Forever my girl, Heidi McLaughlin. Kilka słów o książce i jej ekranizacji.

Serce przestaje mi bić, ponieważ w ogrodzie grają trzy osoby: mężczyzna, którego kiedyś kochałam, mężczyzna, którego zamierzam poślubić i chłopiec, który łączy nas wszystkich. 




Forever my girl opowiada o losach Liamia i Josie, którzy będąc nastolatkami darzyli się głębokim uczuciem. Niestety pewnego dnia Liam podjął decyzję odnośnie swojej przeszłości i odszedł z życia Josie, łamiąc tym serce i sobie i jej. Po dekadzie czasu Liam powraca do rodzinnego miasteczka na pogrzeb swojego dawnego przyjaciela. Przyjeżdża wcześniej niż zamierzał, ponieważ chce zobaczyć miłość swojego życia. Zanim tak się jednak stanie, Liam pozna owoc uczucia, jakim darzyli się przed laty z Josie. Kobieta natomiast nie zapomniała o tym, co zrobił jej Liam, w dodatku jest zaręczona z innym mężczyzną, szkolnym kolegą, za którym nie przepada Liam. Pomimo upływu czasu główni bohaterowie nie przestali się kochać, Josie kieruje się jednak złamanym sercem, Liam nie zamierza poraz kolejny zrezygnować ze swojego szczęścia, a tym bardziej z syna. I co więcej, zamierza odzyskać kobietę swojego życia. Czy mu się uda?

Forever my girl to pozycja dla niewymagających czytelników. Napisana prostym stylem, bez zbędnych frazesów, przez co czyta się ją szybko i płynnie, bez potrzeby wysilania szarych komórek. Forever my girl jest przyjemną lekturą, mającą za bohaterów dorosłych ludzi, którzy w nastoletnim życiu podjęli pewne decyzje i muszą się z nimi uporać, a także zawalczyć o siebie i swoje szczęście.

Forever my girl przedstawia życiowy problem, przez co jest całkowicie realna. Bohaterów tej książki możemy spotkać wśród swoich znajomych czy nawet bliskich, bądź możemy być w takiej samej sytuacji, jak oni. Jednak jeśli chodzi o całokształt, w tej książce zabrakło mi przede wszystkim całego wachlarzu emocji i uczuć, jakie powinny zostać opisane na kartach powieści. Gdy dowiedziałam się, że powieść została zekranizowana, spodziewałam się naprawdę dobrej historii i niestety się rozczarowałam, ponieważ książka nie wypada tak fenomenalnie, jak wcześniej założyłam. A wszystko przez to, że serce nie zabiło mi szybciej, nie brakowało mi tchu, moje ciało nie drżało, gdy doszło w końcu do zbliżenia między głównymi bohaterami. Mimo tego byłam ciekawa, czy Liamowi i Josie uda się być znowu razem. W mojej ocenie powieść nie jest do końca dopracowana, brakuje jej wielu ważnych elementów np: tekstów piosenek, jakie mają opowiadać o tym, jak bardzo Liam kocha Josie, rozwinięcia wątków i tego czegoś, czego zawsze szukam w książkach. 

Ale mimo wszystko, co napisałam wyżej, polecam Wam tę książkę, ponieważ autorka miała naprawdę dobry pomysł na fabułę, a biorąc pod uwagę fakt, że jest to debiut literacki można przymknąć oko na niedociągnięcia, aczkolwiek książki, w których miłość gra główne skrzypce w dużej mierze opierają się na uczuciach, co jest dość istotne w historii miłosnej. 

Kilka słów o ekranizacji Forever my girl:

Film obejrzałam od razu po przeczytaniu książki i... Doznałam lekkiego szoku. Wiem, że wszystkie filmy na podstawie powieści są tylko inspirowane danymi książkami, ale w większości ich fabuła pokrywa się z fabułą powieści. Jak było w tym przypadku? 

Ekranizacja Forever my girl niemal w całości różni się od książki. Spoiwem, który łączy film z książką jest Liam – muzyk – oraz Josie, która z bohaterką książki ma wspólnego tylko tyle, że prowadzi kwiaciarnie i ma dziecko, no i złamane serce. A także śmierć Masona. Nic więcej. Nawet menadżerka książkowego Liamia zastąpiona została mężczyzną o tym samym imieniu. Josie nie ma u boku Nicka, a zamiast syna ma córkę, w dodatku siedmioletnią. 
Ale... 
To właśnie film wydusił ze mnie morze łez, czego nie zrobiła książka! Pod koniec ekranizacji płakałam już do samego końca, a mimo że film w porównaniu z książką pędzi do przodu, co jest zrozumiałe, czuję ogromny niedosyt tak samo w przypadku książki. I powiem Wam szczerze, że jeśli czytaliście książkę, oglądając film będziecie zapewne źli, że tak wiele rzeczy i cech bohaterów zostało zmienionych, bądź wykluczonych. Ja oglądając film, przeżyłam niemal zupełnie inną opowieść, jaka została spisana na kartach powieści. 



Za możliwość przeczytania książki, dziękuję



Samanta Louis 

1 komentarz:

  1. Bardzo chętnie zarówno przeczytam książkę, jak i obejrzę film. 😊

    OdpowiedzUsuń

Z całego serducha dziękuję za odwiedziny i zachęcam do wyrażenia swojej opinii ;)

Copyright © 2014 Lawendowa czytelnia , Blogger