Sponsor Tom I K. N. Haner.



Kalina poznaje Nathana w momencie, gdy jej życie jest ustabilizowane. Ma dom, rodziców i młodszą siostrę. Studiuje i chce zostać fizjoterapeutką. Jadąc rowerem na uczelnie, zamyslona nie zauważa jadącego samochodu, w wyniku czego dochodzi do zderzenia. Właściciel bentleya, przystojny Nathan, pakuje ją do swojego samochodu i zawozi do szpitala. Później proponuje Kaline kolacje, podekscytowana dziewczyna nie przypuszcza, że Nathan chce zaproponować jej sponsoring. Kalina wychowana na grzeczną dziewczynkę, oczywiście nie przyjmuje propozycji Nathana. Jednak pół roku później wszystko zacznie się zmieniać. Drogi Kaliny i Nathana ponownie się zejdą. A wtedy zacznie się dziać naprawdę wiele. 

Kalina to postać sztampowa, grzeczna, ułożona, mądra i czysta jak łza. Niby rozważna, ale momentami głupiutka. Los jej nie oszczędza i rzuca co chwila kłody pod nogi. 

Nathan ma w życiu chyba wszystko, jest przystojny i bogaty. Ma wiele znajomości i może załatwić niemal wszystko. Sponsoruje kobiety, bo czuje, że im w ten sposób pomaga. 

Sponsor autorstwa K. N. Haner, królowej dramatów, to powieść opowiadająca o dwóch zagubionych duszach, którym w życiu brakuje miłości i stabilizacji. Nathan, jeden z głównych bohaterów, mimo że ma niemal wszystko, tak naprawdę nie ma nic i żyje w złudnej iluzji, którą sam sobie wykreował. W jego bycie brakuje czegoś najważniejszego – miłości. Miłości, którą dostaje właśnie od Kaliny. Kalina natomiast niczym niewiasta początkowo dostaje od Nathana bezinteresowną pomoc, a w rezultacie, po jakimś czasie także i jego miłość. Ale w życiu na ogół jest tak, że jeśli coś się psuje, to psuje się na całej linii. 

Relacja Kaliny i Nathana nie jest łatwa, chociaż momentami nieco słodka, może zmylić, ale patrząc na objętość książki – która jest pokaźna – można wywnioskować, że prędzej czy później na tych dwoje i tak spadną problemy. I tak się dzieje. W moim odczuciu bohaterowie przechodzą zbyt wiele, szczególnie pod koniec już tej pierwszej części. Szczerze powiem, że spodziewałam się czegoś bardziej realistycznego. Żeby nie spoilerować napiszę tylko tyle: uważam, że to, co zrobiła Kalina jest dla mnie nieco niedorzeczne i całkiem głupie. Mogę zrozumieć jej ból i załamanie, jakie przechodziła wcześniej i jakie będzie musiała przejść po tym, jak Nathan złamie jej doszczętnie serce. Jednak czytając książkę odniosłam wrażenie, że Kalina bądź co bądź, jest silną kobietą, nie do końca rozważną w niektórych momentach, ale mimo tego, co ją spotkało silną, bo przy Nathanie zaczęła żyć i znalazła poczucie bezpieczeństwa, a to dało jej jakiś rodzaj siły. Dlatego uważam, że jej zachowanie na końcowym etapie powieści jest zwyczajnie przesadzone. Nie chcę w tej recenzji wywlekać własnych rodzinnych dramatów, ale możecie mi wierzyć, że ktoś bardzo mi bliski, przeszedł w życiu o wiele więcej niż Kalina, i choć ta osoba próbowała zrobić to, co zrobiła Kalina, nie odważyła się ze względu na pewną małą istotę, a Kalina przecież ma swoją małą siostrę. 

Drugim elementem, jaki nie pasował mi do końca w Sponsorze tyczy się Sabriny. Czteroletniej siostry Kaliny. Jako mama dwójki dzieci, pięciolatka i trzy i pół latki, wiem, że dzieci mają problem z wypowiadaniem tak długich zdań, tak mądrych i tak “rezolutnych”. Dzieci to bardzo mądre istoty, jednakże to nadal dzieci. Dużo przyswajają, dużo słyszą, ale też dużo przekręcają, mają problem z wypowiedzeniem poprawnie wielu słów i z ich interpretacją, a postać Sabriny momentami, a raczej jej wypowiedzi były dla mnie zbyt mądre, zbyt dorosłe, zbyt dojrzałe, jak na wiek czteroletniego dziecka. 

Kolejna rzecz, która nie do końca jest dla mnie jasna i zrozumiała, dotyczy także Sabriny, ale także Nathana. Wiadomo od początku książki, że Nathan jest nie tyle bogaty, ale też ma znajomości. Dlaczego więc, nie wykorzystał tych znajomości, żeby pomóc Sabrinie? I tu kolejna sprawa, co do której mam mocny argument. Nie chcę spoilerować, ale wiem, z doświadczenia bliskiej mi osoby, że dziecko ma też coś do powiedzenia, w takiej sytuacji, w jakiej znajdzie się młodsza siostra Sabriny. A przecież wszystkim chodzi o dobro dzieci, prawda? 

Zdaję sobie sprawę – i bardzo się z tego cieszę – że po tej recenzji możecie, albo i już jesteście, ogromnie ciekawi tej pozycji. 

Sponsor od K. N. Haner jest powieścią z pozoru łatwą, ale tak naprawdę ta książka opowiada nie tylko o miłości, ale także o problemach w dużej mierze psychicznych. O tym, że ludzki umysł nie zawsze jest w stanie poradzić sobie z losem, który brutalnie rzuca pod nogi kłody, jedną po drugiej. Kasia Haner w Sponsorze poruszyła też ważny temat, jakim jest samookaleczanie i skłonności samobójcze. Mimo tego, co napisałam wyżej, uważam, że książka jest dobra i godna polecenia. Pamiętam jak na spotkaniu w Poznaniu, Kasia przyznała, że pisanie książki w narracji trzecioosobowej nie było przyjemne. Podczas czytania tego nie czuć, lektura jest przyjemna w odbiorze i czyta się ją płynnie. Serce nie raz zabiło mi szybciej, kibicowałam Nathanowi i modliłam się, by niczego nie spieprzył. Oczywiście polecam i jestem szczerze ciekawa kontynuacji. 

Za możliwość przeczytania książki dziękuję 




Samanta Louis,
Lawendowa Czytelnia

1 komentarz:

  1. Twórczość tej autorki jeszcze przede mną, ale to już niebawem się zmieni. 😊

    OdpowiedzUsuń

Z całego serducha dziękuję za odwiedziny i zachęcam do wyrażenia swojej opinii ;)

Copyright © 2014 Lawendowa Czytelnia , Blogger