NOVEMBER 9, Colleen Hoover. Historia dwójki ludzi, których połączył ten sam dzień w roku.

NOVEMBER 9, Colleen Hoover. Historia dwójki ludzi, których połączył ten sam dzień w roku.

NOVEMBER 9, Colleen Hoover – recenzja. 




"– Tym właśnie jest miłość. Poświęceniem."



November 9 Colleen Hoover, recenzja na Lawendowa Czytelnia


Fallon poznaje Bena dokładnie 9 listopada. Dwa lata po tym, jak omal nie zginęła w pożarze, który pozostawił na jej ciele i duszy wiele blizn, będących powodem niskiej samooceny względem siebie. I zamykający jej drzwi do kariery aktorskiej. Fallon mając 30% ciała pokrytych bliznami, czuje się niepewnie w swojej skórze i bezustannie dba o to, aby schowane były one pod ubraniami i włosami. Nie może patrzeć na swoje odbicie w lustrze i nie rozumie, dlaczego chłopak siedzący w tej samej restauracji, w boksie obok, tak intensywnie wpatruje się w jej oczy, a kilka chwil później, ratuje przed bolesną prawdą, padającą z ust jej ojca. 


“– Kiedy znajdujesz miłość, to ją trzymasz. Chwytasz ją obiema rękami i ze wszystkich sił starasz się jej nie wypuścić.”


Ben słysząc, jak ojciec dziewczyny i zarazem znany aktor, za wszelką cenę próbuje wmówić jej, że przez to jak wygląda nie ma żadnych szans na pracę w zawodzie i powinna umówić się z jakimś chłopakiem, bo w ostatnim czasie z nikim nie była na randce, postanawia jej pomóc, uchronić przed bolesnym słowami ojca i udawać jej chłopaka.


“– Kochasz kogoś innego, dzielisz łóżko z inną kobietą. Twoje ręce pieszczą kogoś, kto nie jest mną. Twoje usta szepczą przy skórze, która nie jest moja. I niezależnie, kto ponosi winę [...] Jest, jak jest.”


Ich wspólna historia rozpoczyna się dokładnie tego dnia, 9 listopada. Przez to, że Fallon wyjeżdża jeszcze tego samo dnia do Nowego Jorku, Ben proponuje jej, żeby przez 5 następnych lat spotykali się 9 listopada w tym samym miejscu, w którym się poznali. Przez każde 365 dni nie mają ze sobą żadnego kontaktu. Czas jaki spędzają razem to tylko kilka godzin w roku. I to wystarczy, aby między nimi zrodziła się miłość. Miłość trudna, owiana wieloma tajemnicami, bólem, rozczarowaniem. Miłość, która stała się dla Bena muzą, natchnieniem do napisania własnej książki zatytułowanej “November 9”.


“Cztery lata zajęło mi zakochanie się w nim. 
Wystarczyły cztery strony, bym się odkochała.”


Książki Colleen Hoover mają szczególne miejsce w moim sercu i dlatego tak bardzo cenię jej twórczość. Do tej pory jeszcze nie zawiodłam się na jej piórze i jadąc na wakacje, wiedziałam, że żadna książka nie umili mi podróży tak, jak historia autorki. I ponownie Colleen Hoover wywarła na mnie wrażenie. Każda jej powieść jest inna, ale zarazem tak bardzo jej. Znowu poruszyła moje serce, wywołała różne emocje i udowodniła, że jak na razie tylko ona potrafi w tym gatunku trafić w mój specyficzny i głodny wrażeń gust. Ale jednak nie zabrakło i w tej powieści wad. 


“[...] Mnóstwo czytelniczek, zrobiłoby wszystko, żeby bohaterowie wyszli z kart książek. I oto stoję wtulona akurat w takiego bohatera i wkrótce od niego odejdę.”


Co mi się nie podobało? Brak rozwinięcia opisów tego, co robili bohaterzy w ciągu roku do następnego spotkania. Są krótkie wzmianki, ale dla mnie to zbyt mało. Ogólnie całość jest spójna, jak każda fabuła, którą poprowadziła autorka, ale właśnie przez brak rozwinięcia ich poczynań i zmian w życiu przez każdy rok, odniosłam wrażenie, że Fallon i Ben mają “ubytki”. Nie wiem, jak inaczej to nazwać. W każdym razie lektura jest przyjemna, lekka i chwyta za serce. 

Fallon to bohaterka, która dzięki Benowi odzyskuje pewność siebie i zaczyna chodzić z uniesioną głową, nie przyjmując się już tak bardzo swoimi bliznami, których nienawidziła. Zaczyna stopniowo widzieć w nich piękno i doceniać to, że mimo pożaru w domu jej ojca, żyje i ma szansę żyć dalej. Natomiast Ben dzięki Fallon podnosi się z każdym dniem po tragicznym wydarzeniu i co zaskakujące, wydarzeniu, które miało miejsce również 9 listopada. Ten dzień w roku dla obojga jest szczególny i bolesny, ten dzień zawsze będzie stanowił ważną część ich życia, nawet wtedy gdy nie będą razem, ale czy miłość pozwoli im na smutne zakończenie? Tego dowiecie się sięgając po lekturę i pozwalając sobie zatracić się w burzliwych losach bohaterów. 


“Jeśli poświęcisz rzeczy, które najwięcej dla ciebie znaczą, tylko po to, by uszczęśliwić drugą osobę, będzie to znaczyło, że naprawdę ją kochasz.”


Polecam, tym bardziej że Fallon i Ben, a także ich historia, są wyjątkowe.


Samanta Louis 
"Poświęcenie" Adriana Locke. Czyli o tym, co tak naprawdę w życiu jest godne poświęcenia.

"Poświęcenie" Adriana Locke. Czyli o tym, co tak naprawdę w życiu jest godne poświęcenia.

Poświęcenie, Adriana locke – recenzja.







Najsilniejszymi są nie ci, którzy wszędzie się tym chwalą, lecz ci, którzy toczą walki tak, że nikt inny tego nie widzi.”



Poświęcenie, Adriana Locke, recenzja, Booklover, Samanta Louis


Julia Guntry jest samotną matką, która każdego  dnia walczy o to, by przeżyć kolejny dzień. Dwa lata wcześniej straciła męża w wypadku samochodowym, o który obwinia swojego szwagra. Choć kiedyś ona i Crew, byli parą, po śmierci Gage’a Julia nienawidzi Crew do tego stopnia, że nie może na niego patrzeć i odrzuca od niego pomoc, mimo że ledwie ciągnie koniec z końcem. 


"– Jestem wdową po twoim bracie, matką twojej bratanicy. Nie jesteśmy twoim zobowiązaniem." 


Ale pewnego dnia, kiedy dowiaduje się, że jej jedyna córka Ever ma raka, zmienia się wszystko. Zaczyna się walka o życie Ever, a jedyną możliwą terapią jest ta, za którą trzeba zapłacić pięćdziesiąt tysięcy dolarów.

Crew Guntry od zawsze był nieodpowiedzialnym chłopakiem, który cenił bardziej walki MMA, niż rodzinę. Jako nastolatek zakochał się w Julii z wzajemnością, ale spieprzył swoją szansę i kiedy się otrząsnął z letargu, było już za późno, bo Julia znalazła wszystko to, czego nie mógł dać jej Crew, w ramionach jego brata. Kiedy dowiaduje się, że jego siostrzenica jest poważnie chora, a ubezpieczalnia nie pokryje kosztów terapii, wie, że ma jedyną szansę, aby pokazać Julii, jak bardzo mu na niej i na Ever zależy.



„– Jesteś pierwszym  chłopcem, którego pokochałam – szepczę. – I mężczyzną, którego kocham teraz... „



Kiedy Crew dostaje propozycję walki, dzięki której zdobędzie szybko potrzebną kwotę na leczenie siostrzenicy, postanawia – mimo kontuzji nabytej po ostatniej walce w klatce – wziąć udział w pojedynku z Davidsonem, skurwielem, który nie cofnie się przed niczym, a którego jedynym celem jest wysłanie Crew na tamten świat.

Od tej walki zależy życie dwóch osób, czy Ever będzie miała szansę na dalsze życie? Czy Julia po raz kolejny będzie musiała pogodzić się ze stratą ukochanego mężczyzny i w dodatku córki?

Na te pytania nie mogę Wam odpowiedzieć, ale mogę zapewnić Was, że „Poświęcenie” nie jest ckliwym romansem, nie jest sztampową powieścią, a bohaterowie nie mają kupy pieniędzy, wręcz przeciwnie. Mają masę problemów i każdego dnia próbują żyć dalej, a los ich nie oszczędza tylko jeszcze dokłada kolejne kłody pod nogi.



„– Cieszy mnie to. Ale czasami dzieją się różne rzeczy i gdy dorosniesz, zapomnisz. Zapomnisz, co zrobili dla ciebie ludzie, gdy byłaś mała, i że zrobili to, bo cię kochali. I wiedzieli, co jest dla ciebie najlepsze, kiedy ty tego nie wiedziałaś.”



Poświęcenie” ma solidnych i dobrze wykreowanych bohaterów, którzy są z krwi i kości. Są prawdziwi, wiodą prawdziwe życie, a ich problemy, także są prawdziwe. Powieść wzrusza, choć mnie nie poleciała żadna łza przez całą książkę, nie użyłam chusteczek, nie płakałam, ale zapewniam Was, że to tylko dlatego, iż jestem już „wyprana z emocji” przez czytanie w ostatnim czasie łzawych historii. Ale epilog na moment złamał moje serce. Bardziej płakałam nad tym, że gonię za czymś, co nie jest ważne, co wymaga mojego poświęcenia, a cierpi na tym moja rodzina. Uświadomiłam sobie tak wiele rzeczy, a gdy patrzyłam na swoje dzieci, które każdego dnia potrzebują mnie, zrozumiałam, że to, co robię, to za czym gonię, nie jest warte mojego poświęcenia, poświęcenia relacji między osobami, które kocham nad życie. Bo dzisiaj jesteśmy, a jutro może nas nie być. Jutro możemy nie mieć szansy naprawić swoich błędów, możemy nie mieć szansy przytulić bliskiej osoby i powiedzieć jej, jak bardzo jest dla nas ważna. To właśnie uświadamia ta książka.



„Czy człowiek kiedykolwiek zaznaje spokoju po usłyszeniu takiej diagnozy? Czy kiedykolwiek jest zdolny wrócić do beztroskiego życia bez raka?”



W książce poświęcenie Crew ma wielkie znaczenie. Bohater robi to, walcząc o życie bliskiej mu osoby, poświęca siebie i swoje życie. Wybiera wariant – moje życie, za życie Ever. To bohater, który skradł moje serce i od samego początku pokochałam go całego. Natomiast Julia, jakoś nie przypadła mi do gustu, być może dlatego, że nie weszłam w jej skórę i nie poczułam tego, co miałam poczuć.

Poświęcenie” jest pozycją, którą warto przeczytać i po której warto zastanowić się nad własnym osobą, nad sensem swojego istnienia i nad tym, czy to, co wymaga naszego poświęcenia, jest tego naprawdę warte.


"Nie żałuj decyzji ani wyborów, przed którymi staniesz."


Ponadto „Poświęcenie” opowiada o determinacji i sile walki o samego siebie. Crew walczy nie tylko o zdrowie i życie Ever, ale także o siebie, o Julie i wspólne ich życie. Stawia wszystko na jedną kartę i przyjmuje zasadę – wszystko albo nic.

W „Poświęcenie” zderzycie się z realiami samotnej matki, pragnącej jednego – by jej córka była zdrowa. Będziecie świadkami tego, jak niemożność pomocy najukochańszej osobie wykańcza, jak człowiek jest w stanie znieść wiele, by walczyć o drugiego człowieka. Jak życie jest kurewsko trudne, kiedy nie ma się pieniędzy, i że czasem trzeba odpuścić, by powoli zacząć iść do przodu.

Polecam z całego serca, bo nie mogłam się oderwać od kart książki, szczególnie już pod koniec, kiedy to Crew szedł na starcie z Davidsonem. Jestem pewna, że ta powieść przypadnie Wam do gustu. I mam nadzieję, że uświadomi Wam, iż życie tu i teraz, w realnym świecie ma największe znaczenie, a ludzie obok, potrzebują nas bardziej niż ci w sieci.


"– W swoim życiu każdemu wyrządziłem jakąś krzywdę. Wiem to. Wiem też, że mi nie ufasz, i masz do tego pełne prawo. [...] Ale daj mi szansę, żeby zrobić coś dobrego. Daj mi szansę, żeby zrobić coś, z czego będę dumny. Chociaż raz. [...] Daj mi szansę, by wydorośleć."




Moja ocena: 10/10 🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸




Samanta Louis 
Kocham tylko tak, Kate Sterrit. Powieść o sile przyjaźni i miłości, której pragniemy wszyscy.

Kocham tylko tak, Kate Sterrit. Powieść o sile przyjaźni i miłości, której pragniemy wszyscy.

"Kocham tylko tak", Kate Sterrit – recenzja. 



Jesteś moim światłem, ilekroć mroki spowijają świat. Nigdy nie pozwól, by twoje światło zgasło, bo ono rozświetli nie tylko mój świat.”

Kocham tylko tak, Kate sterrit, recenzja Lawendowa czytelnia



Emerson Hart nigdy nie miała łatwego życia. Nie mogła liczyć na wsparcie i miłość od swojej matki. Nigdy nie poznała swojego biologicznego ojca. Miała przyrodniego brata, który traktował ją źle i poniżał przy swoich koleżkach. Nie interesowała nikogo i nikt nie interesował się nią i tym co robi. Do czasu, aż nie poznała bliżej Merekiego. Chłopca, który w wieku dziesięciu lat stał się jej przyjacielem, kompanem życia, powiernikiem i osobą, która dostrzegła w niej wyjątkowy talent artystyczny. Zbiegiem lat ich silna i nietuzinkowa przyjaźń przerodziła się w potężną, prawdziwą miłość. Zakochani zaplanowali dość szczegółowo swoją przyszłość, obiecując sobie, że; choćby nie wiem co, nigdy nie opuszczą siebie nawzajem i co pięć lat, dokładnie 19 listopada, cztery dni po urodzinach Emerson, będą wracać nad rzekę, w miejsce, w którym zrodziła się nie tylko ich przyjaźń, ale także miłość i pasja dziewczyny.


„– Myślisz, że to, co robię jest wystarczająco dobre na sprzedaż?
Ujął moją twarz w swoje dłonie.
– Twoje rysunki są zadziwiające, a ty, Emerson, pewnego dnia zostaniesz słynną artystką.”


Mereki w dniu urodzin swojej dziewczyny wręcza jej prezent, jakim jest wynajęty stragan na miejscowym bazarze i tym samym zachęca ją do wystawienia swoich rysunków na sprzedaż. Emerson nie jest do końca przekonana o tym, że jej prace są na tyle dobre, by ktoś zechciał je kupić. Ale gdy do stanowiska, przy którym stoi razem ze swoim chłopakiem podchodzi kobieta zainteresowana jej talentem, Emerson dochodzi do wniosku, że Madeleine musi znać się na sztuce i podaje jej rysunek, którego nie miała zamiaru wcześniej sprzedawać, bo był dla niej zbyt osobisty. Starsza właścicielka galerii zachwycona autoportretem dziewczyny proponuje jej duża sumę pieniędzy za rysunek i daje jej chwilę do zastanowienia się czy chce go sprzedać. Po namyśle Emerson oddaje swoje dzieło w ręce Madeleine, nie wiedząc, że zmieni to całkowicie jej życie.

Dziewiętnastego listopada, w dniu, który miał być nadzieją i krokiem na przód w przyszłość Emerson, dochodzi do wydarzeń, które na zawsze rozrywają łączącą ją więź z Merekim.


Myślałam, że Mereki to mój partner na zawsze, ale w życiu nie zawsze układa się tak, jak sobie wyobrażaliśmy.”


Zawsze, kiedy skończę czytać powieść, której staje się częścią, bardzo mi przykro, że muszę rozstać się z bohaterami, z którymi żyłam na kartach książki. Tak też było w przypadku „Kocham tylko tak”. Nie zabrakło moich łez, współczucia i bólu serca. Myślę, że gdybym kończyła czytać powieść za dnia, wyłabym jak syrena, jednak to była noc i duszenie w sobie słownych łez, było ciężkie.


Autorka napisała wspaniałą powieść, umiejętnie i ciekawie poprowadziła wątki. Na początku wprowadziła mnie w świat pięknej przyjaźni, wyjątkowej i niewiarygodnie silnej, przyjaźni jaka zbiegiem lat przerodziła się w miłość, równie piękną, silną i szczerą. Polubiłam bohaterów z pierwszej części. Emerson stała mi się bardzo bliska, natomiast Mereki sprawił, że moje serce biło szybko i mocno, a potem zostałam wrzucona pomiędzy troje ludzi i ciągle zastanawiałam się, co się do cholery wydarzyło, że...
Tego nie mogę zdradzić, ale autorka „Kocham tylko tak” pokazała przez swoją powieść, jak utrata bliskiej osoby może wpłynąć na człowieka, zmienić jego życie i dać złudny obraz. Że człowiek wypierając ze swojej świadomości prawdę, popada w egzystencję stworzonej przez siebie iluzji. Że miłość to najsilniejsze i najpotężniejsze uczucie, jakie może doświadczyć człowiek. Potrafi mocno zranić, ale ma także moc uzdrawiania.



„Ja nikogo nie zdradzam, mówię sobie. Między mną i Merekim od dawna wszystko skończone i mam zamiar pozwolić mu odejść. Jestem pewna, że on właśnie tego chce.”


Kocham tylko tak” to powieść nie tylko o wyjątkowej przyjaźni i miłości, to także podróż w świat artystycznych dusz, ciekawych osobowości i wyjątkowych miejsc, jakie miała Emerson z Merekim. To powieść lekka, wyduszająca z czytelnika różne emocje, jakie nie pozwalają oderwać się od kart książki.
To pozycja, którą z całego serca polecam i cieszę, że mogłam wyruszyć z bohaterami w podróż, poznać ich losy, marzenia i pasje, być w miejscu, gdzie wszystko się zaczęło.



„– Dziewiętnasty listopada – mówię, wyciągając ręce, by go dotknąć. – Miałam ci to wszystko wyjaśnić nad rzeką. Potrzebuję więcej czasu.
Mereki wskazuje na wiatrówkę Josha i unosi brwi, a potem siada na kanapie. Zamiast lekceważyć mnie, jak to robił od długiego czasu, nie odrywa ode mnie wzroku. Dziwne jest to, że wcale nie wygląda na rozgniewanego. Wprost przeciwnie, wydaje się pogodzony z losem, a nawet powiedziałabym, że jest szczęśliwy. [...]
Obchodzę kanapę i siadam obok niego. O Boże, tak bardzo go kocham. Co ja najlepszego zrobiłam?
– Czy mimo wszystko będziesz dziewiętnastego nad rzeką? – pytam.”


13 lat wcześniej



„– Ki – powiedziałam i zaczekałam, aż na mnie spojrzy.
– Co? – zapytał, patrząc mi oczy.
– Naprawdę się cieszę, że mnie znalazłeś.
Kącik jego warg wygiął się w uśmiechu.
– Nie wiedziałem, że zabłądziłaś.
– Ja też tego nie wiedziałam.”


Moja ocena: 9/10 🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸



Za możliwość przeczytania powieści, dziękuję wydawnictwu Kobiece.





Samanta Louis

Przedpremierowa recenzja! Zaginione Laleczki, Ker DuKey & K. Webster. Druga część serii mrożącej krew w żyłach historii porwanej i maltretowanej Jade.

Przedpremierowa recenzja! Zaginione Laleczki, Ker DuKey & K. Webster. Druga część serii mrożącej krew w żyłach historii porwanej i maltretowanej Jade.

Zaginione Laleczki, Ker DuKey & K. Webster – recenzja 



Chcę, by ktoś mnie zrozumiał – i pokochał – pomimo chaosu, który mnie otacza. Nikt jednak nie może poznać kogoś naprawdę,   o ile nie spojrzy na świat jego oczami. O ile nie pochłonie go ten sam mrok. O ile nie popełni tych samych czynów. Aby nie być samotnym w swoich koszmarach, musisz pokazać je drugiej osobie. Inaczej zostaniesz sam. Z pustką w duszy”.
– Benjamin (Benny)


Zaginione Laleczki, Ker DuKey & K. Webster, recenzja, booklover



Drogi czytelniku! 
Jeśli nie czytałeś pierwszej części "Skradzione Laleczki", nie czytaj tej recenzji, ponieważ będzie ona dla Ciebie spoilerem.


Laleczka Benny’ego była chora, chora, chora,
tak jak i on do przemocy skora, skora, skora.
Razem więc ofiary swe śledzili, mordowali,
stworzyli mordercze duo; wszyscy się ich bali.
Lecz Benny za drugą lalką tęsknić nie mógł przestać.
Chciał ją odnaleźć i kochać; w swoje łapy dostać.
Z jedną laleczką nie chciał być już sam na sam,
więc dla niegrzecznej lalki stworzył swój szatański plan.


Pierwsza część tej brutalnej książki kończy się porwaniem dorosłej już Jade Phillips, pani detektyw, która poprzysięgła sobie, że wróci po swoją siostrę i zabije ich oprawce. Mimo że nie przewidziała takiego obrotu spraw powrót do szaleńczego Benny’ego nie jest w stanie jej złamać. Nie jest już tą samą kruchą dziewczynką, którą była przed dwunastoma laty, tylko silną, twardą i zdeterminowaną policjantką, która dzięki miłości do swojego partnera i zarazem kochanka, trawi wstyd, ból i rozpacz. Szczególnie gdy okazuje się, że Benjamin z jej małej siostrzyczki Macy, zrobił potwora na swoje podobieństwo. Macy bardzo się stara, by zastąpić Benny’emu jego niegrzeczną laleczkę, ale Macy jest tylko zepsutą laleczką, a Benjamin chce wyłącznie Jade, która jest JEGO niegrzeczną laleczką i nie cofnie się absolutnie przed niczym, by zdobyć to, czego pragnie. 


„– Kocham cię, Benny. Kocham ciebie i twoją siostrę. Ona też była idealną laleczką, ale tata ją zniszczył. – Z jej ust wyrywa się zdławiony płacz.  
– Ale jak to? – Marszczę brwi. Niczego nie rozumiem. Jestem zaspany i nieco oszołomiony. 
– Bethany była jak jedna z laleczek mamusi. Była piękna. I nie wolno było jej zniszczyć.”


I nie działał sam, pomagał mu ktoś, kto był bliżej niż wszyscy mogliby się tego spodziewać. Jade nie walczy już o to, by wydostać się z tego przeklętego domu, który formalnie nie istnieje, poprzeczka ustawiona jest na najwyższym poziomie i mimo że wydaje się, iż Benny nie ma żadnych szans, do akcji wkracza ona, zniszczona laleczka.


Macy widzi, gdzie zerka jej lalka. Posyła mi mordercze spojrzenie, po czym siada mu na kolanach. Gdy podciąga sukienkę, zamieram z przerażenia. Nie ma pod nią bielizny. Bo głośno warczy, gdy Macy wsuwa w siebie jego penisa.”


W tej części na włosku wisi nie tylko życie Jade, ale kogoś jeszcze bowiem w grę zostały wciągnięte kolejne niewinne osoby, zasady się zmieniają, a koniec tej brutalnej i ostro popieprzonej książki przyprawia o zawał serca.

Bez wątpienia po ukończeniu pierwszej części „Skradzione Laleczki” wiedziałam, że „Zaginione Laleczki” będą równie mocną emocjonalną bombą, nieprzewidywalne i ostro pojebane. Oczywiście miałam rację.

Druga część rozpoczyna się od perspektywy Benny’ego. Tak, właśnie od niego. Było to dla mnie lekkim szokiem, ale chłonęłam zdanie po zdaniu, uważnie, niekiedy kilka razy czytając, by zrozumieć poczynania tego cholernie chorego człowieka. I muszę przyznać, że moja psychika została nieźle pokiereszowana, pojawiły się nawet pojedyncze łzy współczucia i odrazy.


„– Przepraszam! Przepraszam! Błagam, nie krzywdź go! Przywoływanie odległych wspomnień nie jest proste. Ale robię to, dla niej. Dla swojej lalki. Jeśli zrozumie, dlaczego jestem taki, jaki jestem, zrozumie też moje potrzeby i zostanie tu ze mną na zawsze.”


To przez co musi przejść Jade w „Zaginionych Laleczkach” jest brutalniejsze od czynów, jakie poznaliśmy w „Skradzionych Laleczkach”. Trzeba mieć naprawdę mocne nerwy i zdrowe serce, by przejść przez tę książkę.

Zaginione Laleczki” czytałam z zapartym tchem od pierwszego zdania. Rwałam włosy z głowy, niedowierzałam temu, co się dzieje, klęłam, przeżywałam każdą z perspektyw, jaką zafundowały autorki, bo tutaj poznajemy także perspektywę Dillona, który się nie poddaje i zrobi naprawdę wszystko, by odnaleźć Jade.

„– Co tam się, kurwa, wydarzyło? – pytają niemal jednocześnie Marcus i Stanton.  
Przeczesuje palcami włosy i kręcę głową. 

– Skurwiel przyszedł do mojego domu. Ma jaja z pierdolonej stali, to mu trzeba przyznać, ale spierdolił sprawę. Myślał, że mnie zgubił, ale ja jechałem za nim aż do tej jego piekielnej kryjówki.  

– Co?! – Policjanci zaciskają zęby. Wszystkie spojrzenia wbite są teraz we mnie.  

– Wiem, gdzie mieszka. Wiem, gdzie ją przetrzymywał. Jesteście gotowi?” 

Moje serce łomotało szaleńczo w piersi, bo akcja cały czas była pełna napięcia i doprowadzała mnie do obłędu. W każdej możliwej sytuacji bałam się, że za chwilę zza rogu wychyli się Benny i stanie się coś strasznego. On stał się moim obłędem, takim jakim był dla głównej bohaterki. Czułam dosłownie wszystko swoją duszą i umysłem. Czytałam pierwsze 200 stron do nocy, a potem... Potem śniłam o tym, o czym przeczytałam. W swoich snach byłam Jade, Dillonem i psychopatycznym Benny’m. A gdy zbudziłam się wczesnym rankiem, od razu z adrenaliną buzującą w moich żyłach powróciłam na karty powieści i pobiegłam do końca, do zakończenia, którego w jakiś sposób się spodziewałam, a które rozbił mnie najmniejsze możliwe części.


– Co ty wyprawiasz?! – Nie możemy jej tu zostawić! – Kotku – upomina poważnym tonem. Po jego twarzy spływa krew i ślina. – Ona jest pierdolnięta.  Ignoruję go i stawiam siostrę na nogi. Gdy ją popycham, by szła przede mną, wydaje się dziwnie spokojna. – Ona idzie z nami – oświadczam surowo, patrząc na niego spod uniesionych brwi. Spodziewam się protestów, ale Bo jest na tyle rozsądny, że kręci tylko głową i mruczy pod nosem: – Niech ci, kurwa, będzie.”


Wiele razy podczas czytania krzyczałam; – Ale jak? Przecież powinniście zrobić inaczej! To niemożliwe, to nie może się dziać!

Ale się działo, przyprawiało o dreszcze, lodowaty pot i cały czas, z tych skrajnych emocji było mi potwornie zimno. Ciarki na skórze pojawiały się niemal przez cały czas, a teraz kiedy nadal żyją we mnie te wszystkie wydarzenia z powieści, trzęsie mną z emocji. W kilka godzin przeczytałam całą książkę i mam niedosyt, a dlaczego przekonacie się sami, czytajac tę pozycję.


W „Zaginionych Laleczkach” przenikniecie do umysłu Benjamina, poznacie źródło jego zdeprawowania, dowiecie się, jak łatwo zniszczyć ludzką psychikę i stać się opętanym oprawcą. Odkryjecie mroczne dzieciństwo Benjamina i dowiecie się, co stało się z jego siostrą Bethany. A najgorszej z tego wszystkie jest to, że historia Jade dzieje się naprawdę, w zakamarkach mrocznego świata, możliwe, że gdzieś tuż obok nas, na drugim kontynencie, w sąsiadującym mieście lub kraju. Taki rzeczy i tacy ludzie istnieją naprawdę. Małe Laleczki wpadają w ręce swoich chorych do szpiku kości oprawców i sądzę, że 99% z nich, nie ma tyle szczęścia, co główna bohaterka Jade. Jednak ta powieść pokazuje, jak wielką i silną moc ma miłość, bo gdyby nie ona Jade nie byłaby w stanie przejść ponownie przez piekło, będąc przy tym twardą i starając się być silną.


Benny nadal nie odrywa ode mnie wzroku. W jego zwykle pełnych nienawiści oczach teraz odbija się czysta miłość. To pojebana miłość, ale jednak miłość.”


Adrenalina... To ona będzie głównym bohaterem w Waszych ciałach, kiedy wejdziecie w mocno popieprzony, zepsuty świat Benny’ego i jego lalek. 

Zaginione Laleczki” to pozycja, po której nie będziecie w stanie szybko się podnieść, jeżeli przeżywacie i wsiąkacie z tą samą siłą w losy bohaterów, co ja. Tego nie da się zapomnieć, nie da się przeżyć, bez wątpienia nigdy nie wyszłabym cało z horroru, jaki doświadczyła Jade. Oczywiście polecam i jednocześnie zaczynam kochać gatunek tej powieści.

A autorką gratuluję napisania tak świetnej książki, to prawdziwy majstersztyk i całym sercem pragnę, napisać kiedyś tak dobrą powieść. Czekam również na ekranizacje książki i mam nadzieję, że się jej doczekam! 



„– Lalka śpiewa. – MJ piszczy swoim słodkim głosikiem. – Lalka śpiewa! – powtarza, po czym ściska brzuch zabawki.
 Nagle samochód wypełnia muzyka, a lalka zaczyna śpiewać swoją piosenkę.
Lalka panny Polly była chora, chora, chora.”



Zaginione Laleczki, Ker DuKey & K. Webster, recenzja, booklover


Moja ocena: 10/10 🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸


Za możliwość przedpremierowego przeczytania bardzo dziękuję wydawnictwu NieZwykłe.





Premiera „Zaginione Laleczki” już 18 lipca 2018r.


Samanta Louis

Andromeda, Anna Kasiuk, czyli powieść nie tylko dla nastolatków.

Andromeda, Anna Kasiuk, czyli powieść nie tylko dla nastolatków.

"Andromeda" Anna Kasiuk - recenzja



“Żeby sięgnąć gwiazd, musisz oderwać się od ziemi”


Andromeda Anna Kasiuk, recenzja Lawendowa Czytelnia



Judyta, dziewiętnastoletnia uczennica, mieszkająca na końcu ulicy, w zacisznym miejscu, trzyma się z boku. Nie ma znajomych i nie chce ich mieć. Jedyną osobą, którą do siebie dopuszcza jest Oliwia, jej przyjaciółka. Judyta uparcie obwinia się za śmierć swojej matki i uważa, że przez wydarzenia sprzed dwóch lat, przyczyniła się do śmierci do swojej rodzicielki. Zamknięta w sobie ma problem otwarcie rozmawiać ze swoim tatą, a co więcej, nie chce poruszać tematu zmarłej mamy, bo żyje w złudnym przekonaniu, że milczenie pomoże jej się uporać ze stratą.

Samotna, zdania głównie na siebie, egzystuje w określonym przez siebie rytmie i nie zamierza go zmieniać, bo to jest to, czego potrzebuje. I to, co pomaga trzymać w uśpieniu tę złą stronę jej osobowości.
Jednak, kiedy polonistka i wychowawczyni klasy, do której Judyta uczęszcza, zleca opracowanie lektur i grupuje uczniów w pary, okazuje się, że Judycie przyjdzie pracować nad lekturą z przystojnym kapitanem drużyny koszykarskiej. I jak można się domyślić między tym dwojgiem dojdzie do zbliżenia, ale żadne z nich nie spodziewa się tego, co się z nim – bądź z nimi – stanie, kiedy wszystkie sekrety zaczną o sobie przypominać i oboje odkryją, że łączy ich więcej, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać.



Marzec, jak nadzieja, jak niemowlę, bezradnie skrobie mrozem okna, a popołudnia halką ciepła okrywa.”


Andromeda” z samego opisu wydała mi się ciekawą pozycją, która by mnie zadowoliła i nakarmiła moje głodne wiecznych wrażeń i emocji serce. Początkowo byłam rozczarowana formą narracji trzecioosobowej, ponieważ jej tak bardzo nie lubię. Ale im dalej biegłam przez życie Judyty, tym narracja nie grała dla mnie już tak istotnej roli. Ważniejsze było odkrycie prawdy, pobudek jej zachowania i traktowania wszystkich jednakowo, nawet Szymona, przez co cholernie mocno mnie wkurzyła i miałam ochotę dać jej w pysk.

Anna Kasiuk napisała powieść o młodych dorosłych, którzy będąc nastolatkami zaczęli wkraczać w mroczną stronę życia, co w szczególności zaważyło na bytowania Judyty. Uświadamia poprzez Andromede, że jeden błąd, jedno posunięcie może być nieodwracalne w skutkach i pozostawić skazę na przyszłości.



“ Cisza na skrzypcach duszy gra… Niech gra, szarpie, bo to mnie przy tobie trzyma…”



Styl autorki ujął mnie w swoje ramiona i otulił mocno, mimo niechęci do formy narracji, nie mogłam oderwać się od kart powieści, a książka towarzyszyła mi nawet podczas gotowania obiadu. Wypełniała każdą moją wolną chwilę, pozostawiając mnie udręczoną czekaniem, aż będę mogła znowu biegnąć dalej. Andromeda zdecydowanie ma w sobie to “coś”. Ma także dobrych, fajnych i wkurzających bohaterów. Dlatego też zakończenie książki mi się nie podobało! Tak bardzo polubiłam Szymona i chyba nawet się w nim troszkę zakochałam, że… autorko, nigdy więcej mi tego nie rób ;). Ponadto bardzo podobała mi się przedstawiona relacja Judyty z Eleonorą, taka ciepła, życzliwa, że aż wywołała u mnie łzy w pewnym momencie i tutaj rozwiązanie tego wątku, też mi się nie podobało i czuję niedosyt, odniosłam wrażenie, że autorka stopniowo ucięła relację Judyty z Eleonorą, by wykluczyć staruszkę z jej życia, co mnie nie przekonuje, tym bardziej swoboda z jaką mówi o tym Judyta już w epilogu. Ale to takie moje pisarskie spostrzeżenia.

W “Andromeda” poznacie Judytę, łatwowierną Oliwkę, sukowatą Olke, przystojnego i uroczego Szymona, socjopatycznego Daniela i przelotem Pawła, uroczą staruszkę Eleonorę i ojca Judyty. Poczujecie zapach lasu, usłyszycie szelest konarów drzew, a nawet poczujecie zimny nos Jaśka, gdy będzie muskał nim fragment Waszej skóry.

Andromeda” to lekka i wciągająca powieść, nie tylko dla nastolatków. Podczas zderzenia z różnymi problemami i stopniowym odkrywaniu prawdy, co zrobiła i kim wcześniej była Judyta, zobaczyłam w jej poczynaniach siebie, tą siebie sprzed pięciu lat. Dlatego tak bardzo rozumiałam ją, a raczej jej postępowanie i to kim chciała być i jak mocno chciała poznać życie od innej strony, tej niekoniecznie właściwej. Wspomnienia wróciły przed moje oczy i uświadomiłam sobie, że gdyby nie pewna osoba, bardzo mi bliska, nie wyszłabym z toksycznego towarzystwa, które żerowało na moje naiwności i dzikości mojego serca.

Oczywiście z czystym sumieniem polecam przeczytać “Andromeda” autorstwa Anna Kasiuk. To naprawdę inna i typowo życiowa powieść, o sprawach, które dotykają, myślę, wiele nastolatków. I wiem, że ta pozycja nigdy nie zniknie z mojej biblioteki, będzie czekać cierpliwie, aż moja córka dorośnie i będzie w stanie zrozumieć przesłanie tej historii.


Moja ocena: 8,5/10 🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Novae Res



Samanta Louis
Podsumowanie czerwca, czyli lista przeczytanych i zrecezowanych powieści.

Podsumowanie czerwca, czyli lista przeczytanych i zrecezowanych powieści.





Witajcie

Zaczął się lipiec i przyszedł czas na podsumowanie minionego miesiąca. 

Gdy zliczyłam wszystkie książki, jakie przeczytałam w czerwcu, doznałam lekkiego szoku, bo okazało się, że pochłonęłam aż 7 powieści, a 8 zrecenzowałam! Biorąc pod uwagę fakt, że jestem mamą dwójki małych dzieci, których dzieli tylko 20 miesięcy różnicy wieku, a najmłodsza córka ma 2,5 roku, jestem z siebie ogromnie dumna!

Aby przeczytać recenzję danej pozycji, wystarczyć kliknąć w tytuł. Lista rozpoczyna i kończy się według kolejności recenzowania. 


1. Ugly Love, Colleen Hoover 


Ugly Love, Colleen Hoover, recenzja, booklover, Samanta Louis



2. Światło,
które utraciliśmy, Jill Santopolo


Światło, które utraciliśmy, Jill Santopolo, recenzja, booklover, Samanta Louis



3. It Ends With Us, Colleen Hoover

It Ends With Us, Colleen Hoover, recenzja, booklover, Samanta Louis



4. Revved, Samantha Towle



Revved, Samantha Towle, wydawnictwo NieZwykłe, recenzja, przedpremierowa, booklover, Samanta Louis



5. Skradzione Laleczki  Ker DuKey & K. Webster


Skradzione Laleczki, booklover, recenzja, Samanta Louis


6. Without Merit, Colleen Hoover


Without Merit, Colleen Hoover, recenzja, booklover, Samanta Louis, wydawnictwo Otwarte


7. Pogięte bajki, Marcin Pełka


Pogięte bajki, Marcin Pełka, recenzja, booklover, Samanta Louis



8. Andromeda, Anna Kasiuk (recenzja na dniach)





Tak prezentuje się mój czerwiec. Lipiec rozpoczął się niesamowitą historią Margaret z książki "Miłość szeptem mówiona", doczytałam w końcu "Cała Ja", a teraz jestem w trakcie czytania "365 dni" (książkę znajdziecie w poście – zapowiedzi wydawnicze na lipiec).

A Wam, co udało się przeczytać w czerwcu? I jakie macie plany na lipiec? 
Recenzja + konkurs. Miłość szeptem mówiona, Monika Joanna Cieluch. Historia przyjaźni ubranej we wszystkie odcienie miłości.

Recenzja + konkurs. Miłość szeptem mówiona, Monika Joanna Cieluch. Historia przyjaźni ubranej we wszystkie odcienie miłości.

Miłość szeptem mówiona, Monika Joanna Cieluch – recenzja .


"Ponad wszystko chciała móc jej pokazać, że świat pachnie i smakuje, a to, ile uda nam się z niego wyszarpnąć zależy tylko od nas samych " 




Nie łatwo jest zrecenzować powieść pisarza, którego w jakikolwiek sposób się zna.
Kiedy zaczęłam czytać "Miłość szeptem mówiona" czułam narastający stres związany z obiektywną opinią, o którą prosiła mnie autorka. Aczkolwiek mimo wspomnianego stresu ciążącego na moich ramionach, podjęłam się zrecenzowania powieści. Nawet teraz, gdy wystukuję na klawiaturze kolejne literki, czuję, jak serce szaleńczo bije mi w piersi.

"Nigdy nie całuj kobiety w czoło, pamiętaj... Gdy raz to zrobisz, przepadniesz. Wówczas świat wywróci ci się do góry nogami a ty... Nie pozwolisz jej już odejść. Będziesz cierpiał długimi latami." 

Miałam być obiektywna, więc postaram się taka być ;)

"Miłość szeptem mówiona" jest literackim debiutem Moniki Joanny Cieluch, autorki, którą poznałam na popuralnym serwisie dla początkujących "pisarzy" i miałam przyjemność przeprowadzić wywiad (TU go znajdziecie). Tam też miałam okazję czytać powieść, a raczej jej pięć pierwszych rozdziałów. I już te kilka miesięcy temu  wiedziałam, jednocześnie zapowiadając Monice, że zakupię i przeczytam całą jej książkę. Tak też się stało. Weszłam w posiadanie historii, rodzącej się na łamach wattpada, co wywołało we mnie wzruszenie.
To piękne móc trzymać książkę, kogoś z kim wcześniej miało się pisemny kontakt i śledziło postęp prac przy wydaniu. I tu przyznaję się, jestem cholernie sentymentalna i dlatego z takimi emocjami podeszłam do czytania "Miłości szeptem mówionej". 

"– Czekam na kogoś. 
– Na kogo dokładnie? 
Spuściła głowę nie wiedząc, co powinna odpowiedzieć. 
Charlie ku zaskoczeniu Zosi powolnym ruchem zdjął ciepły płaszcz i nim zdążyła się zorientować w sytuacji, na jej barkach spoczęła męska część garderoby. 
– Wisz co, Sophie? Myślę, że czekasz na mnie."


Książka rozpoczyna się od listu Sophie, babki zbuntowanej Margaret, która prosi swoją przyjaciółkę ze słynnych Strzyczewic, o pomoc przy nauczeniu i pokazaniu Margaret, jak wygląda prawdziwe życie, i że to, które obecnie wiedzie buntownicza amerykanka jest niewłaściwe i pozbawione jakiekolwiek sensu.

Oczywiście Margaret Megan Murphy z potokiem przekleństw na ustach, nie ma zamiaru zgodzić się na wyjazd do jakiegoś zadupia w Polsce, kraju, którego nie uważa się w żadnym stopniu obywatelką i nawet nie chce myśleć o tym, że w jej żyłach płynie czysto polska krew. Dziewczyna, jednak nie ma wyboru. Babka stawia przed nią argument, jakiego Mag nie może przebić, jeśli przez resztę jestestwa chce obracać się w wysokim luksusie. I tylko dlatego, że Sophie postawiła na szali przepisanie swojej dobrze proseprujacej firmy kosmetycznej, Gośka nie ma innego wyboru, jak spakować walizki i udać się w przygodę swojego życia do Strzyczewic miejsca, gdzie wiele tajemnic skrywa Lawendowy Dworek, mieszka Nowak – zwany na wsi dziwakiem – jest ogrom końskiego łajna, przystojny Tomek, wspaniała Majka i oczywiście Helena – przyjaciółka Sophie, która to ma pokazać Margaret, czym jest prawdziwe życie.

Autorka opisała w swojej książce tak naprawdę historię niemal każdego z bohaterów. Poprowadziła fabuła umiejętnie i ciekawie. Splotła życie dwóch kluczowych postaci, ukazując w ten sposób prawdziwe życie, niekiedy dość bolesne i dające do myślenia. Przedstawiła realia miłości, podejmowanych decyzji i ich konsekwencje, co bardzo działa na korzyść powieści spisanych na kartach. Obnażyła ludzkie lęki i to, jak człowiek ucieka przed tym, czego się boi, zamiast stanąć z problemami twarzą w twarz.

"Wiedziała, że jej największym wrogiem jest czas, który systematycznie będzie ją okradać z najwspanialszych wspomnień" 

Ponadto język powieści jest niebywały. Narracja trzecioosobowa, za którą szczerze nie przepadam, ujęła mnie nietuzinkowym słownictwem, zastosowaniem porównań i językiem bohaterów, tych starszych już wiekiem, który idealnie odwzorował czasy, w jakich żyli nasi dziadkowie.

Obiecałam być obiektywna, więc dotrzymując słowa, muszę wspomnieć o małych potknięciach; niektóre sytuacje czy też relacje między poszczególnymi bohaterami, nie zostały do końca wyjaśnione. Być może – po dłuższym zastanowieniu – autorka nie tłumacząc wszystkich zachowań, chciała by to czytelnik domyślił się, jak doszło do tego czy owego.

Jednak moja natura jest na tyle ciekawska, że chciałaby dogłębnie mieć wyłożone karty na stół i zostać w pełni zaspokojna, po skończeniu lektury czuję niedosyt i mam wrażenie, że coś mi odebrano. Ale mimo tego, przez ostatnie dni, zagłebiając się w lekturę, żyłam losami bohaterów. Niektórych nie dażyłam sympatią z początku, by potem bić mu prawo i znowu być na niego wściekła. Krajało mi się serce, powracając do przeszłości Sophie i odkrywaniu powoli jej sekretów, czując ból z jakim musiała się zmierzyć. Kibicowałam jej i Margaret, licząc na zupełnie inny finał. Uroniłam łzy już pod koniec, wtedy kiedy Margaret ponownie wróciła do Strzyczewic. To tak jakbym ja wróciła w miejsce największej przemiany, nadziei i miłości, jaka zrodziła, a może narodziła się w głównej bohaterce.

"Miłość szeptem mówiona" to bez wątpienia powieść nieprzewidywalna i piękna. Nie znajdziecie w niej typowych sztampowych relacji. Ale z całą pewnością przeżyjecie niesamowitą przygodę, rozgrzewającą Wasze ciała, nie zabraknie łez, bólu pękającego serca. Odniesiecie wrażenie, że jabłko niedaleko pada od jabłoni, co ja mówię. Tak podsumujecie tę powieść bowiem koniec jest inny a jednocześnie tak bardzo podobny do...

Tego już zdradzić nie mogę.

Ale zapewniam Was, że losów Margaret, Sophie  Tomka, Heleny, Majki i Piotra nie zapomnicie przez długi czas, bo tej książki nie da się zapomnieć. To perełka, wierzchołek góry, wisienka na torcie, okraszona nie tylko bólem, a także sporą dawką humoru, który przydaje się przed tym, co później ma nastąpić.

Mimo moich spostrzeżeń, wywodzących się z pisarskiego oka, ta pozycja otrzymuje...

10/10 🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸🌸

Moniko, szczerze, z głębi serca gratuluję wspaniałego debiutu. 



A teraz coś, co misie lubią najbardziej – KONKURS W ROLI GŁÓWNEJ Z "MIŁOŚĆ SZEPTEM MÓWIONA" z imienną dedykacją od samej Moniki Joanny Cieluch!

Oto co należy zrobić, aby wziąć udział w konkursie;

1. Polubić stronę booklover na fb (konkurs przeznaczony jest dla fanów)
2. Polubić stronę na facebook'u sponsora nagrody (można zrobić to TU)
3. Odpowiedzieć na pytanie; Gdybyś mogł/a wybrać powieść, wskoczyć na karty powieści i zamienić się miejscami z jednym z bohaterów, kto by to był? Uzasadnij krótko swoją odpowiedź.
4. Będzie mi miło, gdy zaoobserwujecie bloga i udostępnicie post na swoim profilu na facebook'u.
5.Konkurs organizowany jest na blogu – www.booklloover.blogspot.com oraz na fanpage na facebook'u booklover.
6. Organizatorem konkursu jest autorka bloga booklover.
7. Sponsorem nagrody jest autorka książki "Miłość szeptem mówiona" Monika Joanna Cieluch .
5. Konkurs organizowany jest wyłącznie na terenie Polski.
6. Zgłoszenia przyjmowane są pod tym postem oraz pod postem konkursowym na facebook'u.
7. Konkurs trwa od 02.07.2018 do 15.07.2018 do godziny 23:59 po tym czasie zgłoszenia nie będą brane pod uwagę.
8. Wyniki zostaną ogłoszone dnia następnego czyli 16 lipca 2018r.
9.Po ogłoszeniu wyników, proszę w ciągu 24h o podanie swoich danych adresowych w celu przekazania ich do sponsora nagrody, który wyślę do laureata nagrodę.

Facebook ze względu, iż konkurs jest organizowany także w tym serwisie, nie ma z nim nic wspólnego i nie ponosi za niego odpowiedzialności.

Proszę o zapoznanie się z pełnym regulaminem przed wzięciem udziału w konkursie oraz polityką prywatności.


Samanta Louis
Copyright © 2014 Lawendowa Czytelnia , Blogger