Pozwól mi zostać, Tijan. Strata połowy siebie to niewyobrażalny ból. Samobójstwo to odwaga.

To było jedyne miejsce na ziemi, w którym czułam się bezpieczna.


29 czerwca, Mackenzie znajduje swoją siostrę bliźniaczke w łazience, w kałuży krwi. Tego samego dnia po odkryciu zwłok siostry trafia do domu rodziców Rayana, a w rezultacie do jego łóżka. Traumatyczne przeżycie, jakiego doświadczyła nie pozwala jej zasnąć, a bycie w łóżku chłopaka i jego obecność, pozwala jej na sen. Tak zaczyna się relacja między Mac i Rayanem, ale to dopiero początek góry problemów i wielkiego bólu, z jakim będzie musiała zmierzyć się bohaterka. Czy jej się to uda? Czy idzie normalnie żyć i funkcjonować po tym, jak odnalazło się połowę swojej duszy na podłodze w kałuży krwi? Co zawiera list samobójczy, który rzekomo zostawiła Willow? Dowiecie się wszystko, czytając tę książkę.

Ja na początku skupię się na problemie powszednim, jakim jest samobójstwo nastolatków. To muszę przyznać temat tabu, jak i bardzo ciekawy do stworzenia książki. Mackenzie przeżywa tak wiele bólu, ma wrażenie, że traci zmysły, ale przede wszystkim obwinia siebie, że jako siostra blizniaczka, nie zauważyła sygnałów, jakie wysyłała siostra o pomoc. Strata kogoś tak bliskiego – w ogóle strata bliskiego – jest bólem, którego nie można sobie wyobrazić, dopóki się go nie doświadczy. Jest też powodem do obwiniania siebie, za to że było się tak bardzo zaślepionym w sobie, że nie zauważyło się tego, z czym na codzień musiała walczyć bliska osoba. Zarzuca się sobie, tak jak w przypadku Mac, że to ona powinna była umrzeć, bo Willow zawsze była silna, lubiana, najlepsza. I myślę, że to chciała autorka przekazać swoją książką, byśmy bardziej zwracali uwagę na bliskie nam osoby, niż na samego siebie. Bo gdy dojdzie do tragedii, będzie już za późno. Niestety w mojej rodzinie również ktoś popełnił samobójstwo. Swego czasu bardzo bliski mi kuzyn. Nie miałam możliwości mu pomóc, bo nie miałam z nim kontaktu, ale po jego śmierci zastanawiałam się nad tym, co tak naprawdę skłoniło go do odejścia z tego świata i czy naprawdę jego matka nie widziała, że jej dziecku nie chce się żyć? Czy gdybyśmy mieli ze sobą kontakt, jak kiedyś, mogłabym mu pomóc? Więc poniekąd rozumiałam ból, wątpliwości i żal bohaterki, a nawet obłęd w jaki popadała, gdy widziała i słyszała swoją zmarłą siostrę. W wyniku jej śmierci rodzina zaczęła się rozpadać. Mackenzie było o tyle trudno, że była identyczna, jak Willow, co wiązało się z odrzuceniem, odsunięciem.

Jak chodzi o techniczną stronę książki, to nie mogłam przez nią przepłynąć, niestety. Nie wiem czy to wina tłumacza, ale nieustanne mieszanie czasów tak strasznie mnie irytowało, że w pewnym momencie już miałam dość, tak samo jak błędów, których jest mnóstwo! I naprawdę, nie rozumiem, jakim sposobem w książce tak wiele się ich znalazło, biorąc pod uwagę fakt, że to wydawnictwo Kobiece stoi za wydaniem tej pozycji. Nad resztą nie będę się rozwodzić, bo mam mieszane uczucia. Nie uważam, że książka jest fantastyczna ani, że jest zła. Opowiada o czymś bardzo ważnym, ale chyba nic poza tym. Jedyne co jeszcze mi się podobało, to postawa Rayana. Ich miłość jest naprawdę w tej książce piękna i nietuzinkowa, co skłania mnie do myśli, że młoda miłość, taka między nastolatkami potrafi być prawdziwsza i silniejsza niż dojrzała miłość. Bo widzicie, mając 12 chyba lat, zakochałam się po uszy w siedemnstolatku i jestem z nim do dzisiaj, a przeszliśmy naprawdę sporo, tak wiele, że połowa poległaby na samym początku.

Czego nie rozumiem w "Pozwól mi zostać"? Zakończenia. Autorka napisała, że zostawiła je umyślnie, by skłonić czytelniczki do myślenia. Jedyne do czego mnie skłania, to do tego, że zabrakło mi wyjaśnienia, dlaczego Willow się zabiła, z czym tak naprawdę się borykała, że odważyła się to zrobić, czy może zrobiła to przez list, który odnalazła? I jak to się stało, że go znalazła? Nie lubię niedokończonych spraw, a ta ewidentnie taka jest i śmiem twierdzić, że Tijan powinna napisać kolejną część w całości opowiadającą o Willow, byśmy mogli ją zrozumieć, bo to, co opowiada Mackenzie o swoje siostrze, nie tłumaczy niczego.

Podsumowując: Polecam przeczytać "Pozwól mi zostać" i wyrobić sobie własne zdanie. Prawdopodobnie Ciebie ta powieść zachwyci, mnie zachywciłaby wtedy, gdyby była bardziej przemyślana i lepiej napisana. Czegoś wielkiego mi w niej brakuje.
Ale jestem pewna, że ściśnie Wam się serce, uronicie łzę – albo i nie – ale na pewno nieco przytłoczy Was ta opowieść.



Samanta Louis,
Lawendowa Czytelnia.

6 komentarzy:

  1. Wczoraj również czytałam niezbyt pochlebne opinie o tej książce, ale chyba jednak, sama sprawdzę,co w trawie piszczy. 😊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, jak najbardziej. Jestem zdania, że to co nie podoba się mnie może oczarować kogoś innego.

      Usuń
  2. Książka już za mną i bardzo mi się podobała. Emocje w książce wynagradzają wszelkie niedociągnięcia i niedomówienia. Polubiłam bohaterów, a ich historia mnie wzruszyła:)
    Pozdrawiam, Justyna z http://livingbooksx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Emocji nie brakuje, przyznaję wzruszyłam się niejednokrotnie :)

      Usuń
  3. Mam ją w planach. Nie wiem kiedy je zrealizuje, ale jestem ciekawa jak ją odbiorę. Czytałam już parę recenzji tej książki większość była pozytywna, ale zdarzały się też mieszane opinie o niej, napisane w podobnym tonie do Twoje, to znaczy, Za dużo niedopowiedzeń

    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że każdy odbierze ją na swój sposób. Mój odbiór jest taki, bo sama piszę książki i niestety za bardzo je analizuje ;)

      Usuń

Z całego serducha dziękuję za odwiedziny i zachęcam do wyrażenia swojej opinii ;)

Copyright © 2014 Lawendowa Czytelnia , Blogger