PRZEDPREMIEROWA RECENZJA Zapomnij o mnie, K. N. Haner. Czyli o tym, że nie ma wyjścia z każdej sytuacji.

PRZEDPREMIEROWA RECENZJA Zapomnij o mnie, K. N. Haner. Czyli o tym, że nie ma wyjścia z każdej sytuacji.

Zapomnij o mnie, K. N. Haner – recenzja przedpremierowa



"Była jak wiatr. Wymykała mi się z rąk, i choć czułem ją, to nie mogłem jej złapać i zatrzymać przy sobie."



Recenzja, Zapomnij o mnie K. N. Haner. Lawendowa Czytelnia, wydawnictwo kobiece


Perturbacje życiowe Marshalla zmuszają go do wyjazdu z rodzinnego miasta Dallas. Osiedla się w Nowym Jorku, gdzie chce zacząć całkowicie od nowa i gdzie próbuje zapomnieć o przeszłości. Nie idzie mu to najlepiej, bo błąd, który popełnił trzynaście lat wcześniej, nie daje o sobie zapomnieć. Marshall trafia pod wspólny dach, gdzie mieszka tajemnicza i piękna Sara oraz jej brat. Między Marshallem i Sarą szybko dochodzi do zbliżenia. Ich relacja od początku jest toksyczna, a bohater musi zmierzyć się z kolejnymi problemami i przeszkodami na swojej drodze. Kiedy wydaje mu się, że zaczyna wychodzić na prostą i widzi światełko w tunelu, znowu dzieje się coś, że cofa się o kilka kroków wstecz i traci nadzieję, że kiedykolwiek będzie żył normalnie i będzie szczęśliwy. Nie pomaga mu w tym fakt, że pokochał niewłaściwą dziewczynę, która przechodzi potworne katusze, wciągając przy tym Marshalla w kłopoty. Jednak w życiu bohatera pojawia się ktoś jeszcze, ktoś kto jest w stanie wyprowadzić go na właściwą drogę, ale tylko od niego zależy, czy zapomni o zakazanym owocu i zacznie wierzyć, że zasługuje na drugą szansę i na to być w końcu szczęśliwy. 



"Kochałem ją  To było toksyczne  Zakazane. Niemoralne. To było jak trucizna, od której się uzależniłem. Byłem uzależniony od Sary, tak jak ona od Jace'a. To nas łączyło. Wyniszczające i destrukcyjne uzależnienie od drugiej osoby." 



Zapomnij o mnie” to moje pierwsze spotkanie – o czym pisałam na swoich social mediach – z piórem autorki. I wbrew sprzecznym opinią, to spotkanie okazało się bardzo przyjemne. Były małe zgrzyty, ale myślę, że dla “zwykłego” czytelnika niezauważalne. Na początku szybko rozwijająca się relacja Marshalla z Sarą nie za bardzo do mnie przemówiła, ale później w toku fabuły zrozumiałam, jaki ma to cel. 

Bardzo podobało mi się, że autorka nie mieszała czasów, co – niestety – często zauważam w powieściach. Ponadto K. N. Haner urzekła mnie lekkim stylem i opracowaniem fabuły. Przedstawiła pełny profil głównego bohatera Marshalla, wykreowała świetnie Sarę, bohaterkę, która wiodła makabryczne życie i nie widziała wyjścia ze swojej sytuacji. Przyjaciele Marshalla, Ash i Missy to również postacie, które nie są płytkie. Przemyślane, mające swój cel w życiu głównego bohatera i w całej powieści. Natomiast postać Emily, najbardziej przypadła mi do gustu i modliłam się, by książka nie skończyła się wbrew moim oczekiwaniom, bo od samego początku, kiedy to Marshall poznał Emily, szczerze im kibicowałam. Ale wtedy pojawiły się kolejne problemy, z którymi musiał zmierzyć się Marshall i tym dwojgu nie było łatwo. 



"– Mówiłem ci  że nie lubię gierek. Prowokujesz mnie, szczujesz jak psa, jęczysz jak suka, gdy robię ci dobrze, a potem znikasz na kilka dni. Zachowuj się jak dorosła kobieta, a nie gówniara."



Cała powieść prowadzi nas przez skomplikowany i trudny etap życia Marshalla. Poznajemy różne tajemnice, brniemy przez morze problemów, dowiadujemy się rzeczy, które nie mieszczą się w głowie. Ale tak naprawdę, wszystko to, co zawiera w sobie “Zapomnij o mnie” to czyste ludzkie życie. Dla nas pewnie nie realne, nie osiągalne, ale na świecie dzieją się tak okrutne rzeczy. Wali się wiele żyć, a my nie zdajemy sobie z tego sprawy. 

Zapomnij o mnie” to powieść inna niż te, które czytałam. Nie jest słodka, nie jest niewinna, nie jest wyidealizowana, jest po prostu inna. Taka przyziemna, ludzka i życiowa. Pełna emocji, wrażeń, chwytająca za serce i muszę przyznać, że kilka razy pod powiekami – moimi oczywiście – pojawiły się łzy. Stłumiłam je, ale był moment na końcu, gdzie niewiele brakowało mi, abym się rozpłakała. 

Jestem zaskoczona, a jednocześnie pod wrażeniem, składem tej książki. Fabuła została przemyślana, a przynajmniej takie odniosłam wrażenie, bo nie znalazłam w tej powieści nieścisłości, całość jest spójna – i jeśli ktoś twierdzi inaczej, niech mnie zabije, bo to znaczy, że kiepska ze mnie pisarka ;) – bohaterowie – jak już wspomniałam – z krwi i kości oraz prawdziwi. 



"Znowu zachowywała się jak suka. Wyuzdana, wredna, perwersyjna i nieznająca granic dziwka. Nie lubiłem jej takiej, chociaż fascynowała mnie wtedy najbardziej. To był paradoks." 



Zapomnij o mnie” jest powieścią, przy której nie będziecie się nudzić. Uśmiechniecie się pewnie nie raz, nie raz wytrzeszczycie oczy i rzucicie w duchu siarczystym “– o kurwa!”. Będziecie żyć i zmagać się z kolejnymi problemami, jakie napotyka Marshall. Będziecie się wściekać, że postępuje on tak, a nie inaczej, czyli krótko mówiąc: to będzie podróż pełna skrajnych emocji, dająca do myślenia i zatrzymania się w codzienności, by docenić to, co się ma. I zrozumieć, że z pewnych sytuacji nie ma wyjścia, ale to nie znaczy, że trzeba się poddać i nie próbować nawet walczyć. Bo tak naprawdę, myślę sobie, że jeśli się czegoś bardzo chce, pragnie się wyjść z najgorszego bagna w jakim się znalazło, znajdzie się jakieś wyjście, wystarczy przyjąć pomoc od innych. A może i nie? Nie jestem pewna, bo im więcej myślę o tym, co spotkało Sarę, chyba dochodzę do wniosku, że ona na serio nie miała wyjścia, że nie było dla niej ratunku, że Jace to skurwiel, który przewidział każdy krok i kurde, chyba faktycznie czasem nie ma drogi ucieczki. 

Historia Sary – jak widzicie – dała mi do myślenia, mimo że nie darzyłam jej sympatią. Niemniej jednak koniec rozwalił mnie na łopatki i gdyby mnie dzieciaki nie rozpraszały, pewnie bym się rozpłakała, tak jak ostatnio łkałam po filmie “Bezpieczna przystań”, bo właśnie koniec książki “Zapomnij o mnie” jest nieco podobny. OKEJ! JUŻ NIC WIĘCEJ NIE ZDRADZAM! 

Podsumowując – Wbrew temu, co możecie przeczytać o innych książkach od K. N. Haner, szczerze polecam Wam najnowszą pozycję “Zapomnij o mnie”, którą zdobi okładka wywołująca efekt – WOW! Ponadto, gdy tak patrzę sobie na tego kolesia na okładce i na całą oprawę graficzną, muszę Wam powiedzieć, że z tej okładki biją same emocje, jakie zostały zawarte w środku. I nie odmówie sobie możliwości spotkania z autorką i podpisania przez nią książki. Tak więc, droga autorko, do zobaczenia w Poznaniu. Już nie mogę się doczekać, by poznać historię powstawania książki! 


Premiera powieści "Zapomnij o mnie" 30 sierpnia 2018r.!



Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Kobiece. 



Samanta Louis 
Przedpremierowa recenzja REVIVED, Samantha Towle. Powieść ociekająca namiętną miłością, poświęceniem i emocjami.

Przedpremierowa recenzja REVIVED, Samantha Towle. Powieść ociekająca namiętną miłością, poświęceniem i emocjami.

REVIVED, Samantha Towle – przedpremierowa recenzja.




"– Jak mogę tęsknić za czymś tak mocno i jednocześnie tak się tego bać?
– Zwykle najbardziej kochamy właśnie te rzeczy, które nas przerażają."




Recenzja, Revived Samantha Towle, Wydawnictwo NieZwykłe. Lawendowa Czytelnia


Leandro Silva jest kierowcą rajdowym Formuły 1 i to jednym z najlepszych, ale po wypadku, który miał miejsce podczas ostatniego wyścigu, w wyniku jakiego otarł się o śmierć, przechodzi trudny okres w swoim życiu. Upija się każdego dnia i uprawia seks, z dopiero co poznanymi kobietami. Napiętnowany traumą ma lęk przed jazdą za kółkiem i nie umie sobie z tym poradzić. Jego przyjaciel, kierowca rajdowy Carrick Rayan, poleca mu terapeutkę najlepszą w swoich fachu, która pomogła zmierzyć się jego żonie Andi z podobnymi lękami. Leandro godzi się na leczenie, tylko dlatego, że nadal obowiązuje go kontrakt i musi wziąć udział w kolejnym sezonie, jeśli nadal chce jeździć w Formule 1.

India Harris nie miała łatwego dzieciństwa. W wieku siedemnastu lat dowiedziała się, że zostanie matką, a na domiar złego, przyłapała ojca swojego dziecka, jak uprawia seks z inną dziewczyną. Poszła na studia i ciężko pracowała, aby wykonywać zawód terapeuty i wychować syna w lepszych warunkach, niż sama z bratem miała. 

Pewnego dnia do jej gabinetu przychodzi na sesję Leandro, który na dzień dobry i na widok doktor Harris ma sprośne myśli. 
Tak zaczyna się namiętna historia tych dwojga. Żadne z nich nie miało w planach, że zakocha sie w tym drugim, bo przecież miłość uderza w nas w nieoczekiwanym momencie. Jednak nie będzie tylko słodko, przeszłość upomni sie o Indie akurat wtedy, kiedy będzie w pełni szczęśliwa. 



"– India, ja cię kocham. Bardziej niż kocham. Jestem twój, w pełni i całkowicie. A ty jesteś moja. – Ujmuję jej twarz w dłonie. – Ty i Jett jesteście dla mnie wszystkim. To nie podlega dyskusji. Zaopiekuję się wami."



Czytając "REVIVED" a właściwie to już kończąc, czułam, jak z moich oczu nieustannie wydostają się łzy. Serduszko puchnie, kiedy historia bohaterów kończy się w najsłodszy możliwy sposób. Ale żeby tak się stało, wpierw musiałam przejść przez wstrząs, w wyniku czego omal moje serce nie wyskoczyło mi z piersi. Pozbyłam się kilku poznokci, na których wyładowywałam napięcie, towarzyszące mi przy pochłanianiu kolejnych akapitów. Tak moi drodzy, REVIVED jest winien – a właściwie to autorka – że teraz moje dłonie są paskudne, a poduszka, na której za chwilę położę swoją głowę, by pójść spać, potwornie mokra!

 W dodatku z tych emocji zrobiłam się głodna i nie mam tu na myśli tylko jedzenia! A to wszystko dlatego, iż REVIVED to niegrzeczna, erotyczna, zmysłowa i wciągająca powieść, przy której nie braknie emocji. A także inna, niż jej poprzedniczka. 

To także miłe i wzruszające spotkanie z bohaterami z "REVVED". Naprawdę bardzo cieszę się, że mogłam ponownie spotkać Carricka – którego swoją drogą kocham jedną połówką swego serca – Andi, a nawet Petre. Właśnie tak moliki. Petra również ma znaczenie w tej powieści.


"– Wiem już, że chcesz przelecieć doktor Harris – śmieje się głośno – ale jak poszło? Jest niezła, prawda? Naprawdę bardzo pomogła Andi.
– Tak, wydaje się być w porządku.
– Uważa, że uda jej się ci pomóc?
– Tak mi powiedziała.
 Oczywiście o ile wcześniej jej nie przelecę i wszystkiego nie spieprzę."


Dzięki właśnie temu spotkaniu możemy dowiedzieć się, co nie co o tym, co działo się z Andi. Bo jak pamiętacie z REVVED, Andi zapisała się na terapię, która miała pomóc jej przezwyciężyć lęk, przed patrzeniem na to, jak Carrick się ściga. Tak trafiła to bohaterki tej właśnie powieści, czyli do doktor Indii Harris. Andi wraz z Carrickiem polecili Panią doktor Leandrowi, którego poznaliśmy w ich historii czyli w "REVVED" .  Oczywiście Leandro skradł drugą połówkę mega serca, które krzyczy: dajcie mi takiego właśnie faceta! A będę najszczęśliwsze na świecie. 

Powieść czytało mi się niezwykle lekko i przyjemnie, a numery stron zmieniały się w zastraszającym tempie. Książka  przedstawia naprzemiennie perspektywy obu bohaterów, Leandra i Indii oraz bardzo fajną postawę Leandra wobec syna Indii, z czego powinni brać przykład wszyscy mężczyźni, wiążący się z kobietami, mającymi już swoje dzieci. 


"Paul leży w łóżku.
 Nie jest sam. 
 Siedzi na nim kobieta. Naga kobieta.
 Uprawiają seks.
 Jezu
Przyciskam dłoń do brzucha. 
 Czuję nagłą falę bólu, która zaczyna rozlewać się na resztę ciała. Oczy wypełniają mi się łzami.
 Paul zauważa mnie i patrzy z przerażeniem. Chwyta kobietę za ramiona, by się zatrzymała. Wtedy ona odwraca się w moją stronę.
 To wcale nie jest kobieta. 
To młoda dziewczyna. Znam ją. Cassie. 
Mieszka w tym samym domu co ja. 
Cassie ma czternaście lat."


Ogólnie rzecz biorąc mogę napisać, że tę powieść po prostu trzeba przeczytać i przeżyć na swój własny sposób. Bo ja niestety nie jestem w stanie opisać słowami tego, co przeżyłam. Wspomnę jedynie, że przyszedł moment, gdzie miałam wrażenie, że zacznę "rzygać" tęczą i wiedziałam, że wydarzy się coś, co przerwie tę iście sielankową ścieżkę, po której stąpała India. I oczywiście tak się stało. Tylko początkowo, myślałam o czymś zupełnie innym, a mianowicie, że to Leandro będzie miał kolejny wypadek. Dzieje się coś zupełnie innego i za to plus, chociaż szczerze mówiąc nastawiona byłam na większą drame i miałam nadzieję, że dojdzie do spotkania syna Indii z jej ojcem, będzie większa akcja, zawał serca, ale nie czuję się zawiedziona. Powieść kończy się słodko i ta słodycz właśnie mnie wzruszyła.

"REVIVED" to książka o miłości, namiętnej,  ekscytującej i dojrzałej. To podróż pośród ludzkich problemów, zmagań z lękami i obawami, a także lektura, która w pełni pokazuje, że jeśli się kogoś naprawdę kocha, poświęca się inne ważne rzeczy w imię miłości. REVIVED to fajna, przyjemna w odbiorze lektura, przez którą się wręcz płynie. 

Jeśli kochacie powieści miłosne, okraszone namiętnością, elektryzujące, z przystojnym i wrażliwym bohaterem, który rzuca mięsem na lewo i prawo, nie straszne Wam sceny erotyczne, wywołujące głód, to ta książka jest dla Was!


"– Czas, który straciłem za kratkami… to twoja wina, India. Jesteś mi coś winna.
– Nie jestem ci nic winna. Trafiłeś do więzienia, bo lubiłeś manipulować młodymi, bezbronnymi dziewczynami i uwodzić je, by uprawiały z tobą seks.
– Nigdy nie byłaś bezbronna, a ja z całą pewnością nigdy cię nie uwiodłem. Miałaś na to ochotę. Jeśli dobrze pamiętam, to ja nie mogłem się od ciebie opędzić. To ty wciąż błagałaś, żebym się z tobą przespał."


PREMIERA 12 WRZEŚNIA 2018! Zapamiętajcie tę datę i dajcie się porwać zmysłowemu Leandro, który obudzi w Was prawdziwą bestię!







Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu NieZwykłe. 





Samanta Louis 

Prolog z mojego nowego projektu o nazwie "ALESIA – Piosenka o miłości"

Prolog z mojego nowego projektu o nazwie "ALESIA – Piosenka o miłości"

Dzisiaj bedzie nietypowo, bo nie bedzie to recenzja, a wstep do nowego opowiadania, które piszę. Zainspirowałam się polskimi utworami muzycznymi Verby (moje pokolenie na pewno kojarzy, kto to) w duecie z Sylwią Przybysz. Opowiadanie przewiduję w całości napisać przy wybranej playliście, więc będzie mi bardzo miło, gdy napiszecie czy Wam sie podoba, ciekawi, czy też nie. Postanowiłam tu dodawać rozdziały, bo nie każdy ma profil na wattpad i obserwuje mojego fanpage'a autorskiego – Samanta Louis – gdzie wrzucam fragmenty ze swoich projektów.

 Nie przedłużając, zapraszam na wstęp tzw. Prolog.


~°~





    Kiedy ujrzałem ją po raz pierwszy stała oparta o balustradę sopockiego molo. Lekki wiatr smagał jej włosy odsłaniając muśniętą słońcem twarz, która biła blaskiem. Błękitna sukienka lekko tańczyła wokół jej nóg. Uśmiech miała słodki i zalotny.
Emanowała jakiegoś rodzaju pozytywną energią, przez co nie było można przejść obok niej obojętnie. Elektryzowała swoim spojrzeniem każdego, kto zagłębił się w toń jej zielonych oczu. A uśmiechem powala płeć męską na kolana i zawsze wokół niej kręciło się wiele facetów. Lubiła być w centrum uwagi, lubiła słuchać komplementów, lubiła adorować i dawać cień nadziei, że zainteresuje się aktualnym amantem, kręcącym się wokół jej pięknego i ponętnego ciała. Była światłem w mroku, rozświetlała swoim byciem najmroczniejsze myśli, nie pozwalając o sobie zapomnieć. Była dla mnie całym światem, spoiła się z moją duszą, była czymś więcej. Była moim życiem, a ja byłem gotów oddać jej cały świat, uchylić nieba, być zawsze i na zawsze. Dopóki nie odeszła i nie zostawiła po sobie wszechogarniającej pustki. Pozwoliłem jej odejść nie próbując nawet walczyć.

“Ból jest chwilowy, wygrana jest wieczna” – zacytowała kiedyś moja siostra z jednej z książek, które czytała nagminnie. Nie mogę zgodzić się z tym twierdzeniem. Ból jest wieczny, a wygrana chwilowa.

Miałem związane oczy i nie widziałem naszych błędów, nie widziałem swoich błędów. Nie wiedziałem jak mam iść pośród życia zakrętów. Więc milczałem, nie mówiąc nic. Ale oni mówili mi, że nic z tego nie będzie, odpowiadałem im, że nic nie rozumieją, że przetrwamy dzięki miłości. Że żadna prawda nie zniszczy tego, co jest pośród nas.

Jeśli naprawdę kochasz, możesz zło dematerializować – mówiłem, ale nie słuchali, ostrzegali mnie, że i tak pewnego dnia odejdzie.
 
Dlatego teraz wierzę, że po burzy wyjdzie słońce i ją odzyskam, będzie moja, na zawsze. I tego będę się trzymać.

Szwendam się po nocach, leżąc przybity w łóżku.
Tak bez zmian zmieniam lokal, wciąż przy tym samym kuflu.
Mam ślady łez na oczach, sucho pod powiekami.
Mój blady cień ma focha, zostawił mnie z myślami.
Nie jestem dobrym chłopcem i nie czuję się tym złym
Maluję autoportret, myśli zakłócają sny.
Coś mówi, że dorosłem, pragnę lecz się boję zmian,
Chyba już nie zrozumiem, przecież tak tego chciałem.
( fragment tekstu z piosenki “Piotruś Pan” ReTro.)


Zwiastun zapowiadający 



Larista – Melissa Darwood. Powieść fantasy o miłości od pierwszego wejrzenia, czyli L'amore a prima vista.

Larista – Melissa Darwood. Powieść fantasy o miłości od pierwszego wejrzenia, czyli L'amore a prima vista.

Larista – Melissa Darwood, recenzja.



"Życie ma sens jedynie wtedy, gdy robimy to, co kochamy." 




Recenzja, Larista Melissa Darwood. Zaczytana Dolina


Powieść rozpoczyna się senną marą głównej bohaterki Larysy. Dziewczyna leży blada i zimna w trumnie, choć stoi obok swojego grobu. Orientuje się, że to jej własny pogrzeb, gdy zauważa swoich rodziców zmierzających do miejsca, gdzie ma zostać pochowana. Niedaleko siebie dostrzega pewnego Nieznajomego, który chwilę później ratuje jej matkę przed upadkiem w głąb wykopu. Larysa nie może pojąć, dlaczego nikt jej nie słyszy, mimo że krzyczy i próbuje zwrócić na siebie ich uwagę. Jak się okazuje pod koniec książki, ten sen będzie miał ogromnie znaczenie, a przeznaczenie się wypełni.

Larysa poznaje później kim jest owy Nieznajomy. Spotyka go ponownie. Chłopak nie może zrozumieć, jak to jest możliwe, że dziewczyna widzi go podczas posługi, choć on dla niej powinien być niewidzialny, podczas ratowania życia jej sąsiadki.


"Ludzie patrzą na drugiego człowieka jedynie poprzez pryzmat własnych korzyści."


Mogłabym opisać obszerniej streszczenie fabuły, ale obawiam się, że nie byłabym w stanie napisać tego tak, by za wiele nie zdradzić i nie popsuć Wam odkrycia wszystkich tajemnic i ułożenia układanki. "Larista" to pierwsza część serii, kolejna "Guerra" będzie miała swoją premierę bodajże 23 października, jeśli zapamiętałam dobrze ;) i będzie opowiadać o Zuzce, przyjaciółce Larysy. 

Z twórczością autorki miałam do czynienia pierwszy raz i muszę przyznać, że tak jak broniłam się jeszcze do niedawna przed gatunkiem fantasy, w każdej postaci, tak dzięki "Larista" i Melissie Darwood od wydawnictwa kobiecego powoli zaczynam pokonywać niechęć do takich książek.

Melissa ma lekki i przyjemny styl w odbiorze. Czyta się szybko i wręcz płynie się przez karty powieści. Książka jest bardzo barwna w historię świata, co mnie zaciekawiło i pozwoliło zagłębić się w świat Gabriela, nieznajomego, którego Larysa widziała już we śnie.

Ponadto posługa Gabriela nie jest mi obca – możecie wierzyć lub nie – ale z ręką na sercu doświadczyłam głosu w mojej głowie, który uchronił mnie przed poważnym wypadkiem. Gabriel jest wyslannikiem Boga, który wysyłany jest na posługę, by zawalczyć o człowiecze życie. Posługuje się tylko myślami i w ten sposób próbuje nakłonić osoby przed śmiercią, aby walczyły i się nie poddały. I ja właśnie taki głosik usłyszałam. Serio, proszę się nie śmiać. Byłam dzieckiem i wróciłam w nocy około północy z mamą do domu po stypie. Miałyśmy wtedy dużego psa, mama poszła go wyprowadzić, a ja zostałam w domu. Siedziałam na kanapie, nawet kurtki do końca nie zdjęłam z ramion i tępo patrzyłam w telewizor. Wtedy usłyszałam – przysięgam! – głos w swojej głowie, który kazał zakryć mi głowę. Bez zastanowienia to zrobiłam. Po sekundzie oberwałam kloszem od lampy prosto w głowę. Miałam tylko małe rozcięcie, ale i tak było trzeba szyć. W dodatku, gdy wolałam mamę przez domofon w korytarzu, czułam bardzo wyraźnie czyjąś obecność za moimi plecami. Wiedziałam, że ktoś mnie obserwuje, ale nikogo nie dostrzegałam. Czytając o tym w książce "Larista" poczułam, jak to wydarzenie wraca do mnie bumerangiem. Cała sytuacja ponownie stanęła mi przed oczami i dreszcz przeszedł po moim ciele. Nie wiem, czy autorka doświadczyła czegoś podobnego i z tego wziął się pomysł, czy też nie, ale mogę zapewnić, że tacy wyslannicy istnieją, nawet jeśli ktoś powie, że zwariowałam!

I jeszcze bardziej wkręciłam się w powieść, chcąc zgłębić się w ten inny świat.

Co jeszcze bardzo mi się podoba i zasługuje na wspomnienie? Skróty z zdań, imion bowiem tytuł Larista nie wziął się z palca, nie wziął się od imienia głównej bohaterki, a od miłości od pierwszego wejrzenia. I nawet pies sąsiadki ma tutaj swoje znaczenie, bo jego imię jest... Tego musicie dowiedzieć się sami.

"Larista" to opowieść o przeznaczeniu, miłości od pierwszego wejrzenia, starciu "tytanów" i Guardianach, którzy walczą o to, byśmy się nie poddawali na łożu śmierci. Polecam!

"L'amore a prima vista" 


Za egzemplarz z dedykacją i autografem dziękuję serdecznie autorce! 


Samanta Louis 


Przedpremierowa recenzja! KULTI – Mariana Zapata. Czyli o przyjaźni i ogromnej miłości do piłki nożnej.

Przedpremierowa recenzja! KULTI – Mariana Zapata. Czyli o przyjaźni i ogromnej miłości do piłki nożnej.

Kulti, Mariana Zapata – recenzja.


"Jesteś moją najlepszą przyjaciółką, moją ukochaną, moją towarzyszką. Gdziekolwiek się znajdziemy i w cokolwiek będziemy grać, będziemy jedną drużyną."


Recenzja Kulti, Mariana Zapata. Lawendowa Czytelnia, wydawnictwo NieZwykłe



Dwudziestosiedmioletnia Sal Cassilas jest napastnikiem w zawodowej lidze kobiet w drużynie Dudziarek. W miejscu, gdzie chce być i czuje się szczęśliwa. Ciężką pracą zasłużyła sobie na szacunek w drużynie i swojego trenera Gardnera. Jest także najlepszą zawodniczką i ma tego pełną świadomość. W wieku sześciu lat jej mentorem i jednocześnie pierwszą miłością stał się Reiner "Król" Kulti. Sal z miłości do piłkarza miała cały pokój w plakatach z jego wizerunkiem i oglądała każdy mecz, a nawet napisała do Kutliego list, na który nigdy nie otrzymała odpowiedzi. Wszystkim wkoło mówiła, że kiedyś za niego wyjdzie i spłodzą superpiłkarzyków. Dzięki swojej miłości i fascynacji do najsłynniejszego piłkarza rozpoczęła przygodę z piłką nożną, która stała się jej życiem.

Sal miała swoje cele, które zamierzała osiągnąć, a były nimi zwycięstwo, zwycięstwo, zwycięstwo. Kiedyś popełnia jeden błąd, przez który straciła swoją szansę na europejską ligę kobiet. Ale nie złamało jej to, nadal robiła to, co kochała i starała się być ciągle lepsza, bo wiedziała, że może być. Świadoma swojego ciała, dobrze się z nim czuje i żyje w zgodzie ze sobą.


"W pewnym momencie trzeba się po prostu zdecydować i zostać najlepszą wersją siebie, taką z którą można żyć i patrzeć na nią codziennie w lustrze."


Ale kiedy dowiaduje się, że trenerem pomocniczym jej drużyny "Dudziarek" ma być jej dawna pierwsza miłość, człowiek, którego uważała za wzór do naśladowania i chciała być od niego lepsza, okazuje się, że Kulti nie jest już tym samym bojowo nastawionym graczem, jak kiedyś. Arogancki niespełna czterdziestoletni piłkarz ma za zadanie trenować drużynę, ale tak naprawdę nie robić nic, co doprowadza Sal do szału. Kiedy tata bohaterki, typowy psychofan Kultiego, podchodzi do gwiazdy na dniach otwartych w lidzie kobiet i prosi go autograf, zostaje odesłany z kwitkiem. Początkowo Sal nie ma pojęcia, dlaczego zachowanie zawsze pogodnego taty nagle się zmieniło. Dowiaduje się tego od swojej przyjaciółki i koleżanki z drużyny. Wtedy przelewa się czara goryczy. Wzburzona Sal idzie do Kultiego i łamiąc swój strach mówi wszystko, co myśli prosto w oczy. Nie doczekuje się odpowiedzi, ale wkrótce po tym zdarzeniu, Kulti stopniowo zaczyna się angażować w drużynę, fanów i w przyjaźń z Sal, która oczywiście przeradza się w miłość.


"Przeznaczenie jest jak drabina pokonuje się kolejne stopnie, by znaleźć się w miejscu  w którym powinno się być. Jestem jaki jestem i zrobiłem to, co zrobiłem, by spotkać ciebie."


"Kulti" to powieść śpisana dokładnie na 541 kartach książki. Opowiada nam o głównej bohaterce, o jej samozaparciu i miłości do piłki nożnej. Poznajemy różne informacje z jej życia, z życia jej rodziny. Czytamy o tym, jak wyglądają treningi w kobiecej lidze, że dziewczyny tworzą świetną drużynę nie mającą problemów w komunikacji i wspólnie jako jedność biegną po zwycięstwo. Ale jak to w życiu bywa, tam gdzie jest szczęście i wszystko idzie po czyjeś myśli, musi zostać przerwana dobra passa.

Sal, stopniowo i mimo dupkowatego zachowania Kultiego, staje się dla niego przyjaciółką, a on jej przyjacielem. I choć ta przyjaźń będzie miała wiele wybuchów i niezrozumiałych zachowań, Sal ryzykuje tak naprawdę wszystko, co do tej pory osiągnąła bowiem nie powinna łączyć ją żadna inna relacja z trener niż ta na boisku. I tak się dzieje, drużyna zaczyna się od niej odwracać i szeptać za jej plecami, menadżer jej grozi, aż w końcu dowiaduje się, że chce ją wymienić na inną zawodniczkę. Sal zaryzykowała dla Kultiego wszystko, co miało dla niej ogormnie znaczenie, a czy dobrze postąpiła i dobro na pewno do niej powróci?



"To ty powiedziałaś mi, że kłócimy się z ludźmi, których kochany najbardziej, pamiętasz? My robimy to cały czas."



Cała fabuła powieści "Kulti" opiera się na piłce nożnej i dzieje się w jej centrum. Jestem pod wielkim wrażeniem, jak dużo informacji zostało zawartych od kulis piłki nożnej. Widać, że pisarka dokładnie przyłożyła się do tego zadania. 

Główna bohaterka w moim odczuciu jest świetnie wykreowana, co więcej bardzo mocno się z nią zżyłam, gdyż w większości jest moim lustrzanym odbiciem. Bardzo serdeczna i wyważona kobieta, która ma jasno określone cele w życiu i wie czego chce. Śmiem twierdzić, że to dobry materiał do naśladowania. Cała historia Sal jest skrupulatnie opisania i cały czas coś się dzieje. I tak jak w życiu bywa, w książce pojawiają się zawistne osoby, które chcą podłożyć nogę bohaterce i zrujnować jej karierę. 

Mimo że powieść liczy niemal 600 stron, pochłonęłam ją – jak na swoje możliwości – bardzo szybko, choć po około 300 stronach czułam się zawiedziona, że nie ma wybuchu wielkiej namiętności, ale na końcu zrozumiałam, dlaczego. To powieść o zupełnie innej miłości. Czytałam w każdej wolnej chwili, a także w nocy, bo nie sposób się oderwać od lektury.



"Gdy kogoś kochasz robisz wszystko, by go chronić, prawda?" 


"Kulti" to niesamowita powieść o sile miłości do swojej pasji, wspaniała lektura opowiadająca o przyjaźni, o życiu w blasku fleszy i samotności.  Okraszona nutą humorystycznych zwrotów, określeń i dialogów. W pewnych momentach zdarzyło mi się parsknąć śmiechem i nie mogłam się powstrzymać. Oczywiście nie braknie w niej wątku miłosnego między bohaterami, który jest miłym dodatkiem i serce puchnie na koniec powieści. 

Autorka napisała tak inną i tak piękną historię dwojga ludzi, którzy pokochali ten sam rodzaj sportu i musieli przejść w życiu wiele, by zajść tak daleko. Polecam każdemu, kto chce zagłębić się świat footballu i przez chwilę poczuć się, jak gwiazda. 

"Kulti" to lekka i wciągająca powieść dla każdego, mimo swoich pokaźnych rozmiarów. Polecam! 

Za możliwość przeczytania powieści dziękuję 



PREMIERA 14 SIERPNIA 2018r. 

Samanta Louis 

Raz na zawsze, Andreas Pfluger. Czyli kryminalny majstersztyk polecany przez Katarzynę Bonde.

Raz na zawsze, Andreas Pfluger. Czyli kryminalny majstersztyk polecany przez Katarzynę Bonde.

Raz na zawsze, Andreas Pfluger – recenzja





5 lat wcześniej Aaron podczas prowokacji w Barcelonie porzuca swojego  rannego partnera policyjnego i ucieka przed niebezpiecznym człowiekiem przedstawiającym się, jako Egger, który pragnie się na niej zamieścić, ale Aaron nie ma jeszcze o tym zielonego pojęcia. W trakcie pościgu dochodzi do wypadku, w którym Aaron traci wzrok. Po wspomnianych pięciu latach upomina się o nią Holm, ten sam człowiek, który nie zabił jej w Barcelonie.

Aaron przez wszystkie minione lata nie może wybaczyć sobie i zrozumieć, dlaczego wtedy w Barcelonie pozostawiła swojego partnera policyjnego i życiowego na pewną śmierć, nie zawiadamiając nawet w trakcie pościgu wydziału o tym, co się stało. Wyjaśnienie tego następuje  dopiero pod koniec powieści.

Aaron, główna bohaterka przez całą powieść jest niewidoma, a jej sprawność ruchowa jak i intelektualna jest zadziwiająco imponująca i niemożliwa, ale autor zapewnia, że niewidome osoby potrafią robić rzeczy, które robi Aaron. 

Cała powieść to śledztwo w sprawie Holma, który zabija ludzi nie przypadkowo, a każda z osób w jakimś sensie związana jest z główną bohaterką i Wydział pragnie, a także Aaron i Pavlik – przyjaciel Aaron – dowiedzieć się do czego zmierza Holm i dlaczego tak bardzo zależy mu na dorwaniu Aaron. 

Fabuła z początku dużo opiera się na wspomnieniach głównie Aaron i to z nich dowiadujemy się o tym, co zaszło w Barcelonie, czego nie może wybaczyć sobie główna bohaterka i z czym musi się mierzyć każdego dnia w otaczającym ją mroku. Później się rozkręca i gdy akcja zaczyna się toczyć według teraźniejszych wydarzeń, nie sposób odłożyć książki na bok. Adrenalina, ciekawość i strach, to uczucia, które towarzyszyły mi podczas czytania "Raz na zawsze". Z wielkim bólem odkładałam książkę i ubolewalam nad tym, ze nie mogę czytać dalej, choć początkowo miałam bardzo mieszane uczucia, bo ta powieść jest moim pierwszym kryminałem! Nigdy bym jej nie kupiła, gdyby nie rabat otrzymany od tania książka. 

Autor w bardzo przemyślany i solidny sposób zbudował fabułę od fundamentow po sam dach. Wszystko, co przedstawia książka oparte jest o wiarygodne źródła, współpracę ze specjalistami. Bohaterowie sa wykreowaniu od stóp do głowy, nawet ofiary Holma, przyjaciele Aaron, ludzie z wydziału są z krwi i kości. Są solidni, perfekcyjni i każdy z nich jest do czegoś przeznaczony, z czymś powiązany. 

"Raz na zawsze" od wydawnictwa Otwartego, to kryminalny majstersztyk, mimo ze nie mam porównania. Jednak siedzę w tym od strony pisarza i dlatego mogę z czystym sumieniem napisać, że autor wykonał fantastyczną pracę i napisał realistyczną, pełną emocji i napięcia powieść, która wciąga do świata Aaron i Holma, i ma się nieodpartą ochotę zobaczyć, jak to jest być ślepym, sprawdzić czy poprzez samo liczenie krokow jesteśmy w stanie poruszać sie po mieszkaniu, co daje uderzanie językiem o podniebienie i czy w ogóle jest to możliwe. 

Ponadto autor rozłożył wszystkie odpowiedzi na pytania na cały tok książki. Dozuje je powoli, pozwala zastanowić się czytelnikowi, skojarzyć fakty, a jeśli czytelnik czegoś nie rozumie nie musi się martwić, bo im daje biegnie sie przez powieść, tym więcej wyjaśnia autor. I nie zabraknie szokujących momentów, chwilami autor próbuje nas zwieść, odciągnąć od naszej teorii, ale później przyznaje nam rację. Czasami trochę mami czytelnikowi w głowie, przez co książka jest jeszcze bardziej ciekawa i wydaje się bardziej zawiła.

"Raz na zawsze" to złożony nieco psychologiczny kryminał, który trzeba czytać uważnie. To nie zła jazda bez trzymanki i duża dawka emocji. Jak najbardziej polecam, tym bardziej że to nie koniec losów Aaron.



Samanta Louis 


Przedpremierowa recenzja! Ja, niepokorna – Ewelina Skierka. Powieść pełna tajemnic i nadprzyrodzonych mocy.

Przedpremierowa recenzja! Ja, niepokorna – Ewelina Skierka. Powieść pełna tajemnic i nadprzyrodzonych mocy.

Ja, niepokorna. Ewelina Skierka – recenzja


"Nie chcesz mnie zranić, ale zobacz, jak głęboko tkwi kula." 


Ja, niepokorna Ewelina Skierka Novae Res, recenzja, booklover


Powieść rozpoczyna się wstępem w narracji trzecioosobowej, w której dowiadujemy się, że Chilli w nocy wybiera się na plac zabaw, aby spotkać się ze swoim przyjacielem Martinem, gdyż kilka minut po północy są jej urodziny. Dziewczyna rozstaje się z chłopakiem szybko, bo słyszy krzyk swojego brata dobiegający z jej domu. Gdy odchodzi, obok Martina pojawia się demon zwany Onyksem, który informuje go, że jeśli odda mu swoją duszę, Chilli pozostanie przy życiu. 


"Na widok zimnego uśmiechu na twarzy Onyksa Martin poczuł, jak jego serce próbuje wydostać się z klatki piersiowej, rozrywając po drodze żebra. Wyciągnął w jego stronę wskazujący palec prawej ręki, który Onyks przebił zamocowanym na kciuku szpikulcem. 
– Pełne imię i nazwisko proszę – wycharczał zadowolony Onyks."



Ja, niepokorna to powieść oznaczona gatunkiem New Adult, choć w mojej ocenie mogłaby widnieć także w kategorii fantasy bowiem w powieści przewija się temat demonów, wilkołaków, czarownic i nastolatków należących do bractwa. 

Główna bohaterka Julia, zwana Chilli cierpi po stracie przyjaciela i nie ma pojęcia o tym, że sprzedał on swoją duszę diabłu po to, by ona mogła przeżyć. Akcja książki rozpoczyna się od tego, że Julia jedzie autem swojego ojca w ulewie i rozmawia z nim przez telefon. W trakcie podróży zabiera ze sobą autostopowicza i podwozi go do motelu, wspominając, że jeśli szuka on pracy ma się zgłosić do jej macochy. 

W toku fabuły okazuje się, że Chilli nie jest zwykłą dziewczyną i osiągając wiek inicjacji następuje jej przemiana, po której nabywa jakieś nadprzyrodzone umiejętności. 

W książce nie brakuje także wątku miłosnego, jaki występuje między główną bohaterką a Cassianem, chłopakiem, którego podwoziła na początku książki. 



"Co to za dźwięk słyszę z głębi? Czy to twoje serce, czy tylko grzmot?" 



To, co zastanawiało mnie w książce to użycie ponownie narracji trzecioosobowej z punktu Cassiana, mimo że jego perspektywa wcześniej i później prowadzona jest w pierwszej osobie. Nie podobało mi się mieszanie czasów. Mniej więcej przez ¾ książki zdarzał się ten zabieg sporadycznie, głównie przy wspominaniu miejsc. Ale pod koniec już książki, pewien fragment napisany został w teraźniejszym czasie, a cała książka napisana została w czasie przeszłym. Zawsze mnie to mocno irytowało, tym bardziej że piszę swoje książki w różnych narracjach i czasach, i nie popełniam tego błędu, bo wiem, że jeżeli bohater coś nam opowiada, co wydarzyło się kiedyś, nie pisze się tutaj, tylko tam, nie używa się formy teraz, tylko wtedy. 

Ponadto gubiłam się w niektórych dialogach, gdyż nie zostało opisane, co kto mówi, i musiałam czytać kilka razy, by zrozumieć czyja to była wypowiedź. Zabrakło mi w książce także uczuć i emocji, szczególnie wtedy, gdy Julia dowiedziała się, że Martin oddał swoją duszę, by to ona przeżyła wypadek, w którym miała zginąć. Zadziwiająco szybko i łatwo pogodziła się ze swoją przemianą i tym kim tak naprawdę jest. Później pojawił się rozdział, który kompletnie wybił mnie z rytmu, a to dlatego że wcześniej w fabule nie zostało wspomniane w ogóle, że bohaterowie szykują się do walki z monstrum podczas imprezy noworocznej. Jest także mowa o tym, że przy przemianie źrenice Julii zmieniają się w pionowe, ale potem, gdy spotyka się ona z przyjaciółkami nie ma wzmianki o tym, że wywołuje to w nich jakiekolwiek zdziwienie. W mojej ocenie powinno być chociaż napisane, że bohaterka maskuje dziwny kształt tych źrenic soczewkami. 


"Krople deszczu drżały na jej rzęsach, źrenice najpierw rozszerzyły się tak bardzo, że zakryły tęczówki, a potem zwęziły nagle i zmieniły kształt na pionowy."


Niemniej jednak muszę przyznać, że mimo tych niedociągnięć byłam ciekawa, co wydarzy się dalej i w pewnych momentach nie chciałam odrywać się od kart książki. Bardzo podobał mi się zamysł autorki na użycie zdań z tekstu różnych piosenek, które zapowiadały każdy rozdział i zostały wplecione w wypowiedź, któregoś z bohaterów. 

W Ja, niepokorna będziecie świadkami przemiany Julii, zdjęcia klątwy z Cassiana, spotkania z demonem, miłości nieco zakazanej, ale finalnie z happy endem. Na duży plus zasługuje także to, że autorka nie wyłożyła wszystkich informacji na tacy, a rozłożyła je na całą powieść. Dopiero na koniec dowiecie się, dlaczego Martin oddał swoją duszę Onyksowi. 

Ja, niepokorna to powieść pełna tajemnic, okraszona nadprzyrodzonymi mocami i miłością, przy której nie będzie się nudzić. Polecam, bo zamysł autorki na powieść jest ciekawy i wciągający, a przy takich książkach można przymknąć oko na niedociągnięcia. 


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Novae Res. 



Samanta Louis 

Copyright © 2014 Lawendowa Czytelnia , Blogger