieję, że spośród kilku książek wybierzecie  swoją wrześniową powieść.


Pozwól mi zostać, autorstwa Tijan. 

Premiera 28.09.2018r nakładem Wydawnictwo Kobiece 






Zapytała, czy może zostać, a on jej pozwolił.

Tej feralnej nocy, kiedy świat Mackenzie całkowicie runął, dziewczyna miała nocować w obcym domu. Przez przypadek trafiła do pokoju Ryana. Powinna od razu odejść, powinna czuć się zażenowana, powinna przeprosić, ale nie zrobiła żadnej z tych rzeczy. Tej nocy zupełnie obcy chłopak sprawił, że czuła się bezpieczna, a jego pokój stał się dla niej jedynym miejscem, gdzie w końcu mogła uspokoić swoje myśli. To właśnie tej nocy, jej siostra bliźniaczka odebrała sobie życie.


REVIVED, autorstwa Samantha Towle 

Premiera 12.09.2018r nakładem Wydawnictwo NieZwykłe – >recenzja

 

"Revived" jest kolejnym współczesnym romansem Samanthy Towle, autorki Revved i wielu innych bestsellerów z list "The New York Times", "Wall Street Journal" i "USA Today".

India Harris nie miała najlepszego startu w życie. Rodzice porzucili ją, gdy była małym dzieckiem. Dorastała w rodzinie zastępczej razem z bratem bliźniakiem, Kitem. Oboje mogli polegać tylko na sobie. Przez wczesny związek z nieodpowiednim mężczyzną India zaszła w ciążę. Pragnąc zapewnić swojemu synowi życie, o którym sama mogła tylko marzyć, dostała się na studia i ukończyła je z wyróżnieniem.

Teraz ma trzydzieści lat i jest uznaną terapeutką.

Leandro Silva osiągnął szczyt kariery kierowcy Formuły 1. Miał wszystko – aż podczas pewnego wyścigu tragiczny wypadek postawił go twarzą w twarz ze śmiercią. Po dwunastu miesiącach ciężkiej rehabilitacji odzyskał sprawność fizyczną, ale trauma po wypadku wciąż nie pozwala mu usiąść za kierownicą. Jego dni i noce wypełnione są morzem alkoholu i tłumami anonimowych kobiet, którymi usiłuje zagłuszyć frustrację i gniew.

Leandro rozpoczyna ostatni rok swojego kontraktu, zdaje sobie sprawę, że albo musi znowu zacząć się ścigać, albo straci wszystko, co osiągnął. Zmusza się do podjęcia terapii, która jest jego ostatnią szansą by na powrót odnaleźć prawdziwego siebie, i tak trafia do gabinetu Indii Harris.

Zakochanie się w sztywnej pani doktor nie było częścią jego planu.

Nagłe uczucie do wściekłego brazylijskiego rajdowca i swojego nowego pacjenta nie było częścią jej planu. Ale co, jeśli to właśnie złe decyzje są tak naprawdę tymi dobrymi?

"Revived" jest historią bohatera, którego czytelnicy i czytelniczki poznali wcześniej w "Revived", jednak znajomość Revved nie jest konieczna. "Revived" jest całkowicie nową opowieścią, niezależną od swojej poprzedniczki.



Obserwuję Cię, autorstwa Teresa Driscoll

Premiera 19.08.2018r. nakładem Wydawnictwo SQN




To miała być zwyczajna wycieczka do Londynu... Zagadkowe zniknięcie i brutalne morderstwo warstwa po warstwie odsłaniają mroczne tajemnice małego miasteczka w spokojnej Kornwalii.

Kiedy Ella Longfield spotyka w pociągu dwóch młodych mężczyzn rozmawiających z nastoletnimi dziewczynami, nie widzi w tym nic niepokojącego. Zmienia zdanie, kiedy się dowiaduje, że właśnie opuścili więzienie. Natychmiast odzywa się w niej instynkt macierzyński, ma syna w podobnym wieku. Ostatecznie przenosi się do innego wagonu, decyduje się nie wtrącać. Nazajutrz okazuje się jednak, że jedna z dziewczyn, Anna, zaginęła. Dręczona potwornymi wyrzutami sumienia Ella zgłasza się na policję jako świadek, choć posiadane przez nią informacje to za mało, by odnaleźć dziewczynę. Po roku Ella zaczyna dostawać anonimowe pogróżki. Tropy prowadzą do rodziny i przyjaciół zaginionej dziewczyny. Wszystko wskazuje na to, że któreś z nich wie, gdzie jest Anna, i bacznie obserwuje Ellę.

Tu nie liczy się „Kto?”. Ważne jest „Dlaczego?”.

„Obserwuję Cię” to opowieść o tym, że zbrodnia pożera wszystkich. Także niewinnych.



Zaufaj mi, autorstwa Anna Bellon

Premiera 19.09.2018r. nakładem Wydawnictwo OMG books 




Najpiękniejsze rzeczy przydarzają się nam, gdy zupełnie się ich nie spodziewamy

Miles rozstał się z dziewczyną, kiedy The Last Regret było u szczytu sławy. Korzystał z wolności i nie szukał nowego uczucia, a już na pewno nie spodziewał się, że jedna szalona noc spędzona z kuzynką najlepszego kumpla zmieni w jego życiu niemal wszystko.

Dla Kacey wyjazd na studia do Pittsburgha miał być nowym początkiem. Zostawiła za sobą trudny okres liceum oraz okrutnych rówieśników, którzy przez lata zamieniali jej życie w piekło. Chwile spędzone w towarzystwie Milesa były jak narkotyk, ale dla dziewczyny to było za mało – pragnęła pewności, że tym razem nie będzie cierpieć.

Czy Kacey i Miles pozwolą się porwać uczuciu, które spadnie na nich tak niespodziewanie? Czy zdołają sobie wzajemnie zaufać?

"Zaufaj mi" to kolejna część serii The Last Regret Anny Bellon. Opowieści o losach przyjaciół, których połączyła miłość do muzyki, są jednymi z najchętniej czytanych polskich utworów na Wattpadzie.



Zapadnij w serce, autorstwa Ginger Scott

Premiera 27.09.2018r. nakładem Wydawnictwo Kobiece Young




Autorka książki "Chłopak taki jak ty" przywraca wiarę w drugą szansę.

Po tragicznych wydarzeniach z przeszłości Rowe próbuje poukładać sobie życie na nowo. Chociaż każdego dnia towarzyszy jej strach, który zostawia głębokie blizny na duszy, dziewczyna decyduje się na odważny krok. Wyjeżdża na studia z dala od rodzinnego domu.  

Kiedy na drodze dziewczyny staje przystojny Nate, Rowe powoli rozważa wyjście ze swojej skorupy. Zaprzyjaźnia się z popularnym sportowcem, skrycie zastanawiając się, czy jest warta czegoś więcej. 

Czy jest gotowa zakochać się na nowo i pozwolić, aby ktoś pokochał ją? Czy uda się jej pogodzić z przeszłością i zacząć żyć bez strachu?


Blondynka na wyspie Zakochanych, autorstwa Beata Pawlikowska 

Premiera 19.09.2018r. nakładem Wydawnictwo Edipresse Książki 



Ona wyruszyła na swoją kolejną samotną wyprawę do Ameryki Środkowej. Samodzielna, odważna, myślała, że nie potrzebuje nikogo do szczęścia.

W tym samym czasie w Nowym Jorku on kupił bilet, spakował plecak, wsiadł do samolotu i wylądował w tym samym miejscu, co ona.

Spotkali się w samochodzie jadącym do dawnego miasta Majów w dżungli Ameryki Środkowej.

On z natury rozmowny, przyjacielski, otwarty i chętnie nawiązujący nowe znajomości tamtego dnia był wyjątkowo milczący i z nikim nie miał ochoty rozmawiać.

Ona zawsze wolała wędrować samotnie, ale tamtego dnia wyjątkowo chciała porozmawiać właśnie z nim.

Nocą z nieba zaczęły spadać gwiazdy, a oni nie chcieli się już rozstać.

Komedia romantyczna, której scenariusz napisało życie i która zdarzyła się naprawdę. Między Nowym Jorkiem, Warszawą i rajską wyspą na Karaibach.




Drugie życie Izabel, autorstwa J. A. Redmerski

Premiera 26.09.2018r. nakładem Wydawnictwo NieZwykłe




Zdesperowana, by wieść życie u boku płatnego mordercy, który pomógł jej uciec z niewoli, Sarai postanawia na własną rękę wyrównać rachunki z okrutnym sadystą, Arthurem Hamburgiem. Jednak brak doświadczenia w zabijaniu sprawia, że jej plan spełza na niczym, a ona sama ledwo uchodzi z życiem. Lekkomyślne decyzje Sarai sprowadzają ją na ścieżkę, z której nie ma odwrotu. Dlatego stawia Victorowi ultimatum: albo nauczy ją zabijać i da jej szansę na przeżycie w okrutnym świecie, do którego chce przynależeć, albo pozwoli, by sama zrealizowała plan zemsty, nie zważając na konsekwencje. Victor wie, że Sarai nie stanie się bezwzględną zabójczynią z dnia na dzień, postanawia więc udzielać jej lekcji. Ich skomplikowana relacja staje się coraz to bardziej zażyła.

Gdy prawa ręka Arthura Hamburga, Willem Stephens, zaczyna deptać Sarai po piętach, dziewczyna zdaje sobie sprawę, że porwała się z motyką na słońce. Mimo to, przyjmując rolę Izabel Seyfried, wciąż ma w rękawie kilka śmiertelnych sztuczek, które zapewnią jej miejsce u boku Victora. Izabel czeka jednak test, który może zniszczyć wszystko, na co tak ciężko pracowała i podać w wątpliwość zarówno jej decyzję o prowadzeniu tak niebezpiecznego życia, jak i zaufanie do Victora Fausta.



Namiętność. Tom 1. Życie. 

Premiera 19.09.2018r. nakładem Wydawnictwo Edipresse Książki



Maria De La Torre jest twarda i zdołała ocaleć. Jej życie nie było usłane różami, ale krwią i poświęceniem. W "Trylogii namiętności" towarzyszy swojej duchowej siostrze Gillian, ale ta opowieść jest o jej życiu. Tym, które wybiera i które ktoś, kto wrócił z przeszłości, próbuje jej odebrać.

Elijah to ostatni na świecie mężczyzna, z którym Maria powinna się związać. Jest pochmurnym, twardym, nieprzestrzegającym prawa łowcą nagród – dokładnym przeciwieństwem mężczyzny, którego kochała i straciła, mężczyzny, który poświęcił dla niej wszystko. Jednak Elijah nie należy do tych, którzy dają za wygraną. Przywykł dostawać to, czego pragnie, a teraz postawił sobie za cel zdobycie kruczowłosej uwodzicielki.

Czas im nie sprzyja. Marii znów zagraża niebezpieczeństwo, w obliczu którego już nigdy nie spodziewała się stanąć. A tym razem stawką jest życie lub śmierć.

Maria szybko przekonuje się, że właśnie to, czego najbardziej pragnie w życiu, może ją zniszczyć.



Wybrałam takie pozycje, chcąc zaoferować Wam coś innego, niż inni blogerzy i mam nadzieję, że wybraliście już coś dla siebie :)
Dajcie znać w komentarzu, co Was zainteresowało. 

Do napisania, 
Samanta Louis. 
Copyright © 2014 Lawendowa Czytelnia , Blogger