Forever my girl, Heidi McLaughlin. Kilka słów o książce i jej ekranizacji.

Forever my girl, Heidi McLaughlin. Kilka słów o książce i jej ekranizacji.

Serce przestaje mi bić, ponieważ w ogrodzie grają trzy osoby: mężczyzna, którego kiedyś kochałam, mężczyzna, którego zamierzam poślubić i chłopiec, który łączy nas wszystkich. 




Forever my girl opowiada o losach Liamia i Josie, którzy będąc nastolatkami darzyli się głębokim uczuciem. Niestety pewnego dnia Liam podjął decyzję odnośnie swojej przeszłości i odszedł z życia Josie, łamiąc tym serce i sobie i jej. Po dekadzie czasu Liam powraca do rodzinnego miasteczka na pogrzeb swojego dawnego przyjaciela. Przyjeżdża wcześniej niż zamierzał, ponieważ chce zobaczyć miłość swojego życia. Zanim tak się jednak stanie, Liam pozna owoc uczucia, jakim darzyli się przed laty z Josie. Kobieta natomiast nie zapomniała o tym, co zrobił jej Liam, w dodatku jest zaręczona z innym mężczyzną, szkolnym kolegą, za którym nie przepada Liam. Pomimo upływu czasu główni bohaterowie nie przestali się kochać, Josie kieruje się jednak złamanym sercem, Liam nie zamierza poraz kolejny zrezygnować ze swojego szczęścia, a tym bardziej z syna. I co więcej, zamierza odzyskać kobietę swojego życia. Czy mu się uda?

Forever my girl to pozycja dla niewymagających czytelników. Napisana prostym stylem, bez zbędnych frazesów, przez co czyta się ją szybko i płynnie, bez potrzeby wysilania szarych komórek. Forever my girl jest przyjemną lekturą, mającą za bohaterów dorosłych ludzi, którzy w nastoletnim życiu podjęli pewne decyzje i muszą się z nimi uporać, a także zawalczyć o siebie i swoje szczęście.

Forever my girl przedstawia życiowy problem, przez co jest całkowicie realna. Bohaterów tej książki możemy spotkać wśród swoich znajomych czy nawet bliskich, bądź możemy być w takiej samej sytuacji, jak oni. Jednak jeśli chodzi o całokształt, w tej książce zabrakło mi przede wszystkim całego wachlarzu emocji i uczuć, jakie powinny zostać opisane na kartach powieści. Gdy dowiedziałam się, że powieść została zekranizowana, spodziewałam się naprawdę dobrej historii i niestety się rozczarowałam, ponieważ książka nie wypada tak fenomenalnie, jak wcześniej założyłam. A wszystko przez to, że serce nie zabiło mi szybciej, nie brakowało mi tchu, moje ciało nie drżało, gdy doszło w końcu do zbliżenia między głównymi bohaterami. Mimo tego byłam ciekawa, czy Liamowi i Josie uda się być znowu razem. W mojej ocenie powieść nie jest do końca dopracowana, brakuje jej wielu ważnych elementów np: tekstów piosenek, jakie mają opowiadać o tym, jak bardzo Liam kocha Josie, rozwinięcia wątków i tego czegoś, czego zawsze szukam w książkach. 

Ale mimo wszystko, co napisałam wyżej, polecam Wam tę książkę, ponieważ autorka miała naprawdę dobry pomysł na fabułę, a biorąc pod uwagę fakt, że jest to debiut literacki można przymknąć oko na niedociągnięcia, aczkolwiek książki, w których miłość gra główne skrzypce w dużej mierze opierają się na uczuciach, co jest dość istotne w historii miłosnej. 

Kilka słów o ekranizacji Forever my girl:

Film obejrzałam od razu po przeczytaniu książki i... Doznałam lekkiego szoku. Wiem, że wszystkie filmy na podstawie powieści są tylko inspirowane danymi książkami, ale w większości ich fabuła pokrywa się z fabułą powieści. Jak było w tym przypadku? 

Ekranizacja Forever my girl niemal w całości różni się od książki. Spoiwem, który łączy film z książką jest Liam – muzyk – oraz Josie, która z bohaterką książki ma wspólnego tylko tyle, że prowadzi kwiaciarnie i ma dziecko, no i złamane serce. A także śmierć Masona. Nic więcej. Nawet menadżerka książkowego Liamia zastąpiona została mężczyzną o tym samym imieniu. Josie nie ma u boku Nicka, a zamiast syna ma córkę, w dodatku siedmioletnią. 
Ale... 
To właśnie film wydusił ze mnie morze łez, czego nie zrobiła książka! Pod koniec ekranizacji płakałam już do samego końca, a mimo że film w porównaniu z książką pędzi do przodu, co jest zrozumiałe, czuję ogromny niedosyt tak samo w przypadku książki. I powiem Wam szczerze, że jeśli czytaliście książkę, oglądając film będziecie zapewne źli, że tak wiele rzeczy i cech bohaterów zostało zmienionych, bądź wykluczonych. Ja oglądając film, przeżyłam niemal zupełnie inną opowieść, jaka została spisana na kartach powieści. 



Za możliwość przeczytania książki, dziękuję



Samanta Louis 
Nigdy nie pozwolę ci odejść, Katy Regnery. O powieści pełnej miłości, bólu i walki o lepsze życie.

Nigdy nie pozwolę ci odejść, Katy Regnery. O powieści pełnej miłości, bólu i walki o lepsze życie.

Nawet gdy byliśmy z daleka od siebie, wciąż byliśmy razem. Nawet gdy myślałem, że zginęłaś, wciąż żyłaś w moim sercu... Jestem cały, sprawiasz, że jestem cały.




"Nigdy nie pozwolę ci odejść" autorstwa Katy Regnery opowiada o losach Griseldy i Holdena, którzy nigdy nie mieli łatwego życia, szczególnie gdy trafili do systemu, a z niego do rodzin zastępczych. Na domiar złego podczas wycieczki nad rzekę Shanendoah, zostali porwani i byli przetrzymywani przez trzy lata, mieszkali w obskurnej piwnicy, gdzie narodziła się między nimi silna więź i silna miłość. Pewnego dnia postanowili uciec z rąk oprawcy, ale ich plany nie poszły po ich myśli. Zdołała uciec tylko Griselda, Holdenowi, niestety się nie udało.

Griselda wstała z łóżka, a następnie ubrała się, stojąc tyłem do niego. Gdy się odwróciła, przyglądała mu się przez kilka chwil, a Holden słyszał jej słowa w swojej głowie: Nie oglądaj się za siebie, choćbym nie wiem co. Ja skaczę, ty skaczesz. Kamień po kamieniu. Ja skaczę, ty skaczesz.
Uciekaj – wyszeptał, zaciskając powieki. Gdy ponownie je otworzył, Griseldy już nie było. 

Książka rozpoczyna się retrospekcją z perspektywy Holdena i opowiada właśnie o chwili, w której on i Griselda byli bliscy wolności. Po prologu następuje czas teraźniejszy powieści, czyli czytamy o losach dorosłej już Griseldy, dziesięć lat później.

Griselda nigdy nie pogodziła się ze świadomością, że zostawiła Holdena nad rzeką Shanendoah i uciekła bez niego. Obiecała sobie, że kiedyś go odnajdzie, albo dowie się przyjemniej, co się z nim stało. Nie chcę spoilerować, więc pozostawię resztę dla siebie, ponieważ każdy szczegół, który bym Wam zdradziła, prawdopodobnie zepsułby Wam najpiękniejszą podróż z bohaterami tejże powieści. 

Dlaczego uważam, że "Nigdy nie pozwolę ci odejść" jest najpiękniejszą powieścią? Już Wam tłumaczę. 

Jeśli czytaliście kiedykolwiek popularne książki Colleen Hoover takie, jak: Maybe someday czy Ugly love, zapewniam, że recenzowana pozycja bije je na głowę. Dlaczego? 

"Nigdy nie pozwolę ci odejść" nie należy do łatwych i lekkich książek, zdecydowanie nie. Znajdziemy w niej syndrom sztokholmski, nieco inny niż do tej pory mieliśmy okazję czytać w powieściach. Zmierzymy się z odrzuceniem, ogromnym bólem w zastraszających ilościach, poświęceniem wobec innego człowieka i dążeniem do wyzdrowienia oraz będziemy świadkami nieustającej walki o lepsze życie. Niestety także doświadczymy bólu fizycznego i niewyobrażalnej miłości, która jako jedyny czynnik trzymała głównych bohaterów przy życiu w czasie, gdy byli przetrzymywani i przez długie lata, kiedy żyli osamotnieni z dala od siebie, sądząc, że jedno z nich nie żyje.


Kochała go głęboko i wyjątkowo, jakby Bóg stworzył w niebie jedno serce i rozdzielił je pomiędzy ciałem Holdena oraz jej, skazując ją na niekończońce się pragnienie bycia z nim lub niepełne życie bez niego. 

Powieść przeplatana jest retrospekcjami z czasów, kiedy trzynastoletni bohaterowie byli w rodzinnej zastępczej, a później zostali porwani, co daje nam cały, dokładny obraz tego, co wydarzyło się przed uprowadzeniem Griseldy i Holdena oraz to, co działo się, gdy już byli w rękach kata. Książka napisana została z dwóch perspektyw i poprowadzona narracją trzecioosobową. W mojej ocenie ten zabieg wyszedł wyśmienicie i nie mam się tu, do czego doczepić. 

Teraz skupię się na głównym wątku, jakim jest oczywiście miłość między bohaterami, a jest ona naprawdę przedstawiona w bardzo piękny i bolesny sposób. Postacie główne oprócz swojej miłości do siebie, nie miały nic. Kompletnie nic. Holden i Griselda byli zdani tylko na siebie, uczucie, które zrodziło się między nimi, pozwoliło im przeżyć najgorszy koszmar życia, scaliło ich ciała i dusze ze sobą po wsze czasy. Przetrzymywani i bici, nigdy się nie poddali, mieli siebie i to było ich motorem napędowym. W ciemnej piwnicy złożyli sobie wiele obietnic i obiecali, że zawsze będą trzymać się razem. Więc, gdy w dniu ucieczki jedno z nich wyrwało się ze szponów szalonego Fostera, a drugie w nich pozostało, coś się skończyło. I nie była to miłość. Holden żył dziesięć lat w przekonaniu, że Griselda nie żyje. Ona zaś miała nadzieję – że mimo iż po ucieczce policja nie zdołała znaleźć Fostera i Holdena – odnaleźć chłopca, którego darzyła tak silnym uczuciem, że nie była w stanie normalnie funkcjonować, przez co wplątała się w związek z Jonahem, facetem zdrowo popieprzonym, który ją bił, poniewierał i poniżał. Griselda pomimo tego żyła, choć w środku była doszczętnie martwa. Żyła miłością i nadzieją, że pewnego dnia uda jej się odnaleźć Holdena.


W życiu każdego człowieka istnieje taki rodzaj bólu  że gdy go doświadczamy, jesteśmy zdziwieni aż do szpiku kości, że nas nie zabił. Mamy wrażenie, że powinien nas zabić; że nasze serca przestały bić, płuca przestały oddychać, a oczy przestały widzieć. Wszystko powinno się po prostu... zatrzymać. Z bólem tak głębokim i żalem tak wielkim, nie powinno się utrzymać przy życiu. 

Chciałam nie zdradzać zbyt wiele, ale i tak to zrobiłam. Nie ważne, co napiszę, będzie to spoilerem, więc skupię się teraz na swoich wrażenia. 
Cóż, wrażenia są – WOW! 

Książka od pierwszych akapitów ocieka emocjami i dreszczem grozy. Wzbudza tak wiele emocji szczególnie tych skrajnych, że serce pęka, boli i chce wyrwać się z piersi. Taką książkę naprawdę trudno jest znaleźć, ponieważ "Nigdy nie pozwolę ci odejść" jest zbudowana od samych fundamentów po dach, nic w tej powieści nie dzieje się bez przyczyny, wszystko ma swoje znaczenie, dzieje się według określonego celu i ściska serce. Od początku do samego końca serducho raz wykręca się z bólu, raz puchnie, łzy początkowo stają w oczach, by później lecieć nieustannie po policzkach. Holden i Griselda to bohaterowie, których kocha się całym swoim czytelniczym sercem. Żyje się z nimi, cierpi, płacze i przeżywa rozterki. Dopinguje, w pełni rozumie i cholernie się im współczuje.

Każdą cząstką swojego ciała, swojej duszy i serca, czułam jak bardzo, jak niewyobrażalnie mocno Holden kocha Griselde, a Griselda kocha Holdena. Śniłam w nocy o wydarzeniach z książki, co jeszcze bardziej przybliżyło mnie do bohaterów i miałam wrażenie, że jestem z nimi na kartach powieści. 

"Nigdy nie pozwolę ci odejść" spod pióra Katy Regnery, uświadomiła mi jedną najistotniejszą rzecz, mianowicie to, że miłość jest głównym motorem napędowym w życiu. Wszystko, co robimy, jest walką w imię miłości, do drugiej osoby, do rodzica, do rodzeństwa, do dzieci. Miłość powoduje, że przekładamy swoje szczęście nad czyjeś, że osoba, którą kochamy szczerą, bezinteresowną miłością, taką, o której mowa w 1 liście do Koryntian z Bibli Tysiąclecia, godna jest wielu poświęceń i walki, bo życie rzuca nieustannie pod nogi kłody i trzeba walczyć o swoją miłość, o ludzi, których się kocha i nie pozwolić im odejść, tak jak Holden nie pozwolił odejść Griseldzie.
W książce jesteśmy świadkami także przemiany bohaterów, ich sposobu myślenia i rozumowania. 

Tak wiele chciałam napisać w tej recenzji, wczoraj jeszcze miałam jej fragment w głowie, ale wyszło inaczej, niż to miałam w planach. Emocje ciągle we mnie buzują, żyją, a łzy suną po mych policzkach i ciągle gubię wątek. Wybaczcie... Będę tęsknić za bohaterami i jest mi strasznie smutno, że jestem już po ich historii, ale pewnie jeszcze do niej wrócę. 

Więc tak, "Nigdy nie pozwolę ci odejść" to powieść, którą trzeba przeczytać, trzeba ją przeżyć na swój własny sposób, a potem zatrzymać się w codziennym pędzie i zastanowić się nad tym, co warte jest naszej walki, bo ja już to wiem. Będę walczyć o swoją miłość. 




Za możliwość przeczytania książki, dziękuję 



Samanta Louis 

Friend-Zoned, Belle Aurora. Wzruszająca i zabawna powieść o przyjaźni oraz pięknej miłości.

Friend-Zoned, Belle Aurora. Wzruszająca i zabawna powieść o przyjaźni oraz pięknej miłości.

Każdy z nas jest inny, ale wszyscy razem idealnie do siebie pasujemy.  





Friend-Zoned to książka inna niż wszystkie, zdecydowanie.

Valentina, zwana przez najbliższych Tiną, jest właścicielką butiku. Niesamowicie ciepła z niej kobieta i pozytywnie nastawiona do świata, pomimo trudnej i bolesnej przeszłości. Pewnego dnia postanawia obdarować przystojnego mężczyznę cukierkami, ponieważ obserwuje go każdego dnia, gdy ten wychodzi na papierosa i dochodzi do wniosku, że musi być smutny, bo nigdy wcześniej nie widziała u niego uśmiechu.

Miłość jest przerażająca. To podarunek, który jedna osoba dostaje od drugiej. Miłość wiąże ludzi ze sobą, nieważne, jak są różni.

Nikealov, w skrócie Nik, jest właścicielem Białego Królika, klubu nocnego po przeciwnej stronie ulicy, gdzie mieści się butik Tiny. Gdy dostaje od niej cukierki w kształcie ust, zleca swojemu bratu, by ją do niego przyprowadził. Co jest początkiem ich pełnej humoru przyjaźni, a także miłości 

Tina i Nik początkowo zostają przyjaciółmi. Doskonale wiemy, że przyjaźnie damsko-męskie, czy w życiu, czy w powieści, niemal zawsze kończą się miłością. I w przypadku bohaterów Friend-Zoned właśnie tak się dzieje. Tina i Nik zakochują się w sobie, ale najpierw bawią się w kotka i myszkę, ponieważ nie chcą stracić przyjaznych stosunków wobec siebie. Gdy już między tym dwojgiem miłość wygra z rozumem, przyjdzie im się zmierzyć z problemami, które nie będą wcale błahe. Na drodze ich miłości staną osoby, które za wszelką cenę będą chciały ich rozdzielić. Poleje się krew i morze łez, serca zostaną złamane, demony przeszłości wyjdą z ukrycia. Czy uda się bohaterom pokonać przeciwności losu?


Jesteś tą jedyną. Początkiem. Końcem. Moim zakończeniem. 

Friend-Zoned to powieść ociekająca humorem i oceanem prawdziwej przyjaźni. Pierwsze skrzypce w tej pozycji gra właśnie przyjaźń. Od niej wszystko się zaczyna. Od niej zależy niemal wszystko i dla takiej przyjaźni można by oddać życie. W książce postacie poboczne mają wielkie znaczenie. Przyjaciółki Tiny to kobiety zadziorne, kochające, wrażliwe, ale jakże bojowe! Sama Tina to kobieta pełna siły i odwagi, a wraz z swoimi trzema przyjaciółkami tworzą team, którego boją się nawet czterej postawni mężczyźni. O kim mowa? O Niku, Maxie, Duchu i Triku. Mężczyźni trzymają się ze sobą niemal od zawsze i są gotowi oddać za siebie życie. Każdy z nich przeszedł w życiu niejedno i na codzień nie mają wielkich powodów do uśmiechu. Zmienia się to z dniem, w którym Tina obdarowywuje Nika cukierkami. Wkracza w jego i w pozostałych mężczyzn życie niczym huragan, z sercem na dłoni, okazując ciepło, wsparcie i siebie wraz z Nat, Lolą i Mimi. Dziewczyny również są po przejściach i kochają się wzajemnie z niewyobrażalną siłą. Są w stanie zrobić dla siebie wszystko i to robią.

Friend-Zoned jest powieścią w pełni pozytywną. Bohaterowie żartują nawet wtedy, kiedy jest naprawdę kiepsko. Ich postawa wobec przyjaźni i rodziny pokazuje, jak powinna wyglądać przyjaźń z prawdziwego zdarzenia, jak pomoc innych osób niekiedy jest wręcz bezcenna i jak ważne w życiu człowieka jest posiadanie przyjaciela. Osoby, na którą można liczyć zawsze, o każdej porze dnia i nocy, całkiem bezinteresownie.

Dialogi między postaciami są ciepłe, pieszczotliwe i podnoszące na duchu. Nie spotkałam się jeszcze, aby bohaterowie mieli do siebie tyle szacunku, byli wobec siebie szczerzy i dbali o szczęście innych bardziej niż o własne. Moje serducho rozpływało się w zachwycie, samopoczucie od razu stawało się lepsze, gdy wracałam do kart powieści, a śmiech niejednokrotnie wyrwał się niepohamowany z mojego gardła. Ale także były momenty, gdy uśmiech z mojej twarzy znikał i zastępowały go łzy wzruszenia i ścisk w trzewiach, ponieważ Friend-Zoned byłaby za słodką historią, gdyby nie dramatyczne i pełne napięcia sceny. 


[...] gdybyśmy nigdy nie robili rzeczy, których się boimy, życie byłoby okropnie nudne. 

Z Friend-Zoned wyruszycie w podróż pełną humoru, uczuć, miłości, szacunku, ale także bólu, współczucia. Po przeczytaniu usiądziecie w fotelu i będziecie się zastanawiać, czy w dziejszych czasach taka przyjaźń i miłość jest w ogóle możliwa. Być może dostrzeżecie wśród swoich znajomych osoby, które są godne takiej przyjaźni i zaczniecie wspólną przygodę po wyboistej drodze jaką jest życie.

Gorąco polecam, szczególnie gdy w Waszym życiu się coś wali, pali i jest do chrzanu. Uśmiech gwarantowany! 

Kolejna część z serii będzie opowiadać o Nat i Duchu. Śmiem twierdzić, że będzie w niej jeszcze więcej śmiechu :) 

Za możliwość przeczytania książki, dziękuję 




Data wydania: 21 listopad 2018r. 
Ilość stron: 399
Cykl (seria): Friend-Zoned, Tom I. 
Gatunek: literatura obyczajowa/romans 





Samanta Louis  
Lawendowa Czytelnia. 
Sponsor Tom I K. N. Haner.

Sponsor Tom I K. N. Haner.



Kalina poznaje Nathana w momencie, gdy jej życie jest ustabilizowane. Ma dom, rodziców i młodszą siostrę. Studiuje i chce zostać fizjoterapeutką. Jadąc rowerem na uczelnie, zamyslona nie zauważa jadącego samochodu, w wyniku czego dochodzi do zderzenia. Właściciel bentleya, przystojny Nathan, pakuje ją do swojego samochodu i zawozi do szpitala. Później proponuje Kaline kolacje, podekscytowana dziewczyna nie przypuszcza, że Nathan chce zaproponować jej sponsoring. Kalina wychowana na grzeczną dziewczynkę, oczywiście nie przyjmuje propozycji Nathana. Jednak pół roku później wszystko zacznie się zmieniać. Drogi Kaliny i Nathana ponownie się zejdą. A wtedy zacznie się dziać naprawdę wiele. 

Kalina to postać sztampowa, grzeczna, ułożona, mądra i czysta jak łza. Niby rozważna, ale momentami głupiutka. Los jej nie oszczędza i rzuca co chwila kłody pod nogi. 

Nathan ma w życiu chyba wszystko, jest przystojny i bogaty. Ma wiele znajomości i może załatwić niemal wszystko. Sponsoruje kobiety, bo czuje, że im w ten sposób pomaga. 

Sponsor autorstwa K. N. Haner, królowej dramatów, to powieść opowiadająca o dwóch zagubionych duszach, którym w życiu brakuje miłości i stabilizacji. Nathan, jeden z głównych bohaterów, mimo że ma niemal wszystko, tak naprawdę nie ma nic i żyje w złudnej iluzji, którą sam sobie wykreował. W jego bycie brakuje czegoś najważniejszego – miłości. Miłości, którą dostaje właśnie od Kaliny. Kalina natomiast niczym niewiasta początkowo dostaje od Nathana bezinteresowną pomoc, a w rezultacie, po jakimś czasie także i jego miłość. Ale w życiu na ogół jest tak, że jeśli coś się psuje, to psuje się na całej linii. 

Relacja Kaliny i Nathana nie jest łatwa, chociaż momentami nieco słodka, może zmylić, ale patrząc na objętość książki – która jest pokaźna – można wywnioskować, że prędzej czy później na tych dwoje i tak spadną problemy. I tak się dzieje. W moim odczuciu bohaterowie przechodzą zbyt wiele, szczególnie pod koniec już tej pierwszej części. Szczerze powiem, że spodziewałam się czegoś bardziej realistycznego. Żeby nie spoilerować napiszę tylko tyle: uważam, że to, co zrobiła Kalina jest dla mnie nieco niedorzeczne i całkiem głupie. Mogę zrozumieć jej ból i załamanie, jakie przechodziła wcześniej i jakie będzie musiała przejść po tym, jak Nathan złamie jej doszczętnie serce. Jednak czytając książkę odniosłam wrażenie, że Kalina bądź co bądź, jest silną kobietą, nie do końca rozważną w niektórych momentach, ale mimo tego, co ją spotkało silną, bo przy Nathanie zaczęła żyć i znalazła poczucie bezpieczeństwa, a to dało jej jakiś rodzaj siły. Dlatego uważam, że jej zachowanie na końcowym etapie powieści jest zwyczajnie przesadzone. Nie chcę w tej recenzji wywlekać własnych rodzinnych dramatów, ale możecie mi wierzyć, że ktoś bardzo mi bliski, przeszedł w życiu o wiele więcej niż Kalina, i choć ta osoba próbowała zrobić to, co zrobiła Kalina, nie odważyła się ze względu na pewną małą istotę, a Kalina przecież ma swoją małą siostrę. 

Drugim elementem, jaki nie pasował mi do końca w Sponsorze tyczy się Sabriny. Czteroletniej siostry Kaliny. Jako mama dwójki dzieci, pięciolatka i trzy i pół latki, wiem, że dzieci mają problem z wypowiadaniem tak długich zdań, tak mądrych i tak “rezolutnych”. Dzieci to bardzo mądre istoty, jednakże to nadal dzieci. Dużo przyswajają, dużo słyszą, ale też dużo przekręcają, mają problem z wypowiedzeniem poprawnie wielu słów i z ich interpretacją, a postać Sabriny momentami, a raczej jej wypowiedzi były dla mnie zbyt mądre, zbyt dorosłe, zbyt dojrzałe, jak na wiek czteroletniego dziecka. 

Kolejna rzecz, która nie do końca jest dla mnie jasna i zrozumiała, dotyczy także Sabriny, ale także Nathana. Wiadomo od początku książki, że Nathan jest nie tyle bogaty, ale też ma znajomości. Dlaczego więc, nie wykorzystał tych znajomości, żeby pomóc Sabrinie? I tu kolejna sprawa, co do której mam mocny argument. Nie chcę spoilerować, ale wiem, z doświadczenia bliskiej mi osoby, że dziecko ma też coś do powiedzenia, w takiej sytuacji, w jakiej znajdzie się młodsza siostra Sabriny. A przecież wszystkim chodzi o dobro dzieci, prawda? 

Zdaję sobie sprawę – i bardzo się z tego cieszę – że po tej recenzji możecie, albo i już jesteście, ogromnie ciekawi tej pozycji. 

Sponsor od K. N. Haner jest powieścią z pozoru łatwą, ale tak naprawdę ta książka opowiada nie tylko o miłości, ale także o problemach w dużej mierze psychicznych. O tym, że ludzki umysł nie zawsze jest w stanie poradzić sobie z losem, który brutalnie rzuca pod nogi kłody, jedną po drugiej. Kasia Haner w Sponsorze poruszyła też ważny temat, jakim jest samookaleczanie i skłonności samobójcze. Mimo tego, co napisałam wyżej, uważam, że książka jest dobra i godna polecenia. Pamiętam jak na spotkaniu w Poznaniu, Kasia przyznała, że pisanie książki w narracji trzecioosobowej nie było przyjemne. Podczas czytania tego nie czuć, lektura jest przyjemna w odbiorze i czyta się ją płynnie. Serce nie raz zabiło mi szybciej, kibicowałam Nathanowi i modliłam się, by niczego nie spieprzył. Oczywiście polecam i jestem szczerze ciekawa kontynuacji. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję 




Samanta Louis,
Lawendowa Czytelnia

Zapowiedź powieści "Zła Miłość" patronat medialny!

Zapowiedź powieści "Zła Miłość" patronat medialny!


Wpoiłam się w dusze Deana, w jego serce i umysł. Byliśmy jednością, jednym oddechem, jedną egzystencją, jedną duszą, żyjącą w dwóch ciałach.


Zła Miłość Samanta Louis


Miło mi poinformować, że już 10 grudnia premierę będzie miała moja druga już powieść, tym razem z gatunku New Adult. Zła Miłość opowiada o losach Cassie i Deana, o ich płomiennej miłości, która z pewnych względów przez Deana uważana jest za złą. Nie brakuje w niej emocji, humoru, ale także i wzruszeń :) 

Opis: 

Przyjaźń, miłość i bolesna prawda. 

Jaka miłość sprawia, że gdy ją wyznasz, twój kochanek odchodzi? Z pewnością jest to zła miłość. Ale czy ta miłość nie zasługuje na szansę?

Kiedy Cassandrę opuszcza ojciec, a matka wysyła ją na miesiąc wakacji do swojej siostry, dziewczyna nie podejrzewa jeszcze, że ten wyjazd wywróci jej życie do góry nogami. Niespodziewanie na drodze Cassie stanie Dean, chłopak, który odszedł w momencie kiedy oddała mu serce. I miał ku temu dobre powody bowiem tajemnica, jaką skrywa Dean, nie jest łatwa do zaakceptowania. Może się okazać, że gdy prawda wyjdzie na jaw, strach będzie silniejszy od uczucia, jakim Cassie darzy Deana.

W końcu Zła Miłość nie może mieć prawa bytu, czyż nie?


Polecajki

"Zła miłość” Samanty Louis to wciągająca od pierwszych właściwie akapitów powieść. Bez zbędnych opisów, dużo dialogów, które nie powodują nudy w czytaniu.Napisane z humorem i nie ma w tej powieści nic zbędnego. Autorka pisząc ją wszystko dobrze przemyślała, przez co jest wręcz idealnie. Mogę tylko napisać, że chcę więcej. Czekam na pełną wersję już książki.
Aleksandra Dziura, Zaczytana Ola.

“Zła miłość” to historia, która pochłonęła mnie od pierwszych stron i od której nie mogłam się oderwać. Czy miłość może być zła? Czy uczucie, które wybuchło między dwójką młodych ludzi może być zakazane? “Zła miłość” to ciepła i pełna humoru opowieść, która pochłonie czytelnika i nie wypuści z objęć aż do ostatnich stron. A zakończenie zmiażdży i złamie serce.
Anna Węglarz, W oceanie słów.

Złamane serce, to coś co nie łatwo nam wyleczyć. Właśnie z tym walczy Cassie.
To coś co nie jest łatwe, to coś co boli, i co chwilę coś nam o tej osobie przypomina. „Zła miłość” to dawka prawdziwych emocji. Znajdziemy tutaj ból, odrzucenie, próbę zwrócenia uwagi, ale także ogrom miłości, która z jakiś powodów uważana jest za „złą”. To wzruszająca książka, która zapewni każdemu czytelnikowi niezapomniane chwile. Gorąco polecam.
Justyna Dziura, Z miłości do książek.

“Zła Miłość” jest intrygującą pozycją. Romans jest gorący i sprawia, że motylki w brzuchu pojawiają się we właściwych momentach. Śmieszne dialogi i opisy, które nie wydają się wymuszone, a zawarty w nich humor dodaje im naturalności, sprawiają, że książkę szybko się czyta. A chęć poznania prawdy tylko napędza czytelnika do dalszego czytania. I to zakończenie. Nie spodziewałam się tego. Byłam tak zaskoczona, że musiałam poświęcić chwilę, aby pozbierać swoje myśli.
Katarzyna Boncz, Bookish Book Kate


Pod patronatem medialnym 



Książkę zakupić będzie można poprzez www.empik.com oraz www.e-bookowo.pl 
Odwet, Monika Kortez. Czyli o tym, jak idealne życie jest wyłącznie iluzją.

Odwet, Monika Kortez. Czyli o tym, jak idealne życie jest wyłącznie iluzją.

Przeszłość i przyszłość zatraciły się w słodyczy pocałunku. Liczyła się tylko ta chwila, spotkanie ich ust i rozmowa ciał.



Te dwie rzeczy nigdy nie przemijają: miłość sprzed lat i nienawiść dawnych wrogów.

Mogłoby się wydawać, że Morgan ma wszystko, czego współczesna kobieta potrzebuje do szczęścia – kochającego męża, udane dzieci, ambitną pracę na kierowniczym stanowisku… W dniu, w którym w niewyjaśnionych okolicznościach znika jej mąż, cały ten idealny świat zaczyna chwiać się niczym domek z kart. Na jaw wychodzą skrywane sekrety rodzinne, a ratunek przychodzi ze strony osoby, której Morgan planowała już nigdy w życiu nie spotkać... Czy powinna przyjąć pomocną dłoń? Czy będzie potrafiła wybaczyć ludziom, którzy ją zawiedli? Kto na tym zyska, a kto straci najwięcej?


Rodzaj literatury: Literatura obyczajowa
Format: 121x195, skrzydełka
Wydanie: Pierwsze
Liczba stron: 292

Morgan to bohaterka — jak opis mówi — kobieta sukcesu. Projektantka mody, mająca własną firmę. Przygotowania do targów mody w Mediolanie spędzają jej sen z powiek. Nie ma wiele czasu na życie rodzinne, przez co jej więź z dziećmi nieco szwankuje. Gdy niespodziewanie znika jej mąż, Morgan nie przypuszcza, że to wydarzenie diametralnie zmieni jej życie, co więcej, nie spodziewa się, że na jej drodze, po kilkunastu latach stanie jej pierwsza miłość. Mężczyzna, którego Morgan nigdy nie przestała kochać i ku ironii, to właśnie on, będzie jedyną osobą, jaka będzie w stanie jej pomóc rozwikłać zagadkę tajemniczego zaginięcia jej męża.

Była spełnieniem jego pragnień, ale też cholernie ją kochał. Kilkanaście lat rozłąki nie miało wpływu na intensywność tego uczucia.


Monika Kortez w swojej książce „Odwet” opisała trzymającą w napięciu niemal od samego początku historię dojrzałej Morgan, matki dwójki dzieci i żony, która nie miała we wcześniejszym okresie życia łatwo. Zraniona, młoda kobieta, wchodząca w dorosłość straciła miłość swojego życia i musiała zadbać o siebie sama, co uczyniło ją niezwykle silną osobą. Autorka w powieści przedstawiła typowy schemat biznes-matki. Pracoholiczki, która jest gościem w domu, kobiety niby spełnionej, ale tak naprawdę bez tego czegoś, co czyniłoby ją w pełni szczęśliwą.

Odwet rozpoczyna się niby zwyczajną sceną, Morgan z mężem siedzą w ulubionej kawiarni, przy jednym stoliku i dyskutują na temat wybranego przez Morgan prezentu dla młodszego syna. Nic nie zapowiada tego, że na następnej stronie akcja ruszy do przodu i autorka będzie trzymać nas w ciągłym napięciu, serwując, co rusz nowe wskazówki i szokujące fakty. Jednak gdzieś po drodze znajdziemy tropy, nakierowujące nas na odkrycie prawdy, kto stoi za porwaniem Marca (męża Morgan), ale mimo to i tak dalsze rewelacje będą wywoływać szok.

Ogólnie rzecz biorąc, Odwet jest dobrze napisaną książką, ciekawą, trzyma w napięciu, jest romans, szybsze bicia serca, motyle w brzuchu, ale... No właśnie, przecież zawsze jest jakieś, ale, prawda?

Mianowicie, książce trochę brakuje do bycia dobrą, przez duże D. Jest spójna, logiczna i przenosi nas w zakątki Filadelfii, Cleveland, Mediolanu, a także Sycylii. Jednakże zabrakło mi tutaj rozwinięcia wątku porwanego męża, ponieważ na początku książki autorka zdradza nam, co się z nim dzieje, ale później już niestety skupiła się na Morgan i dalszych wydarzeniach, pozostawiając wielki niedosyt. Ponadto, na końcu książki, nie ma żadnego głębszego wyjaśnienia odnośnie do męża. UWAGA SPOILER! Marc się odnajdzie, ale nie wiadomo jakim cudem i tu właśnie zabrakło mi wyjaśnienia tego wątku, który autorka zgrabnie pominęła. Kreacja bohaterów nie jest zła, ale postać Marca, czyli męża Morgan, jest jedynie wspomnieniem, myślę sobie, że przedstawienie nam jego osoby w jednym rozdziale nie byłoby szkodą, wręcz przeciwnie. Uważam również, że jak na jeden tom, nieco zbyt dużo się dzieje, ponieważ wiele wątków zostało rozpoczętych, ale nie wyjaśnionych. Postacie trzecioplanowe przewijają się wielokrotnie i brak dalszego ich udziału bądź wyjaśnienia co się z nimi stało, głównie chodzi mi o postać ojca Marca, jego matki i finał książki. Spodziewałam się czegoś równie spektakularnego, jak całość. Niestety pędem dotarłam do końca, nieco wygłupiona, zdezorientowana, z pytaniem i co? To już koniec? A gdzie reszta?

Podsumowując; Odwet to przyjemna w odbiorze obyczajówka, która trzyma w napięciu i szokuje. Napisana narracją trzecioosobową w bardzo fajny, lekki i przyjemny sposób, co przekłada się na przyjemność czytania. Pomijając niedociągnięcia (swoją drogą, w każdej książce uparty znajdzie jakieś potknięcia) „Odwet” jest pozycją godną przeczytania i polecenia. Na łamach kart powieść doświadczycie wielu emocji, będziecie świadkami ognistego Sycylijskiego śniegu, poznacie silną kobietę, która wyruszy w samotne śledztwo, nie zważając na swoje bezpieczeństwo, by tylko dowiedzieć się, gdzie jest jej mąż. Stracicie oddech, gdy główna bohaterka spotka swoją dawną miłość, pęknie Wam serce, gdy dojdziecie do końca powieści i odkryjecie, że wcale nie będzie tak, jak sądziliście.

Polecam sięgnąć po Odwet Moniki Kortez i przeżyć niesamowitą przygodę w pogoni za życiem ukochanej osoby.



Za możliwość przeczytania książki, dziękuję wydawnictwu

Samanta Louis,
Lawendowa Czytelnia.

Copyright © 2014 Lawendowa czytelnia , Blogger